Volkswagen turbo up! w natarciu

Volkswagen up! jest postrzegany przez wielu bardziej jako gadżet niż tradycyjny samochód. Tak rzeczywiście jest. Jego najnowsza aktualizacja przynosi nie tylko odświeżenie, ale to, czego oczekiwaliśmy od dawna – mocną jednostkę napędową z turbodoładowaniem, czyniącą z niego jeszcze fajniejszą zabawkę.

Ten artykuł ma 2 strony:

Nowy Volkswagen up! 1.0 TSI — pierwsza jazda, opinia

W przeciwieństwie do tańszej, lepiej skalkulowanej i w praktyce rozsądniejszej Škody Citigo, Volkswagen up! to w pewnym sensie zabawka. Coś jak iPhone, który też jest smartfonem jak LG, Sony czy Samsungi, ale droższym i przede wszystkim bardziej pożądanym. Bądźmy uczciwi – gdyby polityka cenowa obu tych modeli była taka sama, Škoda nie miałaby racji bytu. Tak jak obecnie nie ma go Seat Mii. Swoją drogą i tak up! choć droższy na wielu rynkach, w tym na polskim, niemieckim, duńskim czy holenderskim, sprzedaje się lepiej. Przyczyna jest prosta – ładniejszy, często ciekawiej skonfigurowany up! bardziej cieszy oko.

Małe auto – masa nowości

Teraz ma to robić jeszcze skuteczniej dzięki odmienionemu pasowi przedniemu ze zmodyfikowanymi zderzakami i reflektorami z diodowym oświetleniem dziennym. Pojawiły się także lusterka zewnętrzne z wbudowanymi kierunkowskazami diodowymi oraz zupełnie nowy wzór tylnych świateł. Są także nowe obręcze kół do średnicy 17-cali i nieco odmieniony wystrój wnętrza.

Nowy panel środkowy i nieco inny sposób na nawigację i dodatkowe wskaźniki. Zamiast nawigacji Garmina teraz musimy mieć smartfon.

Proporcje auta zachowano, ale o 60 mm wzrosła długość nadwozia za sprawą zmodyfikowanych zderzaków. Dzięki większej ilości poziomych linii przedniego pasa, patrząc na samochód z przodu, można odnieść wrażenie, że jest szerszy i niższy.

Volkswagen jeszcze bardziej stawia na personalizację oddając klientowi do wyboru 13 kolorów nadwozia, 3 kolory dachu i 10 rodzajów wystroju deski rozdzielczej, którą można dostosować do własnego gustu, dzięki indywidualnemu nadrukowi w technologii IML (In-Modul-Labeling). Do tego wersje specjalne, które już są wstępnie skonfigurowane i uzupełnione odpowiadającymi im naklejkami.

Jedną z ciekawszych ma być up! beats, którą zresztą miałem okazję testować. Auto wyposażono w system nagłośnienia o mocy 300 W z siedmioma głośnikami wysokiej klasy. Ten sam zestaw o nazwie Tune up! będzie można zamówić oddzielnie do wyższych wersji zwykłego upa.

Kolorystyka wersji beats wygląda ładnie. Pozostaje pytanie co z czystością jasnej tapicerki.

Zobacz również: Ford Musang Shelby GT350R - testy w Lommel

Dzięki 8-kanałowemu wzmacniaczowi oraz cyfrowemu procesorowi sygnałowemu, system gra bardzo naturalnie, nie przesadza z basami, które mają odpowiednią głębię, bez niepożądanych drgań. Dwa wysokotonowe głośniki umieszczono w przednich słupkach, dwa niskotonowe w przednich drzwiach, kolejna para szerokopasmowych znajduje się z tyłu kabiny, a subwooferem zastąpiono koło zapasowe.

Kolejną nowością jest panel centralny deski rozdzielczej, zwłaszcza radioodtwarzacza. Auto można zamówić teraz z klimatyzacją automatyczną Pure Air Climatronic z filtrem przeciwalergicznym.

