BMW 440i xDrive M Performance - M4 po oswojeniu

Są auta, które motywują do poświęcania im czasu. Do wstania skoro świt lub zarwania nocy tylko po to, by pojeździć po pustych ulicach, bez ograniczeń, które stwarzają stłoczeni postronni użytkownicy ruchu. Są także auta na tyle szybkie, że człowiek nieco obawia się do nich wejść, bo podświadomie wie, że trudno mu oprzeć się magii prędkości. BMW 440i M Performance jest i jednym i drugim.

fot. Kamil Kobeszko © 2016

Ten artykuł ma 2 strony:

BMW 440i xDrive M Performance — test, opinia

Niebo w błękicie Estoril

Zazwyczaj trudno mi znaleźć motywację, by podnieść się bez podwójnego espresso. Jednak ta bawarska maszyna w kolorze błękitu Estoril znów nie dała mi spać. Trzeci dzień z rzędu stoję przed nim o 4:30 rano tylko po to, by pojeździć nim jeszcze przed pracą. Jednocześnie zastanawiam się, czy puste ulice i stado dzikich koni mechanicznych to na pewno dobre połączenie. Wiem, że jest na tyle szybkie, że chwila słabości i brawury może mnie słono kosztować.

Z daleka do złudzenia przypomina mocarne M4

Trudno się jednak długo nad tym zastanawiać, by tym autem chce się jeździć od samego patrzenia. Seria 4 jest bardzo zgrabnym autem. Tak udanym, że zastanawiamy się dlaczego seria 3 nie wygląda aż tak dobrze, choć chyba możemy się tego domyślać. W połączeniu ze zjawiskowym kolorem i gamą galanteryjnych, samochodowych dodatków prezentuje się doskonale.

To część zewnętrznego pakietu M Performance, na który składają się dodatki z włókna węglowego – spoiler na tylnej klapie, splitter przedniego zderzaka czy nakładki na lusterka. Do tego mamy czarne osłony progów, czarną atrapę chłodnicy i dwie końcówki wydechowe wystające spod dyfuzora tylnego zderzaka. Wszystko prezentuje się kapitalnie, zwłaszcza w pierwszych promykach sierpniowego słońca.

Detale M Performance udanie komponują się z nadwoziem. Prześwit, pomimo dołożenia karbonowego splittera jest zupełnie wystarczający

Prawie M4

Większość pomyli go z M4 i dopiero z bliska, za sprawą oznaczeń xDrive i 440i, rozpozna swój błąd. Auto jest bardzo zgrabnie skomponowane, a poszczególne dodatki cieszą oko przy każdym spojrzeniu. Zwłaszcza felgi, które pomimo tego, że kosztują ponad 15 000 złotych są warte każdej wydanej złotówki. Są po prostu przepiękne, choć domycie resztek klocków hamulcowych z tego złożonego kształtu wymaga odrobiny cierpliwości.

Opcjonalne felgi to prawdziwe arcydzieło sztuki użytkowej. Są za drogie, ale można im to wybaczyć.

Zobacz również: Jak działa asystent pasa ruchu i aktywny tempomat?

Wnętrze również właściwie wyszykowano. Pełno tutaj włókna węglowego, które znajdziemy na dźwigni skrzyni biegów, na tunelu środkowym, dźwigni hamulca ręcznego oraz na uchwytach drzwi. Do tego obszyty alkantarą kokpit, metalowe nakładki pedałów z logiem M i znakomicie dopasowane, ale też bardzo wygodne fotele. Znajdziemy też moją ulubioną z gamy BMW kierownicę typu M, która jednak przy tak sportowo nacechowanym aucie mogłaby być odrobinę mniejsza. Szkoda także, że jakość wykończenia odstaje od materiałów – zdecydowanie nie pasują skrzypiące pod naciskiem plastiki uchwytów drzwi czy konsoli centralnej.

Power and Sound

Wszystko dookoła przestaje mieć znaczenie dokładnie w chwili odpalenia silnika. Od razu słychać, że to nie jest potulny, seryjny silnik. Jego włączenie powoduje, że wszyscy sąsiedzi wiedzą, że wybraliśmy się na poranną przejażdżkę i szczerze go nienawidzą. Tym bardziej, że przed ruszeniem warto dać mu chwilę oddechu, by obniżył i ustabilizował obroty biegu jałowego.

