Sprawdź samochód online przed zakupem. Nowe narzędzie już dostępne.

fot. Mariusz Zmysłowski

Land Rover Discovery 5 TD6 First Edition - terenowe gran turismo

Land Rover Discovery 5 to samochód, który wiele osób zaraz po premierze zaczęło porównywać z najbardziej luksusowymi SUV-ami, będącymi obecnie w grze o wymagającego klienta. Tymczasem najbliższym krewnym tej maszyny jest Aston Martin DB11. To gran turismo w czystej postaci.

Ten artykuł ma 2 strony:

Land Rover Discovery 5 TD6 First Edition (2017) - test

Sama idea samochodu klasy GT jest bardzo prosta w wyjaśnieniu, ale uważam, że w obecnych czasach wymaga subtelnego przebudowania. Od lat gran turismo (z włoskiego — wielka podróż) służą przemieszczaniu się na długich dystansach, szybko i w komfortowych warunkach. Jednocześnie ich sportowe możliwości sprawiają, że po dojechaniu do słonecznej Italii można z wielką łatwością sponiewierać je po jednej z wielu czarnych i rozgrzanych południowym słońcem serpentyn, wijących się pośród gór lub nadmorskim wybrzeżem. To te wyjątkowe możliwości odróżniają luksusowe gran turismo od luksusowych limuzyn.

Gdzie jest tu zatem miejsce dla potężnego Land Rovera Discovery 5. generacji? Sednem jest sama interpretacja wyjątkowych możliwości samochodu GT.

Wielka podróż

Discovery już swoim wyglądem zapowiada, że zapewni nam mnóstwo miejsca w środku. Potężna fasada, zwieńczona tłustym napisem DISCOVERY, składająca się z wąskiego grilla i świateł spoglądających ze stonowanym gniewem naprzód, czyni ten samochód wyjątkowo monumentalnym. Wokół jego karoserii nie znajdziemy głębokich przetłoczeń, “dynamicznie wyglądających linii” i innych zbędnych dodatków, które nadałyby temu gigantowi nieco sportowego charakteru. Nie — Discovery miał być przede wszystkim wielki, pomnikowy. Ostatecznie jego nieprzemierzone, płaskie powierzchnie sprawiają, że dla obserwatora ma wizualnie gabaryty posiadłości w West Clandon. Potencjalnie zainteresowanych nabyciem Discovery 5 uspokoję — nie trzeba mu nadawać osobnego kodu pocztowego.

Nie zmienia to faktu, że przestrzeń wewnątrz jest doskonała dla osób łaknących przygód, które wymagać mogą zabrania namiotu, butli gazowej, lin, uprzęży, śpiworów i strzelby. Albo konia. Konia też możecie zabrać. Land Rover Discovery 5 został wyposażony w elektrycznie wysuwany hak. Możecie na nim pociągnąć przyczepę o masie do 3,5 tony. Na dodatek z łatwością ją założycie na hak z pomocą obniżanego pneumatycznie zawieszenia. Mało tego — dzięki jednemu z około miliona asystentów elektronicznych, które znajdziecie na pokładzie Discovery 5, auto ułatwi wam manewrowanie z przyczepą.

Jeśli zdecydujecie, że na wycieczkę zamiast wywrotki sprzętu chcecie zabrać dzieci (a tak może się zdarzyć), nie musicie rezygnować z tak wielu rzeczy, jak mogłoby się wydawać. Bagażnik Land Rovera Discovery 5 ma pojemność 1137 litrów w wariancie z położonymi siedzeniami trzeciego rzędu. Zatem nawet bez składania wszystkich oparć zmieści się tu naprawdę dużo. Jeśli twoja rodzina jest duża, jeszcze więcej dzieci zmieścisz we wspomnianym już trzecim rzędzie. Jak wszystkie z 5 foteli, te również rozkładają się elektrycznie (właściwie jak większość rzeczy w tym samochodzie). Po ich podniesieniu zostanie już znacznie mniej miejsca na bagaże, ale wciąż co nieco się zmieści. Całą resztę musicie włożyć do przyczepy z koniem lub do boksu dachowego.

Range Rover Sport 4,4 SDV8 HSE Dynamic — test

Land Rover zaczynał od pojazdu zbudowanego na bazie Jeepa Willysa. Później przez wiele lat Brytyjczycy tworzyli świetne maszyny terenowe, które…

Po ruszeniu w podróż Land Rover Discovery 5 zachwyci w wielu aspektach. Przede wszystkim, jak na gran turismo przystało, miejsce za kierownicą jest wyjątkowo wygodne. Przerwy podczas jazdy tym samochodem w trasie są właściwie zbędne. Na dodatek Land Rover rozpieszcza bardzo przyjemnymi materiałami skrojonymi w estetyczne, solidnie wyglądające kształty. W trakcie wielu godzin spędzonych w kabinie “Disco” czułem się naprawdę świetnie.

