Test: Mini Cabrio JCW po (drugim) liftingu – spieszmy się je kochać, tak szybko "dorasta"

Zawsze lubiłem mini za niepowtarzalny urok, nieco infantylny styl i zachowanie godne łobuziaka. Szczególnie w mocniejszych wersjach. Jednak po kilku dniach z odświeżonym Mini Cabrio JCW odniosłem wrażenie, że ostatni lifting ujął szczyptę każdego z aspektów. I choć trochę się na niego gniewam, to i tak skradł moje serce.

Mini Cabrio JCW

Mini Cabrio JCW (Autokult)

Gdy padnie pytanie: "jakie jest sportowe mini?", zapewne w głowie od razu pojawią się takie hasła jak: łobuziarski, ze strzelającym wydechem, przyklejony do asfaltu, no i obowiązkowo - z gokartowym prowadzeniem. Bo przecież takie zawsze było. Prawdziwy rozrabiaka, na którego teoretyczną bezsensowność nie można było się gniewać. Lata jednak lecą, trendy się zmieniają, a wraz z nimi i Mini.

Chociaż marka zapowiedziała kolejną generacją na 2025 r., która swoją drogą ma być ostatnim spalinowym modelem, to nie wiadomo, którą ścieżkę napędową wybierze Cabrio. Niezależnie jednak od wybranego toru, już teraz można przyjąć, że producent wciąż będzie go reklamował sloganową "gokartową radością z jazdy".

Mini Cabrio JCW

Do tego czasu mamy jeszcze 4 lata, a teraz Mini przeszło już drugi (jeśli dobrze liczę) lifting. Może zresztą jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa? Tak czy siak, nie dodano tylko nowych multimediów i asystentów jazdy. Zmian jest więcej, niż sam się spodziewałem, gdy w dniu odbioru wsiadałem do limonkowego, niedającego nie zauważyć się egzemplarza. Co więcej, ten gałgan zaczyna dorastać. Niestety.

Widać to już po zmianach zewnętrznych – są tu nowe reflektory, maska, atrapa chłodnicy czy zderzak. Czy wyszło to na plus – kwestia gustu. Według mnie to jednak pierwszy przystanek, w którym mini utraciło nieco ze swoich zgrabnych kształtów. O ile jeszcze zderzak z dodatkowymi wlotami w dolnej części w miejsce dotychczasowych świateł wygląda bardzo muskularnie, tak bardziej wysunięty grill przypomina już szczerzenie zębów jak u konia.

Mini Cabrio JCW

Ale to tylko jedna ze szczypt. Bo z której strony by nie spojrzeć, to wciąż mini. Ogromne reflektory patrzą się na wszystkich wokół i mogę się założyć, że w swoich mikroukładach starają się odwzajemnić uśmiech przechodniów. Nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o możliwość konfiguracji mini. Po liftingu pojawiły się zresztą nowe lakiery, a jednym z nich jest właśnie ten limonkowy, który nosi nazwę Zesty Yellow. Jeśli lubicie zwracać na siebie uwagę – będzie idealny.

Do kompletu nie mogło też zabraknąć flagi Wielkiej Brytanii na brezentowym dachu czy tylnych światłach. Szczególnie na te drugie mógłbym się gapić godzinami. Inną sprawą jest, że po złożeniu dachu mini próbuje nas usilnie przekonać, że korzystanie z lusterka wstecznego jest passé, a boczne są o wiele fajniejsze.

Mógłbym się dalej rozczulać nam tym przywiązaniem do szczegółów, ale po zajęciu miejsca w środku byłem rozczarowany. Mini, które zawsze przywiązywało uwagę do pomysłowych detali i smaczków, na nowej (na szczęście wciąż wspaniale mięsistej) kierownicy wypłaszczyło nie tylko pola sterowania funkcjami, ale też logo JCW na dolnym ramieniu.

Zobacz również: Ford Mustang Mach-E: podróż elektryczną ikoną. Część 1: Rarist

Zamiast trójwymiarowych, łatwych do namierzenia i przyjemnych w dotyku (i dla oka) elementów, mamy teraz płaskie i nudne powierzchnie, co najgorsze, nie tak jak do tej pory z matowego plastiku, a z ulubionej od niedawna przez producentów fortepianowej czerni. Nie muszę chyba dodawać, jak wygląda kierownica po całym dniu jeżdżenia.

Swoją drogą, irytujący jest fakt, że zdjęcie dachu wymaga ciągłego trzymania przycisku - trwa to 18 sekund i może się odbywać do prędkości 30 km/h

Nowością jest także niewielki wyświetlacz cyfrowych zegarów. Ot, znak czasu, jednak w przypadku złożonego dachu i słonecznego dnia możecie zapomnieć, że cokolwiek na nim odczytacie. Dobrze, że sytuację ratuje po części wyświetlacz head-up. W standardzie mamy co prawda analogowe (całe szczęście), ale wtedy nie zamówimy HUD-a.

