W przeciwieństwie do poprzedników, Renault Twingo trzeciej generacji to pięciodrzwiowy hatchback.

W przeciwieństwie do poprzedników, Renault Twingo trzeciej generacji to pięciodrzwiowy hatchback. (fot. Mateusz Lubczański)

Renault Twingo GT EDC – nadzieja na niepewne czasy

Moi drodzy, mam smutną wiadomość, z której każdy sobie zdaje sprawę. Nie chcą nas. Szukanie polskiego tłumaczenia słowa „petrolhead” prawdopodobnie nie ma już sensu, gdyż wkrótce nikt nie będzie go używał. Będziemy jak latarnicy nadający ulicom blasku. Co jakiś czas ktoś zaprosi nas na festyn, opowiemy jak to się jeździło samochodem, ale to tyle. Potem – tak jak wszyscy – wsiądziemy do samojeżdżącego wehikułu na prąd, który zawiezie nas do domu.

Ten artykuł ma 2 strony:

Renault Twingo GT (2017) – test

Powtarzałem to wielokrotnie i powtarzać będę: nie ma w tym nic złego. Świat ma to do siebie, że pędzi do przodu, szczególnie w ostatnich czasach. Najwytrwalsi kupują płyty i faktycznie słuchają muzyki. Większość z nas jednak biega po mieście w białych słuchawkach, a płynące w nich kilobajty strumieniowanych danych nadają ścieżkę dźwiękową naszej codzienności. I nie ma w tym nic złego. Kto chce „prawdziwej” muzyki ciągle może jej słuchać, ciągle może ją tworzyć.

Więc gdzie ten smutek? Ano w tym, że samochodu w domu sobie nie zrobimy. Te kupujemy od producentów, którzy projektują je pod wymogi rynku. A jeśli klienci będą wymagać samojeżdżących pojazdów, to takie modele będziemy oglądać na drogach. Znikną wozy wywołujące uśmiech na twarzy. Nikt, poza nami, nie będzie ich chciał. Dlatego warto zacząć robić zapasy. Kupić wielki hangar i wypychać go zabawkami na przyszłość.

Realnie jednak nie jest to takie proste. Po pierwsze, jak się kupuje hangar? Po drugie, kto zapłaci za utrzymanie owego hangaru? Po trzecie, skąd wziąć pieniądze na te samochody? Po czwarte, jak znaleźć czas, żeby nimi jeździć? Po piąte, na jaki kolor pomalować ściany hangaru? Każde z tych pytań sprawia, że wizja zbudowania prywatnej kolekcji jest równie realna co wizja zjedzenia 1,5-metrowego kebaba. Całe szczęście, znalazłem rozwiązanie.

Nazywa się Renault Twingo GT i kosztuje 55 900 zł, więc jest tanie. Jak każdy szanujący się frajdowóz ma napęd na tył, a do tego silnik jest z tyłu. Sceptyk powie, że to jak w maluchu, optymista, że to jak w porsche, a dostawca pizzy, że w końcu będzie mógł w trasie podgrzewać placki. Niezależnie od punktu widzenia, od usportowionego Twingo aż bije pozytywnym nastrojem. Widać, że pracował nad nim ktoś pozytywnie zakręcony. W końcu jak bardzo trzeba być oderwanym od rzeczywistości, żeby w samochodzie miejskim zainstalować 17-calowego felgi?

A to nie jedyna ekstrawagancja w tym wozie. Profil uatrakcyjniają pasy w kontrastującym kolorze. Motyw jest powtórzony na lusterkach, spojlerze, listwach bocznych i na atrapie grilla. Powietrze dostaje się do układu napędowego również przez prawdziwy wlot za lewymi, tylnymi drzwiami. Całości dopełniają podwójna końcówka wydechu i obniżone o 20 milimetrów zawieszenie. W połączeniu z licznymi logo Renault Sport nadają Twingo charakteru prawdziwego samochodu sportowego, którym oczywiście nie jest.

Wspomniany silnik to bowiem 3-cylindrowa, turbodoładowana jednostka o pojemności 0,9 litra. Inżynierowie wycisnęli z niej oszałamiające 109 KM, co nawet przy niskiej masie nie daje rzucających na kolana osiągów. Wersja z manualną przekładnią rozpędza się do „setki” w 9,6 sekundy. Testowana przez mnie odmiana z automatem potrzebuje na to blisko sekundę więcej. Nieważne. Jak dla mnie Twingo mogłoby nawet nie osiągać tych 100 km/h, byle zachowało swój szalony charakter.

Zobacz również: Ford Mustang Mach-E: podróż elektryczną ikoną. Część 2: Manor House

Mało który samochód tak zachęca do szybszej jazdy, jak maluch od Renault. Każde dociśnięcie pedału gazu sprawia, że silnik błyskawicznie wkręca się na obroty, a nadwozie zdaje się wyrywać do przodu. Przy czym to tylko złudne wrażenie. Wystarczy spojrzeć na prędkościomierz, by przekonać się, że tak nawet w mieście policja jeszcze się nami nie zainteresuje.

Wnętrze jest tak oszczędne, że zabrakło w nim nawet obrotomierza.

Całość odbywa się w absurdalnym akompaniamencie dźwięków wydobywających się z trzycylindrowca. Na niskich obrotach jest to charakterystyczny terkot, na wyższych przypomina rozkręconą pralkę. A do tego ten świst turbosprężarki, dzięki któremu czujemy się jak w prawdziwej rajdówce. Twarde zawieszenie sprawia, że Twingo GT podskakuje na każdej, nawet najmniejszej dziurze. Efekt? Wielki, nieschodzący z twarzy banan.

