Test: jedyny Lexus LS400 LWB - japoński rywal rolls-royce'a, który miał nigdy nie powstać

Podobno jeśli czegoś nie ma w internecie, to znaczy, że to nigdy nie istniało. Przedłużona wersja drugiej generacji Lexusa LS pokazuje, że jest inaczej. Auto powstało na zamówienie arabskiego szejka i ostatecznie trafiło do kolekcjonera spod Gogolina. Tam udało mi się poznać historię tego jedynego na świecie, niezwykłego egzemplarza.

Lexus LS400 LWB (1998) (fot. Mateusz Żuchowski)

Lexus LS400 LWB (1998) (fot. Mateusz Żuchowski)

W miejscowości Obrowiec, zaledwie kilka minut jazdy od opolskiego odcinka autostrady A4, znajduje się firma Komfort-Trans. W tak niepozornym miejscu znajduje się jeden z najbardziej niezwykłych komisów aut używanych w Polsce. Jego właściciel nie zabiega właściwie o żadną promocję. Nie musi. Klienci trafiają tu sami z polecenia innych bądź w poszukiwaniu jedynych w swoim rodzaju aut.

O miejscu tym zrobiło się głośno wiosną tego roku, gdy media na całym świecie obiegła informacja o BMW Serii 7 generacji E38 z przebiegiem zaledwie 260 km. Nie jest to jednak jedyne tak nieprzeciętne auto w tej kolekcji. Dla wielu osób jeszcze większym ewenementem będzie widoczny na zdjęciach konkurent bawarskiej limuzyny z Japonii.

Tomasz Ocipiński, Komfort-Trans (fot. Mateusz Żuchowski)

Za taki wyjątkowy dobór aut w komisie odpowiada jego właściciel Tomasz Ocipiński. Jak udało mu się uzbierać taką kolekcję? Dziś śmieje się, że to nie on szukał tego lexusa, ale to samochód znalazł jego. Pan Tomasz przez wiele lat był specjalistą od youngtimerów Mercedesa i choć do dziś stanowią one dominującą część jego oferty, z biegiem czasu wyrobił w sobie także słabość do lexusów.

– Początkowo trudno mi było przekonać się do tej japońskiej estetyki, ale zdanie zmieniłem po przejechaniu kilkuset kilometrów właśnie za kierownicą Lexusa LS. Mam porównanie z pierwszej ręki z innymi samochodami z lat 80. i 90. i w moim odczuciu pod względem poziomu dopracowania i precyzji wykonania Lexus nie miał sobie w tym czasie równych – opowiada właściciel komisu. Dziś ma na koncie kilkadziesiąt sprzedanych aut tej marki, głównie właśnie LS-ów.

Sprzedaż tego egzemplarza będzie jednak czymś bezprecedensowym w jego karierze. Pan Tomasz także nie wiedział o istnieniu tego auta aż do momentu, gdy zgłosiła się do niego sama właścicielka. Wyjątkowy samochód od 2015 roku należał do mieszkającego w USA Polaka, wielkiego miłośnika japońskiej motoryzacji.

Lexus LS400 LWB (1998) (fot. Mateusz Żuchowski)

Po jego śmierci auto postanowiła sprzedać jego spadkobierczyni. Ponieważ nie chciała, by wóz trafił w przypadkowe ręce, postanowiła znaleźć godnego właściciela. O firmie pana Tomasza dowiedziała się z internetu. Znalazła numer telefonu. Zadzwoniła. Kilka tygodni później wóz był już w Gogolinie.

Cel: stworzyć najlepsze auto świata

Nim przejdziemy do samego egzemplarza, warto przypomnieć sobie, czemu LS w ogóle zasługuje na tak duże uznanie. Pierwsza generacja tego modelu zapoczątkowała w 1989 roku istnienie Lexusa. Marka ta miała być odpowiedzią Toyoty na oferty producentów aut luksusowych z Europy i USA, a flagowy model LS pogromcą limuzyn dotychczas utożsamianych z najwyższą jakością wykonania i komfortem jazdy.

Bezkompromisowe założenia przyniosły zakrojone na ogromną skalę przygotowania. Rozwijany przez sześć lat przez kilka tysięcy inżynierów model pod kryptonimem F1 (Flagship No.1) kosztował japoński koncern ponad miliard dolarów. Finalny LS, choć może nie porywał wyglądem, rzeczywiście przebijał wszystko, co wcześniej widziała klasa wyższa motoryzacji. Sam producent skrzętnie wykorzystywał ten fakt w pamiętanych przez wielu fanów motoryzacji po dziś dzień reklamach telewizyjnych.

