Nowy Hyundai Tucson. Widziałem go na żywo - to nie jest krok do przodu, to jest olimpijski skok

Premierze Hyundaia Tucsona od początku towarzyszyły duże emocje. Koreańczycy, pokazując prototyp Vision T, zaskoczyli publikę, a pierwsze zaciemnione zdjęcia potwierdziły zaadaptowanie odważnej stylistyki. Auto sprawia niesamowicie dobre wrażenie, a Hyundai do pewnego stopnia zadbał też o to, by dotychczasowi klienci pozostali wierni marce.

Nowy Hyundai Tucson już na zdjęciach wyglądał świetnie, ale na żywo robi jeszcze lepsze wrażenie

Nowy Hyundai Tucson już na zdjęciach wyglądał świetnie, ale na żywo robi jeszcze lepsze wrażenie (fot. Hyundai)

Hyundai Tucson 3. generacji cieszył się ogromną popularnością – był najchętniej wybieranym modelem koreańskiej marki nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Nie ma się co dziwić – miał stosunkowo prostą konstrukcję, dobrze jeździł, był przestronny, a co najważniejsze – nie kosztował przesadnie dużo.

Producent nie miał więc prostego zadania przy projektowaniu następcy – po części musiał zachować cechy, za które ceniono ten model dotychczas, a jednocześnie nie mógł przecież stać w miejscu. Czy mu się to udało?

W dużej mierze tak

Hyundai podpatrywał poszczególne rozwiązania konkurencji i stosował je u siebie z własną interpretacją. Teraz jednak marka staje się tą, od której inni mogą się uczyć. Przykładem może być stylistyka, którą można określić jednym słowem – parametryczna. Hyundai używa tego przymiotnika w odniesieniu niemal do wszystkiego – przednich świateł, tylnych świateł, grilla, a także przedniego i tylnego zderzaka.

Światła mijania i drogowe umieszczono niżej, na skraju zderzaka

Ale trzeba im oddać, że w żadnym innym aucie nie spotkamy takiego designu, jak w nowym Tucsonie. Wygląda fenomenalnie. Już w bazowym modelu wykorzystano LED-owe światła do jazdy dziennej, które ukryto za półprzepuszczalnym lustrem. To ostatnie sprawia, że, po wyłączeniu świateł "klosze" zlewają się z atrapą chłodnicy, tworząc płynną całość.

Wspomnę jeszcze o liniach nowego Tucsona. Projektanci naprawdę zaszaleli i zastosowali sprytną zagrywkę, w postaci wysmuklenia wzdłuż drzwi i wybrzuszenia błotników. Dzięki temu całe nadwozie wygląda na bardziej masywne, a przypomnę, że Tucson urósł tylko o 20 mm wzdłuż, 15 mm wszerz i 5 mm wzwyż.

Premium jest już blisko

To, co zachwyciło mnie przy pierwszym kontakcie z wnętrzem, to świetnej jakości, różnorodne materiały, do których spasowania nie można mieć zarzutów. Nie myślcie jednak, że twarde plastiki charakterystyczne dla tego segmentu zniknęły całkowicie – po prostu nie znajdują się w zasięgu wzroku.

Boczna linia nowego Tucsona jest bardzo muskularna

Zobacz również: Hyundai Tucson 2.0 CRDI 4WD - test napędu 4x4

Również w przypadku stylistyki wnętrza projektanci puścili wodze fantazji. Mocniej pochylona konsola centralna z finezyjnymi listwami po bokach została zainspirowana wodospadem. Wspomniane listwy zaczynają się już na drzwiach, ciągną się przez deskę rozdzielczą i kończą w dolnej części konsoli centralnej. Sam tunel został zabudowany znacznie wyżej, co sprawia wrażenie mniejszej przestrzeni, ale zagospodarowano w nim sporo schowków.

