Škoda w wyjątkowo bojowym nastawieniu.

Škoda w wyjątkowo bojowym nastawieniu. (Fot. Michał Zieliński)

Škoda Octavia RS 2.0 TDI 4x4 DSG Combi. Przywrócić magię świąt

Utarło się, że pod koniec grudnia świat przykrywa biały puch. Śpiewa o tym Frank Sinatra w "Let it Snow" i Bing Crosby w "Winter Wonderland". O śnieg nie prosi Mariah Carey i coś w tym jest – odkąd jej hit podbił listy przebojów, tego śniegu zaczęło brakować. Dlatego w tym roku chciałem to zmienić, ale nie mogłem tego zrobić sam. Potrzebowałem pomocnika.

Ten artykuł ma 2 strony:

Škoda Octavia RS 2.0 TDI 4×4 DSG Combi — test

Nie będę tutaj wchodził w szczegóły dlaczego jest tak, że od jakiegoś czasu karpia smażymy w okularach przeciwsłonecznych zamiast w grubych rękawicach. Ani nie jest to miejsce na takie dywagacje, ani nie mam wiedzy, by o tym mówić. Mogę się jednak podzielić moim genialnym planem. Otóż, skoro śnieg sam nie chciał do nas przyjść, to po niego pojechałem. Całe szczęście miałem samochód, który do tego zadania nadawał się wyśmienicie.

Mam tutaj na myśli Škodę Octavię RS w nieoczywistej wersji. Pod maską mojego egzemplarza pracował dwulitrowy silnik TDI o mocy 184 KM. Wbrew pozorom, w tym wypadku to dużo lepszy wybór niż benzynowa jednostka. Decydując się na diesla można zestawić go z napędem na cztery koła, a w końcu miałem nim jechać w góry. Na nieodśnieżonej, krętej drodze każda pomoc się przyda. Dorzućmy do tego zapowiadane przez producenta niskie spalanie i nagle całość zaczyna mieć sens.

Octavia od lat dzierży tytuł największego kompaktu na polskim rynku.

Wczesnym rankiem zapakowałem do przepastnego bagażnika 20-litrową lodówkę od Škody, podłączyłem telefon ze świąteczną playlistą i ruszyłem. Od razu pierwsza uwaga – mimo że urządzenie chłodzące jest sygnowane logo czeskiego producenta, nie znalazłem sposobu na wygodną instalację go w samochodzie. Najlepszym rozwiązaniem było powieszenie lodówki na haczykach, lecz spodziewałem się nieco większej kompatybilności. Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że lodówka nie jest przeznaczona konkretnie do Octavii.

Pierwszy etap wycieczki rozpocząłem trzymając samochód w trybie ekonomicznym. Łącznie Škoda oddaje dla kierowcy cztery różne ustawienia auta: poza wspomnianym jest sportowy, normalny oraz indywidualny. Bardzo szybko polubiłem ten ostatni. Można w nim ustawić silnik, klimatyzację, aktywny tempomat i doświetlanie zakrętów w "eco", jednocześnie ciesząc się ze słabszego wspomagania kierownicy oraz ryku V8 docierającego z głośników. W wielu samochodach otwiera się okno, żeby posłuchać dźwięku silnika. W Octavii RS otwiera się okno, żeby inni mogli delektować się tym, co słyszymy.

Do miejsca docelowego dojechałem bez większych problemów. Mimo sportowych zapędów kompaktowa škoda okazała się wyjątkowo komfortowa. Po opuszczeniu auta miałam jedynie dwa zastrzeżenia. Pierwsze to zbyt twarde fotele. Chociaż są wygodne i świetnie trzymają, to – szczególnie po kilku godzinach – dają się we znaki. Podobnie wygląda sytuacja na tylnej kanapie. Z mojej perspektywy jest to wada, ale wiem, że dla niektórych będzie to nieoceniona zaleta. Drugie to głośność wewnątrz przy prędkościach autostradowych. Szum wiatru nie jest bardzo uciążliwy, ale przy wyłączonym zestawie audio (nota bene – bardzo dobrym) nie sposób nie słyszeć podmuchów.

Obniżone nadwozie, 19-calowe felgi i ten zielony kolor. Nie sposób nie rozpoznać, że to nie jest zwykła Octavia.

