Sztuka ulicy: łódzkie murale zza szyb Hyundaia KONA

Niewiele jest w Polsce miejsc, w których sztuka tak silnie oddziałuje na otoczenie, jak na ulicach Łodzi. Zapomniane przez świat, odrapane kamienice i blokowiska zyskały w ostatnich latach dzięki malowidłom tworzonym przez artystów z całego świata. Do ich poznania najlepiej nadaje się samochód, który swoim niebanalnym, kreatywnym designem także wprowadza w miejskie ulice koloryt i pozytywną energię - nowy Hyundai KONA.

Jako rodowity łodzianin, przez ostatnie dekady na własne oczy obserwowałem niekończące się w moim mieście przemiany. Pamiętam, jak jako dziecko, przez okno jadącego ulicą Kilińskiego tramwaju, patrzyłem na rozpadającą się tkalnię Uniontexu. Pamiętam, jak została zamknięta, potem stopniowo wyburzana, i jak pozostała z niej w końcu tylko porośnięta roślinami frontowa fasada i resztki napisu witającego pracowników. To był pierwszy "mural", jaki widziałem w życiu.

Mural "Czas Pożarł Nas"

Taka jest dalej rzeczywistość Łodzi — fabrycznego miasta, które jest przede wszystkim świadkiem własnego upadku z dawno już minionej świetności. Ulice wypełniają tu mające po sto lat, często wyjątkowe w skali światowej, secesyjne kamienice i fabryki. W ostatnich dekadach wieloma z nich nie miał się kto zająć — wiadomo, wspólne czyli niczyje. Popadały w zapomnienie i ruinę, w konsekwencji wiele z nich zostało zburzonych.

Od paru lat na szczęście się to zmienia. Industrialny, surowy charakter Łodzi nagle stał się "en vogue" - modny. Miasto może szczycić się podstawami, które udaje się w świetny sposób wykorzystać dzięki nowym centrom handlowym i loftom, przywracającym starym murom charakter, blask i nową funkcje — biurową, handlową, restauracyjną.

Żywa galeria miejskiej sztuki

Efekty tych działań wykraczają nawet poza kwestie rynkowe. Wykraczają poza nasz kraj. Znakiem rozpoznawczym Łodzi stały się murale. Wielkie malowidła naścienne, które w obraz zwykłego życia wnoszą przebłyski inspirującego kolorytu i poetyki. Nieprawdopodobnym zrządzeniem losu krańcowe ściany kamienic i bloków stały się płótnem dla artystów z całego świata, którzy nadają tym miejscom zupełnie nowy wymiar. W miejscu tak ciężko doświadczonym przez globalną ekonomię, jak Łódź, ich przekaz nabiera szczególnej siły i znaczenia.

Uporządkowane wnętrze KONY dobrze kontrastuje z postindustrialnym, artystowskim klimatem Łodzi

Miasto zaczęło przeistaczać się w galerię sztuki miejskiej w roku 2010, gdy z inicjatywy Urban Forms pojawiły się w nim pierwsze murale. Od tego czasu na terenie metropolii rozsiano już blisko czterdzieści mniejszych i większych prac, które stworzyli czołowi streetartowi gracze z Polski, Europy, Australii, Chin czy nawet Ameryki Południowej. By turyści mogli łatwo zapoznać się ze wszystkimi naściennymi realizacjami, tworzone są specjalne mapy i wycieczki z przewodnikami. Pomijając inne Łódzkie zabytki, wyznaczony w ten sposób artystyczny szlak sam w sobie staje się powodem do odwiedzenia Łodzi.

Nasze — i mówię to z pewną dozą lokalnej dumy — murale są tak popularne, że przenoszą się do kultury popularnej i pojawiają się nawet na ciałach fanów w postaci tatuaży. Z "miasta meneli" Łódź stała się nagle "najbardziej artystycznym miastem" - jak nazwał ją amerykański magazyn "Huffington Post". CNN poświęcił Łodzi cały materiał, w którym określił ją "większym fenomenem niż Banksy". A wszystko to przez… ducha rewolucji.

Szaro-szarawe blokowisko Retkinii, mural "Wierzę w Kozy" i czerwona KONA

Kino samochodowe w twoim garażu. Z Hyundaiem Kona to żaden problem

— Pojedźmy do kina samochodowego — rzuciłem podczas spotkania ze znajomymi. Nieprzekonane spojrzenia i szybka zmiana tematu dały mi jasno do zrozumienia,…

Ty też możesz wyrazić siebie

O łódzkich muralach przypomniałem sobie patrząc na Hyundaia KONĘ. Nawet gdy nie wiedziałem jeszcze dużo o tym wchodzącym na rynek subkompaktowym SUV-ie, już mogłem powiedzieć o nim jedno — na pewno nie jest on nudny. Koreański koncern wdarł się przebojem w ten szczególnie konkurencyjny segment, nie pozwalając sobie na żadne półśrodki. Dzięki porażającej sile swojego przekazu, KONA z miejsca stała się jedną z najbardziej charakterystycznych pozycji na rynku.

