Najpopularniejsza metoda złodziei. Gadżet z PRL może pomóc uchronić się przed kradzieżą

Filip Buliński
Kradzież na walizkę nie wymaga forsowania zamków i trwa kilkanaście sekundMetoda "na walizkę" pozwala złodziejowi wejść do cudzego auta, jak do własnego
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe | Policja

Złodzieje niezwykle chętnie korzystają z metody "na walizkę", która pozwala w kilkanaście sekund odjechać autem z bezkluczykowym dostępem, nie wzbudzając przy tym podejrzeń. Paradoksalnie przed takim atakiem może uchronić prosty, mechaniczny gadżet dobrze znany z lat 80. i 90.

Sposób określany jako "na walizkę" zyskał popularność, bo pozwala w krótkim czasie odjechać autem, jak swoim – nie trzeba przy tym rozbijać szyb czy wyłamywać zamków. Przestępcy wykorzystują elektronikę do przechwycenia i przedłużenia sygnału z kluczyka, a w największym stopniu narażone są samochody wyposażone w system bezkluczykowego dostępu.

Kierowcy często sami podkładają się złodziejom, zostawiając kluczyki w pobliżu drzwi, co umożliwia przechwycenie sygnału. Z testów przeprowadzonych przez ADAC wynika, że tylko mała część aut potrafi skutecznie oprzeć się tej technice. To pokazuje, że sama fabryczna ochrona bywa niewystarczająca, a dodatkowe zabezpieczenia mogą realnie utrudnić kradzież.

Kierowcy próbują ograniczać ryzyko na różne sposoby: stosują pokrowce tłumiące sygnał kluczyka, owijają go folią aluminiową albo odkładają w domu do metalowego naczynia. Do tej listy wraca jeszcze jedno rozwiązanie – mechaniczna blokada na kierownicę.

Choć dla części osób taki patent może brzmieć staroświecko, jego zaleta jest prosta: współczesne kradzieże często opierają się na elektronice, a nie na forsowaniu mechanicznych zabezpieczeń jak przed dekadami. Widoczna blokada stawia dodatkową przeszkodę, której nie da się "kliknąć" w kilka sekund.

Podobną rolę mogą pełnić blokady zakładane na zestaw pedałów lub na dźwignię zmiany biegów. Dla złodzieja oznacza to konieczność dłuższej "walki" z autem, a więc stratę czasu i większe ryzyko, że zacznie zwracać na siebie uwagę.

Mechaniczne zabezpieczenie bywa skuteczne już na etapie selekcji celu – nawet jeśli ktoś zdoła otworzyć samochód przy użyciu "walizki", widok blokady może go zniechęcić do dalszych działań. Oczywiście, przy użyciu lawety taki środek nie daje pełnej gwarancji, ale również wtedy kluczowe pozostają czas i ryzyko ujawnienia się sprawców.

To rozwiązanie ma też minusy. Po pierwsze – we wnętrzu, zwłaszcza luksusowego auta, może wyglądać nieco karykaturalnie. Po drugie – codzienne zakładanie i zdejmowanie blokady potrafi być uciążliwe dla kierowcy. Lepsze jednak to niż potencjalna utrata auta.

Ceny blokad zależą od rodzaju i stopnia zaawansowania i wynoszą od niespełna 100 do blisko 300 zł. W praktyce wiele osób może mieć taki "relikt" jeszcze w piwnicy albo na strychu – i być może właśnie teraz warto go odszukać, jeśli alternatywą jest utrata samochodu.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