Znów zapłacimy więcej za ekologiczne auta, ale wyceny się rozjeżdżają

Nowa norma czystości spalin Euro 7 po raz pierwszy weźmie pod uwagę emisję pyłu z klocków hamulcowych oraz mikroplastiku z opon. Za bardziej zaawansowane auta zapłacą kierowcy. Komisja Europejska mówiła o setkach euro, podczas gdy branża - o tysiącach.

Pomiar spalin w rzeczywistym scenariuszu
Pomiar spalin w rzeczywistym scenariuszu
Źródło zdjęć: © WP Autokult | Daimler AG - Global Communications Mercedes-Benz Cars; photo by Dirk Weyhenmeyer on behalf of Daimler AG
Mateusz Lubczański

Przepisy, które wchodzą 29 listopada 2026 r., najpierw dotkną każdego nowego modelu, który będzie otrzymywał homologację i wjeżdżał na rynek. Rok później - 29 listopada 2027 r. - zapisy będą dotyczyć wszystkich nowych aut wyjeżdżających z salonu.

Norma czystości spalin Euro 7 nie skupia się (aż tak bardzo) na spalinach. Teraz brane będą pod uwagę emisje spoza rur wydechowych. Chodzi o mikroplastiki z opon oraz pył z klocków hamulcowych.


DLA CIEBIE
Jedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra

Do tego auto będzie musiało zbierać informację nt. emisji tlenków azotu i notować sytuacje, w których wyemitowało ich za dużo. Nowe samochody mają też być trwalsze - mają zachować poziom emisji przez 10 lat lub 200 tys. km. To przekłada się na skupienie się na katalizatorach czy kosztownych systemach oczyszczania spalin.

Nowe normy dotkną też pojazdy elektryczne, bowiem te będą musiały zachować 80 proc. wydajności baterii po 5 latach użytkowania. Obserwacja rynku używanych samochodów elektrycznych wskazuje, że to nie będzie problemem.

Problemem jest za to rozbieżność kosztów, jakie zostaną przerzucone na kierowców aut osobowych. Oczywistym jest bowiem, że koszty wszelkich zmian w autach będą musieli ponieść kupujący. Komisja Europejska przewidywała, że przeciętny "Kowalski" zapłaci za nowe auto benzynowe ok. 181 euro więcej, czyli prawie 800 zł.

Z kolei Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA) powołuje się na badania Frontier Economics, które stwierdzają, że te koszty będą zdecydowanie większe i wyniosą nawet 2 tys. euro (ok. 8,7 tys. zł) na auto osobowe, a jeszcze więcej w przypadku dostawczaków oraz autobusów.

Frontier Economics wskazuje, że Komisja nie uwzględniła wszystkich wydatków. Mowa tutaj nie tylko o dodatkowych czujnikach i osprzęcie montowanych w autach, ale i o wydatkach na sprzęt i inwestowanie w rozwój technologiczny, który pozwoliłby na szersze uzyskiwanie założonych wyników.

ACEA argumentowała, że o wiele lepsze wyniki dałoby inwestowanie w auta elektryczne, jednocześnie zastępując starsze pojazdy spalinówkami spełniającymi normę Euro 6. Wprowadzenie normy Euro 7 to bardzo niewielkie zyski dużym kosztem - argumentuje ACEA.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!