Później wszystko przychodzi naturalnie, bo BMW 440i jest bardzo sprawną maszyną, która chętnie współpracuje i angażuje kierowcę tak, by odczuwał sloganową radość z jazdy. Dlatego czym prędzej należy opuścić gęsto zaludnione rejony, by móc przełączyć się w tryb sport, w którym układ wydechowy, a właściwie specjalnie przygotowany pakiet Power and Sound pozwoli sobie na otoczenie nas symfonią bawarskiej orkiestry mechanicznej.

Którędy przez tunel?

To mój trzeci z rzędu poranek z 440i M Performance, dlatego dokładnie wiem gdzie pojechać, by w pełni go docenić. Najlepsze ku temu będą drogi szybkiego ruchu, przeplatane szklanymi tunelami osłaniającymi mieszkańców od hałasu. To tam można otworzyć okna, wcisnąć do oporu pedał przyspieszenia i poczuć jak drga każda otaczająca nas cząstka powietrza. Warto jednak też odpuścić pedał, by usłyszeć jak z wydechu dobiegają nas rasowe, niepozorowane strzały.

Detale wnętrza tworzą udaną atmosferę. Połączenie delikatnej skóry i sportowych dodatków wypadło nadspodziewanie dobrze. Szkoda, że wykończenie pozostawia wiele do życzenia

Tak można bawić się w nieskończoność. Szarpana, przeplatana przyspieszaniem i odpuszczaniem gazu jazda to w tym aucie nieodparta pokusa. Wydech jest bardzo głośny, ale ma wielki urok. Po pierwsze nie brzmi sztucznie, a właściwie eksponuje urok sześciocylindrowej, rzędowej jednostki doładowanej. Na postoju przechodnie podchodzą i proszą, by nieco na nim zagrać. A po skończonej jeździe zdarzało mi się otrzymywać wiadomości od znajomych, którzy mówili, że słyszeli mnie dzisiaj na mieście i że to BMW brzmi wprost kapitalnie.

Prawdziwym testem było pojechanie na wieczorny spot miłośników aut, gdzie już kilka pierwszych strzałów z wydechu spowodowało, że wszyscy przestali dyskutować , a obserwowali i słuchali tego niebieskiego BMW. Wprost trudno się w tym dźwięku nie zakochać. Z całej przygody z Autokult.pl pamiętam dwa dźwięki silnika i wydechu – ten i opcjonalny wydech w testowym Porsche 911 Carrera S. Wszystkie inne są daleko, daleko w tyle. Zresztą, posłuchajcie sami na filmie poniżej.

Szybko, szybciej, 440i

To tylko potęguje wrażenia przyspieszania. Seryjne 440i ma 326 KM i osiąga pierwszą setkę w 4,9 sekundy (z napędem xDrive). Fabryczne wzmocnienie silnika i wspomniany wydech oznaczają w tym egzemplarzu moc 360 KM oraz 500 Nm momentu obrotowego (ze skrzynią automatyczną). To wystarczy, by zbliżyć się do przyspieszeń wersji M4, ale w nieco bardziej cywilizowanych warunkach.

Pusta autostrada o poranku nigdy jeszcze nie brzmiała tak dobrze jak dziś. 440i M Performance jest stworzone właśnie do takiej jazdy. To auto, którym pobijecie wasz dotychczasowy rekord na trasie Monachium – Berlin lub wartkim tempem dojedziecie na drugi koniec Europy. Ma wszystkie atuty, by sprawnie wykorzystać daną mu moc, ale także takie, które pozwalają dłużej i nieco bezpieczniej się nią nacieszyć.

Z której strony nie patrzeć od razu wiadomo, że nie jest to zwykła, ugrzeczniona wersja

Mechaniczna perfekcja

To, co urzeka, to stabilność w jeździe na wprost. Nawet przy prędkości dobijającej do maksymalnej to auto nawet nie drgnie. Ktoś poświęcił czas na optymalizacje aerodynamiczne na tyle, by kierowca mógł poczuć jak bardzo przecinane powietrze dociska to auto do nawierzchni.