To pokazuje, jak wielkie znaczenie ma wygląd samochodów. Nie tylko dla samego rynku motoryzacyjnego, ale i dla krajobrazu naszych ulic, a przez to — dla nas wszystkich. Można powiedzieć, że KONA to przecież tylko samochód, ale dopiero zza jego kierownicy można zobaczyć, ile emocji on wzbudza. Podobnie jak mural, który może być dla niektórych kontrowersyjny, ale swoim wyglądem wyraża wyraźny przekaz i czasem skłania do myślenia — lub przynajmniej nikogo nie pozostawia obojętnym. KONĘ zaprojektował zespół młodych projektantów Hyundaia, którzy chcieli zawrzeć w jego kształtach uosobienie życia i postaw swoich rówieśników, zamieszkujących duże miasto: nieformalność, dynamikę i pewność siebie.

Kształt słupka "C" w miejscu, w którym spotyka się z dachem, przywołuje na myśl abstrakcyjną kompozycje

Choć w nadwoziu zostały zawarte rozpoznawalne cechy nowych modeli Hyundaia, jak charakterystyczny kaskadowy grill z przodu, to zinterpretowano go tutaj w bardzo odważny, wyróżniający się na ulicy sposób. Robiąca bojowe wrażenie, zabudowana karoseria małego, zwinnego auta nadaje mu powagi i wzbudza szacunek. Z poważnym, skupionym wzrokiem przednich świateł, wyrazistymi krawędziami i muskularnymi błotnikami nadwozie Kony wygląda trochę, jak pewien metalowy superbohater z komiksów Marvela, gotowy na obronę miasta przed inwazją obcych czy innych robotów.

Ekspresyjny charakter Kony dopełniają odważne, zwracające uwagę kolory nadwozia oraz szerokie możliwości indywidualizacji, umożliwiające wybór kontrastowego koloru dachu i przeszyć w kabinie. Wraz z obowiązkowym dla pokolenia millenialsów dużym ekranem centralnym, zaprojektowanym w stylu tabletu, oraz innymi przejawami nowoczesności, kabina Kony tworzy wyrafinowany, inspirujący efekt, który wyróżnia ją na tle szarej masy innych aut.

Kona prezentuje się dobrze z każdej strony

Wygodne, podwyższone miejsce siedzące daje kierowcy dowodzącą pozycję, z którą wraz z żywiołowym silnikiem o mocy 120 KM jest gotowy na podbój miejskiej dżungli. To projekt dający właścicielowi pewność siebie i wysyłający jasny sygnał do wszystkich wokół. Tak jak murale zmieniają oblicze Łodzi w inspirującą, wyjątkową przestrzeń, tak i design KONY jest przykładem odważnej twórczości, którą chcemy widzieć na naszych ulicach jak najczęściej!

Sztuka blisko ludzi

Murale nie są jednak modą powstałą w ciągu kilku ostatnich lat. Efekt, jaki wywołują umieszczone w przestrzeni publicznej, wielkoformatowe dzieła malarskie, został pierwszy raz wykorzystany przed II wojną światową, gdy w krajach Ameryki Łacińskiej zaczęły pojawiać się malowidła zachęcające do rewolucji — poprzez nieupamiętnienie czasów prekolumbijskich. Stanowiły one bunt wobec hiszpańskiej dominacji i świetne narzędzie do komunikacji z masami — nic w końcu nie trafia w emocje ludu tak dobrze, jak imponujący swoją wielkością, przejmujący formą, dobitnie komentujący otaczający świat mural.

Dyscyplinę tropienia murali nazwaliśmy urbanistycznym surfingiem

Z racji zdolności do silnego oddziaływania także wśród niepiśmiennej części społeczeństwa, murale szczególnie upodobały sobie miasta przemysłowe. W pierwszej połowie XX wieku jednym z takich światowych ośrodków tej formy sztuki było Detroit, którego silnie rozwinięty przemysł samochodowy był zarówno symbolem postępu i potęgi, jak i wyzysku i nierówności.

Propagandową skuteczność i powszechność dostępu do takiej formy przekazu upodobały sobie ustroje totalitarne, w tym także PRL. Takie uwarunkowania uczyniły z Łodzi na przestrzeni ostatnich dekad prawdziwą muralową potęgę. W czasach Polski Ludowej powstało tutaj przeszło dwieście malowideł reklamowych i propagandowych. Wiele spośród nich na stałe wpisało się w krajobraz miasta.

Bliskość odbiorców miała swoje zalety, ale i wady. Polityczne przekazy łatwo było ośmieszyć lub prostym zabiegiem wywrócić ich sens. Nasze zwiedzanie zaczynamy od współczesnego muralu, który w kreatywny sposób zreinterpretował pokrywający ścianę przy ulicy Wólczańskiej, obok budynku straży pożarnej, napis "Pożar zagraża życiu i mieniu — zapobiegaj pożarom". Absolwent szczecińskiej ASP, posługujący się pseudonimem "Lump", na bazie tego hasła z czasów PRL-u stworzył skłaniający do refleksji obraz, w którym zmienił je w napis "Czas pożarł nas".

