Ford Fiesta ST200 (2016) - racjonalny powód, by kupić nieracjonalnie szybkiego hot hatcha

Gdy tylko tęcze neonów nadają kolorytu smolistej czerni chłodnego asfaltu, na miejskich ulicach nie ma już miejsca dla grzecznych, miejskich samochodów. Te już wykonały swoje zadanie - zawiozły dzieci ze szkół do domów i przewiozły zakupy zrobione w dyskontach. To, co nudne idzie spać, a nocny puls ulic dyktują samochody napędzane emocjami.

fot. Mariusz Zmysłowski

Ten artykuł ma 2 strony:

Ford Fiesta ST200 (2016) - test, opinia

Gdyby nie było emocji, nie byłoby też takich samochodów jak Ford Fiesta ST200. Tego typu kompletnie niepoprawne maszyny kupuje się nie dla praktycznego bagażnika, czy wygodnego dostępu do zapięć ISOFIX. Samochody takie jak ten, niosą wielki, ociekający benzyną ładunek emocjonalny. To właśnie zań się płaci.

Nowy Ford Focus RS (2016) - test, opinia, spalanie, cena

Jednym z najznakomitszych utworów w historii muzyki rozrywkowej jest Stairway to Heaven w wykonaniu Led Zeppelin. Jego geniusz tkwi nie tylko w fenomenalnym…

Ford tworząc specjalną odmianę ST200 spełnił niedorzeczne marzenie wszystkich miłośników małego, wściekłego modelu z czerwonym ST w grillu. Standardowa, 182-konna wersja to jeden z najdoskonalszych hot hatchy na rynku — ma wszystko — dobry, ale nieprzerysowny wygląd, żwawy silnik i zawieszenie, które pozwala pokonywać kręte asfaltowe serpentyny ze spektakularnym tempem. Nic więc dziwnego, że każdy, kto jeździł zwykłą ST wyczekiwał wersji RS.

RS ostatecznie nie powstała, ale zapotrzebowanie na jeszcze bardziej niedorzecznie szybką Fiestę Ford zrealizował. ST200 dostała zastrzyk mocy i zawieszenie jeszcze bardziej podbijające skuteczność tej małej maszyny. Co ciekawe, równolegle poprawiony zawias trafił również do standardowej ST.

Czy powinniśmy być rozczarowani, że Ford nie zbudował wersji RS? Moim zdaniem nie, bo ostatecznie moglibyśmy dostać zamiast wysportowanego atlety, przebudowanego kulturystę na sterydach. Poza tym ST200 doskonale się broni — jest wszystkim, czego potrzeba kierowcy.

Zobacz również: Nowy Opel Zafira (2016) - test Autokult.pl - Samochód Miesiąca

Na miejskich ulicach ten mały ścigant dostarcza wielkiego ładunku frajdy i robi to znacznie lepiej niż rozdmuchane maszyny sportowe. Gdy nieustępliwa czerwień sygnalizacji zatrzymuje cię przed skrzyżowaniem, a obok staje wielkie niczym jacht, równie drogie i równie luksusowe BMW M6 wiesz, że dziecinna pogoń za własnym ego do najbliższych świateł nie ma sensu, bo pod maską tego niemieckiego okrętu pracuje dużo więcej cylindrów, o dużo większej pojemności. I masz to w nosie, bo w ST200 nie potrzeba tej dziecinady, żeby wyciągnąć frajdę z jazdy.

Choinka wisząca nad barwną od świateł miasta zebrą spuszcza psy ze smyczy swoim zielonym światłem. Wielkie BMW przypalając gumy katapultuje się naprzód. W lekkiej mgiełce pozostawionej po drogich oponach dopiero po chwili wkładasz pedał w podłogę i odpalasz naprzód. Skrzynia przyjmuje drugi bieg zdecydowanie, trójka wchodzi z surowo mechaniczną pewnością. Doskonała jednoznaczność jej działania zachęca do aktywnej pracy na przełożeniach.

Fantastyczna skrzynia byłaby jednak kompletnie bezużyteczna, gdyby nie fenomenalnie żywy silnik. Intensywny ciąg, którego dostarcza w Fieście ST200 na przednie koła, jest naturalny, mimo turbodoładowania natychmiastowy. Gdy to piszę, Ford zdążył już zaprezentować nową Fiestę ST — z 1,5-litrowym 3-cylindrowcem. Na ten mały motor wylało się sporo bezpodstawnego hejtu. Niepotrzebnie. Moim zdaniem 4-cylindrowy EcoBoost ze schodzącej już z rynku Fiesty ST200 to najlepszy dowód na to, że temu producentowi można zaufać. Ford ma jedną z najbardziej kompletnych gam aut sportowych na świecie — ma Fiestę ST, Focusa ST i RS, Mustanga, F-150 Raptora i GT. Może konkurować w niemal każdym segmencie aut sportowych. Więc jeśli Ford wsadza do następcy jednego z najlepszych hot hatchów na rynku R3 1.5, to wie co robi.

