Tuning nie zawsze jest zgodny z prawem. Przez niewiedzę można mieć poważne kłopoty

Tuning to w Polsce "dziki" temat. Mówiąc wprost: każdy robi to, co chce. Kluczowe jest, by auto przeszło badanie techniczne. Jeśli się nie da, to niewygodne dla diagnosty części się demontuje na czas przeglądu. I tak sobie trwamy w błogiej nieświadomości do momentu, aż na drodze ktoś zginie lub poważnie ucierpi, a my zostaniemy uznani za winnych, ponieważ auto zostało zmodyfikowane niezgodnie z prawem.

Dla niektórych skrajnie obniżone samochody nie nadają się do jazdy. Inni nie wyobrażają sobie inaczej. Polskie przepisy tego nie zabraniają.

Dla niektórych skrajnie obniżone samochody nie nadają się do jazdy. Inni nie wyobrażają sobie inaczej. Polskie przepisy tego nie zabraniają. (fot. Marcin Łobodziński)

Takie przypadki jak najbardziej się zdarzają. Kiedy prokurator szuka dowodów i winowajcy, znajduje rzeczy, których wcześniej nikt nie brał pod uwagę — ani właściciel auta, ani diagnosta wykonujący badanie techniczne.

Szukano na przykład nielegalnych modyfikacji w samochodzie BMW, którym kierowca zabił w 2019 r. pieszego na ulicy Sokratesa w Warszawie. Znam też przypadek kierowcy, który został uznany za winnego kolizji, w której osoba doznała urazu kręgosłupa. Zdarzenie spowodowało inne auto, ale w wyniku czynności wyjaśniających ustalono, że w samochodzie osoby poszkodowanej zostały przyciemnione lampy, przez co sprawca kolizji mógł nie zauważyć świateł hamowania.

To doskonały przykład na to, jak niewinnie wyglądająca drobna zmiana w samochodzie może doprowadzić do bardzo trudnej sytuacji. Nie zdziwiłbym się, gdyby wyżej opisana osoba musiała zapłacić całość lub część odszkodowania wypłaconemu przez ubezpieczyciela (w ramach regresu).

Dlatego pewne rzeczy należy robić z głową i mieć gdzieś w świadomości, że nigdy nie wiadomo, do czego może dojść na drodze. Prosty przykład – na pasach potrącamy pieszego. Oczywiście jesteśmy uznani za winnych, pieszy dostaje odszkodowanie, a my mandat. I byłoby po sprawie, gdyby nie stalowy zderzak niezgodny z homologacją, przez co pieszy zamiast z siniakiem kończy w szpitalu z połamanym biodrem.

Samochody terenowe stanowią realne zagrożenie dla pieszych przez stalowe elementy montowane w miejsce fabrycznego zderzaka. O tym, czy modyfikacja jest bezpieczna decyduje wyłącznie homologacja.

Zapytałem specjalistów z Instytutu Transportu Samochodowego o niektóre popularne modyfikacje pojazdów, które mogłyby doprowadzić do sytuacji, kiedy będziemy uznani za współwinnego kolizji. Które elementy są legalne, a które nie? Wydaje się, że w naszym kraju legalne jest niemal wszystko.

— Ustawa Prawo o ruchu drogowym mówi, że zabrania się stosowania w pojeździe przedmiotów wyposażenia i części nieodpowiadających warunkom określonym w przepisach szczegółowych – mówi Tomasz Nielepkowicz z ITS. — Pojazd dopuszczony do użytku po drogach publicznych ma homologację całopojazdową oraz na poszczególne elementy — stwierdza.

Oznacza to tyle, że samochód jest homologowany jako całość, ale homologowane są także poszczególne jego części. W pojazdach już zarejestrowanych można dokonywać zmian konstrukcyjnych. Przykładowo: można zmienić tylko żarówkę lub aż cały zderzak, jeśli części te mają homologację.

