Sprawdź samochód online przed zakupem. Nowe narzędzie już dostępne.
Przód Forda Mustanga zainspirowany jest maską Dartha Vadera

Przód Forda Mustanga zainspirowany jest maską Dartha Vadera (fot. Mateusz Lubczański)

Ford Mustang GT 5.0 V8 : znalazłem swoje następne auto

Choć od kilku lat jestem pod wrażeniem lekkiej, niezbyt mocnej Mazdy MX-5, Ford Mustang oczarował mnie tak, że powoli zaczynam zmieniać swoje finansowe plany na najbliższe lata. Nawet jeśli Mustang nie jest samochodem idealnym.

Ten artykuł ma 2 strony:

Ford Mustang GT 5.0 V8 po liftingu (2018) - test, opinia

Ta generacja Mustanga, jeszcze przed liftingiem, okazała się hitem w Europie. W końcu, po tylu latach, kierowcy Starego Kontynentu mogli zasiąść za kierownicą legendy (i nie jest to nadużycie tego słowa!). Ford Mustang przed liftingiem zdobył nasze uznanie, doczekał się ekstremalnej wersji Shelby, jednak po kilku latach na rynku ekipa z Forda zdecydowała się poprawić to i owo.

Ford Mustang Shelby GT350R — o Mount Everest, kanapce i V8 z piekła rodem

Ford Mustang — od tego wszystko się zaczęło. Nie wiem kiedy. Nie pamiętam pierwszego Mustanga, jakiego zobaczyłem. Po prostu wiem, że fastback…

Na zdjęciach lifting nie prezentował się rewelacyjnie. Za to na żywo nowy egzemplarz wygląda świetnie. Zwłaszcza w wiśniowym kolorze, który wskazuje na możliwości auta, ale nie jest krzykliwym wezwaniem policji do natychmiastowego zatrzymania. W nowych Mustangach zmienił się kształt maski (zainspirowany oczami Dartha Vadera), która teraz zapewnia dodatkową wentylację gigantycznemu silnikowi. Po ponad 50 latach na rynku nadal wystarczy tylko rzut oka, by było wiadomo, że mamy do czynienia z Mustangiem.

Z przodu zmiany są kosmetyczne, ale od razu widać, że to odświeżony model

Niewątpliwym elementem sukcesu Mustanga była niska cena, która teraz (po liftingu) nieco wzrosła, ale dalej jest akceptowalna. Oszczędności – lecz to chyba za dużo powiedziane – widać w kabinie. Choć całe wnętrze uległo ulepszeniu, jego dolne partie dalej wskazują na cięcia budżetowe. Tak jak chromowane (raczej stylizowane na takie) przełączniki imitujące rozwiązania lotnicze. Tyle tylko, że na taką racjonalną oszczędność jestem w stanie się zgodzić. Nawet jeśli tylna kanapa wypadła z jednego mocowania, gdy próbowałem zająć na niej miejsce. Choć nie powinienem, przymykam na to oko.

Wyposażenie opcjonalne w Fordzie Mustangu

Gdy już wsuniecie się do kabiny po otwarciu długich drzwi (na wąskich miejscach parkingowych jest to duży problem), docenicie wyposażenie Mustanga. Wygodne fotele są wentylowane i ogrzewane. Zegary zostały zastąpione przez miły dla oczu ekran, pozwalający na szeroką konfigurację oraz zasypujący barwami i mnóstwem informacji. Multimedia to dający sobie całkiem nieźle radę (niestety, tylko "nieźle") zestaw SYNC3, a audio Shaker powinno być obowiązkową opcją przy zakupie auta, choć ma tłusty bas i "papierową" górę. Wszystko jest na swoim miejscu i nawet udało zachować się klasyczny ręczny!

Jakość materiałów jest akceptowalna.