Za uprzyjemnianie długich podróży w nowym Land Roverze Discovery odpowiada wielu wspomnianych już wcześniej asystentów, ale także doskonałe audio Meridian. Bez względu na to, czy kochacie zanurzać się w nieprzebranym bogactwie dźwięków muzyki poważnej, nie wyobrażacie sobie życia bez wirtuozerii najlepszych utworów w historii muzyki rozrywkowej zespołu Pink Floyd/Queen/Led Zeppelin (niepotrzebne skreślić), czy też uwielbiacie tłuste bity wypełniające swoim pulsem całe wnętrze samochodu, ten system audio zagra dla was tak, jak lubicie. Sprawdziłem to z wieloma albumami i jestem przekonany, że to godny konkurent świetnego Bowersa/Wilkinsa z XC90, który już dawno temu postawił u mnie poprzeczkę bardzo wysoko.

Pieczę nad komfortem jazdy w Discovery 5 sprawuje także pneumatyczne zawieszenie. W trasie mocarny Land Rover płynie niczym okręt. Jego pomnikowy front doskonale pasuje do statecznego sposobu poruszania się tej maszyny.

W trasie doskonale sprawdził się motor TD6, czyli 6-cylindrowy diesel, generujący aż 600 Nm momentu obrotowego. Nie jest to wściekła bestia, plująca z wydechu jadem. To raczej reaktor, który ze stoickim spokojem oddaje cały zapas mocy niemal lotniczym ciągiem. W trasie Discovery 5 wyprzedzałem bardzo sprawnie i równie skutecznie przemierzałem autostrady z dużymi prędkościami.

Pierwsza zasada czyniąca Discovery 5 gran turismo jest moim zdaniem wypełniona bezbłędnie. Na dodatek, jeśli oprócz nieprzyzwoicie dużego komfortu cenicie sobie także rozsądne wydawanie pieniędzy na stacjach benzynowych, nie będziecie rozczarowani. Mnie Discovery spalił 10 litrów ON na 100 km.

Wielkie możliwości

Klasycznie rozumiane gran turismo na koniec komfortowo pokonanej trasy zabrałoby nas w nieziemską podróż z prędkościami i przeciążeniami godnymi wahadłowca. Chociaż Discovery (może nazwa bliźniacza z jednym z promów kosmicznych nie jest przypadkowa?) dysponuje podobnym ciągiem, jego specjalne umiejętności są zgoła inne. Trzeba tylko zaufać Land Roverowi, że pod eleganckim nadwoziem faktycznie cały czas kryje się offroadowa technika.

Póki pneumatyka trzyma tego giganta blisko ziemi, nic poza owianą już lekką legendą nazwą Discovery rozciągającą się na froncie maski, nie zwiastuje jego możliwości. W końcu to nowy SUV — takich mięczaków i pozorantów obecnie na rynku jest na pęczki. Ale nie tym razem. Nie w przypadku Land Rovera.

Gdy pneumatyka uniesie nadwozie wielkiego Discovery o dodatkowe 75 mm, łatwo zrozumieć, że jego możliwości poza utwardzonymi trasami faktycznie są wielkie. Prześwit wynosi tu do 283 mm. Głębokość brodzenia? Zalecana przez producenta wynosi do 900 mm. Nieoficjalnie jest ona jednak większa. Do 900 mm zanurzenia Discovery 5 zachowa możliwości trakcyjne. Potem zacznie się unosić. Pomogłoby mu zalanie wnętrza, ale tego producent po prostu nie może zalecić. Głębokość wody w miejscu przeprawy można sprawdzić systemem Wade Sensing.

Land Rover wyposażył Discovery 5 również w stały napęd na cztery koła sterowany elektronicznie, reduktor oraz mnóstwo systemów z nazwami tak długimi, że nawet jeśli je wymienię, to za dwie minuty i tak nikt z was nie będzie ich pamiętać. Mają one jednak ważny cel — ułatwić elektronicznie sięganie po możliwości zapewniane przez mechanikę tego auta. Innymi słowy — nawet jeśli nie czujesz się pewnie w terenie, Land Rover Discovery 5 postara się pomóc ci w zrobieniu rzeczy, których być może trochę się obawiasz.

Kiedy już sam samochód przekona kierowcę do tego, że wcale nie jest tak delikatnym autem jak może sugerować miękka skóra i nowoczesne nadwozie, Discovery zajedzie naprawdę daleko. I nie mam tu na myśli “terenu” w postaci kolein i nieco wystających kamieni (chociaż zdjęcia mogą to sugerować). Discovery, choć wysokie, jest w stanie pokonywać nierówności o dużym pochyleniu poprzecznym, dając zaskakująco duży zapas.