Lexus LS400 LWB (1998) (fot. Mateusz Żuchowski)

Po dużym sukcesie modelu (szczególnie w USA, gdzie przede wszystkim był adresowany) już w 1994 roku zaprezentowano następcę, a w 1997 roku jego aktualizację. Produkowana do 2000 roku generacja, którą można nazwać "dwa i pół", wyróżniała się zmodernizowanym przodem, nowymi elementami wyposażenia i zmodernizowanym silnikiem.

Zobacz również: Rolls-Royce Phantom Series II - prezentacja

Uznana jednostka 1UZ-FE, która przez wiele lat stanowiła podstawową opcję napędową wielu modeli Lexusa, dzięki zmiennym fazom rozrządu dostała dodatkowy zastrzyk mocy, który przyniósł w sumie 290 KM. Przez trzy lata wyprodukowano kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy takiej wersji modelu LS400.

Z Japonii przez Arabię Saudyjską do Polski

Już w połowie lat 90. media motoryzacyjne zaczęły spekulować, że obok modelu z czterolitrowym V8 pojawi się także przedłużona i jeszcze bardziej luksusowa wersja LS500 L z silnikiem V12 z Toyoty Century. Takiego auta nie było, ale nie ostudziło to zapału pojedynczych klientów, którzy zgłaszali się do Lexusa z prośbą o przygotowanie wersji przedłużonej.

Lexus LS400 LWB (1998) (fot. Mateusz Żuchowski)

Udało mi się znaleźć zdjęcia trzech egzemplarzy modelu LS400 LWB pierwszej generacji wytropionych na Bliskim Wschodzie. Prezentowane auto tymczasem to jedyne znane na świecie LWB zbudowane na drugiej generacji flagowego lexusa.

Jak udało się ustalić panu Tomaszowi, także ten egzemplarz wywodzi się z Bliskiego Wschodu. Według relacji poprzedniej właścicielki wyjątkowe auto zostało zbudowane na polecenie arabskiego szejka. Ten trzymał wóz jednak nie w swoim kraju, a w Holandii, i wykorzystywał je, gdy przyjeżdżał na podróże służbowe po Europie.

Taką wersję zdarzeń potwierdzają liczne dowody. W wielu miejscach nadwozia, wnętrza i pod maską występują arabskie oznaczenia i instrukcje eksploatacji. Fakt, że auto mogło mieć takiego właściciela, sugeruje obecność w kabinie takich ciekawostek jak przenośnego modlitewnika podpinanego do gniazdka zapalniczki i schowka po stronie pasażera wypełnionego kasetami z arabską muzyką. Sprawdziłem – nadal działają i budują jeszcze bardziej surrealistyczne doznanie podczas jazdy tym autem po śląskich wsiach i miasteczkach.

Lexus LS400 LWB (1998) (fot. Mateusz Żuchowski)

Już samo zobaczenie tego samochodu z zewnątrz jest tak naprawdę niezwykłym przeżyciem. O ile bezpośrednio z przodu czy z tyłu wygląda on po prostu jak zadbany lexus, to z boku ewidentnie widać, że nie jest to standardowy wyrób. W rzeczywistości egzemplarz zaczął swoje życie w Japonii jako zwykły LS. Dopiero potem przeszedł skomplikowaną transformację polegającą na przecięciu auta na pół i wstawieniu dodatkowych kilkudziesięciu centymetrów na wysokości słupka B.

Pan Tomasz przeanalizował dokumenty oraz budowę auta i nie ma wątpliwości, że cała operacja została wykonana albo przez Lexusa, albo wybranego przez producenta specjalistę od zadań specjalnych. Potwierdza to fakt, że po 22 latach od momentu wyprodukowania samochód nie utracił nic z jakości wykonania.

Przez blisko ćwierć wieku auto przejechało nieco ponad 15 tys. km. Sporo więcej niż osławione BMW E38 z kolekcji, ale jak na taki samochód to nadal praktycznie nic. Zaglądając pod maskę, do bagażnika, czy choćby patrząc na tapicerkę, egzemplarz sprawia wrażenie prawie nowego. Nadal ma oryginalne opony i klocki hamulcowe, a na niektórych częściach spoczywają plomby, z którymi auto zjechało z linii produkcyjnej.

Lexus LS400 LWB (1998) (fot. Mateusz Żuchowski)

O odpowiedni stan techniczny właściciel dba serwisując go w nieodległym ASO Lexusa, który bez problemu radzi sobie z tym jedynym na świecie egzemplarzem. Od strony mechanicznej jest on identyczny z seryjnym modelem. Nadal jednak skala modyfikacji robi wrażenie

– Dla tego jednego samochodu trzeba było opracować nowe projekty przedłużonych przewodów i różnych podzespołów, w tym złożonego z dwóch części wału napędowego – opowiada właściciel.

