Tanie, mocne i sprawdzone. Oto auta używane, które mają minimum 300 KM i warto je kupić

20 lat temu bazowe Porsche 911 oferowało 300-konny silnik i taka moc była wyznacznikiem auta sportowego. Dziś 300 KM, o dziwo, wciąż robi wrażenie, nawet jeśli taki motor napędza dużą limuzynę. Obecnie można kupić tak mocne auto już za około 10 tys. zł, choć rozsądniej jest wydać trochę więcej. Sprawdziłem ile.

Mercedes-Benz E500 to typowy przykład taniego, mocnego samochodu. Tanio kupisz, drogo utrzymasz, ale taka jest cena za przyjemność z jazdy.

Mercedes-Benz E500 to typowy przykład taniego, mocnego samochodu. Tanio kupisz, drogo utrzymasz, ale taka jest cena za przyjemność z jazdy. (fot. mat. prasowe)

Przyjrzałem się najtańszym samochodom używanym w przedziałach do 20, 30 i 40 tys. zł, czyli ofertom "na każdą kieszeń". Oczywiście wraz ze wzrostem ceny, rośnie liczba ciekawych propozycji i naturalnie droższe auta są w lepszym stanie. Te same modele co za 20 tys. zł, można kupić również za 40 tys. zł i więcej. Dominują samochody niemieckie, nie brakuje ryzykownych wersji, ale też i dobrych. W tym zestawieniu nie opisałem jednak wszystkich modeli, a tylko te, które są sprawdzone, w miarę polecane, popularne lub mogą być ciekawą alternatywą, o której nawet nie pomyśleliście.

Używane auto o mocy minimum 300 KM za 10–20 tys. zł

W tak niskim przedziale cenowym można kupić jedynie stare samochody, nierzadko 20-letnie. Z jednej strony można powiedzieć, że to już złom, ale z drugiej — są to auta duże i pod względem bezpieczeństwa biernego (kiedy dojdzie do wypadku) trudno im coś zarzucić. Pod warunkiem, że nie są spawane z dwóch egzemplarzy i że wszystkie poduszki powietrzne działają. Łatwiej je naprawić i można oczekiwać niskiej awaryjności, a to z uwagi na prostą konstrukcję.

Eleganckie i mocne Audi A8 do dziś wygląda dobrze. Warunkiem jest odpowiedni stan techniczny.

Najciekawszą propozycją w cenie 10–20 tys. zł jest Audi A8 D2 – samochód ten do dziś ceniony jest za względnie niskie koszty utrzymania, oczywiście jak na tę klasę. Najtańsze egzemplarze można kupić za 5–8 tys. zł, ale szukając odmiany z silnikiem 4.2 V8 o mocy 300–310 KM (zależnie od rocznika), trzeba przygotować minimum 10 tys. zł.

Samochód ma napęd quattro, egzemplarze produkowane od 1998 roku wyposażone są w 5-biegowy automat, a silnik jest względnie prostą konstrukcją, którą można zasilać gazem. Dostęp do części zamiennych jest wzorowy, więc to najbezpieczniejszy wybór. