Niezwykły hołd "Srebrnej Wenus" dla wolnej Polski

20-Ghost Club to ekskluzywny odłam klubu entuzjastów marki Rolls-Royce, zwanego RREC. By móc się do niego zapisać, wystarczy spełnić jedno niezbyt skomplikowane kryterium: posiadać samochód Rolls Royce wyprodukowany przed 1936 rokiem...

Podczas gdy w niedzielę 1 lipca w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie swoje podwoje dla zwiedzających otworzyła arcyciekawa wystawa "Perły Motoryzacji w Polsce", przedstawiająca pełne spektrum historii naszej rodzimej branży samochodowej — od repliki samochodu CWS T2 (pierwszego seryjnie produkowanego auta w Polsce), po znane już szerzej samochody FSO, takie jak: Warszawa, Syrena, Fiat 126p, Fiat 125 czy Polonez, polskie mikrosamochody Smyk, Meduza, Mikrus, Beskid oraz niezwykłe prototypy aut Ogar i Wars i wiele motocykli — z Krakowa w kierunku Dolnego Śląska ruszała niezwykła parada samochodów, które w czasach świetności polskiej motoryzacji określilibyśmy jako "auta produkcji zagranicznej"… Ale chwileczkę, bo wyprzedzam fakty, a historia w tej opowieści jest wyjątkowo ważna.

Wystawa "Perły Polskiej Motoryzacji" odbywa się w dniach 01.VII - 25.IX.2018

Ponad stuletnia historia i ogromny pech

114 lat temu, 4 maja 1904 r. w hotelu Midland w Manchesterze, będący już wtedy pionierem awiacji baron Charles Stewart Rolls, przezywany przez kolegów w Eton 'Dirty Rolls' (czyli "Brudnym Rollsem") poznał wytwarzającego elektryczne dźwigi i samochody własnego pomysłu, niezwykłe utalentowanego inżyniera Henry'ego Royce'a (co ciekawe on również uzyskał później tytuł szlachecki w uznaniu zasług dla imperium brytyjskiego). Legenda głosi, że już w pociągu z Londynu do Manchesteru Rolls zwierzył się swojemu towarzyszowi podróży, że ma ambicje, by zostać najbardziej znanym konstruktorem samochodów na świecie. Nie wiedział, że spotkanie jakie odbędzie się za parę godzin unieśmiertelni go na wieki.

Rolls-Royce Silver Ghost Tourer z 1914 roku

Mimo że samochód produkowany przez przedsiębiorstwo Royce Ltd. miał niewielki dwucylindrowy silnik, a sam Rolls preferował silniki czterocylindrowe, większe i o gładszej charakterystyce pracy (miał racje, stało się to wizytówką marki), w związku z poczynioną w pociągu deklaracją i pozytywnym nastawieniem niebojącego się wyzwań sir Charles'a, dwóch gentlemanów szybko się dogadało. Umowa brzmiała następująco: dzięki swoim kontaktom firma CS Rolls & Co. sprzeda każde auto, jakie Henry Royce będzie w stanie wyprodukować. Partnerstwo, znane dzisiaj jako marka Rolls-Royce, swój pierwszy zbudowany "wspólnie" samochód pokazało światu już w grudniu na salonie w Paryżu.

Dwanaście miesięcy później Rolls przestał sprzedawać w swoim Londyńskim salonie samochody konkurencji — auta marek Panhard, Minerva i Orléans. I choć legenda Rolls-Royce'a trwa do dzisiaj, partnerstwo dwóch panów niestety ukróciła przedwczesna śmierć młodego arystokraty. Po sześciu latach od wydarzeń w Manchesterze, w 1910 r., trzydziestotrzyletni Charles Rolls zginął podczas katastrofy lotniczej nad Bornmouth. Choć był wytrawnym pilotem z ponad dwustoma lotami za pasem, w tym niektórymi nad kanałem La Manche, nie mógł przewidzieć tego, że w samolocie po prostu urwie się ogon…

Do parady dołączam w 1/3 drogi. Do Krakowa z Warszawy ruszamy spod hotelu Victoria.

Od 1918 do dzisiaj

Przewińmy jednak osiem lat do przodu. 11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna przekazuje Józefowi Piłsudskiemu władzę wojskową i naczelne dowództwo podległych jej wojsk polskich. Tego samego dnia Niemcy podpisują zawieszenie broni kończące działania bojowe I wojny światowej. Po ponad 120 latach Polska odzyskuje niepodległość!

