Test: Audi RS3 Limousine (2017) – sprostać oczekiwaniom sprzed lat

Czwartkowa noc w centrum Warszawy. Tętniące życiem przez dzień ulice są niespotykanie puste. W oknach palą się pojedyncze światła, gdzieś przebiegnie bezdomny kot. Mieszkańcy szykują się do snu, by zebrać siły na ostatni przed weekendem dzień pracy. Nagle, w jednej z ciemnych, nieoświetlonych uliczek rozbłyskają diodowe światła. Zaraz po tym od ścian kamienic odbija się donośny warkot i strzał z wydechu. Czerwony sedan wynurza się ze swojego miejsca parkingowego.

Audi RS3 w czerwonym kolorze Catalunya zwraca na siebie uwagę.

Audi RS3 w czerwonym kolorze Catalunya zwraca na siebie uwagę. (Fot. Aleksander Bieroński)

Ten artykuł ma 2 strony:

Audi RS3 Limousine (2017) – test

Wystarczy rzut oka by zauważyć, że powolny objazd miasta nocą wcale nie będzie taki powolny. Poszerzone nadwozie, 19-calowe felgi, srebrne akcenty i dwie, ogromne końcówki wydechu zdradzają, że tutaj pod maską drzemie coś potężnego. Dokładnie jest to 2,5-litrowa, pięciocylindrowa jednostka turbodoładowana. Moc? 400 KM. Maksymalny moment obrotowy? 480 Nm. Coś takiego w kompakcie! Do tego napęd na cztery koła i siedmiostopniowa skrzynia S-Tronic. To nie jest zwykłe A3 Limousine.

Z RS3 od razu miałem jednak problem i nie była to błahostka. Widzicie, odkąd pamiętam, kompaktowe sedany były dla mnie zadziwiająco atrakcyjne. Stąd przez lata zastanawiałem się, dlaczego ostrzejsze wersje samochodów tej klasy występują tylko jako hatchback i czasem kombi. Małe Audi mogło więc spełnić moje oczekiwania, jak i mnie kolosalnie zawieść. Korzystając z okazji, wyjeżdżam na główną ulicę, zatrzymuję się na czerwonym, czekam na sygnał do startu.

Reflektory wykonane w technologii LED nadają RS3 drapieżnego charakteru.

Gdy światła się zmieniają, prawa noga nurkuje, a samochód wystrzeliwuje przed siebie. Cyfry na wyświetlaczu zastępującym zegary zmieniają się w zawrotnym tempie i momentalnie pierwsza z dwóch przeistacza się w magicznie w mieście „5”. Odpuszczam. Tryb Dynamic nie jest do miasta. Na kolejnym skrzyżowaniu kieruję się w stronę tabliczki z przekreślonym napisem „Warszawa”.

Celowo wybieram trasę, która przebiega przez tunel. Dojeżdżając do niego mocno zwalniam, opuszczam szyby i tłumaczę automatowi, że teraz ja zajmuję się zmianą biegów. Wjeżdżam w podziemia i raz jeszcze dociskam prawy pedał. Wskazówka centralnie umieszczonego obrotomierza (układ wyświetlacza można zmienić) pędzi ku górze, a ja odpływam przy koncercie na pięć instrumentów. RS3 ma bardzo głębokie, rasowe i prawdziwe brzmienie. Nie ma szans, by ktoś nie zwrócił na nie uwagi. O ile wstęp i punkt kulminacyjny tego dzieła są bezbłędne, to część kończąca pozostawia trochę do życzenia. Zwalniając pedał gazu i redukując biegi brakuje mi strzałów z wydechu, na które zapowiadało się na początku.

Wnętrze RS3 świetnie łączy sport z komfortem.

Sunę dalej, w stronę granicy miasta i zastanawiam się, czy takie smaczki pasowałyby do tego samochodu. W trybie dynamic RS3 jest bardzo twarde, narwane i ostre, ale jest też bardzo – jakby to powiedzieć – proste. Nie ma charakteru wozu, który będzie próbował urwać głowę. Zamiast tego wprost zachęca do szybkiej jazdy sprawiając wrażenie, że jest ona równie skomplikowana, co wiązanie butów. Chwila wprawy i bum, każdy potrafi to robić.

Zobacz również: Jak działa asystent pasa ruchu i aktywny tempomat?

O tym jak bardzo jest to zgubne przekonuję się już na pierwszym zakręcie za granicami miasta. Mimo że mapa wyświetlona obok obrotomierza wskazuje na ciaśniejszy łuk, nie zmniejszam prędkości. Obrywa mi się za to solidną dawką podsterowności. Ciężki silnik umieszczony przed przednią osią robi swoje i nawet napęd na cztery koła quattro nie pomaga. Nie oznacza to, że RS3 nie potrafi skręcać. Genialnie zestrojone zawieszenie jest jak mocny magnes przyciągający do asfaltu, a szalenie precyzyjny układ kierowniczy pozwala okiełznać tę nieszczęsną podsterowność. Niemniej, jest to coś, o czym trzeba pamiętać wybierając się na kręte drogi w małym audi.

Trójramienna kierownica pokryta Alcantarą doskonale leży w dłoniach.

Wszyscy jednak wiemy, że RS najlepiej czuje się w innym miejscu. Dlatego po zabawie podmiejskich drogach jadę prosto w kierunku autostrady. To tam samochód będzie mógł rozwinąć swoje skrzydła i pokazać, co potrafi. Gdzieś z tyłu głowy przypominam sobie, że testowany egzemplarz dostał opcjonalny, luźniejszy kaganiec ograniczający prędkość do 280 km/h. Dwieście osiemdziesiąt kilometrów na godzinę w kompaktowym sedanie!

Entuzjazm studzi informacja na wyświetlaczu za kierownicą. Przypomina, że na drodze, którą jadę mogę rozwinąć jedynie połowę tej wartości. A to – niestety – trochę jak organizowanie koncertu Erica Claptona i powiedzenie mu, by pod żadnym pozorem nie grał „Layli”. Bowiem dla RS3 rozwinięcie przepisowych 140 km/h jest zadaniem żenująco banalnym, podobnie jak utrzymanie tej prędkości. Gdyby samochód miał czoło, nie pojawiłaby się na nim ani jedna kropla potu. Gdyby mógł mówić, nakrzyczałby na mnie, że nie jedziemy szybciej, a potem wyśmiał.

Duże, 19-calowe felgi wyglądają świetnie.

Autostrada, naturalne środowisko występowania szybkich audi, pozwala mi nabrać niebywałego respektu dla tego samochodu. Łatwość z jaką się rozpędza, nawet przy wysokich prędkościach, sprawia, że nie można o nim myśleć jak o hothatchu z dobudowanym bagażnikiem. To coś znacznie więcej. Jadąc tym wozem, widok supersamochodu w lusterku nie przerazi, nie będzie kazał zjechać na inny pas. Zamiast tego pchnie do dociśnięcia pedału gazu i sprawdzeniu, kto pierwszy da za wygraną.

Rozmarzony kieruję się w stronę miasta i zastanawiam się, czy kupienie tego auta ma sens. Rzucam więc okiem na spalanie. Komputer pokazuje niewiele ponad 18 l/100 km. Sporo, ale czego się spodziewać po 400-konnej rakiecie? Pozostając w temacie wydatków muszę wspomnieć o cenie. Bazowa wersja kosztuje 270 tysięcy złotych. Dużo? Zależy. Jak na kompakt, tak. Jak na wóz, który robi "setkę" w około 4 sekundy? Okazja stulecia. Z rozważań wyciąga mnie wzrok kierowcy stojącego w aucie obok na skrzyżowaniu. Przygląda się ze zdumieniem "rs-ce", uśmiecha się, unosi kciuk w górę i odjeżdża. Dojeżdżam do domu i parkuję go w tej samej ciemnej uliczce. – Może w końcu ktoś naprawi te światła – rzucam w przestrzeń i idę do mieszkania.

Nie oszukujmy się – większość kierowców będzie oglądać RS3 od tej strony.

Mija noc i wstaje kolejny dzień. Ulice nie są już puste. Pomimo wczesnej godziny co rusz ktoś przechodzi chodnikiem, czy to do sklepu, czy do biura. Tworzą się pierwsze korki. Rozpalające się diodowe światła audi nie robią już takiego wrażenia, a krzyk z jakim odpala się pięciocylindrowy silnik gdzieś zanika w porannym zgiełku miasta. Dociera do uszu tylko jednego przechodnia. Zatrzymuje się i z niedowierzaniem patrzy na RS3. Może rozpoznał model, może dziwi się, że coś tak małego robi tyle hałasu. Przełączam samochód w tryb comfort i wyjeżdżam.