Zobacz również: Najczęstsze błędy popełniane przez kierowców

— Zmiany są obowiązkowe do zgłoszenia, gdy mają wpływ na zapisy w dowodzie rejestracyjnym – precyzuje Tomasz Nielepkowicz. — Wykonuje się wówczas badanie dodatkowe pojazdu — informuje.

Teoretycznie więc podniesienie mocy maksymalnej silnika wiąże się z obowiązkiem przeprowadzenia badania technicznego, co zresztą czasami robią tzw. fabryczni tunerzy. Osoby prywatne nie robią tego wcale. Diagności też mają ograniczone pole działania.

Gdyby powstała chęć wpisania do dowodu rejestracyjnego wyższej mocy czy nawet zmiany silnika na inny i przeprowadzenia w związku z tym dodatkowego badania technicznego, może być potrzebna opinia rzeczoznawcy.

Modyfikacje oświetlenia

Kilkukrotnie pisałem już o dozwolonych i niedozwolonych modyfikacjach oświetlenia w pojeździe. Choć wydawać by się mogło, że wszystko sprowadza się do wymiany żarówki lub lampy, to wbrew pozorom jest to już temat-rzeka sam w sobie. Niewielu kierowców ciężarówek, ale i osobowych samochodów zdaje sobie sprawę z faktu, iż zakazane jest montowanie na pojeździe dodatkowych świateł innych niż przewidziane w przepisach. Tym samym "choinki" na kabinach ciężarówek są oczywiście nielegalne.

Za takie światła można z miejsca stracić dowód rejestracyjny.

Co z poprawianiem oświetlenia fabrycznego?

— Można założyć nowe reflektory, ale muszą być one homologowane – mówi Patryk Szlassa, diagnosta samochodowy reprezentujący Instytut Transportu Samochodowego. — Ten sam model pojazdu może być oferowany przy sprzedaży zarówno z reflektorami halogenowymi, jak i np. ksenonowymi (za dopłatą). — Należy pamiętać także, że jeśli wymagane przepisami jest samopoziomowanie i oczyszczanie reflektorów, to te elementy także mają się znajdować w pojeździe – precyzuje diagnosta.

Nie ma więc obaw o to, że auto z założonymi lampami ksenonowymi nie przejdzie badania technicznego, jeśli zamiana jest wykonana poprawnie i na bazie części homologowanych. Diagnosta ostrzega natomiast przed jakąkolwiek ingerencją w zmianę barwy czy jasności światła. A przecież modne jest np. przyciemnianie świateł.

— Nie przyciemniamy lamp — mówi Patryk Szlassa. — Tracą one swoje właściwości świetlne. Pojazd musi być dobrze oświetlony i widoczny dla innych uczestników ruchu. Światłość świateł hamulcowych musi być wyraźnie większa niż światłość świateł pozycyjnych tylnych – dodaje.

Nakładki na światła były dawniej modne. Trzeba pamiętać, by nie zasłaniały lamp i nie zmieniały snopu światła.

Ostrożnym trzeba być też w temacie akcesoriów na lampy. Na przykład popularne brewki nie mogą w żaden sposób wpływać na snop światła, a najlepiej, jeśli są homologowane, bo nawet przyrządem do ustawiania świateł diagnosta nie zweryfikuje wpływu modyfikacji na snop światła.

Retrofity LED w Polsce wciąż nielegalne. Może się to zmienić

Instytut Transportu Samochodowego deklaruje, że pracuje nad rozwiązaniem umożliwiającym zalegalizowanie tzw. retrofitów LED. Tak dzieje się już w…

Układ wydechowy

To obszar samochodu, za który najczęściej garażowi "tunerzy" mają odbierane dowody rejestracyjne. Ma to miejsce zarówno na ulicy, jak i na spontanicznych zlotach organizowanych na parkingach, na które "bez zaproszenia" przyjeżdża policja. A jak do tego tematu podchodzi diagnosta?