A teraz przewińmy czas jeszcze dalej. O sto lat. Niedziela 24 czerwca 2018 r. Na lotnisku im. Lecha Wałęsy w Gdańsku lądują samoloty z niezwykłym cargo. Do portu w Gdyni przypływa równie cenny ładunek. To około czterdzieści wyprodukowanych przed 1936 r. samochodów marki Rolls-Royce. Co tu robią? Dlaczego wraz ze swoimi właścicielami przebyły setki tysięcy kilometrów, przybywając z miejsc tak odległych, jak Botswana, Hong Kong, USA czy Australia i Nowa Zelandia? Trzydzieści Silver Ghostów, parę Phantomów I, II i III oraz garstka Rollsów 25/30 (od ilości koni mechanicznych). Każdy warty… od 250 tys. funtów wzwyż. Górna granica? Lepiej nie pytać.

Austriacy, Anglicy, Szwajcarzy, Amerykanie, Australijczycy, Nowozelandczycy a także obywatel Botswany - wszyscy ci ludzie przywieźli do nas swoje bezcenne samochody

To wszystko zasługa Sir Johna Stuttarda, byłego Lorda Burmistrza londyńskiego City. To właśnie on wpadł na pomysł, by kolejny, około dwutygodniowy rajd klubu 20-Ghost odbył się w Polsce (i częściowo w Niemczech). Wszystko dla uczczenia stulecia naszej niepodległości i rozpadu imperium pruskiego. Fani motoryzacji nie powinni traktować tej sprawy po macoszemu. Dzięki niej dochodzi do precedensowego w naszej historii wydarzenia. Należy sobie uświadomić, że do takiego przejazdu przez nasz kraj — tylu w większości ponad stuletnich samochodów może już nie dojść za naszego życia.

2013 Rolls-Royce Centenary Alpine Trial — w hołdzie przeszłości [galeria]

W kwietniu Rolls-Royce zaprezentował specjalną edycję modelu Ghost o nazwie Alpine Trial Centenary Collection. Pojazd ten czerpie inspirację od swojego…

Nic o nas bez nas!

Zdając sobie sprawę z wyjątkowości tego wydarzenia, postanawiam do niego dołączyć. Moim towarzyszem, poza fotografem i operatorem — Filipem Blankiem (film z naszej wyprawy pokażemy wam za tydzień) - przez tydzień, jaki spędzę drepcząc po piętach temu zrzeszającemu naprawdę wyjątkowych ludzi klubowi, będzie najnowszy, tegoroczny Rolls Royce Ghost Extended Wheelbase. Klamra czasowa się zamyka.

Ja jako... jak się szybko okazało, totalnie przebrany pajac...

Tak, jak Józef Piłsudski, który był właścicielem zaginionego w czasach stalinizmu Rollsa Ghost, nie wyobrażałby sobie, że w 2018 r. parada tak starych samochodów przejedzie przez jego ukochany kraj, tak i my nie możemy uwierzyć, że po 45 latach komunizmu, w po raz kolejny wolnej Polsce można po prostu udać się do salonu i nabyć pojazd marki z Goodwood. To znaczy jeśli posiada się odpowiednie środki, czyli około dwóch milionów złotych za model taki, jaki nam pożyczono.

Niesiony falą popularnego serialu o królowej brytyjskiej Elżbiecie II, by pasować do otoczenia, pobiegłem więc do sklepu, by dokonać zakupu dwurzędowej marynarki, jakże lubianej przez księcia Philipa. W umieszczonej pomiędzy tylnymi siedzeniami lodówce ląduje butelka kupionego naprędce szampana. Dotarłszy jednak pod hotel szybko orientuję się, że jestem przebrany.

Uczestnicy rajdu preferują ubrania funkcjonalne. Królują koszulki termiczne (czy też te drugie, sportowe, oddychające), czapki z daszkiem, lekkie puchówki i polary. Nikt tu nie jedzie w kaszkiecie i bryczesach. W sumie nic dziwnego. Droga z Warszawy do Krakowa pojazdom, spośród których większość rozpędza się maksymalnie do 80 km/h, zajmie cały dzień. Dwa dni temu podobnie długo zajęło im dotarcie z Gdańska do Warszawy.

Gdzieś pod zamkiem Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. Ghost EWB 2018 r. i należący do Sir Michaela Kadoorie Phantom III z 1936 r.