Zobacz również: Uczta dla zmysłów: pierwsza jazda Astonem Martinem DB11 V8 na filmie

Prawdziwa zabawa miała się dopiero zacząć. Lodówkę wypełniłem śniegiem, ustawiłem ją na maksymalne chłodzenie i podłączyłem do gniazda 12V w bagażniku. Samochód przestawiłem w tryb sportowy, a na nawigacji wybrałem najszybszą trasę. Każda minuta straty to potencjalnie większe ryzyko na dowiezienie 20 l brudnej wody zamiast śniegu. Zawracam i pedał gazu wbijam się w podłogę.

O ile diesel w Octavii RS jest bardzo żwawy w trybie ekonomicznym, to po przełączniu na "sport" dosłownie wbija w fotel. W połączeniu z donośnym dźwiękiem generowanym z głośników odnosi się wrażenie, jakby się było na pokładzie Sokoła Millenium. Przy czym to tylko wrażenie – na rozpędzenie się do 100 km/h potrzebuje 7,7 s. Nie jest to zły wynik, ale po aucie z logo RS można by spodziewać się czegoś więcej.

Okazja, by poszukać tego sportowego pierwiastka trafiła się niezwykle szybko. Droga krajowa, której miałem się trzymać, była zakorkowana przez wypadek. Nie miałem czasu na czekanie, więc zboczyłem z trasy i szukałem na oślep objazdu. W ten sposób dojechałem do tego, z czego górskie tereny Dolnego Śląska słyną najbardziej – niekończących się serii zakrętów. Dodam tylko, że przez ciągle padający śnieg nie były do końca odśnieżone.

Masywna kierownica świetnie leży w dłoniach. Wnętrze jest proste, ale jednocześnie ergonomiczne.

Palce lewej dłoni intuicyjnie idą w kierunku łopatki za kierownicą, ale to zupełnie niepotrzebne. Działająca w trybie sportowym DSG błyskawicznie reaguje na dociśnięcie pedału gazu i robi redukcję za mnie. Już na pierwszym łuku czuję, że to miejsce, w którym Octavia RS czuje się wyśmienicie. Napęd na cztery koła wraz z dosyć pobłażliwie działającą kontrolą trakcji pozwalają frunąć nawet przez ostrzejsze zakręty. Dociśnij jednak zbyt mocno gaz przy skręconych kołach, a samochód zapomina, że nie ma jechać prosto. Technologia wpakowana w to duże kombi nie ma na celu wyręczyć kierowcę, a faktycznie mu pomóc. Jeśli ładnie poprosimy, pozwoli nawet, by tył podążył własną drogą.

Na trasę wracam z zupełnie innym nastawieniem do zielonej škody. Mimo, że tutaj nie ma racji bytu, nie wyłączam trybu sportowego. O ile bardziej wyczulony pedał gazu nie jest problemem, to skrzynia biegów uparcie trzymająca się wysokich obrotów irytuje. Szczególnie, że – paradoksalnie – nie pozwala wykorzystać pełnego potencjału silnika. Jego główną zaletą jest dostępny między 1750 a 3250 obr./min moment o wartości 380 Nm, a nie moc, która w pełni objawia się przy 3500 obr./min.

Właśnie dlatego na co dzień zostawiałem samochód cały czas w chwalonym wcześniej trybie indywidualnym. Dawał wtedy wszystko, czego od niego oczekiwałem. Był wygodny w codziennym poruszaniu się po mieście i w trasie, a gdy naszła potrzeba, pozwalał wyprzedzić długi sznur samochodów. Nie zmienia to faktu, że przez cały czas spędzony z Octavią RS w wersji diesel nie znalazłem odpowiedzi dla kogo jest ten samochód.

Fotele w wersji RS wyglądają dobrze tylko na zdjęciach.

Z jednej strony mamy krzykliwe nadwozie, które obiecuje po sobie naprawdę sporo. We wnętrzu aż roi się od sportowych akcentów, takich jak tworzywo udające włókno węglowe, kubełkowe fotele ze zintegrowanymi zagłówkami czy czerwone przeszycia. Samochód seryjnie wyjeżdża na dużych, 19-calowych felgach, a z tyłu ma dwie olbrzymie końcówki wydechu. Przy czym tylko połowa z nich jest prawdziwa. Napęd na cztery koła w połączeniu ze świetnym podwoziem dają natomiast sporo frajdy w zakrętach.