Oczywiście w korku RS3 stoi tak samo, jak każdy inny samochód. Tak jak w innych samochodach silnik wyłącza się przy postoju, by włączyć się przy ruszaniu. Kubełkowe fotele tak świetnie trzymające w zakrętach teraz okazują się nad wyraz wygodne. Płynąca z genialnego systemu audio sygnowanego logo Bang&Olufsen muzyka daje ostatnią szansę na relaks przed pracą. Wyjeżdżając na luźniejszą drogę doceniam łagodniej działającą skrzynię biegów. Również dźwięk z silnika nie jest tak doniosły, jak wcześniej. Nie oznacza to, że stał się zupełnie cichy. Po prostu – tak jak cały wóz – złagodniał. Czy to oznacza, że RS3 się świetnie nadaje na co dzień?

Być może komuś będzie przeszkadzać mało miejsca nad głową dla pasażerów z tyłu. Inny może narzekać na zaledwie 315-litrowy bagażnik. Ale dla kogoś kto szuka auta dla siebie i/lub swojej drugiej połówki, a przy okazji chce mieć czym poszaleć po ciężkim dniu pracy, RS3 wygląda na świetny wybór. Jeszcze tylko spoglądam na spalanie podczas lżejszej jazdy. Jeśli wierzyć komputerowi, jest to 9,9 l/100 km. Więc tak, RS3 naprawdę błyszczy w każdej kategorii. I tak, jest sportowym sedanem, na który czekałem.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • sprawia, że szybka jazda jest prosta
  • ma podwójną naturę
  • mimo sporej mocy jest ekonomiczny
  • przyciski we wnętrzu wydają przyjemne dźwięki
  • stosunek ceny do możliwości

Minusy:

  • sprawia, że szybka jazda jest prosta
  • przy ciasnych zakrętach wychodzi podsterowność
  • mało miejsca nad głową dla pasażerów z tyłu

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Cnota powściągliwości: pierwsza jazda Astonem Martinem DB11 z silnikiem V8 Mercedes-Benz Klasy X - pójść na łatwiznę z gotowcem? Nie tym razem Citroën C-Elysée 1.6 VTi Shine LPG: trudna sztuka oszczędzania Ford Fiesta 1.0 EcoBoost: miejskie auto, którym chce się jechać w trasę Škoda Fabia Combi w wersji Drive: czy zachęca do jazdy? Ford Kuga czy Seat Ateca: którym z kompaktowych SUV-ów jeździ się przyjemniej? Porsche Panamera 4 E-Hybrid - luksusowa hybryda podszyta sportowym duchem Skoda Superb 2,0 TSI 280 KM Laurin & Klement: czy to już limuzyna? Mercedes Citan 112 Tourer - test roboczego transportera Serce czy rozum? – porównujemy Peugeot 308 w wersjach 1.6 BlueHDi SW oraz GTi Range Rover Sport 5.0 V8: gdy chcesz czegoś więcej niż Discovery, ale nie podoba ci się Range Rover Volvo V90 CrossCountry T6 – luksusowy wycieczkowiec 3 dni na serpentynach. Dzień trzeci: Lexus LC500h 3 dni na serpentynach. Dzień drugi: Toyota Prius Plug-in 3 dni na serpentynach. Dzień pierwszy: Lexus LC500 Opel Crossland X 1.2 Turbo: trochę za bardzo francuski BMW M3 Competition: wymagający sedan dla wymagających klientów Land Rover Discovery 5 TD6 First Edition - terenowe gran turismo Infiniti Q60S 3.0 t: gdy liczy się tylko wygląd i moc Ford Ka+ 1.2 Ti-VCT: wzorzec budżetowego samochodu segmentu B Nissan Micra 0.9 IG-T: skok na wyższą półkę Porsche Macan Turbo Performance: najlepsze Porsche w historii Pierwsza jazda najnowszym Hyundaiem i30 N. Byliśmy w Korei i testowaliśmy przedprodukcyjny model Fiat Tipo SW 1.4 T-Jet: najlepsze kompaktowe kombi na rynku?

Popularne w tym tygodniu:

Test: Audi RS3 Limousine (2017) – sprostać oczekiwaniom sprzed lat Test Audi TT RS - oglądając konkurencję we wstecznym lusterku Cnota powściągliwości: pierwsza jazda Astonem Martinem DB11 z silnikiem V8 Pierwsza jazda SsangYongiem Rextonem G4. Korea bardzo szybko się uczy Mercedes-Benz Klasy X - dzień drugi, ekstremalny