Podobnie fenomenalne są hamulce. Z jednej strony sprawdzają się w codziennym użytku – nie trzeba ich nagrzewać i dobrze działają podczas jazdy w korku. Z drugiej, pełne hamowanie z dowolnej prędkości to dla nich wręcz nudna codzienność. Pomaga w tym także sportowo skalibrowany układ ABS, który pozwala blokować chwilowo koła nawet przy trzycyfrowych prędkościach, wspomagając osiąganie maksymalnej siły hamowania.

Po dwugodzinnej jeździe BMW 440i można wreszcie pojechać do pracy. To jedno z aut, z którego jeszcze chwilę po wyjściu trudno się otrząsnąć. Nie pijesz dziś kawy? – Zapytała koleżanka. Przeciętnemu mieszkańcowi warszawskiego biurowca trudno sobie wyobrazić jak gęste i pełne kofeiny było moje niebieskie, motoryzacyjne espresso – dlatego takie tłumaczenie pozbawione było sensu.

Niedoskonałość też jest urokliwa

Kolejne osiem godzin to stanowczo zbyt długie oczekiwanie na kolejne kilometry. Jednocześnie zbyt mało, by móc oderwać się od myśli o jego prowadzeniu. Wtedy umysł potrafi być zdecydowanie bardziej analityczny i rozważa, co można w tym aucie jeszcze poprawić.

A jest kilka punktów nad którymi należałoby się pochylić. Pierwszym jest układ kierowniczy, który jest niezły, jeśli mówimy w kategoriach powszechnie rozpatrywanych. Patrząc jednak przez pryzmat auta usportowionego to trochę za mało. Tym większy to zawód, że kiedyś BMW potrafiło robić lepsze układy kierownicze, a dziś są one po prostu dobre.

Spojrzenie na 440i z boku pokazuje jak doskonałe proporcje można uzyskać przy dwudrzwiowym nadwoziu zbudowanym na bazie sedana

Tutaj słabość poznamy głównie w długich, szybkich łukach, kiedy nieco brakuje czucia. Powoduje to, że kierowca dokonuje wielu szybkich i krótkich korekt kierownicą, która wachluje niczym lewa narta Adama Małysza podczas jego medalowego lotu w Predazzo. Wtedy narta szukała noszenia, a układ kierowniczy BMW poszukuje przyczepności. A właściwie nie do końca, bo ma się wrażenie, że do jej granicy nieco jeszcze brakuje, a brak jedynie wyczucia i przez to właściwego ułożenia auta w łuk drogi.

Sportowiec, czy nie do końca?

440i M Performance to bardziej luksusowe gran turismo niż pełnokrwisty sportowiec. Potwierdza to swoim zachowaniem na zakrętach. Jest bardzo grzeczne, a granice przyczepności ma przesunięte tak daleko, by większość użytkowników nawet się do nich nie zbliżyła. Napęd na cztery koła i niesamowicie przyczepne opony Pirelli P Zero to zestaw, który trudno wytrącić z równowagi.

Jak dla mnie zbyt trudno, bo auto zupełnie nie daje pola manewru, gdy chce się pojechać nieco bardziej widowiskowo. Jest zbyt przyczepne! Tak bardzo, że nawet użycie wszystkich 360 KM w ciasnym nawrocie nie powoduje całkowitego zerwania przyczepności. Nawet po odłączeniu systemów stabilizacji toru jazdy jedyne co udaje się osiągnąć to lekkie wychylenie tylnej osi. Choć muszę przyznać, że pogoda w trakcie testu była niemal idealna, to nie wydaje mi się, by mokra nawierzchnia mogła zmienić moje wyobrażenie.

Auto bez obaw katapultuje się do przodu z każdej pozycji, niezależnie od skrętu kół przednich. Dzięki temu z jednej strony jest autem dla każdego, z drugiej pozostawia pewien niedosyt dla tych, którzy chcą czegoś więcej. Dla nich jest jednak właśnie BMW M4. A testowe 440i to znakomity kompromis, który pozwala cieszyć dynamiką i jednocześnie jest użyteczny do codziennej jazdy, niezależnie od pory roku.

