Weź udział w badaniu preferencji polskich kierowców

Test: Volkswagen Caddy California - to nie kamper, lecz specjalistyczne narzędzie

Produkowany w zakładach Volkswagen Poznań model Caddy California to najmniejsza propozycja fabrycznego kampera na naszym rynku. Jest alternatywą dla popularnych namiotów dachowych. Sprawdziłem, jak się spisuje na co dzień i podczas krótkiego wypadu.

Idealny samochód na ryby? Oto on - Volkswagen Caddy California

Idealny samochód na ryby? Oto on - Volkswagen Caddy California (fot. Marcin Łobodziński)

Volkswagen Caddy California 2.0 TDI (122 KM) - test, opinia

Volkswagen Caddy California w zasadzie nie jest kamperem, lecz zabudowanym autem typu kombivan, wyposażonym w łóżko dla dwóch osób, niedużą szafkę i kuchenkę gazową. I jeszcze kilka innych, przydatnych rzeczy, ale o tym za chwilę.

Jego wielką zaletą jest to, że można go szybko zmienić w pełnowartościowe auto rodzinne, bo łóżko da się zdemontować i zostawić w garażu. Wtedy możecie przewieźć 5 osób lub duże przedmioty. Dzięki temu jest niemal równoważny namiotowi dachowemu, który też można zamontować na aucie i zdemontować w każdej chwili, by odzyskać jego pełną funkcjonalność.

VW Caddy California w testowej specyfikacji kosztuje grubo ponad 200 tys. zł.

Różnice są jednak bardzo duże. Po teście doszedłem do wniosku, że Caddy California to bardzo niszowa propozycja dla klientów o konkretnych wymaganiach. Opowiem o nim w odpowiedziach na pytania, które być może chcielibyście zadać.

Czy Caddy California jest drogi?

Wydaje się, że tak. Cena podstawowa to ok. 120 tys. zł, ale auta z 75-konnym silnikiem Diesla, którego (raczej) nie wolno kupować dla własnego bezpieczeństwa. Jeśli ktoś chwalił sobie Golfa SDI, to okej, ale ja proponuję minimum 122-konny wariant. Taki nie za szybki.

Dokładając do tego minikuchnię (5400 zł) wychodzi nam cena ok. 150 tys. zł. Za bazową wersję wyposażenia. Odpowiednik osobowy tego modelu kosztuje bez dodatków 120 tys. zł. Zatem różnica to 30 tys. zł. Dobrej klasy namiot dachowy kosztuje 15 tys. zł, więc wbrew pozorom cena Californii nie jest przesadzona.

California czy namiot dachowy?

To jedno z kluczowych pytań, obok następnego. Różnice są oczywiste – w Californii śpimy w kabinie, a w namiocie śpimy na dachu. Różnice są kluczowe.

Absolutnie podstawowy zestaw kempingowy dla dwóch osób. Stolik i krzesełka są bardzo dobrze wykonane.

Po pierwsze w Califonii jesteśmy bardziej niezależni i elastyczni. Gdzie nie postawimy auta, byle na w miarę równym podłożu, tam możemy się przespać. Może to być parking lub pobocze, gdzie namiotu raczej nie rozbijemy. Jeśli nie chcemy zwracać na siebie uwagi, to minikamper miażdży namiot. Bez żadnego "festynu" zamykamy się wewnątrz i idziemy spać. Jeśli trzeba będzie szybko odjechać, potrzeba na to około 1–2 minut — tyle trwa zarówno rozkładanie jak i składanie łóżka.

Zobacz również: VW Tiguan - TCO SUV'a

Po drugie, w Californii jesteśmy całkowicie odizolowani od warunków zewnętrznych. Niezależnie od pogody jesteśmy w pełni zabezpieczeni. Nic nie napada, nie zwieje, nie wleci do wnętrza, nie wejdzie.

Przytulnie, ale też dość klaustrofobicznie i niezbyt wygodnie

Po trzecie, w Californii – teoretycznie – mamy wszystkie udogodnienia, jakie mamy w aucie, czyli ogrzewanie, chłodzenie, radio, oświetlenie. Teoretycznie, ale o tym później.

Gdzie przewaga namiotu? O tym w kolejnym punkcie.

Jak się śpi w Caddy Californii?

Kiepsko. Jest ciasno, duszno i gorąco latem, łóżko nie jest zbyt wygodne, a cała funkcjonalność auta w praktyce odpada. Ale po kolei.

Ciasno, bo łóżko o wymiarach 1980 x 1070 mm ledwie zmieści dwie dorosłe osoby, które muszą uważać, by nie spaść pomiędzy łóżko a drzwi. No dobra, spadają głównie ręce, ale nie jest to wygodne. Lepiej spać głową w kierunku tyłu.