Rewitalizację przeszedł także ekran centralny i ułożone pod nim przyciski – zamiast fizycznych mamy dotykowe pola z… — tak, zgadliście — fortepianową czernią. Wiem, że to ostatni krzyk mody, ale Mini zawsze kierowało się swoim indywidualnym stylem. Wiadomo, takie rozwiązania są tańsze, ale szkoda, że przy wciąż rosnącej cenie (Mini Cabrio JCW zaczyna się od 153 tys. zł, a testowany model wyceniony został na blisko 200 tys. zł) goszczą elementy przemycone przez księgowych, mające rzekomo podnieść prestiż.

Pomyślicie, że to drobnostki, o które się czepiam. Sam tak na początku myślałem. Przecierpiałbym je w niektórych autach, ale w mini po prostu zwracają uwagę, ujmując oryginalności i poczucie dopieszczenia. Na pocieszenie zostaje fakt, że na swoim miejscu pozostało pokrętło od multimediów, a systemowi nie mogę zarzucić opieszałości w działaniu.

Gokartowo – tak, ale łobuziarsko – tylko czasem

Można w końcu oczekiwać, że od tych wszystkich "nowości" odciągnie nas upragniony model jazdy. Tak, mini wciąż prowadzi się, jak przyklejony do stołu hot-wheels. W wersji JCW mamy 231 KM i 320 Nm. A to wszystko z 2-litrowego silnika w aucie ważącym niespełna 1300 kg. Nie mogłem się nadziwić, jakim cudem opony o szerokości 205 mm są w stanie bez większych problemów związanych z mieleniem asfaltu czy ciągłą ingerencją kontroli trakcji tak skutecznie przenieść to wszystko na koła.

Mini Cabrio JCW

W pierwszej chwili przypomina to sprintera, który założył łyżwy. Ale efekt jest piorunujący. Setka pojawia się na zegarach zaledwie po 6,5 sekundy, a całą otoczkę nabierania prędkości z najszerszym możliwym uśmiechem potęguje złożony dach. Wierzcie mi, to uzależnia.

Ale po kilku powtórzeniach i redukcjach podczas jazdy zdajesz sobie sprawę, że znowu czegoś brakuje. Mianowicie dźwięku. Tego charakternego i zaczepnego brzmienia. Tu naprawdę można powiedzieć: "to już nie to, co kiedyś". Niestety, efekt norm dał się we znaki. Ale spokojnie, mini nie brzmi oczywiście nagle jak najprostszy golf. Wydobywająca się z wydechu fonia jest zadziorna w miły, ale nie tak ujmujący sposób. Za to przy odpowiednio asertywnym przyspieszaniu i odpuszczeniu pedału gazu przy ok. 3,5–4 tys. obr./min., da się wydobyć jeszcze soczysty basowy pomruk.

Pozostaje się cieszyć, że ofiarą innych norm nie stało się oprogramowanie skrzyni. Chociaż w takich autach jestem zwolennikiem manualnej przekładni, 8-biegowy automat świetnie współgra z zawsze gotowym silnikiem. Wystarczy wdepnąć gaz do oporu, przez ułamek sekundy wsłuchać się, jak dwulitrówka bierze głęboki oddech i już po chwili głowa zostaje przyklejona do zagłówka.

Nie trzeba od razu wrzucać sportowego trybu. Gotowość do działania wyczuwalna jest nawet w normalnych ustawieniach. A już szczególnie w przypadku zawieszenia. Tu nie ma taryfy ulgowej. Jeśli szukacie nawiązania do gokartów, to najprędzej znajdziecie je w amortyzacji. Nawet jeśli jedziecie setny raz swoją ulicą, Mini JCW pomoże wam znaleźć niepoznaną do tej pory nierówność czy dziurę. Ale za to pozwala złożyć się w zakręcie jak żadnym innym autem. Trzeba mu tylko zaufać.

Mini Cabrio JCW

Choć przychodzi to ciężko, gdy mamy z tyłu głowy świadomość jazdy na cienkich oponach. W początkowej fazie zakrętu możemy zresztą odnieść wrażenie, że zaraz doświadczymy książkowego przykładu podsterowności. Ale jakimś cudem guma trzyma się asfaltu niczym kot firanki, zmierzając w stronę, którą obraliśmy. I tak za każdym razem.