Odporny na miejskie przeszkody

Chylę czoła przed konstruktorami, którzy tak zgrabnie je zaprojektowali, że mimo dokładki przedniego zderzaka i 20-calowych felg obutych w naleśniki z gumy ta bawarska maszyna bez trudu pokonuje wszystkie wielopoziomowe parkingi. Początkowo również progi zwalniające pokonywałem z wielką ostrożnością, choć ta okazała się zupełnie niepotrzebna. Dla tego auta to nie jest wyzwanie, co moim zdaniem stanowi o doskonałości tego fabrycznego tuningu.

W moich rozmyślaniach dość szybko nastała godzina 17, gdy mogłem niebieskim, ryczącym potworem wbić się w codzienny korek. BMW radzi sobie w takich warunkach doskonale, bo zarówno hamulce jak i skrzynia bardzo dobrze znoszą powolną jazdę. Wnętrze uspokaja i pozwala odpocząć nawet po najdłuższych biznesowych negocjacjach.

Jest na tyle luksusowe i wygodne, że gdy podjedziecie po małżonkę, to nawet nie zauważy sportowych akcentów, a głównie dostatki wysmakowanego wnętrza. Sprzyjają temu także nastawienia trybu Comfort. Nie jest to wyłączenie wszelkich emocji. Cały czas ma się świadomość potęgi, która jest w tym samochodzie, ale nie jest to męczące. Silnik dalej brzmi fantastycznie, ale jest bardziej kulturalny i nieco cichszy. Wszystko wygląda w ten sposób dopóki tylko się przez chwilę nie zapomnimy i nie wciśniemy pedału przyspieszenia. Wtedy jedni pasażerowie zaniemówią i szerzej otworzą oczy, inni zaczną krzyczeć (testowane doświadczalnie).

Zużycie paliwa? Trochę trudno mi o tym mówić… Mam nawet nieco wyrzutów sumienia, bo nie potrafiłem zmierzyć racjonalnego spalania w trasie czy podczas spokojnej jazdy miejskiej. Moje testowe spalanie to 17,3 l/100km i tyle. Ale to nie efekt rozwijania znacznych prędkości, co bardziej rozkoszowania się wydechem i przez to bardzo rwanej jazdy.

Owszem, najniższe spalanie, z niewielkiego dystansu, to 6,9 l /100 km. Wydaje mi się, że 9–10 litrów w trasie jest zupełnie osiągalne. Dużą w tym zasługę ma skrzynia – jest to pierwsza przekładnia jaką widziałem, która niekiedy, podczas jazdy ze stałą prędkością utrzymuje 900–950 obr/min i nie jest to funkcja żeglowania (obroty biegu jałowego są jeszcze niższe).

Stłamszona bestia

BMW 440i M-Performance to silny antydepresant, którego długotrwałe użycie prowadzi do nieodwracalnych zmian. Nic już nie będzie takie samo, a mało które auto będzie tak szybkie. Jednocześnie jest to auto dla każdego, więc z powodzeniem może go kupić każdy bogaty finansista. Dla mnie osobiście jest nieco za mało szalone, zbyt ułożone tam, gdzie niekoniecznie zawsze trzeba.

To świetne auto, ale to trochę tak, jakby BMW straciło tożsamość i chciało zbudować Audi S5 lub Mercedesa AMG, tylko trochę bardziej w bawarskim stylu. Auto wygodne, szybkie, z pieprzem pod maską, ale bez tego charakterystycznego pazura w prowadzeniu. 440i xDrive ciągle ze sobą walczy, ale jego charakter został spacyfikowany, celem osiągnięcia większej liczby, przyjaźniejszych dla ogółu , sprzedanych egzemplarzy. Mamy bardzo efektownego mistrza prostej, którego na szczęście łatwo możemy poprawić, gdy tylko nie dopłacimy za opcjonalny napęd xDrive. Wtedy dla mnie jest to auto bardzo bliskie ideału, choć niepozbawione irytujących wad.

