Ford Mustang 2,3 EcoBoost Convertible i 5,0 V8 Fastback - test, opinia, spalanie, cena

Ponad 50 lat, albo bardziej obrazowo – pół wieku – tyle Europa musiała czekać na Forda Mustanga. Czy było warto? Każdy, kto prowadził ten samochód już zna odpowiedź.

Ten artykuł ma 2 strony:

Ford Mustang 2,3 EcoBoost Convertible i 5,0 V8 Fastback — test, opinia

Fenomen, jakich mało

Chciałbym na początek sprostować ostatnie zdanie wstępu – są tacy, którzy go nie prowadzili, a i tak znają odpowiedź. To 100 osób, które kupiło nowe Mustangi w Polsce jeszcze zanim w ogóle mogli sprawdzić jak te maszyny jeżdżą. To zasługa legendy, z jaką mamy do czynienia. Legendy, która narodziła się pół wieku temu i od samego początku zbierała rzesze fanów wiernych po dziś dzień. Skąd ten fenomen?

Po pierwsze Mustang był pony carem, czyli niedrogim i stosunkowo niedużym (w porównaniu z ogromnymi muscle carami) samochodem o sportowej sylwetce. Niska cena sprawiła, że w parze z pożądaniem jakie wzbudzał, szła realna możliwość zakupu. Mustang nie był wiecznie niespełnionym marzeniem z plakatu. Był samochodem, który mógł mieć każdy w miarę dobrze zarabiający Amerykanin. Dlatego słupki sprzedaży pierwszej generacji początkowo poszybowały w okolice 0,5 mln aut rocznie.

Puste, kręte drogi, 5,0 V8 pod maską - to wszystko, czego potrzeba do szczęścia.

Druga istotna kwestia to silniki. Mimo niedużych rozmiarów Mustang mógł mieścić pod maską 4,7-litrowe V8 Windsor.

Na koniec zostaje jeszcze jeden fakt, który nie powinien schodzić na drugi plan – nazwa. Mustang – to imię Ford otrzymał w spadku po amerykańskim myśliwcu P-51 Mustang. I tu należy zdjąć czapki z głów przed amerykańskimi producentami. Jakie oni wymyślali nazwy! Wspomniany Mustang, Barracuda, Roadrunner, Challenger, Charger, GTO Judge, Thunderbolt, Starfire, Falcon… mam wymieniać dalej? Każda z tych nazw brzmi jak seria z karabinu M16. Nie da się nie poczuć mocy. Poza tym zapytany czym jeździsz, nie musisz wymieniać czterdziestu pięciu liczb, których znaczenia sam nie pamiętasz i które zrobią wrażenie tylko na kumplach, z którymi oglądasz Formułę 1. Za to jeśli powiesz, że w garażu trzymasz Mustanga, nawet jeśli pod maską będzie rzędowa czwórka, to i tak zrobisz wrażenie. Ludzie po prostu uwielbiają ten samochód.

Bardzo osobiste spotkanie

Klasyczna sylwetka - to Fordowi doskonale udało się zachować.

Gdy dowiedziałem się, że to ja zostanę oddelegowany z redakcji na powitanie Mustanga w Europie, na krętych, górskich drogach Bawarii, wiedziałem, że to będzie dla mnie coś więcej niż spotkanie z mocnym samochodem. To miało być coś bardzo osobistego. Dla mnie to właśnie od Mustanga wszystko się zaczęło. Nie pamiętam już kiedy i gdzie zobaczyłem pierwszy raz ten samochód, ale stał się moim pierwszym prawdziwym marzeniem na czterech kołach. To dziwne, bo lepiej pamiętam godziny spędzone przy grze Lotus III na Amidze 600, niż moje pierwsze spotkanie z tą amerykańską legendą. Nie wiem zatem skąd wzięło się moje zauroczenie, ale przez lata żadna siła nie była w stanie przekonać mnie do egzotyków z Europy. Kiedy wszyscy nad łóżkiem wieszali Diablo, ja miałem Mustanga.