Pozbyto się już zewnętrznej stacji Garmina z odpinanym uchwytem, a jej miejsce zajął uniwersalny uchwyt na smartfona do przekątnej 5,5 cala, który będzie się łączył i współdziałał z radiem Composition Phone. Wystarczy odpowiednia aplikacja i skomunikowanie smartfona z radiem, by na ekranie pojawiły się kluczowe wskaźniki oraz zadziałał zestaw nawigacyjny. Panel telefonu będzie jednocześnie panelem radia i komputera pokładowego, a na ekranie radioodtwarzacza w wersji z kamerą cofania pojawi się obraz z tyłu samochodu.

Choć VW up! jest autem najniższego segmentu, to po raz pierwszy miałem do czynienia z systemem rozpoznawania pisma (na ekranie telefonu), którego naprawdę chciało się używać. Być może to kwestia samego smartfona, ale moje litery były rozpoznawane bez zarzutu, nawet gdy specjalnie pisałem jest niezbyt zgrabnie lewą ręką.

Turbo up!

Gama jednostek napędowych obejmuje cztery silniki, z których największą i najciekawszą nowością jest trzycylindrowy motor 1.0 TSI. W przeciwieństwie do znanych już wersji wolnossących o mocy 60 i 75 KM (również wersja na gaz ziemny), ten ma wtrysk bezpośredni i turbodoładowanie.

Nowy, upragniony motor 1.0 TSI o mocy 90 KM.

Generuje 90 KM mocy maksymalnej przy 5000 obr./min i 160 Nm momentu obrotowego, dostępnego od 1500 obr./min. To maksimum utrzymuje się do 3500 obr./min. Katalogowe dane informują o przyspieszeniu od 0 do 100 km/h w 9,9 s i prędkości maksymalnej 185 km/h. To lepsze wartości od 90-konnego Twingo, 100-konnego Adama i porównywalne ze 105-konnym Fiatem 500.

W rzeczywistości jest to jednostka o średniej kulturze pracy na wolnych obrotach i wyjątkowo przyjemna podczas jazdy. Nie czyni jeszcze z tego modelu wersji GT, ale litrowe TSI sprawia, że up! jako gadżet jest modelem kompletnym. Dobre przyspieszenie było już domeną słabszego motoru 75 KM, a teraz jest ono jeszcze lepsze.

Silnik świetnie zbiera się od około 2000 obr./min i w niemal całym zakresie obrotów przyspiesza jakby jednostajnie. Przy tym generuje jednostajny, przyjemny warkot, typowy dla trzech cylindrów. Odpowiedź na dodanie gazu jest łagodna, ale zdecydowana. Nawet przy prędkościach autostradowych nie ma żadnego problemu z rozpędzaniem prawie do prędkości maksymalnej.

Tam, gdzie 75-konna jednostka wyraźnie informowała, że to już mniej więcej kres możliwości, motor TSI nie zmienia zapału w przyspieszaniu. Ponadto, dość długie przełożenia pozwalają korzystać z dwójki w bardzo szerokim zakresie prędkości, co jeszcze bardziej ułatwia dynamiczną jazdę miejską.

Zdaniem Volkswagena zużycie paliwa ma osiągać średnią wartość na poziomie 4,4 l/100 km, co podczas pierwszej jazdy było nierealne, ale w normalnym użytkowaniu wydaje się łatwe do osiągnięcia. Nie sądzę, by silnik TSI był bardziej paliwożerny od słabszego MPI.

W dynamicznej czy ekonomicznej jeździe pomaga m. in. dość długo zestopniowana, pięciobiegowa przekładnia manualna. Jej mechanizm działa bardzo dobrze i precyzyjnie, ale ma się wrażenie, że do mocnego silnika lepiej pasowałaby sześciobiegówka z krótszymi przełożeniami.

Volkswagen niczego nie zmienił w układzie jezdnym i dobrze. Up! zawsze był i nadal pozostaje zwartym, zwinnym autkiem, którym jeździ się z czystą przyjemnością. Trzymając w dłoni sportową kierownicę i mając pod prawą nogą solidną dawkę niutonometrów, można tę przyjemność czerpać na nowo.

W ruchu miejskim kierowcę wspomaga nowa funkcja awaryjnego hamowania City, działająca do 30 km/h. Automatycznie uruchamia hamulce gdy zbyt szybko zbliżamy się do auta poprzedzającego. Niski zakres prędkości w jakim system pracuje oraz nazwa sugerują, że jest to typowo miejskie urządzenie.

Co na to konkurencja?

