Znaczek pocztowy z kosmicznym Ferrari 512S Modulo. Tak Włosi celebrują dorobek swojego kraju

Świętowanie dorobku swojego kraju nie musi ograniczać się do wspominania walk zbrojnych i polityków. Pokazuje to przykład włoskiego ministerstwa rozwoju, które postanowiło upamiętnić 90. rocznicę powstania studia projektowego Pininfarina. Zrobiło to poprzez wydanie znaczka pocztowego, na którym znalazł się chyba najbardziej spektakularny model tej firmy.

Ferrari 512S Modulo na premierze znaczka pocztowego (fot. Pininfarina)

Ferrari 512S Modulo na premierze znaczka pocztowego (fot. Pininfarina)

Włochy swoją silną pozycję gospodarczą we współczesnych czasach zbudowały w dużej mierze przez wzornictwo. Również to motoryzacyjne. Przez wiele lat niekwestionowanym królem projektowania samochodów we Włoszech było studio Pininfarina. W tym roku firma ta obchodzi 90 lat swojej bardzo ciekawej i symbolicznej historii.

90 lat Pininfariny – historia motoryzacji i korporacji w pigułce

Przed II wojną światową oraz w pierwszych dekadach po niej z pracowni w Turynie wychodziły projekty nadwozi dla aut wszelkiego typu, od popularnych modeli Fiata, Peugeota czy zapomnianej już marki Nash, po wytworzone w jednostkowych egzemplarzach coupe i kabriolety najznamienitszych marek, zlecone przez koronowane głowy i gwiazdy kina.

Pamiątkowy znaczek wydany przez włoską pocztę (fot. Pininfarina)

W latach 60. takie "motoryzacyjne szycie na miarę" zaczęło tracić na popularności ze względu na popularyzację nadwozi samonośnych, które znacznie ograniczyły wolność twórczą projektantów niezależnych pracowni, oraz dalsze upowszechnianie samochodów. Przy coraz większej skali działalności producenci aut przekształcali się w wielkie korporacje, w których siłą rzeczy musieli pojawić się bezduszni księgowi przekonujący o konieczności wprowadzania oszczędności i zakończeniu współpracy z włoskimi pracowniami.

Ten przejściowy moment dla przemysłu motoryzacyjnego był trudny dla firm takich jak Pininfarina, ale Włosi nie poddali się bez walki. Wykorzystali swojego asa w rękawie, czyli bardzo bliską współpracę z Ferrari. Włoska stajnia wyścigowa posiadała kilka wolnych podwozi bolidu 512S, których musiała zbudować 25 sztuk, by był on uprawniony do startu w różnych wyścigach, takich jak 24h Le Mans.

Ferrari 512S Modulo na promocyjnych materiałach Pininfariny, 1970 rok (fot. Pininfarina)

Zamiast "zwykłego" nadwozia przeznaczonego do motorsportu Pininfarina nadała jednemu z egzemplarzy możliwie najbardziej futurystyczny wygląd, który znów miał porwać serca fanów (i producentów – potencjalnych klientów) na całym świecie.

I to się udało bez dwóch zdań. W 1970 roku, czyli w momencie, gdy na polskich ulicach królowały jeszcze warszawy i dopiero zaczęły pojawiać się duże fiaty, bo Maluch i Polonez miały zadebiutować za kilka lat, ten latający spodek na kołach wyglądał jak przybysz z innego świata.

Zobacz również: Rolls-Royce Phantom Series II - prezentacja

Ferrari 512S Modulo: powstał jako makieta, dziś jeździ po ulicach

Projekt modelu nazwanego 512S Modulo był w całości obliczony wyłącznie na spektakularne przyjęcie. Wygięta w łuk bryła była bardzo szeroka, a przy tym miała zaledwie 93 cm wysokości. Do kabiny wsiadało się przez wysuwaną do przodu kopułę. 12-cylindrowy, wyścigowy silnik o mocy 550 KM można było podziwiać z zewnątrz przez 24 otwory umieszczone z tyłu nadwozia.

Ferrari 512S Modulo (fot. Pininfarina)

Nie można było za to podziwiać kół, które przykryto. Zostały przez to pozbawione możliwości skręcania. Nie stanowiło to problemu, bo również silnik nie był podłączony do wału napędowego. Cały samochód był wyłącznie makietą do prezentacji na pokazach. Pracownicy Pininfariny przyznali mi po latach, że na filmie promocyjnym modelu można zauważyć, że zjeżdża on ze zboczy w dół – do jego napędu wykorzystywano wyłącznie siłę grawitacji.

I taki stan rzeczy mógł pozostać, gdyby nie amerykański multimilioner i miłośnik włoskiej motoryzacji Jim Glickenhaus. Gdy około 10 lat temu Pininfarina napotkała na poważne problemy finansowe, wykupił on to niesamowite auto z muzeum firmy i postanowił uczynić z niego funkcjonujący samochód. Po paru latach wytężonych prac i wielkich nakładach finansowych udało mu się zdobyć wymaganą dokumentację i teraz dumnie jeździ tym samochodem z tablicami rejestracyjnymi z Nowego Jorku.

Ferrari 512S Modulo (fot. Pininfarina)

Dziś przemysł motoryzacyjny nie jest już za bardzo zainteresowany Pininfariną. Od paru lat nie współpracuje z nią już nawet jej główny klient, czyli Ferrari. Studio projektowe — za sprawą nowych właścicieli z Indii — nadal odnosi duże sukcesy we wzornictwie przemysłowym i pozostaje dumą włoskiego przemysłu. A być może najbardziej wizjonerskie dzieło tej firmy, model 512S Modulo, jest podejmowany przez przedstawicieli państwa ze wszystkimi honorami.

Futurystyczny projekt Pininfariny trafi na limitowany znaczek, który jest dostępny w placówkach oraz na stronie internetowej Poste Italiane. Nominalna wartość znaczka wynosi 1,10 euro, ale można się spodziewać, że szybko wzrośnie. Podobnie jak wszystko, co nosi na sobie logo Pininfariny.

Obserwuj nas na Instagramie:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Historia:

McLaren F1 GTR/GTR Longtail (1992) (część 2) [historia motorsportu] Talbot Sunbeam Lotus – mało znana rajdówka z piękną historią [historia motorsportu] 24 Heures du Mans - najciekawsze historie w pigułce [cz.1: 1923-1978] Historia Jeepa Wranglera: odłóż legendy na bok, a zrozumiesz dlaczego najnowszy model jest nazywany SUV-em S-21 i inne polskie silniki Tak się kiedyś jeździło w Polsce [cz. 1] Nowoczesna Isabella, czyli krótka historia Borgwarda [geneza motoryzacji] Historia Mercedesa część 4 [geneza motoryzacji] AwtoWAZ Żiguli obchodzi półwiecze. Sukces, który utarł nosa Europie i Stanom Człowiek, który pokonał Volkswagena. Jak Carlos Tavares pcha Peugeota na szczyt Ultrarzadkie samochody z lat 80. i 90. ubiegłego wieku [cz.1] Historia Mercedesa - część 7 [geneza motoryzacji]

Popularne w tym tygodniu:

W Radomiu zamieszkało Lamborghini Countach. Jest jeszcze bardziej wyjątkowe, niż myślisz Imola to ekscytujący tor z wielką historią. GP Emilii-Romanii przypomni złote czasy Formuły 1