Zobacz również: Ford Fiesta Black Edition - test

I wiecie co? Bałem się. Bałem się, że się rozczaruję. Od czasu wielkiej miłości do amerykańskiego klasyka zdążyłem go już zdradzić z kilkoma włoskimi pięknościami i sporą część uczuć przenieść na inną legendę z Niemiec. Dlatego martwiłem się, że sen tego dzieciaka, po którym już niemal nie ma śladu okaże się wielkim zawodem. Stało się jasne, że tak nie będzie, kiedy przed lotniskiem w Monachium dostałem do ręki kluczyki do grafitowego kabrioletu z galopującym mustangiem na grillu. Oto stało przede mną moje marzenie. Zakochałem się ponownie i wiedziałem, że po dwóch dniach z tym samochodem znowu będę go pożądał. Nieważne, że od klasyka, który zauroczył mnie dawno temu dzieli ten samochód pół wieku. To był najprawdziwszy Mustang. Teraz legenda w nowej odsłonie była moja.

Powrót króla

Niewiele jest obecnie na rynku tak zgrabnych i proporcjonalnych kabrioletów jak Mustang Convertible.

Jasne, że nowe dla zatwardziałych miłośników klasyki nigdy nie będzie tak dobre jak stare, ale nie bądźmy ortodoksyjni – nowy Mustang ma wszystko, czego potrzeba, by mógł należeć do rodziny. Długa maska, klasyczne akcenty nawiązujące do auta sprzed dekad, mocne silniki, piękna sylwetka, nazwa, logo i… niska cena. Ford wrócił do korzeni nie tylko wyglądem i charakterem auta, ale i cennikiem. Przypominam, że Mustang z założenia był samochodem tanim. W Polsce fastbacka możemy mieć już za 148 tys. zł. W tym przypadku pod maską będziemy mieć 317 KM generowane przez 2,3-litrowy motor EcoBoost. Myślicie, że V8 będzie potwornie drogie? Nic z tego. Ford chce za Mustanga z wolnossącym 5-litrowym potworem 165 400 zł. Życzę powodzenia w szukaniu alternatywy. 8 cylindrów, bez doładowania, ponad 400 koni – czego więcej chcieć?

Ford ma szansę wywrócić do góry nogami europejski rynek samochodów sportowych. Tak jak namieszał Mustangiem w latach 60. w USA, tak teraz może narobić bałaganu na Starym Kontynencie. Pytanie tylko, czy suche liczby, niska cena i legenda idą w parze z rzeczywistymi niesamowitymi wrażeniami?

Wnętrze Mustanga to doskonale zinterpretowana na nowo klasyka.

Zamknij drzwi, wsłuchaj się w ciszę panującą się w Fastbacku i naciśnij przycisk Start Engine, a przekonasz się, że Ford podołał zadaniu podtrzymaniu kultu tej maszyny. Gdy benzyna uderza w komory spalania 5-litrowego V8 po raz pierwszy, brakuje tylko, żeby z głośników wylał się mocny atak na struny ostro przesterowanego Gibsona Les Paul. Ta widlasta ósemka jest tak żywa już od pierwszych chwil, że nie sposób jej nie pokochać. Jest w niej coś cudownie nieokiełznanego. Rock 'n' roll, Route 66 i niezliczone kilometry wolności – to wszystko jest wpisane w brzmienie tego silnika.

Właściwie to trudno powiedzieć co tak konkretnie jest genialnego w tym motorze. To 5-litrowe V8 – wszystko jest w nim wspaniałe. Gdy ruszasz z miejsca i dociskasz gaz do podłogi, powoli wkręca się na coraz wyższe obroty, karmiąc Cię kapitalnym dźwiękiem i liniowo narastającą do niebotycznych rozmiarów mocą. Gdy redukujesz i wciskasz gaz w podłogę, silnik kopie w tylne koła i Mustang dziko wierzgając, nawet mimo kontroli trakcji, rwie naprzód z potworną, momentami nieokiełznaną siłą.

Do pierwszej generacji Mustanga nawiązuje nie tylko kształt karoserii, ale i detale, takie jak dzielone na trzy części tylne światła.