Jerzyk to właściwie płaskorzeźba - wykonana z różnych odpadów, także pochodzenia samochodowego

Ślady Łodzi, ślady Inków

Obok dzieł wykonanych przez światowe sławy, wiele powstałych na łódzkich ulicach prac powiązanych jest bezpośrednio z tym miastem. W niektórych przypadkach te nawiązania są oczywiste, jak w portrecie Artura Rubinsteina autorstwa Eduardo Kobry. W innych za to ta gra jest dużo bardziej subtelna.

Swoje Łasice ROA namalował etapami...

Stworzona w 2013 roku przy Alei Politechniki "Madame Chicken" obiegła światowe media i portale społecznościowe, ale nadal mało kto wie, że inspirowana była ona wierszem Juliana Tuwima. Dobór tej tematyki nie był przypadkowy: to w końcu stąd pochodził Tuwim i tu ukończyli ASP twórcy tego muralu, znany teraz na całym świecie duet — Etam Crew.

Magia łódzkich murali polega jednak na tym, że wiele z nich konfrontuje mieszkańców z kulturą bardzo od ich miasta odległą. Największe wrażenie podczas naszego objazdu zrobił oddalony od starych kamienic z centrum mural odnaleziony na blokowisku Retkinii. Tam, spomiędzy szarych ścian identycznych wieżowców, wyłania się spektakularne dzieło pokrywające całą 11-piętrową elewację! Surrealistyczny portret pasterza wykonał Inti, który w swoich pracach nawiązuje do folkloru jego rodzimego Chile.

Siła oddźwięku murali polega na ich angażującej komunikacji z odbiorcą. Nie zawsze czynią to samym obrazem. Wiele z łódzkich murali wykonywanych jest bardzo ciekawymi, zaskakującymi technikami. Są takie, które wykuto w tynku i takie, których elementy poruszają się na wietrze. Tu szczególne wrażenie robi mural z ulicy Kościuszki przedstawiający jerzyka — ptaka o ciągle malejącej, ze względu na działalność człowieka, populacji. Gigantyczny jerzyk został tutaj wykonany z różnego rodzaju odpadów, takich jak stare elementy nadwozia, zużyte panele i inne odpady.

Przód Kony naprawdę przypomina nam hełm Iron Mana

Malowane murale mogą kryć więcej znaczeń, niż można się spodziewać. Weźmy za przykład zerkające z kamienicy przy ulicy Nowomiejskiej łasice wykonane przez Roa. Podobnie jak przy innych swoich muralach, artysta ten malował zwierzęta etapami: najpierw na tynk naniósł obraz ich szkieletów, potem organów wewnętrznych, dopiero na końcu przykrywając to skórą i sierścią.

Dzięki takim interesującym zabiegom sto lat po stworzeniu pierwszych murali ich współcześni kontynuatorzy potrafią dalej tak skutecznie nakłaniać do refleksji i wprowadzać w przyziemne miejskie realia mniej lub bardziej wzniosłe przesłania. Przyzwyczajeni do nachalnego zalewu pstrokatych billboardów i lansowanych w mediach wyidealizowanych obrazów chodzących reklam wybielaczy do zębów i odżywek do włosów, w pierwszej chwili możemy wręcz nie wierzyć, że powstałe takim wielkim wysiłkiem murale nie mają żadnego ukrytego celu marketingowego. Mają one niemniej wielką wartość. Sprawiają, że potrafimy być dalej czuli na sztukę i w swoim codziennym życiu napotykamy coś więcej, niż tylko komercyjną papkę.

Artykuł powstał we współpracy z marką Hyundai

Podziel się:

Także w kategorii Relacje:

Mercedes Klasy G w czterech odsłonach: Rolls-Royce wśród terenówek Niezwykły hołd "Srebrnej Wenus" dla wolnej Polski 49. Rajd Barbórka (2011) [relacja autokult.pl] Łapiąc światło - śląskie plenery i nowa Toyota RAV4 3 pytania do legendy: szybka rozmowa z Derekiem Bellem Relacja Autokult: N-Gine Renault F1 Team Show! Jak było? 10 lat Szkoły Jazdy Renault Szybcy i starzy - w Anglii wyścigi zabytków przyciągają tłumy Safety-Driving i Off-Road w Skoda Szkoła Auto na torze ADAC [relacja autokult.pl] Škodami w teren, czyli szkolenie Offroad Driving na Autodromie 4x4 - część 2 i konkurs Ford Driving Skills For Life – wreszcie w Polsce! 33. GTI Treffen am Wörthersee - Audi A3 Clubsport Concept quattro & TT quattro Sport Concept [galeria]

Popularne w tym tygodniu:

Najlepsze miejsce na targach IAA 2019? To wnętrze nowego Audi Q7 Aston Martin Road to Wrocław: relacja zdjęciowa