Zobacz również: Maserati Levante S - test w zaśnieżonych górach

Mustang gwarantuje pozycję za kierownicą, którą ostatni raz przyjąłem przy przestawianiu AMC Javelina z lat 70-tych. Fotel umieszczony jest wysoko, kierownica nisko, dodatkowo wydaje się, że pedały zamontowano na wysokości siedziska. Innymi słowy, jest dokładnie tak, jak powinno być. Tym bardziej, że skórzane fotele nie zapewniają dobrego trzymania bocznego. Ratunkiem mogą być opcjonalne kubełki Recaro. Mustang ma jeszcze funkcjonalne miejsca z tyłu (zaskoczenie!) ale trzeba traktować je bardziej jako opcję awaryjną. Mając 180 cm wzrostu nie mogłem już ruszać stopami, a głowa stykała się z tylną szybą. Ostrożnie też z bagażnikiem – ma 408 l, ale otwór załadunkowy jest po prostu wąski.

Czy warto dopłacać do V8 w Fordzie Mustangu?

Wiemy jednak, że nie o to chodzi w Mustangu. Będę bronić wersji z silnikiem 2,3, bowiem z lżejszym przodem auto jest wyjątkowo chętne do szybkich zmian kierunku, lecz jeśli tylko możesz, zdecyduj się na pięciolitrową jednostkę Coyote. Wciśnij przycisk Start Engine, a porządny bulgot zadziała lepiej niż szybkie espresso. Nawet, jeśli włączycie tryb "miłego sąsiada", który ma wyciszać wydech przy odpalaniu. To raczej zagrywka marketingowa niż rzeczywiste korzyści dla śpiących Nowaków spod trójki.

Ciemnoczerwony lakier nie jest krzykliwy

Coyote jest rewelacyjną jednostką, która przyjemnie bulgocze przy niskich obrotach, by powyżej 4 tys. stać się rozrywającym ciszę i atakującym ostrym dźwiękiem potworem. Kręci się powyżej 7 tys. obrotów, choć zapewniam was, że pojawienie się wskazówki w okolicach tej cyfry nie będzie zdarzać się często. W tym – jak i w poprawie ekonomii – ma pomagać dziesięciobiegowa (!), automatyczna skrzynia.

Dziesięciobiegowy automat jest lepszy niż myślisz

Dziesięć biegów! Nie mogłem jakoś zrozumieć tego rozwiązania, gdy czytałem informację prasową. Może dlatego, że doskonale pamiętałem, jak irytująca może być dziewięciobiegowa konstrukcja montowana w Jeepie Renegade, która nigdy nie wiedziała, który bieg powinna wrzucić. Na szczęście inżynierowie z Forda swoją przekładnię nauczyli ogłady. Tak, dalej nieco szarpie, ale trudno wyprowadzić ją z równowagi. Oprogramowanie dobrze rozumie intencje kierowcy, a w trybie sportowym (czy też nawet torowym) potrafi zrzucić kilka biegów na raz. Na tym polu obyło się bez dużych wpadek.

Oto sprawca całego zamieszania - pięciolitrowy silnik Coyote

Jednostka Coyote ma bezpośredni wtrysk, zmienne fazy rozrządu i bardziej niż sensowną pojemność, dzięki czemu rozpędza auto do setki w 4,3 s. Szybko, ale wrażenie robi brak jakiegokolwiek zastanowienia motoru. Toczycie się po mieście 60 km/h na 9 (!) biegu, silnik ma mniej niż 1500 obr./min – trzeba tylko mocniej wcisnąć pedał, a wystrzelicie przed siebie efektowne zarzucając tyłem. Niezależnie z jaką prędkością jedziecie – nawet na autostradzie – pokłady mocy wydają się nieograniczone.

Jak prowadzi się Mustang z V8?

Tak nieograniczone, że obecność ESP jest niemal niezauważalna. Szybko oduczycie się gwałtownego wciskania pedału gazu, bowiem w obliczu 450 KM jedyne czym objawia się praca systemu to… miganie żółtej kontrolki na desce rozdzielczej. Z taką mocą przychodzi też niemałe spalanie – nawet 20 l/100 km w mieście i bardziej akceptowalne 12 l/100 km na autostradzie. Lansowanie się na alejach miast będzie was kosztowało, a i trzeba pamiętać, że limiter obrotów zablokuje pracę silnika na postoju przy 4 tys. Zaciekawieni przechodnie mogą być rozczarowani, a będzie ich sporo, bo Mustang przyciąga uwagę na ulicy… choć "przyciąga", to chyba za mało powiedziane.