Volkswagen up! 1.0 TSI nie ma zbyt wielu konkurentów. Z popularniejszych marek są to Fiat 500 0.9 TwinAir, Renault Twingo Tce czy Opel Adam 1.0 lub 1.4 Turbo. Fiata i Opla można zamówić z jeszcze mocniejszymi silnikami o mocach od 100 do 115 KM, nie licząc wersji sportowych. Pod tym względem wypadają lepiej od Volkswagena. Natomiast z 90-konnym motorem jest Twingo, kosztujące od 45 300 zł. Fiat i Opel to już kwoty grubo ponad 50 tys. zł. A Volkswagen?

Niestety cen wersji 1.0 TSI jeszcze nie znamy, ale wiemy, że motor ten ma być dostępny wyłącznie w najbogatszej specyfikacji standardowej high up! kosztującej od 45 990 zł z motorem 75 KM. Pewne jest więc, że TSI będzie kosztował minimum 50 tys. zł.

Cena podstawowa nowego Volkswagena up! to 36 390 zł w wersji Take up! z nadwoziem trzydrzwiowym bez klimatyzacji. Zatem normalny up! kosztuje minimum 39 880 zł lub 41 290 zł za nadwozie pięciodrzwiowe. Drogo, ale za gadżety nie można płacić mało.

Ogólna ocena10z 10

Plusy:

  • Pozytywne zmiany po liftingu
  • Duża ilość miejsca w kabinie
  • Głęboki bagażnik
  • Bardzo dobra jakość wykonania
  • Nowe konfiguracje i wersje specjalne
  • Mocny silnik 1.0 TSI
  • Bardzo dobra praca zawieszenia

Minusy:

  • Stosunkowo wysoka cena modelu za wersję z klimatyzacją

Nowy Volkswagen up! 1.0 TSI — zdjęcia

Volkswagen e-up! — test, opinia, zasięg, cena

Volkswagen e-up! to idealny miejski samochód elektryczny, którego nigdy nie kupisz z jednego powodu.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Seat Mii by Mango - test, opinia, spalanie, cena Porsche Cayenne diesel 2017 – samochód dla prawdziwych ludzi Subaru Legacy RS 2,0 Boxer Diesel - aspiracje do E? [test autokult.pl] Alfa Romeo Giulietta 1,4 TB MultiAir - pogoń za Niemcami [test autokult.pl] Volkswagen Touareg 3.0 TDI 4Motion - test, opinia, spalanie, cena Sprawdzamy nowe BMW M2 na Hungaroringu Pierwsza jazda Škodą Scalą: nowy kompakt zdradza aspiracje Czechów Toyota Prius HSD Prestige - zielona strona mocy [test autokult.pl] Jedyny taki pick-up na świecie. Škoda Mountiaq to dzieło studentów, które pozostanie unikatem BMW M240i xDrive: idealne dla amatora Test: Suzuki Swift Sport Hybrid – samuraj, który poległ w walce z normami Widziałem Forda Pumę ST na żywo. Chyba zaktualizuje swoją listę życzeń na święta

Popularne w tym tygodniu:

Test: Volvo V70 2.4T AWD – rodzinne kombi, które uwiodło prezydenta Porównanie: Mercedes-AMG GT 4-door Coupé 63 S kontra Porsche Panamera Turbo S na Torze Modlin – królowie toru, królowie życia Biję własny rekord spalania. Ile można wycisnąć z 2.0 TDI w Audi A3? Test: Audi 100 z 1991 r. w sentymentalnej podróży do Słomczyna Test: Lamborghini Sián FKP 37 z klocków lego: 50 odcieni zielonego Test: Alfa Romeo Giulia po liftingu - dokładnie takich zmian było jej trzeba. Szkoda, że dopiero teraz Test: Mercedes-AMG GLE 53 Coupe - takie powinno być BMW X6! Test: Cupra Formentor – rewolucji nie będzie, ale przyjemności też nie zabraknie Test: BMW 118i kontra Audi A3 35 TDI - kompakty się biją, korzysta klient Pierwsza jazda: Ford Puma ST to nowe auto starej szkoły Test: BMW X5 M Competition – jednostronny pojedynek z prawami fizyki Test: Porsche 718 Cayman GT4 to samochód ostateczny na tor i na drogę