Wydech to pierwszy element, za jaki można stracić dowód rejestracyjny. Jeśli nie jest zbyt głośny i jest kompletny, to jego modyfikacje nie są zbytnio ograniczone.

— Sprawdza się układ wydechowy pod kątem szczelności, kompletności i czy nie występują uszkodzenia mechaniczne — wyjaśnia Patryk Szlassa. Natomiast jeśli w ocenie diagnosty hałas jest na granicy dopuszczalności, jest to uzasadniony przypadek, aby wykonać pomiar hałasu zewnętrznego na postoju przy pomocy miernika poziomu dźwięku — dodaje.

Jako że tłumik końcowy nie ma wpływu na bezpieczeństwo jazdy, nie musi być homologowany. Ważne, by nie był zbyt głośny, natomiast dokument homologacyjny pomoże z pewnością podczas kontroli drogowej, a także da pewność, że element nie wpłynie negatywnie na pracę silnika.

Dla aut osobowych dopuszczalny poziom hałasu mierzonego w odległości 0,5 m od końcówki wydechu to 93 dB (benzynowy) lub 96 dB (diesel). Ponadto diagnosta sprawdza układ wydechowy pod kątem skierowania wylotu. Nie może być skierowany w stronę otworów wlotowych urządzeń wentylacji. Także rozmieszczenie elementów układu wydechowego w stosunku do zbiornika paliwa powinno być takie, aby w razie uszkodzenia zbiornika paliwo nie ściekało na elementy układu wydechowego.

Kiedy policjant może zatrzymać dowód rejestracyjny?

Podczas rutynowej kontroli drogowej, nawet jeżeli nie doszło do złamania przepisów ruchu drogowego, możemy stracić dowód rejestracyjny. Często są to…

Koła

To oczywiście obszar obowiązkowy w tuningu, zarówno aut osobowych, jak i terenowych. Tu nie ma – przynajmniej na razie – zbyt wielu ograniczeń. Opony muszą mieć taką samą konstrukcję na jednej osi, nie mogą też wystawać poza obrys pojazdu i oczywiście muszą mieć homologację drogową.

Jeśli całe koło mieści się w nadwoziu, to niemal wszystko jest dozwolone.

W świadectwie homologacji danego pojazdu są określone wymiary kół i rozmiary opon dopuszczone przez producenta, ale nie ma obowiązku trzymać się tych rozmiarów. Nie ma więc w polskim prawie żadnych ograniczeń dotyczących wymiarów kół i ogumienia, zarówno minimalnych, jak i maksymalnych. Rozmiar lub typ koła musi być po prostu zgodny z wymaganiami rozporządzenia o warunkach technicznych i nie zagrażać bezpieczeństwu.

Natomiast użytkownicy pojazdów terenowych, w których często koła są zmieniane na znacznie większe, muszą mieć świadomość, że kiedy są za szerokie względem nadwozia, to należy zastosować większe błotniki i dla tych elementów przygotowano szczegółowe przepisy. Znajdziecie je w Dz.U. 2016 poz. 2022. Zdecydowanie rozwiązaniem nie jest kawałek blachy przyspawanej do nadwozia, a takie "rzeźby" obserwujemy w polskim offroadzie.

Wbrew pozorom istotne są też fartuchy (tzw. chlapacze), które muszą być stosowane w niektórych przypadkach, również szczegółowo opisane w ww. przepisach.

Modyfikacje zawieszenia i hamulców

Bardzo często w pojazdach tuningowanych stosuje się inne niż oryginalne elementy zawieszenia, mające na celu obniżyć lub podnieść prześwit, a także zmienić geometrię układu jezdnego. Zakres modyfikacji w tym obszarze nie jest za bardzo ograniczony przepisami, ale diagnosta może dać negatywny wynik badania, kiedy stwierdzi niewłaściwą przeróbkę. Jest to ocena subiektywna, a w razie wątpliwości można powołać rzeczoznawcę.