Tak to wygląda po złożeniu, gotowe do jazdy

Ale i tak uważam, że łóżko Californii jest dla dorosłego i dziecka lub najwyżej dwóch niezbyt rosłych osób. No i śpicie niemal tuż pod podsufitką. Więc uwaga z nagłym wstawaniem.

Jest duszno latem. Wiem, bo tak przyszło mi testować samochód bez wyposażenia dodatkowego, jakim są siatki na owady na przednie szyby. Oczywiście można je otworzyć i bez tego, ale nie zrobicie tego w każdym miejscu. No i wtedy też zjedzą was komary.

Przyczepiane na magnes zasłony to dobre rozwiązanie - spisuje się znakomicie. Wolałbym jednak siatki na owady.

Niestety nie opracowano sensownego układu wentylacji (albo ten egzemplarz nie działa jak trzeba), więc zamknięcie okien oznacza brak jakiegokolwiek przewiewu. Jest ogrzewanie postojowe i wentylacja postojowa, ale działają tylko 10 minut i choć instrukcja mówi, że maksymalnie 60 minut, to – przynajmniej w tym egzemplarzu – tak się nie dało ustawić.

Włączenie ogrzewania/wentylacji jest możliwe z pilota, więc najlepiej spać z nim. I budzić się co 10 minut? No dobra przesadzam, wszystko ratuje 2-centymetrowe uchylenie przednich szyb, ale rano budzą was komary. Brutalnie.

Panoramiczne okno dachowe to zbędny dodatek, który jedyne co daje to nagrzewanie wnętrza latem.

Do tego panoramiczny dach, który na szczęście jest opcją za 3700 zł. Na pierwszy rzut oka fajny, bo "będziemy oglądać gwiazdy", ale w praktyce jest tak przyciemniony, że gwiazdy pooglądacie, ale przez boczne szyby. Natomiast świetnie nagrzewa wnętrze, choć teoretycznie jego konstrukcja przed tym chroni.

Łóżko to niestety cieniutka gąbka (trzy elementy), która nie zapewnia zbyt dobrego komfortu, a do tego jej części się rozchodzą.

Materac się rozchodzi, a pomiędzy łóżko a drzwi można wpaść.

Ostatnia rzecz to wszystkie udogodnienia, jakie daje samochód. Pod warunkiem, że włączycie zapłon. Wtedy macie muzykę, światło itd., ale też… światła zewnętrzne i oślepiający blask multimediów, które nie chcą się wyłączyć. Kiedy wyłączycie zapłon i zamkniecie auto od środka, to światła wewnątrz już nie działają.

Właściwie to nie wiem, czy problemy z obsługą dotyczą modelu czy tego egzemplarza, ale ponad pół godziny walki z guzikami i światłami (zewnętrznymi i wewnętrznymi) dało mi jasno do zrozumienia: odpuść sobie i idź spać.

Fajne te lampki - takie dotykowe i niedziałające. Biała podsufitka - bajka! Kiedy zaczniecie polować na komary, szybko zmieni się na białą w ciemne kropki.

Co gorsza, dotykowa obsługa nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Bo co oznacza dotyk? Nic. Gdybym użył przełącznika i nie zobaczył światła, to mam czarno na białym – nie działa. A tak, nie wiadomo, czy nie działa lampka czy jej włącznik.

Mam niewielkie, ale jakieś doświadczenie z namiotami dachowymi i nie miałem tylu problemów. Wentylacja jest dobra (na pewno lepsza niż w Californii) i choć nie ma ogrzewania, to można je sobie dołożyć. W namiotach, nawet tych niezbyt dużych, jest o wiele więcej wolnej przestrzeni i są po prostu wygodniejsze. Mają też wygodniejsze materace i nie obiecują guzikami wielu funkcji, których nie można użyć. Po prostu ich nie ma.

Włącznik wentylacji - najczęściej używany przycisk w aucie

Serio, jeśli miałbym Caddy Californię z dołożonym namiotem na dachu, to zawsze chciałbym spać w namiocie. No chyba, że pogoda byłaby wyjątkowo niesprzyjająca. Z drugiej strony, kiedy na dworze nie jest szczególnie zimno lub upalnie, pewnie Caddy California spisuje się lepiej. Mi nie było dane tego sprawdzić.

To po co jest ten samochód?

Wbrew pozorom ma więcej sensu, niż mogłoby się wydawać po przeczytaniu powyższego. Otóż w przeciwieństwie do namiotu, daje możliwość szybkiego zatrzymania się i noclegu. Byle gdzie. Bez żadnych warunków. Bez zwracania na siebie uwagi.

Myślę, że jest idealnym autem dla osoby, która uprawia hobby lub wykonuje pracę w terenie i czasami musi zostać na noc. Czasami, jeśli musi. Na przykład fotograf czy dziennikarz, który robi relację z imprezy. Wędkarz, który lubi nocne połowy. Albo miłośnik urbexu, który chce zwiedzić dane miejsce jeszcze na drugi dzień.