Pocieszam się tym, że ja mam przynajmniej do dyspozycji podgrzewane i wentylowane siedzenia, klimatyzację — sterowaną w typowym dla RR stylu — bez podawania temperatur, bo w Rollsie może być, po prostu, "albo za ciepło albo za zimno". Szampana zaś postanawiam zaoferować pierwszej załodze, którą spotkam na drodze z poważniejszą niż przegrzanie awarią. Mnie ten problem raczej dotyczyć nie będzie. Pod maską mam 6,5-litrowy, turbodoładowany silnik V12 o mocy 560 koni i 780 NM momentu obrotowego, przekazywanego przez 8 stopniową skrzynię na tylne koła. To sprawia, że ten ważący 2,5 tony samochód rozpędza się do 100 km/h w 4,8 sekundy.

Wielka turystyka, równie wielkie emocje i ogrom wiedzy

Tak duży i długi rajd 20-Ghost Club organizuje raz na trzy lata. A na czym on polega? Jest realizowany zgodnie z zasadą Gran Turismo - wiedzie po mało uczęszczanych, najchętniej malowniczych trasach, a jego uczestnicy zatrzymują się jak najczęściej się da, by się czegoś o danym kraju czy regionie dowiedzieć. Zwiedzają miasta, muzea, zamki i pałace. Dlatego właśnie przejazd przez Polskę trwał (do wczoraj) dokładnie 14 dni. Na trasie znalazły się m.in wspomniane już wcześniej Gdańsk, Warszawa i Kraków, ale także mniejsze miasta i miejscowości — Toruń, Chęciny, Ząbkowice Śląskie, Wałbrzych (Zamek Książ), Jelenia Góra i Zamek Czocha w Leśnej. Przy okazji pobytu w Krakowie uczestnicy rajdu zwiedzili też kopalnię soli w Wieliczce oraz obóz koncentracyjny Auschwitz w Oświęcimiu.

Gdzieś w drodze do Krzyżowej

Idea jest taka, by podróżować nieśpiesznie, delektując się przeżyciami (choć wizyta w byłym obozie koncentracyjnym do przyjemnych nie należy). Towarzysząc uczestnikom, zatrzymałem się także w Zamku Moszna (Schloss Moschen), przypominającym zamki z bajek Disneya, zbudowanym przez szalonego śląskiego magnata, wierzącego w czarną magię wolnomularza, hrabiego Huberta von Tiele-Wincklera. Odwiedziliśmy też arcyciekawy folwark w Krzyżowej (Kreissau), gdzie mieści się zrodzona z polsko-niemieckiej inicjatywy fundacja "Krzyżowa dla Porozumienia Europejskiego" oraz willa, w której ostatni właściciel majątku, Helmuth James Graf von Moltke, wraz z kompanami z tzw. "Kręgu z Kreissau" planował zamach stanu w celu odsunięcia Hitlera od władzy.

Oprócz wiedzy historycznej, tej bardziej i mniej znanej, my głównie chłonęliśmy informacje o tych niezwykłych samochodach. Twarde fakty dotyczące ewolucji ich kształtów — np. to, że samochody wyprodukowane przed I wojną światową miały widoczną przegrodę przeciwogniową (najczęściej z polerowanego aluminium), późniejsze już zintegrowaną z resztą nadwozia. Przedwojenne Ghosty nie miały też przednich hamulców (teraz dokłada się je dla bezpieczeństwa).

Na parkingu w Krakowie. Z przodu po prawej Phantom II Continental z 1933 r.

Bez hamulców budowane były nawet samochody uważane za "sportowe". W tym model, który w 1911 r. przejechał z Londynu do Edynburga, korzystając jedynie z najwyższego, czwartego biegu. Do tego dwie sztywne osie i resory piórowe jak w konnej bryczce — potworna niewygoda, jak mogłem się sam przekonać, podróżując jako pasażer z niektórymi z uczestników. Potęgą Rolls Royce'a były jednak początkowo jedwabiście ciche, bezawaryjne i mocne silniki. Oprócz modeli 20hp, produkowanych dla ludzi mniej majętnych, lekarzy i prawników, nazywanych pieszczotliwie "Canardly", co rozwija się jako "can hardly get up the hill" (czyli: "ledwo potrafi podjechać pod górkę").