— Nie ma w Polsce zapisów zabraniających modyfikacji układu zawieszenia lub nakładających obowiązek przedstawiania dodatkowych dokumentów i ocen – podkreśla Tomasz Nielepkowicz. — Nie ma również granicy prześwitu w rozporządzeniu o warunkach technicznych — dodaje.

Podobnie jak obniżanie, także podnoszenie zawieszenia jest dopuszczalne. W terenówkach, od pewnego momentu warto jednak pamiętać o fartuchach na koła.

— Ważne, aby po modyfikacjach zawieszenia samochód miał prawidłową geometrię, nie "ściągał", nie zużywał nierównomiernie opon, co mogłoby świadczyć o złej zbieżności – mówi diagnosta Patryk Szlassa. — Jeśli diagnosta ma wątpliwości odnośnie przeróbki pojazdu, zawsze może podeprzeć się opinią certyfikowanego przez Ministerstwo Infrastruktury rzeczoznawcy samochodowego — dodaje.

Jak więc wygląda kwestia poważnych modyfikacji zawieszenia? Są bowiem samochody, w których konstrukcja fabryczna jest zupełnie inna po modyfikacji. W terenówkach częstym zabiegiem jest na przykład zmiana zawieszenia pneumatycznego na sprężynowe, a w autach osobowych w drugą stronę. W terenówkach częstą modyfikacją jest też zamiana resorów piórowych na sprężyny śrubowe. Stosuje się też inne punkty mocowania, czy np. podwójne amortyzatory. Są też takie pojazdy, jak na zdjęciu poniżej.

Nawet tak poważna modyfikacja zawieszenia może być dopuszczona, jeśli diagnosta nie będzie miał wątpliwości. W przypadku takowych, można poprosić rzeczoznawcę o opinię.

— Przy poważnych modyfikacjach pojazdów, zmianach konstrukcyjnych i przebudowach, diagnosta ma prawo przed wykonaniem badania technicznego poprosić o opinię rzeczoznawcy samochodowego w zakresie poprawności przebudowy – wyjaśnia diagnosta. — Jest to zapisane w ustawie Prawo o ruchu drogowym. Jeśli diagnosta ma wątpliwości odnośnie przeróbki pojazdu, zawsze może wskazać usterkę "niewłaściwa naprawa lub przeróbka" - stwierdza.

Powołanie rzeczoznawcy to oczywiście dodatkowe koszty, jakie musi ponieść właściciel, ale przy pozytywnej opinii takiej osoby nie będzie potem obaw o to, że "wypadek został spowodowany przez niedopuszczalne przeróbki pojazdu". Z pozytywnym wynikiem badania technicznego i opinią rzeczoznawcy właściciel pojazdu może z pełną odpowiedzialnością i czystym sumieniem wyjechać na ulicę. Moim zdaniem warto, zwłaszcza w samochodach terenowych, zrobić takie badanie.

Lepsze hamulce to lepsze hamowanie, więc i wyższe bezpieczeństwo. Warto jednak używać części fabrycznych i z homologacją.

W praktyce dokładnie to samo odnosi się do układu hamulcowego. Diagnosta ocenia podczas badania okresowego bardziej stan techniczny i sposób zamocowania, aniżeli konstrukcję hamulców. Jeśli do tuningu użyje się homologowanych do danego pojazdu części – np. zmianę bębnów hamulcowych na tarczowe – auto jest zgodne z prawem. Większe modyfikacje warto wykonywać na nowych częściach z homologacją, np. uznanych firm tuningowych, a potem zlecić rzeczoznawcy sporządzenie opinii.

Orurowanie i zderzaki

Temat orurowania samochodów terenowych niejednemu właścicielowi powinien spędzać sen z powiek. Jest to bowiem element dość istotny z punktu widzenia bezpieczeństwa i kontakt nie tylko z pieszym może spowodować kłopoty.