Taka szafko-kuchenka wymaga dopłaty i zmienia auto w kempingowe (zgodnie z prawem).

Jeszcze raz powtórzę – to nie jest samochód kempingowy, lecz samochód, który daje możliwość przenocowania. Możliwość, a nie komfort. Jeśli to zrozumiecie i tego potrzebujecie, to mała California wam się spodoba.

Jest świetnym autem na krótki wypad, np. na ryby, co zresztą sprawdziłem w praktyce. Pojechałem z synem powędkować, zostaliśmy na noc i znów wędkowaliśmy od rana. Stąd moje niezbyt pozytywne doświadczenia ze spaniem, ale reszta auta spisała się na medal.

W terenie (np. na rybach) szafka jest bardzo praktyczna i wygodna. To jedyna opcja, którą naprawdę warto dokupić.

Na przykład szafka z kuchenką, która pomieściła wszystkie nasze szpargały wędkarskie i pozwoliła przyrządzić prosty posiłek. Również resztka bagażnika, która pomieściła rzeczy na ten krótki czas. Torby zamontowane przy tylnych oknach zmieszczą ubrania na zmianę, a tak naprawdę nie trzeba zabierać ze sobą kanapy drugiego rzędu, więc przestrzeni na bagaże jest znacznie więcej niż tylko za łóżkiem.

Jak jeździ Caddy California?

Dobrze, choć nie idealnie. Do ideału brakuje trzech rzeczy: mocniejszego silnika, lepszego tłumienia zawieszenia i sprawnego systemu Lane Assist.

Motor 2.0 TDI o mocy 122 KM jest wystarczający, ale nie dynamiczny. 150-konny wariant pewnie byłby w sam raz. O ile podczas spokojnej jazdy trudno mu coś zarzucić, o tyle wyprzedzanie czy przyspieszanie w wyższym zakresie prędkości nie jest jego domeną.

Jazda Caddy jest przyjemna, choć na nierównych drogach nie warto się nadmiernie rozpędzać.

Poniekąd to kwestia masy, bo auto waży 1818 kg. Przy okazji wspomnę, że ma przyzwoite 632 kg ładowności. Swoje dokłada też strojenie jednostki pod ekonormy. Czuć, że silnik ma "obciętą" górę, bo "dół" jest wystarczająco mocny. 320 Nm momentu to średni wynik z 2-litrówki, ale uważam, że zwykłym strojeniem można uzyskać bardzo dobre osiągi. Niestety VW nie oferuje niczego, co mogłoby dawać lepsze przyspieszenie. Zawsze będą to okolice 12 s do 100 km/h.

Natomiast na wielką pochwałę zasługuje zużycie paliwa. W normalnych warunkach nie powinniście przekroczyć 6,5 l/100 km. Na autostradzie potrzebuje 6,6 l/100 km, ale w mieście schodzi do 6, a na zwykłych krajówkach będziecie mieścić się w przedziale od 4,5 do 5,5 l/100 km, zależnie od stylu jazdy. Na jednym baku można bez problemu przejechać 1000 km.

VW Caddy California

Wspomniałem o zawieszeniu, które w normalnych warunkach pracuje poprawnie, ale na nierównościach zachowuje się tak, jakby auto było załadowane do maksimum. Subiektywnie czuć mocno obciążone amortyzatory, którym kończy się skok. Więc tu z kolei dobrze zrobiłaby ich wyższa siła tłumienia.

Jest jeszcze jedna rzecz — asystent pasa ruchu. Gdyby tak dało się go wyłączyć na stałe lub w ogóle zdjąć z listy seryjnego wyposażenia…albo naprawić?

Po kilku dniach intuicyjnie jazdę rozpoczniecie od wyłączenia systemu Lane Assist.

Jeszcze kilka słów na koniec

Warto pamiętać, że Caddy California to też zwykłe, osobowe Caddy po demontażu łóżka. Jest bardzo funkcjonalnym samochodem, którym w przeciwieństwie do innych Californii normalnie możecie jeździć na co dzień bez wożenia mebli i całej zabudowy. Zwykły kombivan.

Ma pewne cechy typowe dla nowych volkswagenów, które się wam nie spodobają. Praktycznie każdy narzeka na dotykową obsługę oraz zawieszające się multimedia. Jedno i drugie dotyczy także testowego auta.

Wbrew pozorom guzik do obsługi skrzyni jest wygodny, ale ładowarka indukcyjna pod pokrywką to głupie rozwiązanie.

Za kierownicą siedzi się bardzo wygodnie i można z niego nie wysiadać. Jazda nim to czysta przyjemność, pod warunkiem, że na spokojnie. Nocowanie w nim mniejsza, ale jeśli robicie to często z racji swojego zawodu lub hobby, to będziecie zadowoleni.