Przed kierowcą debiutują cyfrowe zegary (w podstawie są wciąż analogowe). Co więcej, system monitorowania martwego pola współpracuje z kamerami na lusterkach, dzięki czemu przy włączeniu kierunkowskazu, na zegarach wyświetli nam się obraz z odpowiedniej strony. Zupełnie nowa jest także kierownica, a w zasadzie jej kształt – rozkład przycisków pozostał niezmieniony, więc fani Hyundaia nie będą musieli uczyć się go od nowa.

Środek zupełnie nie przypomina tego, co pamiętamy z poprzednika

Jedną z najbardziej imponujących nowości jest funkcja samodzielnego wyjeżdżania auta z miejsca parkingowego, bez udziału kierowcy. Pamiętajmy, że cały czas mówimy o marce Hyundai. Kluczyk nie będzie jednak wyposażony w żaden ekran – funkcję sterowania przyjmą specjalne przyciski umieszczone na, swoją drogą, zgrabnym i eleganckim kluczyku. Rozwiązanie to będzie dostępna tylko w hybrydzie klasycznej i plug-in.

Na pochwałę zasługują też multimedia, które wskoczyły na kolejny poziom płynności. Wodzenie palcem po ekranie daje praktycznie natychmiastowe efekty, bez żadnego opóźnienia. Jedyne, co nie do końca mi się spodobało, to reakcja na wybór konkretnych "przycisków". System co prawda "widzi" nasze żądanie i podświetla naciśnięty kafelek, ale na jego załadowanie potrzebuje chwili. To wciąż może irytować, jeśli chcemy coś szybko zmienić.

Rozwinięto za to system unikania kolizji czołowych – FCA JT polega on na rozpoznawaniu ruchu i reakcji podczas skrętu w lewo. To pierwsze takie rozwiązanie w klasie. System działa oczywiście pod pewnymi względami – nasza prędkość musi mieścić się w przedziale 10–30 km/h, a nadjeżdżającego pojazdu — 30–70 km/h. Modernizacji doczekał się także aktywny tempomat, który działa teraz także w oparciu o nawigację, rozpoznając ukształtowanie terenu i nadchodzące zakręty.

Miejsca na tylnej kanapie w poprzednim Tucsonie było całkiem sporo, ale jeszcze wygodniej jest w nowym. Rozstaw osi został zwiększony tylko o 1 cm, ale siedzi się zauważalnie lepiej. Kanapa jest dobrze dopasowana do ciała, a długość siedziska świetnie podpiera uda, niemal do samych kolan.

Miejsca na stopy, kolana i nad głową również nie zabraknie – siedząc sam za sobą (mam 186 cm wzrostu), miałem jeszcze spory zapas w każdą stronę. Znacznie większy jest też bagażnik – w zależności od wersji liczy od 558 (PHEV) do 620 l (benzyna).

Częściowo porzucony konserwatyzm

Niestety, nie jest też tak, że wszystko zachwyca. Hyundai dał się ponieść fali popularności fortepianowej czerni i w pełni skorzystał z jej "dobrodziejstw". Fakt, przy pierwszym kontakcie wygląda bardzo elegancko, ale codzienne użytkowanie nie służy jej aparycji. Spotkamy ją na rączce do zamykania drzwi, tunelu środkowym, całym panelu centralnym, a co najgorsze – także na przyciskach kierownicy i manetce kierunkowskazu.

Miejsca na tylnej kanapie jest naprawdę dużo. Bonusem jest wygodna pozycja

Wcześniej ceniłem Hyundaia też za wierność fizycznym przyciskom do obsługi klimatyzacji i części funkcji – niestety, tu również zdecydowała moda. Owszem, w przypadku manualnej klimatyzacji będziemy mieli jeszcze do czynienia z pokrętłami, ale schodek wyżej pojawia się już płaski dotykowy panel z fortepianową czernią.