Jak łatwo się domyślić, w mieście te rajdówko-podobne cechy nie są najbardziej pożądanymi. Powiem więcej, mogą – a nawet na pewno będą – irytować. Dlatego trzeba skupić się na zaletach. Spojrzeć na małe wymiary i bardzo dużą zwrotność, by docenić jak łatwo będzie zaparkować Twingo w centrum. Co więcej, dzięki silnikowi z tyłu, samochód w zasadzie zawraca w miejscu.

Nietypowy układ pozwolił też wygospodarować zaskakująco dużo miejsca w środku. W aucie spokojnie mogą podróżować cztery dorosłe osoby i dopóki będą jechać wersją bez opcjonalnego materiałowego dachu, nie powinny narzekać na brak miejsca nad głową. Gorzej będzie z pojemnością bagażnika, bo tego w zasadzie nie ma. Nie liczyłbym tego jako wadę, bo Twingo kompletnie nie nadaje się w trasę.

Do około 90 km/h wszystko jest w porządku. Powyżej zaczynają się schody, bo maluch zaczyna być bardzo niestabilny. Zbliżając się do prędkości autostradowych trzeba trzymać kierownicę mocniej niż „Kevin sam w domu” trzyma się świątecznej ramówki stacji telewizyjnych. Apogeum następuje, gdy znajdziemy się w otoczeniu wielkiej ciężarówki. Wtedy wystarczy chwila nieuwagi, by dać nieco za mocno ponieść się podmuchowi pchanego przez nią powietrza.

Toteż mimo wszystko, mając Twingo GT trzymałbym się miasta i podmiejskich dróg. W pierwszym sprawdzi się świetnie na co dzień. Pozwoli wygodnie przecisnąć się przez zatłoczone drogi, zaparkować w miejscu niedostępnym dla innych, a jego szalone dodatki będą działać jak kolorowe skarpetki założone do garnituru. Z kolei zjeżdżając na boczne drogi Twingo pozwoli wystarczająco dużo frajdy, jednocześnie nie narażając kierowcę na mandat.

Właśnie dlatego uważam, że szukając dzisiaj samochodu, który wywoła uśmiech na twarzy, usportowiony maluch od Renault ma sporo do zaoferowania. Z jednej strony jest na tyle praktyczny i rozsądny, że jego zakup można potraktować jako racjonalny ruch. Z drugiej, w niebywały sposób pozwala zapomnieć o codziennych problemach i zwyczajnie zabawić się na drodze. A gdy już przyjdzie czas na autonomiczne pojazdy, Twingo będzie gotowe, by stawić im czoła. Kto wie, może to nawet je zabrałbym na festyn?

Ogólna ocena7z 10

Plusy:

  • wywołuje uśmiech na twarzy
  • przestronne wnętrze
  • świetny do miasta
  • atrakcyjne dodatki

Minusy:

  • twarde zawieszenie
  • głośny
  • mały bagażnik

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Gran turismo ery science-fiction: test Audi A7 na polskich drogach Pierwsza jazda: Ford Mustang Mach-E to nie tesla-killer. To auto dla tych z drugiego obozu Volvo XC60 D3 2.4D AWD Ocean Race – ocean spokoju [test autokult.pl] Toyota GR Yaris - szybki samochód, ale i tak będziesz spóźniony Vlog: Pierwsze wrażenia po spotkaniu z Oplem Mokką e Nowy Volkswagen Caddy czy Touran – kombivan czy minivan? Test: Citroën ë-C4 relaksuje, ale nie zapada w pamięć. Takich elektryków też potrzeba Test: Volkswagen Tiguan 2.0 TDI DSG – odmłodzony bestseller tak, ale nie z dieslem Range Rover Sport 5.0 V8: gdy chcesz czegoś więcej niż Discovery, ale nie podoba ci się Range Rover Test Volvo V60 T8 AWD: mocne i ekonomiczne kombi bez duszy sportowca Mazda 3 z silnikiem 2.0 Skyactiv-G pokazuje, że nie potrzeba 3 cylindrów i 8 biegów Ford Fiesta ST200 - czy można jeszcze ją ulepszyć?

Popularne w tym tygodniu:

Pierwsza jazda BMW iX: po dniu z autem stwierdzam – hejterom będzie trudno Test: Volkswagen ID.3 Pro S - "Don't worry, be happy" Test: Hyundai i30 N po liftingu - czy z automatem jest tak samo dobry, jak z ręczną skrzynią? Porsche Boxster 25 - firma zawdzięcza mu życie Porównanie: Ford Puma ST vs Kawasaki Ultra LX - półtora litra na dwa sposoby Test: Hyundai i20 N Performance - zadziorny gałgan, który skradł moje serce w kilka chwil BMW i4 M50 – to tego elektryka powinni się obawiać tradycjonaliści Pierwsza jazda: nowy Lexus NX - klienci już rzucili się do salonów Test: Renault Express van 1.3 TCe – dobrze przejął rolę dacii Pierwsza jazda: odświeżony Citroën C3 Aircross - tylko kosmetyczne zmiany Test: Toyota Yaris Cross - podwoić cenę podstawową, nie jest trudno Test: Peugeot 508 SW 1.6 PureTech 180 - rozsądny zestaw, który właśnie zyskał na atrakcyjności