W pokonywaniu terenu bardziej wymagającego geometrycznie pomogą kąty robocze wynoszące w wersji z pneumatyką 34 stopnie (natarcia), 27,5 (rampowy), 30 (zejścia). Naturalnie, to nie jest zmota, która przedrze się przez dowolny teren z dołu na górę, w poprzek, zaora pół okolicy, utopi się po dach, a na koniec dnia wyciągnie zagrzebaną Gelendę, której właściciel trochę się przeliczył. Jednak z drugiej strony geometrii “Disco” 5 nie jest daleko do Discovery 3. Kąt rampowy jest niemal taki sam, kąt zejścia jest nawet minimalnie lepszy.

Niezły wykrzyż nowej maszyny Land Rovera pozwolił mi komfortowo, bez bujania się na nierównościach pokonać teren, w który zwykłym SUV-em bym po prostu się nie zapuszczał. Discovery zachęca do zapuszczania się dalej i dalej. Elektronika jest tylko lekkim wsparciem, a prawdziwym katalizatorem ostatecznie staje się sama mechanika tego wozu, której talenty im lepiej się poznaje, tym dalej chce się jechać.

Właśnie dlatego Land Rover Discovery 5 jest w pewnym sensie gran turismo. Można pokonać nim komfortowo długą trasę, a potem skorzystać z jego szczególnych umiejętności i zrobić nim coś więcej, niż tylko przemieszczanie z punktu A do punktu B.

Wielkie możliwości, stosowna cena

Gdybym teraz zaczął kręcić, że w sumie to Discovery 5 wcale nie jest drogi, bo mając na uwadze wyposażenie, wygląd i tym podobne, to właściwie opłaca się bardziej niż Toyota Yaris, łagodnie mówiąc — minąłbym się z prawdą. Discovery 5 kosztuje dużo. Ceny z 2-litrowym dieslem o mocy 180 KM i podstawowym wyposażeniem S startują od 236 200 zł. TD6, czyli motor, w który wyposażony był testowy egzemplarz to już wydatek minimum 315 400 zł.

Ostatecznie jednak ten samochód dostarcza taką dawkę komfortu i możliwości terenowych, że nikt, kto się zdecyduje zostawić niemałą sumę w salonie Land Rovera, nie będzie żałował. Subiektywne wrażenia z jazdy i obiektywnie dobre parametry sprawiają, że w tej maszynie kierowca czuje się świetnie w każdych warunkach.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Wysoki komfort podróżowania
  • Dobre właściwości terenowe
  • Mocny, ale oszczędny silnik
  • Dobra jakość wykonania
  • Elastyczne wnętrze o dużej łatwości konfigurowania

Minusy:

  • Wysoka cena
  • Chwilowe dziwne zachowania systemu multimedialnego

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Ford Tourneo Custom 2,2 TDCi Titanium 300L - test Toyota Land Cruiser 150 3,0 D4D A/T Invincible - test Kia Picanto 1.2 X-line: kosztowny indywidualizm Suzuki Swift Sport (2012) - mocniejszy, łagodniejszy [test autokult.pl] BMW X3 xDrive35d [test autokult.pl] Ford Mondeo Hybrid Titanium - test, opinia, spalanie, cena Mini Clubman John Cooper Works – ekstremalnie mocny i do bólu brytyjski BMW M235i Coupé - test Dzień z BMW i3s, czyli czy auto elektryczne ma sens, jeśli mieszka się w bloku? SsangYong Korando 2,0 AWD Quartz - daj się zaskoczyć [test autokult.pl] Honda Civic Tourer (kombi) 1,6 i-DTEC [pierwsza jazda] Nowa Toyota Corolla XI 1,4 D4D na Majorce [pierwsza jazda autokult.pl]

Popularne w tym tygodniu:

Po co w Jeepie Cherokee 9. bieg, skoro się nie włącza? Sprawdziłem zużycie paliwa Test: Mazda 3 z silnikiem Skyactiv-X 2.0 - 5 opinii, z którymi się nie zgadzam Audi RS6 Avant - wojna domowa. Model stracił pozycję lidera Pierwsza jazda: Seat Leon czwartej generacji - jeszcze więcej (zbędnej) elektroniki Test: Citroën C5 Aircross 1.5 BlueHDI 130 - komfortowy, oszczędny i okaleczony przez księgowych Test: Mercedes-Benz A250e kontra Audi A3 35 TDI - oszczędzanie w stylu tradycyjnym czy nowoczesnym? Test: Volkswagen Multivan 6.1 - chce być jak pradziadek. Bulli wysoko postawił poprzeczkę Pierwsza jazda: Mazda MX-30 to auto dla tych, którzy dobrze wiedzą, czego chcą Test: Suzuki Vitara Hybrid - wciąż bardzo je lubię, ale "hybrydy" bym nie kupił Dzień dobry, Nissan Leaf! Sprawdzę, jak się żyje z elektrykiem "na dopłatę" Test: Dacia Sandero Stepway - po kilku dniach udowodniła, że zasługuje na miano crossovera Test: Volkswagen T-Roc R - Golf R w przebraniu?