Udaje mi się nawet przejechać jednym z Ghostów za kierownicą. Samochodem z 1922 r., więc 96-latkiem, zwanym przez jego właściciela mieszkającego w Nashville w Tennesse, Alexisa Jones'a Joyce'a "Żółtym Ghostem". Z atrapą chłodnicy zwieńczoną figurką jadącej na snowboardzie, wykonanej na zamówienie z litego srebra słynnej Spirit of Extasy. Po 30 minutach jazdy przez Wolę Justowską trzęsę się z emocji. Samochód jest ogromnie ciężki i prawie nie ma hamulców. Pomimo wysokich opon, na komendy nadane sterem reaguje natychmiastowo. Natomiast skręt kół przenosi się na nadwozie z pewnym opóźnieniem. Siedzi się na pierwszym piętrze, jednocześnie podskakując na dziurach i przeżywając coś, co porównałbym do jazdy wanną osadzoną na dwóch gumowych balonach.

Pogoń za młodszym o 92 lata Ghostem EWB

Żeby tego było mało, żaden z niezsynchronizowanych biegów nie chce wejść — no chyba, że się o tym nie myśli, wtedy jakoś "samo idzie". Właściciel cały czas musi pomagać mi w zmienianiu z trójki na czwórkę, ręcznie sterując obrotami na kierownicy. Do tego dochodzi jeszcze świadomość ceny i wartości sentymentalnej pojazdu, którym Alex przejechał już przez właściwie wszystkie kontynenty. Pod koniec mojej emocjonującej przejażdżki zdradza mi jednak, że jego prawdziwą pasją są samochody parowe marki Stanley, których posiada w Nashville całą kolekcję. Abstrakcja.

Historia kluczem do zrozumienia

Kiedyś, jak pewnie każdy młody człowiek, powiedziałbym, że nie interesują mnie takie przedwojenne, przypominające powóz pudła. Teraz wiem, że podobnie do osoby, która dopiero zaczyna się interesować sztuką i początkowo lubi wyłącznie impresjonistów i Salvadora Dali, do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Odkryć prerafaelitów, malarzy epoki romantyzmu, takich jak Constable, potem, cofając się dalej, Caravaggia i Giotta, a na koniec malarstwo średniowieczne a nawet naskalne. Wszystko po to, by móc w pełni docenić i zrozumieć choćby to, co robili Marcel Duchamp i Jackson Pollock albo co dzisiaj robi… nie wiem… np. Jeff Koons.

Spersonalizowana maskota w kształcie kangura

Żeby zrozumieć czym Rolls Royce jest dzisiaj, skąd się wzięło jego wyjątkowe DNA i dlaczego Ghost, mimo że bazuje na BMW serii 7, wcale nim nie jest, też trzeba się najpierw obejrzeć wstecz. Wtedy dopiero dojrzymy dlaczego zamiast sportową twardość wybiera wygodę. Po prostu należało o nią w imię klientów zawalczyć w czasach, gdy większość dróg była pokryta brukiem i błotem.

Chociaż dzisiejszy Ghost powyżej 120 km/h dzięki systemowi skrętnych tylnych kół potrafi się jakby skurczyć i pokonywać zakręty ze skutecznością auta sportowego, to jednak jest on stateczną limuzyną, którą najprzyjemniej jedzie się 80 km/h w całkowitej ciszy lub słuchając dobrej muzyki. Co odróżnia go od BMW, to także fakt, że nie można w nim właściwie niczego samemu ustawić. Poza fotelem. Nie posiada za to żadnych przycisków do manipulacji aktywnym zawieszeniem, możliwości ręcznej zmiany biegów czy ustawiania temperatury z dokładnością do połowy stopnia. Wsiadając do Ghosta w 2018 r., mamy mieć po prostu poczucie, że jest doskonały — na tym polega luksus obcowania z nim, że spełnia wszystkie nasze prośby zanim je wyartykułujemy.

Z tyłu pasażer podróżuje w innej strefie czasowej

Zestawiając go z samochodami przedwojennymi, widzimy jak na dłoni skąd się to bierze. Jego elegancja wprost wypływa z kształtów nadanych przedwojennym i powojennym nadwoziom przez Hoopera, Brewstera czy H.J Mulliner. Chwila spędzona na autostradzie w jadącym 140 km/h Phantomie III z 1936 r., wyposażonym już w zawieszenie niezależne, pokazuje jak ważne było odpowiednie wyciszenie samochodu i jak szybko pokonana została droga od przerażającego współczesnego kierowcę samochodu z 1922 r. do cywilizowanego kabrioletu wyprodukowanego 14 lat później.