Rewelacyjne jest też jak czuć w moc mimo dosyć leniwego zachowania na bardzo niskich obrotach. Jedziesz około 90 km/h, masz zapięty szósty bieg, dociskasz pedał do podłogi i chociaż na koła trafia tylko mała część tego, czym V8 dysponuje u szczytu swoich możliwości, to bulgot dochodzący spod maski rozciąga uśmiech na twarzy z zadziwiającą skutecznością. Mustang przyspiesza powoli, ale z jakim stylem… Brakuje tylko tłustych, bluesowych riffów Brooklin Bound grupy The Black Keys sączących się z głośników.

Wiele osób muscle cary kojarzy z przeciętnym prowadzeniem. Czasy się zmieniły moi drodzy. Mustang jeździ naprawdę dobrze. Zawieszenie świetnie wybiera nierówności i daje zaskakująco duży komfort. Na zakrętach czuć, że nie jedziemy lekkim autem, ale i tak nie sprawia wrażenia takiej ociężałości jak Camaro schodzącej już ze sceny generacji. Ford Mustang pokonuje kolejne sekwencje łuków bardzo sprawnie i właściwie jest większe prawdopodobieństwo, że sami spowodujemy jakąś małą katastrofę przesadzając z gazem, niż że nie podoła zawieszenie.

2,3 EcoBoost – źródło kontrowersji

2,3 EcoBoost - źródło kontrowersji i bardzo dobry kompromis.

4-cylindrowy silnik pod maską muscle cara. Świętokradztwo – powiedzą jedni. Rozsądny i dobry pomysł – powiedzą drudzy. W tym ja. Ford umieszczał 4-cylindrowe silniki pod maską Mustanga już kilka dekad temu. Na dodatek wtedy rozwijały one moc dorównującą motorowerowi Ogar. Jakoś z tego powodu legenda nie umarła i cały czas dostajemy w topowych odmianach widlastą ósemkę. Zatem dlaczego nie zrobić tego ponownie?

Na dodatek tym razem czterocylindrowiec Forda dysponuje mocą równą 317 KM. To stado rozpędza otwartą wersję, którą jeździłem w 5,8 s do 100 km/h. Owszem, gołe brzmienie rzędowej czwórki nie było zachwycające, o czym może świadczyć fakt, że Ford wspomaga je Sound Symposerem, ale robi to na tyle dobrze, że jeśli ktoś nie wie, że trochę tu udawania, nie zorientuje się. Suma brzmienia pochodzącego z mechaniki i tego, które płynie z głośników zadowoli nawet malkontentów. A jeśli silnik jest wystarczająco mocny i wrażenia dźwiękowe dają dodatkową przyjemność, to czy jest nad czym ubolewać?

Według mnie połączenie kabriolet plus 2,3 EcoBoost to doskonałe rozwiązanie. Za rozsądną kwotę dostajemy szybki, stylowy samochód z otwartym nadwoziem. Jazda tym autem po słonecznych drogach Bawarii dała mi ogrom satysfakcji. Kabriolet dodał na tyle dużo przyjemności do tego, co dostajemy już na starcie z zaprzęgiem ponad 300 koni, że pod względem subiektywnych doznań, 2,3 EcoBoost Convertible nie ustępuje szczególnie bardzo Fastbackowi z widlastą ósemką. Po prostu daje frajdę w nieco inny sposób, a do tego według katalogu spala w mieście niemal połowę mniej paliwa. Do luźnego toczenia się w słoneczne, niedzielne popołudnie nie trzeba więcej.

Dodatki, które cieszą

Mustang to oczywiście coś więcej niż zgrabne nadwozie i silnik. Przekonałem się, że Ford zadbał o to, by dać za niską cenę naprawdę dużo. Ręczna skrzynia biegów działa rewelacyjnie. Krótki drążek twardo i pewnie przemieszcza się między kolejnymi przełożeniami. Do tego sprzęgło nie wymaga kopania – wciska się zaskakująco miękko jak na przenoszoną moc.

Opcjonalne fotele Recaro zapewniają świetne trzymanie przy ostrej jeździe.

Na pochwałę zasługują także fotele – nie tylko opcjonalne Recaro, które gwarantują kapitalne trzymanie boczne. Standardowe siedzenia są bardzo rozsądnym kompromisem między komfortem a trzymaniem w trakcie dynamicznej jazdy.