Z drugiej Octavia RS nie jest specjalnie szybka. Jedynie robi wrażenie takiej, co niestety sprawia, że bardzo łatwo się na niej zawieść. Jest też kwestia ceny. Na model RS z dieslem, napędem na cztery koła i skrzynią DSG trzeba wydać około 140 tys. zł. Testowany egzemplarz kosztował 172 tys. zł i kompletnie nie było tego po nim widać. Nawet powiem więcej – "kubełki" bez skórzanej tapicerki wyglądały, jakby ktoś nałożył na zwykłe fotele pokrowce z supermarketu.

Dobrą wiadomością jest to, że zarówno ten silnik, jak i napęd na cztery koła i skrzynia DSG są dostępne w "zwykłej" Octavii. Wtedy całość zaczyna nabierać sensu. Bo gdyby spojrzeć na ten samochód jako na najzwyklejsze kombi świata to okazuje się, że mamy do czynienia z piekielnie dobrym wozem. Ma mnóstwo miejsca w środku, wszędzie można znaleźć drobne dodatki ułatwiające życie (jak np. miękkie wykończenie wewnętrznej strony kieszeni w drzwiach), a do tego jest wygodne. Tylko nie oczekuj od niej nie wiadomo jakich osiągów.

Octavia świetnie sprawdziła się w swojej nietypowej roli.

A co z tym śniegiem? Miło mi powiedzieć, że cały, bezpieczny i nieroztopiony dotarł na Wigilię. Jeśli więc szukasz samochodu do przewozu śniegu, Octavia RS z dieslem sprawdzi się w tej roli znakomicie. W każdej innej lepszym wyborem będzie jedna z mniej krzykliwych odmian.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • przestronne nadwozie
  • nienaganne prowadzenie
  • dynamiczny i oszczędny silnik
  • ergonomia wnętrza

Minusy:

  • wyglądem obiecuje więcej, niż daje
  • jakość wykonania niektórych elementów
  • twarde fotele

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Porsche Cayman vs BMW i8: jaka jest przyszłość samochodów sportowych? Peugeot 5008 vs Renault Koleos – rendez-vous dwóch dużych francuskich SUV-ów Test: Dacia Duster Outdoor 1.5 dCi 110 EDC. Kupić teraz czy poczekać na następcę? Jeep Compass 2.0 MJD 4x4: bardziej SUV niż jeep Nissan GT-R 10 lat po debiucie. Czy dalej robi wrażenie? Sprawdzamy na Torze Łódź Uczta dla zmysłów: pierwsza jazda Astonem Martinem DB11 V8 na filmie Hyundai i30N: koreańczyk z genami BMW M W poszukiwaniu geniuszu Lamborghini Huracána Performante. Test (przez chwilę) najszybszego samochodu na Ziemi Volkswagen Arteon: usportowiony Passat - podejście trzecie Porsche Panamera Sport Turismo Turbo vs Audi RS 6 Avant. Starcie dwóch super-kombi Test Suzuki Swift 1.2 DualJet Hybrid. Czy potrzeba czegoś więcej? Toyota C-HR Hybrid Prime - dlaczego w Polsce jest takim hitem? Ford EcoSport - wydanie drugie, europejskie - nasza pierwsza jazda Test: BMW X5 xDrive25d - ile kosztuje teleport? Pierwsza jazda nową Dacią Duster. Czy dalej będzie rumuńskim hitem? Volkswagen Polo GTI: jeszcze GTI, czy już hot hatch? Test: Opel Insignia Grand Sport 1.5 Turbo. Zabierz ją na wycieczkę Škoda Kodiaq Scout 2.0 TDI 4x4 - czeski sposób na bezdroża Czterodrzwiowe gran turismo po głębokiej modernizacji – pierwsza jazda Maserati Ghibli po face liftingu Porsche Cayenne S (2017) - żegnamy giganta Ostatnia podróż: żegnamy Bentleya Continentala GT Pierwsza jazda nowym Audi A8. Za kierownicą jesteśmy już (prawie) zbędni BMW M2: suma wszystkich legend Renault Twingo GT EDC – nadzieja na niepewne czasy

Popularne w tym tygodniu:

Audi RS5: perfekcyjna maszyna, której nie pokochałem Test Volkswagena Craftera: najwygodniejszy samochód dostawczy pochodzi z Polski Ekstremalna Toyota Yaris GRMN na torze. Model limitowany w naszych rękach Samochód nowej generacji czy gadżet? Tesla Model X na polskich drogach Nowy SsangYong Rexton 2.2 Diesel: nie chińczyk lecz koreańczyk