Marcin Łobodziński

Moja opinia:

Caddy California nie jest dla każdego, lecz dla konkretnej osoby. Jest jak specjalistyczne narzędzie. Co prawda dalekie od ideału, ale skoro nikt nie oferuje podobnego, to Volkswagen może sobie na pewne wpadki pozwolić. Przyznaję, że mnie się auto spodobało w tym, do czego mi służyło, ale myśląc nie tylko pod siebie, jest przeciętne i do poprawek. Być może pewnych rzeczy nie da się zrobić. Brak konkurencji mocno utrudnia ocenę.

Ogólna ocena5z 10

Plusy:

  • Duża funkcjonalność samochodu pomimo, iż jest formalnie kamperem
  • Wygodne wnętrze do jazdy
  • Bardzo ekonomiczny silnik
  • Gdzie się nie zatrzymasz, tam przenocujesz

Minusy:

  • Nie zawsze działające multimedia
  • Chaotycznie działające oświetlenie wewnętrzne pojazdu
  • Nieintuicyjna obsługa urządzeń wewnętrznych
  • Słaba wentylacja auta na postoju
  • Mocno "obciążone" zawieszenie
  • Irytujący asystent pasa ruchu

VW Caddy California — dane techniczne, spalanie

VW Caddy California

Silnik i napęd:

Objętość skokowa: 2,0 l  
Moc maksymalna: 122 KM  
Moment maksymalny: 320 Nm  
Skrzynia biegów: 7-biegowa, automatyczna  
Pojemności i masy
Pojemność bagażnika: 1720 — 3105 l (bez zabudowy)  
Pojemność zb. paliwa: 55 l  
Masa własna: 1818 kg  
Ładowność: 632 kg  
Osiągi:
  Katalogowo: Pomiar własny:
Przyspieszenie 0–100 km/h: 11,5 s  
Prędkość maksymalna: 187 km/h  
Zużycie paliwa (miasto): --- 6,0 l/100 km
Zużycie paliwa (trasa): --- 4,5 l/100 km
Zużycie paliwa (autostrada): --- 6,6 l/100 km
Zużycie paliwa (mieszane): 5,4 l/100 km 5,8 l/100 km
Ceny (brutto):
Model od: 120 000 zł   
Wersja testowa od: ok. 145 000 zł  
Auto testowe: ok. 230 000 zł  

Obserwuj nas na Instagramie:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Nowe MINI Cooper S - test Nissan Juke - zdjęcia z testu autokult.pl Pojedynek Mitsubishi L200 z Fordem Rangerem: jak Dawid z Goliatem Nowa Škoda Fabia Combi 1.2 TSI - test, opinia, spalanie, cena Hyundai i30 CW 1,6 GDI Comfort - po prostu dobre kombi [test autokult.pl] Test: Volvo V90 B4 - połączenie wszystkiego, co kojarzy się z marką Podsumowanie testów Autokult 2013 Chevrolet Orlando 2,0D LT+ - rodzinny długodystansowiec [test autokult.pl] Fiat 500L 1,4 95 KM Open Edition Pop - Panda XL [test autokult.pl] Jeździłem Mercedesem Klasy S z przebiegiem 300 tys. km. To wciąż świetny samochód Pierwsza jazda: Toyota Hilux po liftingu - z większym dieslem i (pseudo)skórą w kabinie Audi A4 allroad quattro 2.0 TDI - komfortowo w teren

Popularne w tym tygodniu:

Test: Lexus LC500 Convertible to japońskie gran turismo. Reakcje Włochów na jego widok były bezcenne Test: Audi RS e-tron GT w ośrodku Driveland. Jak zwinne może być auto ważące 2,5 tony? Pierwsza jazda: Ford Mustang Mach 1 na torze, drodze i w scenie jak z amerykańskiego filmu akcji Test: Świat się kończy, Golf R droższy od S3. Pytanie jednak, czy jest lepszy? Test: Volvo XC60 B4 – niebywale poprawny samochód bez emocji Pierwsza jazda: Seat Arona i Ibiza po liftingu – Hiszpanie stawiają na nowoczesność, ale z umiarem Test: Mercedes-Benz S 500 dowodzi, że czasy mogą się zmieniać, ale król jest tylko jeden Ferrari F40 vs Ferrari SF90 Stradale: super-V8, które napisały historię na nowo Test: Peugeot Rifter - gdy kierujesz się zdrowym rozsądkiem Pierwsza jazda: Audi Q4 e-tron - twój kolejny (elektryczny) SUV Jeep Wrangler 4xe - ile wynosi dopłata za wtyczkę? Test: Nissan Qasqhai — jest niezły, ale mój umysł nadal to wypiera