440i xDrive M Performance to ugrzecznione M4, które dostarczy emocji, ale z powodzeniem pojedziemy nim również na narty. To auto dla każdego, więc rozkoszowanie się przyspieszeniem i grą wydechu dawno nie było tak proste. Jednocześnie podoba mi się w nim ten brak zadęcia, który jest jednak powiązany z kupnem powszechnie kojarzonego i nieco lanserskiego modelu M4. Mimo kilku wad wciąż chce się nim jeździć i wiem, że kolejny testowy poranek znów rozpocznie się błękitem Estoril w blasku wschodzącego słońca.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Dźwięk wydechu to motoryzacyjne arcydzieło
  • Bardzo, bardzo szybki, w całej skali prędkościomierza
  • Hamulce, które ratują z najcięższych opresji
  • Gustowne, karbonowe dodatki
  • Dopracowany aerodynamicznie pakiet stylizacyjny
  • Mimo usportowienia nadaje się do codziennej jazdy
  • Ma drugą, całkiem wygodną naturę

Minusy:

  • Nieco zbyt grzeczny i za przyczepny
  • Układ kierowniczy nie jest tak dobry jak całe auto
  • Długie, szybkie zakręty wprowadzają nieco niepewności
  • Wpadki wykończenia wnętrza

BMW 440i xDrive M Performance — zdjęcia

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Ford Edge 2,0 TDCI 210 KM AT Sport - zadziwiająco europejski Audi S8 plus - szybszy niż rozsądek Nowe Audi A4 Avant (B9) 2.0 TDI - polski hit za 10 lat? Mitsubishi L200 Monster 2,4 AT - gdzie L200 nie może, tam Monstera pośle Volvo S90 D4 Inscription - wzorzec ze Szwecji Volkswagen turbo up! w natarciu Ford Fiesta ST200 - czy można jeszcze ją ulepszyć? Škoda Superb Combi Laurin&Klement - rodzinne kombi celujące w premium Nowy Opel Mokka X - stary model z nowym obliczem Toyota Proace Verso Family 1,6 D-4D (2016) - z Toyotą jej do twarzy Audi A4 allroad quattro 2.0 TDI - komfortowo w teren Seat Leon X-Perience - test terenowego kombi z dieslem Volkswagen Golf R Variant - (nie)zwykłe kombi DS 4 Crossback, czyli jak postawić sobie poprzeczkę na Księżycu Seat Leon ST 2.0 TDI FR 4Drive: najlepsza specyfikacja hiszpańskiego kompaktu Toyota Prius - idealna hybryda w nieidealnym samochodzie Ford Focus RS Mk III: wreszcie godny następca Escorta Coswortha Gran turismo nowej generacji - Porsche Panamera z bliska przed premierą Nowe Megane GT - rozgrzewka u Renault Sport Suzuki SX4 S-Cross 1,4 140 KM BoosterJet (2016) – prawdziwy samuraj? SsangYong XLV goni światową czołówkę i kusi nie tylko ceną Nissan X-Trail DIG-T 160: duży SUV z małym silnikiem i brakiem napędu 4x4 Audi A4 2.0 TDI S tronic - test, opinia, spalanie, cena Kia Sorento 2.2 CRDi 6AT - duży SUV za nieduże pieniądze

Popularne w tym tygodniu:

Fiat Tipo SW 1.4 T-Jet: najlepsze kompaktowe kombi na rynku? Porsche Macan Turbo Performance: najlepsze Porsche w historii Ford Mustang Shelby GT350R - o Mount Everest, kanapce i V8 z piekła rodem Audi R8 V10 plus: połączenie dwóch światów na torze Nowy Opel Insignia Grand Sport 2.0 CDTi: mógł być idealny Pierwsza jazda najnowszym Hyundaiem i30 N. Byliśmy w Korei i testowaliśmy przedprodukcyjny model Mini John Cooper Works Rally: jak prowadzi się najnowszy wóz Rajdu Dakar? Mini Clubman Cooper S All4 – mini dla dorosłych