Słuchając historii o Ghostach, które były w pełni opancerzonymi czołgami służącymi podczas I wojny światowej oddziałom pułkownika T.E Lawrence'a (zwanego Lawrence of Arabia) albo widząc pierwszy w historii samochód-kamper (również Ghost Tourer z 1920 r.), w którym pewna prominentna rodzina mieszkała w czasie gdy budowała swoją szkocką rezydencję, zyskuje się także dodatkowy kontekst, ludzki wymiar, który wywierał wpływ na całą historię motoryzacji.

Pierwszym w historii zmotoryzowanym kamperem był... Rolls Royce Ghost z 1920 r.

Dzisiaj podróżujący "perłami światowej motoryzacji" uczestnicy rajdu przez Polskę i Niemcy docierają powoli do Poczdamu. Nam nie pozostaje nic innego, jak tylko ruszyć na wystawę do Pałacu Kultury i Nauki, by lepiej poznać nasze rodzime cuda techniki. Zanurzyć się w ich historię. Dowiedzieć się więcej o naszej myśli inżynieryjnej, o czasach, w których dane pojazdy powstawały, o ludziach, którzy je budowali i dzięki temu lepiej móc zrozumieć kontekst naszej własnej niepodległości. Tej sprzed 100 i sprzed 29 lat.

P.S. Aha, ponieważ nikt się w końcu nie zepsuł, idealnie schłodzonego przez lodówkę samochodową szampana wypiliśmy sami przedostatniego dnia naszego wyjazdu, podczas pięknego dolnośląskiego wieczoru w Uroczysku Siedmiu Stawów.

Partnerem treści jest Narodowe Muzeum Techniki w Warszawie

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Relacje:

Polak, który wstawił porsche z Lego na ulice Warszawy. Tomek Mąkolski opowiada o swoim projekcie Muzyka w fabryce i optymalizacja totalna: tak powstaje Toyota Aygo po liftingu Hyundai KONA prezentuje: EMOCJA Hyundai KONA prezentuje: EMISJA On, Ona, Hyundai Kona - jego recenzja Stacja Klasyki - odwiedzamy pierwsze w Polsce miejsce stworzone dla aut klasycznych Mirosław Staniszewski: od pierwszego rajdu bez prawa jazdy do znanego w całej Europie warsztatu Najsłynniejsze klasyki, eleganckie stroje i celebryci. Rajd Varsopolis wskrzesza przedwojenne tradycje polskiej motoryzacji Przez tydzień byłem karawaningowcem. Popełniłem chyba wszystkie błędy Jeździłem wszystkimi GTI Volkswagena. Teraz wiem, skąd się bierze ich fenomen Zrozumieć fenomen Jimny. Jeździmy pierwszą generacją kultowej terenówki Suzuki pod równikiem Rozważania na temat przyszłości na pokładzie nowego Mercedesa Klasy A Kolekcjonowanie motocykli docenione przez świat milionerów. Lepsze historie, towarzystwo i niższe ceny Mój pierwszy raz na Moto GP – ogłuchłem, oślepłem i oszalałem. Prawdziwi herosi jeżdżą w Klasie Królewskiej Roadtrip po Europie? Czemu nie. Tylko jakim autem? VW T-Roc - dynamiczny pod każdym względem III Zlot Mitsubishi, czyli jak stać się fanem marki w weekend Wielka księga zachwytów - kolejny konkurs elegancji Villa d'Este za nami Z Sergio Marchionne prywatnie o przyszłości Ferrari Kowabunga - surferzy, hipisi i kultowe auto, które ich zmotoryzowało... California Dreamin' - VW California udowadnia, że wszystkie inne kampery są trochę bez sensu Byłem w Zuffenhausen i widziałem rewolucję. Porsche szykuje się na Mission E z hollywoodzkim rozmachem Jak przetrwać swój pierwszy dzień na torze? Przewodnik Nocne rozmowy... w Porsche - Mateusz Grzesiak gościem Kuby Jankowskiego!

Popularne w tym tygodniu:

7 rzeczy, których dowiedziałem się po przejechaniu 1800 km po Europie autem elektrycznym Po pierwszym dniu Zero Race wiem, że jadąc w trasę elektrykiem sporo może pójść nie tak Mille Miglia 2019 w obiektywie Filipa Blanka