Unikat z perspektywy podróży na tylnym fotelu

Wyjątkowa limuzyna zasługuje na wyjątkowy test, dlatego ten jeden raz przeprowadziłem go nie zza kierownicy, a z perspektywy tylnego fotela. Po otwarciu przepastnych drzwi ze środka bucha klimat schyłku lat 90. Począwszy od kineskopowego telewizora marki National, który zabiera podłokietnik kierowcy, przez telefon Motoroli na kablu, aż po wzorek na beżowych dywanikach, wszystko wskazuje na to, że przenieśliśmy się do czasów Cher, Ricky'ego Martina i Claudii Schiffer.

Sentymentalny uśmiech szybko ustępuje jednak miejsca autentycznemu szacunkowi do pracy japońskich rzemieślników. Samochód rzeczywiście wykonany jest z dbałością i jakością, której zazdrościć może produkowany ówcześnie Mercedes Klasy S W220 i która bez kompleksów może się równać z kolejnym równolatkiem, Rolls-Roycem Silver Seraph. LS prezentuje się na ich tle nowocześnie, ale też ma w sobie pociągającą, egzotyczną nutę japońskiego wyobrażenia luksusu dzięki firankom zawieszonym w oknach i paru innym detalom godnym aut cesarza Hirohito.

Lexus LS400 LWB (1998) (fot. Mateusz Żuchowski)

Dłuższe nadwozie naturalnie odbija się na dynamice i prowadzeniu, ale LS nigdy nie był samochodem, w którym chodzi o osiągi. W tym konkretnym egzemplarzu nie chodzi nawet tak bardzo o ten niesłabnący z biegiem lat komfort jazdy.

To, co przesądza o jego wartości to fakt, to że jest to samochód jedyny na świecie, ale wykonany jak pełnoprawny model oferowany na rynku, a nie jakiś posklejany naprędce prototyp. Z tego też względu LS400 LWB stanowi świetny materiał inwestycyjny i choć obecna cena 190 tys. złotych, za jaką jest oferowany, jest wielokrotnie wyższa od wartości typowego LS400 z tego okresu, wydaje się naprawdę przyzwoitą ofertą. To cenna wiadomość dla kolekcjonerów, a miłośnikom motoryzacji pozostaje się cieszyć, że takie unikatowe w skali świata samochody są oferowane i eksploatowane w Polsce.

Obserwuj nas na Instagramie:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Test: VW Arteon Shooting Brake - styl nie przyćmił praktyczności. Problemem jest co innego Jeep Grand Cherokee Trackhawk i Alfa Romeo Stelvio Quadrifoglio. (Krótkie) porównanie na torze Modlin Test wideo: Pierwsza jazda Maserati MC20 na drodze i na torze Gdy emocje już opadną: czy Alfa Romeo Giulia zachowuje swój urok z silnikiem diesla? Ford C-Max i Grand C-Max - cóż, taka moda [test autokult.pl] Toyota Yaris GRMN - nie tego się spodziewałem, ale jestem pod wrażeniem Kodiaq, Karoq i Kamiq różnią się mimo podobnych nazw. Sprawdziłem to w Szwajcarii Test: Saab 99 – cichy bohater, który pokazał nowe oblicze marki i wyznaczał standardy bezpieczeństwa Hyundai i30 Fastback N: świetny hothatch w nowym wydaniu Peugeot 5008 - van na sterydach Toyota C-HR po liftingu: Japończycy przyspieszają z technologią Lamborghini Huracán LP640-4 VOS – test, opinia, spalanie, cena

Popularne w tym tygodniu:

Test: Volkswagen ID.3 Pro S - "Don't worry, be happy" Test: Ford Puma ST i Ford Ranger Raptor – łączy je więcej, niż myślisz Pierwsza jazda: Volvo C40 - to coś więcej niż XC40 ze ściętym dachem Porównanie: Ford Puma ST vs Kawasaki Ultra LX - półtora litra na dwa sposoby Test: Hyundai i20 N Performance - zadziorny gałgan, który skradł moje serce w kilka chwil BMW i4 M50 – to tego elektryka powinni się obawiać tradycjonaliści Pierwsza jazda: Porsche Macan GTS po drugim liftingu - to będzie udane pożegnanie Offroad Marcina: Fiat Panda Cross - w terenie dwa cylindry to za mało Test: Renault Express van 1.3 TCe – dobrze przejął rolę dacii Test: Toyota Yaris Cross - podwoić cenę podstawową, nie jest trudno Offroad Marcina: rajdowa kontra seryjna Toyota Land Cruiser. Sprawdzam różnice Test: Peugeot 508 SW 1.6 PureTech 180 - rozsądny zestaw, który właśnie zyskał na atrakcyjności