To tylko jedna z wielu możliwości konfiguracji zegarów.

Inżynierowie Forda od wielu lat potrafią zdziałać cuda z zawieszeniem i prowadzeniem pojazdu. W przypadku Mustanga sprawa ma się nieco inaczej. O ile w wersjach z silnikiem 2,3 jeszcze można doszukiwać się charakteru żwawego samochodu sportowego, tak z ciężką jednostką V8 nadaje się tylko na proste. Trudne wejście w zakręt zamienia się w uważne wyprowadzanie tyłu, który wolałby wysunąć się na zewnątrz w oparach spalonych gum. Mustang waży ponad 1700 kg, adaptacyjne zawieszenie wpływa bardziej na dobre samopoczucie właściciela, niż realne zmiany w prowadzeniu. Regulować można też siłę wspomagania średnio precyzyjnego układu kierowniczego. W wydaniu V8 Mustang jest dokładnie takim samochodem, jakim się spodziewałem – szybkim, nieco przerażającym i zaledwie zadowalającym w prowadzeniu.

Ale bądźmy szczerzy, nikomu to nie przeszkadza. Ford doskonale wyczuł trend i po sukcesie przedliftowego Mustanga, zdecydował się na podniesienie cen. Za najtańszego "konika" zapłacicie 170 300 zł (2,3 EcoBoost, skrzynia manualna), a za wersję GT z pięciolitrowym Coyote 195 300 zł. Różnica jest spora, ale dostajemy zupełnie inne auto, z niepodrabialnym charakterem i rewelacyjnym dźwiękiem. Ja już jestem zakochany. Teraz czas na was.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • Niepodrabialny charakter
  • Satysfakcjonująca jednostka napędowa
  • Nadal atrakcyjna cena…

Minusy:

  • …która jest znacznie wyższa w stosunku do przedliftowego egzemplarza
  • Adaptacyjne zawieszenie raczej nie jest warte dopłaty
  • Budżetowa jakość niektórych elementów
  • Trudno w nim o anonimowość

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Škoda Octavia Combi RS TSI MT - test Jeździłem Fiatem 500 Hybrid. Żeby poczuć różnicę, musiałbym zmienić nawyki Mercedes-AMG A 35: wygląda jak hot hatch, ale to prawdziwe auto sportowe Dacia Duster 1,5 dCi: ja tu jestem, żeby pracować Volkswagen e-up! - test, opinia, zasięg, cena BMW X1 xDrive25d - XS [test autokult.pl] Audi RS Q8 kontra Maserati Levante Trofeo na torze: wyścig wagi superciężkiej Miesiąc z BMW i3s: podsumowanie testu długodystansowego Lego Technic Porsche 911 RSR: kilkanaście godzin czystej frajdy Lexus GS450h F-Sport - hybrydowy Transformer [test autokult.pl] Ford Edge 2.0 TDCi (2016) - test, opinia, spalanie, cena BMW 630d GT xDrive: zagadka pochodzenia rozwiązana

Popularne w tym tygodniu:

Test: To BMW serii 7 z 1997 roku miało 259 km na liczniku. Do słynnego egzemplarza dołożyłem kolejne 3 km Ostatni test: Seat Leon III FR Black - wciąż jest w formie, choć przechodzi do historii Škoda Scala - test długodystansowy: zaglądam do bagażnika Pierwsza jazda: Audi A3 czwartej generacji - warto było dłużej czekać Test: Ford Puma ST-Line X - przemiana, która wyszła lepiej, niż mogłoby się wydawać BMW 220d Gran Coupe. Czy BMW wie, co robi? Test: Peugeot 508 HYbrid - podnosi poprzeczkę, ale popularności nie zdobędzie Test: Hyundai Ioniq Hybrid udowadnia, że klasyczna hybryda ma swoje walory Mitsubishi Outlander PHEV - Robo-dinozaur Nissan Juke - ile zostało w nim "dżukowatości"? Test: Hyundai Kona Hybrid – hybryda dla osób, które nie chcą się wyróżniać Test: VW T-Cross Style 1.5 TSI 150 KM - nowy silnik eliminuje większość bolączek, ale generuje inny problem