Test: Mercedes-Benz GLE Coupe – jego zadanie to łechtanie twojego ego

Stare przysłowie mówi - "kto nie ryzykuje, nie pije szampana". W 2008 roku to BMW zaryzykowało, by chwilę później świętować sukces modelu X6. Pozostało więc czekać na odpowiedź konkurencji, która przyszła dopiero po 7 latach. Mercedes podniósł rękawicę i w 2015 roku na rynek wypuścił pierwszego konkurenta X6 - GLE Coupe. Od tego czasu ten segment mocno urósł, ale zakupu takich samochodów nie rozumiałem, dopóki nie przejechałem się najnowszym GLE Coupe.

Mercedes-Benz GLE Coupe

Mercedes-Benz GLE Coupe (fot. Mateusz Żuchowicz)

SUV-y coupe to dość specyficzna grupa samochodów. Z jednej strony — ze względu na swoje gabaryty — na pewno nie prowadzą się jak rasowe coupe. Z drugiej — nie są to już pełnowartościowe SUV-y, bo przez linię nadwozia straciły na praktyczności. Tak więc ogólnie rzecz ujmując, są to samochody pozornie bez sensu. Jest jednak jedna rzecz, w której są doskonałe – w łechtaniu ego swojego właściciela. A to głównie przez zwracanie na siebie uwagi innych. Są masywne i aż kipią od przepychu. Tak więc, jeśli lubisz wtapiać się w tłum i niezauważony poruszać się po drogach, raczej nie wybierzesz takiego samochodu. Mercedes GLE Coupe po prostu nie jest dla ciebie. Już tłumaczę dlaczego.

Nie ma co ukrywać, że SUV-y coupe zostały stworzone po to, abyś po zakupie mógł udowodnić wszystkim, że po prostu stać cię na taki samochód, choć zupełnie go nie potrzebujesz. Są długie, szerokie, masywne i w większości przypadków niepraktyczne, a mimo to za każdym razem, gdy wsiadałem do Mercedesa GLE Coupe, robiłem to z uśmiechem na twarzy. W czym więc tkwi jego fenomen?

Styl? Raczej nie

Dla mnie na pewno fenomen GLE Coupe nie tkwi w wyglądzie. Mam wrażenie, że ten samochód w porównaniu do GLC Coupe wygląda, jakby miał poświąteczną nadwagę. W pewnych miejscach jest po postu zbyt napompowany, czego efektem jest trochę karykaturalna sylwetka. Choć i tak nie jest źle w porównaniu do najnowszego BMW X6, które wygląda — lekko mówiąc — nienajlepiej. Zostawmy jednak bawarskiego Shreka w spokoju i wróćmy do mercedesa. Już poprzednia generacja nie należała do najmniejszych samochodów i ciężko było poruszać się nią w mieście. Mercedes wziął to sobie do serca i w nowej generacji GLE Coupe jest jeszcze większe. Samochód jest o 40 mm dłuższy, 7 mm szerszy i 30 mm wyższy, a rozstaw osi zwiększył się o 20 mm.

To nie jedyne zmiany, bo oczywiście zmienił się również wygląd, choć niewiele. Pas przedni zyskał charakterystyczne dla nowych modeli Mercedesa światła, nową atrapę chłodnicy i nowy zderzak. A z tyłu? Analogicznie, zmieniono lampy i zderzak.

Dużo więcej nowości jest we wnętrzu, które oczywiście znacie ze zwykłej odmiany GLE. Pojawiła się ogromna tafla ekranów przed kierowcą, a wnętrze zyskało na nowoczesności.

No dobra, to jak nie wygląd, to może praktyczność? Choć maksymalna pojemność bagażnika w porównaniu do poprzednika wzrosła o 70 l (1790 l), a bez składania tylnych oparć do tyłu zapakujecie 655 l, to nie ma co się oszukiwać. Jeśli priorytetem miałyby być walory praktyczne, to lepszym rozwiązaniem jest zwykłe GLE, które oferuje jeszcze o 40 l więcej. Do tego, choć w odmianie coupe przestrzeni nad głową dla pasażerów na tylnej kanapie nie brakuje, to jednak klasyczne GLE jest dużo mnie klaustrofobiczne.

Jego asem jest podróżowanie

To co zrobiło na mnie największe wrażenie? Może to banalne, ale podróżowanie samo w sobie. Po pierwsze sześciocylindrowy diesel to moim zdaniem najlepszy wybór do tego auta. Pod maską w odmianie 400d pracuje wysokoprężny motor o pojemności 2,9 l w układzie V6, który generuje 330 KM i potężne 700 Nm. Efekt? Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 5,7 s. To dość przyzwoity wynik jak na takiego kolosa, jednak umówmy się, że nikt nie decyduje się na diesla, aby zachwycać się dynamiką. Oczywiście fajnie mieć zapas mocy, ale w tym samochodzie zapewnia on raczej spokój ducha podczas wyprzedzania, niż prowokuje do szybkiej jazdy. Dodatkowo spokojna jazda odwdzięcza się wynikami na komputerze pokładowym w postaci akceptowalnego zużycia paliwa. Podczas mojego testu średnie spalanie w cyklu mieszanym wyniosło 9,5 l/100 km, co w połączeniu z masą tego samochodu — wynoszącą 2220 kg — uważam naprawdę dobry wynik.