Mustang chociaż nie daje ogromu przestrzeni z tyłu, pozwala przewieźć czwórkę osób, jeśli kierowca i pasażer z przodu nie mają więcej niż 180 cm wzrostu. Bez problemu zabierzemy ze sobą także niemały bagaż. Fastback zmieści w kufrze 408 l, a Convertible 332 l bez względu na pozycję dachu.

Oczywiście, Mustang nie jest autem bez wad. Lusterka boczne są trochę za małe, a jakość niektórych użytych tworzyw sztucznych zostawia wiele do życzenia. W niektórych miejscach po dokładnych oględzinach widać też przewody, które powinny być zamaskowane. Sęk w tym, że kiedy w Mustangu naciskasz gaz do podłogi, to wszystko przestaje mieć znaczenie. Przed Tobą rozciąga się długa maska z dwoma garbami, otacza Cię kapitalny dźwięk silnika. Redukujesz bieg i odjeżdżasz w stronę zachodzącego słońca, tak jak robili to Twoi bohaterowie w amerykańskich filmach.

PLUSY:

Świetne brzmienie 5,0 V8
Zaskakująco dobre brzmienie 2,3 EcoBoost
Bardzo niska cena
Atrakcyjna stylistyka
Wysoki komfort jazdy
Klimat jazdy legendą
Ogrom frajdy z jazdy bez względu na wersję
Bardzo dobre fotele
Świetna ręczna skrzynia biegów
Skuteczne hamulce

MINUSY:

Za małe lusterka
Przeciętna jakość materiałów w niektórych miejscach w kabinie

Ogólna ocena samochodu: 9,5/10

Ford Mustang 2,3 EcoBoost Convertible i 5,0 V8 Fastback — galeria zdjęć

Chevrolet Camaro Coupé V8 6,2 AT [test autokult.pl]

Chevrolet Camaro – jedna z motoryzacyjnych ikon amerykańskiego snu jest od niedawna dostępna w Europie. Najnowsza generacja nawiązuje do najlepszych lat…

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Dacia Duster Blackstorm - test [wideo] Nowa Škoda Superb 2.0 TDI (2015) - test, opinia, spalanie, cena Nowe Fordy Grand C-Max i S-Max - test, opinia, spalanie, cena Audi A6 3,0 TDI Tiptronic quattro: Avant vs allroad - test, porównanie, opinia, spalanie, cena BMW X3 xDrive 30d - test, opinia, spalanie, cena Fiat Panda Cross 4x4 – test, opinia, spalanie, cena Nowy Opel Corsa 1.0 Turbo - test, opinia, spalanie, cena Pięciodrzwiowe Mini Cooper S - test, opinia, spalanie, cena Suzuki Celerio 1.0 - test, opinia, spalanie, cena Seat Mii by Mango - test, opinia, spalanie, cena Nowe BMW X6 M50d (2015) - test, opinia, spalanie, cena Nowy Opel Corsa OPC - test, opinia, spalanie, cena Honda Civic IX 1.8 i-VTEC & VW Golf VII 1.4 TSI & Renault Megane III 1.2 TCe - test, opinia, spalanie, cena Dacia Lodgy Stepway 1,5 dCi 110 – test, opinia, spalanie, cena Maserati Granturismo MC Sport Line – test, opinia, spalanie, cena Peugeot 508 SW 2,0 BlueHDi 180 KM GT - test Citroën DS5 2,0 BlueHDI 180 KM So Chic – test Nowy Nissan X-Trail 1.6 dCi 130 4x4 - test Mercedes G55 AMG Kompressor 12V Cabrio - test Nissan Pulsar 1,5 dCi 110 Tekna – test Nowy Hyundai i20 1,2 MPI - test Volkswagen Passat B8 i Ford Mondeo V - test porównawczy [cz.2] Audi TT Coupé 2,0 TFSI quattro S tronic - test Land Rover Discovery Sport TD4 HSE Luxury - pierwsza jazda

Popularne w tym tygodniu:

Mercedes C450 AMG 4Matic (2016) - V6 lepsze od V8? Wilk z Domaniewskiej – Aston Martin V12 Vantage S na ulicach Warszawy Suzuki SX4 S-cross 1.4 BoosterJet z nowym mocnym sercem Gladiator Mitsubishi ASX 1.6 MIVEC: przestarzały czy dojrzały?