W jeszcze obecnym na rynku 200-konnym R4 znakomite jest to, że mimo wielkiej mocy i świetnego brzmienia, dotrzymuje słowa, które daje w swojej nazwie. EcoBoost jest faktycznie eko. Trasa — 5,9 l/100 km, miasto — 8 l/100 km — o ile tylko przekonamy samych siebie, że życie wcale nie jest za krótkie, żeby sprawdzać ile minimalnie jest w stanie spalić ten wóz, jeśli gaz potraktujemy delikatnie.

Kluczowym pytaniem, na które trzeba poznać odpowiedź jest — czy ST200 jest lepsza od zwykłej ST? Z premedytacją szarą (na marginesie — świetny lakier) Fiestę zabrałem w dokładnie tę samą trasę, którą pokonałem w ST i spróbowałem, co potrafi na dokładnie tych samych zakrętach, które przemierzyłem słabszą wersją. Owszem, ST200 pojechała szybciej, przy nieco mniej korzystnych warunkach atmosferycznych. Owszem, jest o 0,2 s szybsza w bezwartościowym sprincie do setki. Ale to nie ma znaczenia — ST jest tylko odrobinę mniej doskonała od perfekcyjnej ST200. Obydwa samochody zasługują na ocenę 10/10. W takim razie po co w salonie zostawiać więcej pieniędzy i wybierać ST200?

Przy zakupie tego niedorzecznie szybkiego malca, można posłużyć się zupełnie racjonalnym argumentem. Jeśli wewnętrznie nie jesteś w stanie przekonać sam siebie do wydania większej forsy na 18 dodatkowych koni mechanicznych, zmodyfikowany układ kierowniczy i kilka innych dodatków, ale w sumie czujesz, że ich chcesz, to mam dla ciebie dobrą wiadomość — jest to zupełnie sensowny wybór.

Powód jest prosty — ponieważ to limitowana wersja specjalna… wersji specjalnej, a zatem właściwie specjał do kwadratu, w przyszłości będzie ją łatwiej sprzedać za większą kwotę. Tego typu auta może na razie nie są lokatą kapitału, bo mimo wszystko z czasem nieco stracą na wartości, ale ST200 będzie tracić mniej niż zwykła ST.

Pytanie tylko — czy kiedykolwiek wpadniesz na głupi pomysł, żeby sprzedać ten wóz?

Ogólna ocena10z 10

Plusy:

  • Fenomenalne właściwości jezdne
  • Mocny i jednocześnie oszczędny silnik
  • Bardzo dobre fotele — wygodne i mocno trzymające
  • Precyzyjna praca skrzyni biegów
  • Brak start-stop
  • Pojemne kieszenie w drzwiach
  • Dobry zestaw audio
  • Bardzo analogowe wrażenia z prowadzenia
  • Cena wciąż niższa od konkurencyjnego Mini Coopera S

Minusy:

  • Przeciętna jakość użytych gdzieniegdzie materiałów, ale jednocześnie dobre ich spasowanie

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Trzy cylindry na miasto: Citroën C3 1.2 PureTech vs Opel Corsa 1.0 Turbo Hyundai i20 Active 1.0 T-GDI: atrakcyjny mieszczuch w roboczym stroju Czy hybrydowy SUV ze skrzynią E-CVT nadaje się na wyjazd w góry? Toyota C-HR w Alpach Audi A5 Coupé 2.0 TFSI vs Infiniti Q60 2.0t – jak Dawid z Goliatem Mercedes-AMG GT R: jak zbliżyliśmy się do 100% możliwości nowego władcy torów wyścigowych Wilk z Domaniewskiej – Aston Martin V12 Vantage S na ulicach Warszawy Mercedes C450 AMG 4Matic (2016) - V6 lepsze od V8? Gladiator Mitsubishi ASX 1.6 MIVEC: przestarzały czy dojrzały? Suzuki SX4 S-cross 1.4 BoosterJet z nowym mocnym sercem Alfa Romeo Stelvio: warto było czekać na takiego SUV-a Seat Leon Cupra 300: taki jak trzeba Porsche 356A: testujemy kultowy model odrestaurowany w Polsce Odświeżona Škoda Octavia stała się samochodem kompletnym Audi A5 Sportback 2.0 TFSI quattro: więcej niż coupé Maserati Levante S kontra Volvo XC90 T8 – Super-SUV-y na zamarzniętym Jeziorze Śniardwy Suzuki Baleno 1.2 DualJet SHVS: czy mikrohybryda ma sens? Suzuki Baleno 1.2 DualJet: budżetowy rywal Fiata Tipo? Mercedes-Benz GLE Coupé 450 AMG - lepiej późno niż później Volvo V40 T4 (2016) - test kompaktu premium w szwedzkim wydaniu Pojedynek Mitsubishi L200 z Fordem Rangerem: jak Dawid z Goliatem Nissan NP300 Navara: najbardziej szosowy pick-up w klasie Mini Cooper S Cabrio - ile wyrzeczeń wymaga idealna frajda z jazdy? Volkswagen Tiguan 2.0 TDI DSG Offroad - w teren, czy do miasta?

Popularne w tym tygodniu:

Porsche Macan Turbo Performance: najlepsze Porsche w historii Nissan Micra 0.9 IG-T: skok na wyższą półkę Ford Ka+ 1.2 Ti-VCT: wzorzec budżetowego samochodu segmentu B