GLE Coupe jest nastawiony na komfort. Siedząc we wnętrzu, nie będziecie mieli pojęcia, że pod maską pracuje silnik Diesla, bo kabina jest doskonale wyciszona. W środku jest cicho nawet przy dużych prędkościach. Do tego wasz nastrój na pewno będą poprawiały doskonałe fotele, które w opcji mogą zafundować wam masaż pleców, grzanie czy wentylację. Bardzo komfortowe jest też zawieszenie, choć w pewnych momentach — przy poprzecznych nierównościach — sprawiało wrażenie dość twardego. W zakrętach natomiast czasem można mocno się spocić, gdy da znać o sobie masa pojazdu. Na szczęście elektronika i świetny napęd 4matic robią z tym porządek w trybie ekspresowym, ale delikatny niesmak pozostaje.

Zobacz również: STAG: Q&A ODCINEK 1

Warto, abym nie pominął ceny tego samochodu. Wyjściowo Mercedes GLE Coupe 400d zaczyna się kwoty 405 000 zł, ale mój egzemplarz — po dodaniu paru skromnych dodatków — osiągnął cenę 540 000 zł.

Kupiłem, bo mogę!

Na koniec wiele osób może dojść do wniosku, że przecież wszystko to, co najbardziej podoba mi się w tym samochodzie, oferuje "klasyczne" GLE. I macie rację, bo ja pewnie wybrałbym tę zwykłą odmianę, ale to tylko potwierdza moją tezę z początku artykułu. Z racji tego, że ten wariant nie ma żadnych dodatkowych atutów, które wyróżniłyby go na tle praktyczniejszego brata, ten, kto kupuje Mercedesa GLE Coupe, udowadnia jedno: "kupiłem ten samochód, BO MOGĘ!"

Ogólna ocena6z 10

Plusy:

  • dobre wyciszenie kabiny
  • wysoki komfort
  • niezła ekonomia
  • przyzwoita dynamika
  • dobre wyciszenie silnika

Minusy:

  • spore rozmiary
  • zmniejszony wymiar praktyczny
  • dość ciemno na tylnej kanapie
  • spora masa
  • wysoka cena

Moja opinia o Mercedes-Benz GLE Coupe

Mateusz Żuchowicz

Nigdy nie byłem fanem SUV-ów w stylu coupe. Choć należę do osób, które nie lubią podróżować samochodami wtapiającymi się w tłum, to w przypadku tych aut, to nawet dla mnie za dużo. Dodatkowo sportowa sylwetka GLE Coupe nie ma nic wspólnego z emocjami za kierownicą. To po prostu duży, zwracający na siebie uwagę krążownik. Zapomnijcie o szybkim pokonywaniu zakrętów, a skupcie się na wygodnym podróżowaniu, bo ten model jest do tego stworzony. Doskonałe wyciszenie, dynamiczny, ale nie prowokujący silnik i masa gadżetów umilających podróż. Jeśli chcecie mieć SUVa Coupe, bo po prostu podoba Wam się takie nadwozie, to jest to opcja godna rozważenia, ale koniecznie 400d.

Zobacz pełne dane techniczne na AutoCentrum.pl

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Mercedes-Maybach S600 - test, opinia, spalanie, cena Nowy Hyundai Tucson (2015) 2,0 High AT - test, opinia, spalanie, cena Nissan Qashqai dCi 130 4x4 Tekna - test Nissan Qashqai z bazowym silnikiem 1.3 l. To jednostka z Dustera i Klasy A Mazda 6 2,2 MZR-CD Exclusive Plus - liftback dla rozsądnych [test autokult.pl] Toyota RAV4 Hybrid (2016) - test, opinia, spalanie, cena Fiat 500L 1,4 95 KM Open Edition Pop - Panda XL [test autokult.pl] Mercedes Klasy V - niedoskonały, ale i tak każdy go chce Test Range Rovera Evoque. Dalej będzie sprzedawał się świetnie, chociażby z racji wyglądu Audi S7 Sportback TDI to jest dokładnie to, czego oczekiwałem. Tylko ten tylny zderzak... Test: Škoda Octavia RS 2.0 TDI 4x4 - sportowo tylko z nazwy Test: Mercedes-AMG GT R i Audi RS 6 na trasie GSMP Limanowa - wyścig górski!

Popularne w tym tygodniu:

Pierwsza jazda: Ford Mustang Mach-E to nie tesla-killer. To auto dla tych z drugiego obozu Test: Audi V8 z 1991 r. - idealne do szybkiego transportu. Pokazuje siłę quattro Porównanie: 20-letnie Volvo V40 vs. nowe Volvo V60. Naprawdę kiedyś było lepiej? Pierwsza jazda Porsche 911 GT3: krok poza kres możliwości Test wideo: Ford Mustang Mach-E - to nie fair! Test wideo: Wakacje w samochodzie - 3 sposoby, by uniknąć hotelu Test: BMW 640i GT - najdziwniejsze, ale i najlepsze, jeśli je poznasz Test: Seat Leon 1.4 e-Hybrid (204 KM) - ta wersja przekonała mnie nie tylko ceną Test: Mitsubishi Outlander PHEV – w Tatrach odkryłem w nim sens i… geny Lancera Evo! Test: Toyota Land Cruiser - jak zabraknie pokory to napędy nie pomogą Test: Dacia Sandero TCe - stworzona pod LPG Test: Hyundai Kona FL - po liftingu wyposażenie potrafi zaskoczyć