I ostatnia rzecz, która może nie do końca jest dla mnie minusem, ale może zostać negatywnie odebrana przez odbiorców. Tucson, jako jeden z nielicznych, oferował wolnossący silnik – teraz wszystkie bez wyjątku wyposażono w turbodoładowanie. Bazę stanowi 150-konne 1.6 T-GDI, ale nie jest to ta sama jednostka, co w poprzedniku. Dokładną rozpiskę jednostek i wersji wyposażenia, możecie zobaczyć w tekście poniżej.

Hyundai Tucson 4. generacji jest droższy niż poprzednik, ale dużo zyskał. Polskie ceny modelu

Tucson 3. generacji był nie tylko jednym z najpopularniejszych autem koreańskiej marki, ale też najchętniej wybieranym modelem Hyundaia w Polsce. Teraz…

Sytuację może ratować fakt, że Koreańczycy uchowali się przed 3-cylindrowymi silnikami, które u wielu wywołują skrajnie negatywne emocje. Zła wiadomość dla miłośników diesli: w ofercie pozostaje jedynie 136-konne 1.6, łączone wyłącznie z napędem na przednią oś. Dlaczego? Pozostałe wersje po prostu się nie sprzedawały, a bogata oferta jednostek wysokoprężnych jest dziś po prostu passe.

Hyundai może się za to pochwalić hybrydową rewolucją – będzie oferował nie tylko miękkie hybrydy, ale także klasyczne oraz ładowane z gniazdka (plug-in). Na te ostatnie przyjdzie nam jednak poczekać do przyszłego roku.

Nowy Hyundai Tucson

Poczynione przez Hyundaia postępy z pewnością pchają go w dobrą stronę, ale nie można tego nazwać krokiem w przód – to prawdziwy skok godny olimpijskiego medalu. Tucson w nowym wydaniu zachował większość swoich dotychczasowych cech, wiele z nich podkręcił, a pod kilkoma względami wystrzelił do przodu, zawstydzając konkurencję. Jeśli odważna, choć w moim odczucia, bardzo udana, stylistyka nie zrazi fanów Tucsona, czeka go świetlana przyszłość.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Relacje:

Mike Brewer i Edd China z Wheeler Dealers odwiedzili Polskę [relacja autokult.pl] Forza Italia 2017 – wyjątkowy świat włoskiej motoryzacji Caravana Go Romania – 3000 km, 10 dni i mnóstwo przygód Widziałem nową Toyotę RAV4 z bliska. Nic nie stoi na przeszkodzie, by odniosła sukces Niezwykły hołd "Srebrnej Wenus" dla wolnej Polski Autokult w padokach 24 Heures du Mans 2013 [galeria] Škoda Superb iV - Misja Przyszłość Żywioł, walka i wyścig z czasem. Volvo Gdynia Sailing Days i nasza misja w nowym XC60 48. Rajd Barbórka 2010 - Ogólnopolskie Kryterium Asów Spotkanie z najnowszymi BMW M na ODTJ Bednary Porsche 911 Targa na targach Auto Nostalgia 2014 - galeria zdjęć Odkrywamy tajemnice nowego Forda Pumy wraz z jego twórcą

Popularne w tym tygodniu:

Na przekór stereotypom. Jak Klaudia Konarska rozpaliła polski motorsport Nowy Hyundai Tucson. Widziałem go na żywo - to nie jest krok do przodu, to jest olimpijski skok Ocieplanie technologii i uciszanie chromu. Dyrektor Maybacha zdradza mi tajemnice nowej Klasy S Elektryczne silniki, nowe multimedia i Gucci Mane. Bernard Loire zdradza przełomowy plan Maserati Pierwszy (wirtualny) kontakt z Audi e-tron FE07. Historyczny bolid na nowy sezon Formuły E "Formuła E dała motoryzacji potrzebny impuls do rozwoju". Allan McNish i Lucas di Grassi opowiadają mi, czemu wierzą w elektryczne wyścigi Nowa Toyota Mirai już bez tajemnic – zmieniła się nie do poznania i stała się mobilnym oczyszczaczem powietrza