Moja opinia o Mini Cabrio JCW

Filip Buliński

Mimo kilku mało udanych zmian mini wciąż jest wspaniałą zabawką, w której idzie się zakochać – szczególnie jeśli mowa o cabrio. Jest bezsensownie drogi i niepraktyczny, ale w końcu kupuje się go dla uroku i charakteru, a nie ewentualnej możliwości przewiezienia pralki. Szkoda tylko, że powoli ogólna moda i niektóre przepisy zabierają smaczki, podkreślające jego indywidualizm i pchają go w niektórych aspektach w sferę zwykłości. Co nie zmienia faktu, że do codziennej jazdy, i tak wybrałbym raczej nieco łagodniejszego (szczególnie jeśli chodzi o komfort jazdy) Coopera S.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Elastyczny i mocny silnik
  • Błyskawicznie działająca skrzynia
  • Rozsądne zużycie paliwa
  • Wygodne fotele
  • Genialne podwozie…

Minusy:

  • …które na co dzień jest nieco za twarde
  • Brakuje charakternego dźwięku wydechu
  • W słońcu cyfrowe zegary są bezużyteczne
  • Detale, do których przyzwyczaiło nas Mini, stają się nijakie
  • Wysoka cena
Mini Cabrio John Cooper Works 231 KM 8AT
Pojemność silnika 1998 cm³  
Rodzaj paliwa Benzyna  
Skrzynia biegów Automatyczna, 8-biegowa  
Moc maksymalna: 231 KM przy 5200–6000 rpm  
Moment maksymalny: 320 Nm przy 1250–4800 rpm  
Pojemność bagaznika: 160–215 l (w zależności od pozycji dachu)  
Osiągi:
  Katalogowo: Pomiar własny:
Przyspieszenie 0–100 km/h: 6,5 s -
Prędkość maksymalna: 240 km/h -
Zużycie paliwa (miasto): b.d. l/100 km 7,0 l/100 km
Zużycie paliwa (trasa): b.d. l/100 km 5,3 l/100 km
Zużycie paliwa (autostrada): b.d. l/100 km 8,0 l/100 km
Zużycie paliwa (mieszane): 7,5 l/100 km 6,8 l/100 km
Ceny:
Model od: 107 100 zł  
Wersja od: 152 900 zł  
Cena egzemplarza: 199 500 zł  

Zobacz pełne dane techniczne na AutoCentrum.pl

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy samochodów:

Nissan NP300 Navara: najbardziej szosowy pick-up w klasie Toyota RAV4 D-4D 125 Premium Tech - nowa twarz [test autokult.pl] Ponad 1000 km elektrykami przez Alpy. Do tego, że to "już", przekonało mnie coś innego Nowy SsangYong Rexton 2.2 Diesel: nie chińczyk lecz koreańczyk Test Porsche 718 Boxstera: burgery bez mięsa i cztery cylindry, czyli dlaczego to auto ma sens Pierwsza jazda: Audi Q4 e-tron - twój kolejny (elektryczny) SUV Jeep Renegade Limited 2.0 Multijet (140 KM) AWD - test, opinia, spalanie, cena Pierwsza jazda: DS 9 - wchodzi do segmentu premium na własnych zasadach Rolls-Royce Cullinan: pierwszy polski test najdroższego SUV-a świata Test: BMW X5 M Competition - SUV z 625-konnym silnikiem. Komu to potrzebne? Kontrowersyjny japończyk – Subaru Impreza STI [test autokult.pl] Volkswagen Passat Variant 2,0 TDI 177 KM DSG Highline - test

Popularne w tym tygodniu:

Pierwsza jazda BMW iX: po dniu z autem stwierdzam – hejterom będzie trudno Test: Volkswagen ID.3 Pro S - "Don't worry, be happy" Test: Hyundai i30 N po liftingu - czy z automatem jest tak samo dobry, jak z ręczną skrzynią? Porsche Boxster 25 - firma zawdzięcza mu życie Porównanie: Ford Puma ST vs Kawasaki Ultra LX - półtora litra na dwa sposoby Test: Hyundai i20 N Performance - zadziorny gałgan, który skradł moje serce w kilka chwil BMW i4 M50 – to tego elektryka powinni się obawiać tradycjonaliści Pierwsza jazda: nowy Lexus NX - klienci już rzucili się do salonów Test: Renault Express van 1.3 TCe – dobrze przejął rolę dacii Pierwsza jazda: odświeżony Citroën C3 Aircross - tylko kosmetyczne zmiany Test: Toyota Yaris Cross - podwoić cenę podstawową, nie jest trudno Test: Peugeot 508 SW 1.6 PureTech 180 - rozsądny zestaw, który właśnie zyskał na atrakcyjności