Wystarczy kolizja z innym autem, po której ubezpieczyciel stwierdzi, że skutki takowej kolizji mogłyby być mniejsze, gdyby w pojeździe nie było zamontowanego dodatkowego, niezgodnego z homologacją elementu. Nic więc dziwnego, że zderzaki bez homologacji, zwłaszcza przygotowane pod montaż wyciągarki, są 2–3 razy tańsze od homologowanych do danego typu pojazdu.

Na Jeep Camp przyjeżdżają dziesiątki samochodów terenowych - z reguły na lawetach, bo tak jest bezpieczniej dla wszystkich.

— Przednie orurowanie lub dodatkowy przedni zderzak, mające służyć do ochrony pojazdu przed uszkodzeniami, mogą być zamontowane wyłącznie w pojazdach, dla których zostały homologowane – mówi Patryk Szlassa nie pozostawiając cienia wątpliwości. — Przepis ten nie dotyczy urządzeń o masie poniżej 0,5 kg, które przeznaczone są wyłącznie do ochrony reflektorów. Przepis dotyczy pojazdów z dmc do 3,5 tony, rejestrowanych po raz pierwszy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej po dniu 20 października 2007 r. – precyzuje.

To jednak nie wszystko. Przepisy zabraniają umieszczania wewnątrz i zewnątrz pojazdu wystających spiczastych albo ostrych części lub przedmiotów, które mogą spowodować uszkodzenie ciała osób jadących w pojeździe lub innych uczestników ruchu. Mowa tu nie tylko o elementach pojazdu terenowego, jak wyciągarka bez żadnej osłony, ale też aut osobowych, które niekiedy wyglądają jak badawcze. Przykład poniżej.

Montaż chłodnicy oleju w ten sposób jest przynajmniej dyskusyjny. Przyciemnione reflektory nie powinny budzić najmniejszych wątpliwości diagnosty.

Banał, ale zapłacić trzeba będzie

Od 4 grudnia 2020 r. zabronione jest umieszczanie tablic rejestracyjnych w miejscu do tego konstrukcyjnie nieprzeznaczonym. Ciekawe, jak do tematu będą podchodzili policjanci podczas kontroli tuningowanych samochodów jak i diagności w trakcie badania technicznego. Jeśli na serio, to właściciele aut będą tracić dowody i zostaną zmuszeni nierzadko do modyfikacji samochodu.

Obserwuj nas na Instagramie:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Poradniki i mechanika:

Licytacje samochodów. W czasach koronawirusa można trafić na świetne okazje Zimowa podróż autem z dzieckiem [poradnik] Czy można naprawić lampy LED? Darmowa nawigacja samochodowa na telefon. Jest spory wybór Planowanie głowicy - dlaczego jest tak ważne? Zabezpieczenie antykorozyjne samochodu - jak zabezpieczany jest fabrycznie i jak można je poprawić Jak dobrze kupić używane auto z silnikiem Diesla? Układy wahaczy poprzecznych [zawieszenie] Jak myć i pielęgnować dach kabrioletu? Tysiące policjantów na drogach. Sprawdź, jakie mają prawa i obowiązki Zobacz, co potrafi oszukać policyjny alkomat. Możesz się przed tym ustrzec Jak jeżdżą kierowcy firmowi – analiza szkoleń firmy Safe Drive

Popularne w tym tygodniu:

Rozszyfruj oznaczenia opon. Dowiesz się z nich więcej, niż może się wydawać 9 najgorszych rzeczy, jakie możesz zrobić z autem w czasie mrozu Nie mógł zatankować paliwa. Przyczyna zdziwiła nawet mechanika Domowe sposoby na odmrażanie szyb. Woda jednym z najgorszych? Skrobaczka mosiężna czy plastikowa? Sprawdziłem, która będzie lepszym wyborem Płyn do dezynfekcji jako odmrażacz do szyb? Tak, ale nie zawsze rozwiąże problem Dacia Sandero już nie jest najtańszym autem, ale rywali miażdży i jeszcze ma asa w rękawie Škoda Enyaq i VW ID.4 to podobne auta, ale różnią się ceną. I to nie na korzyść Czechów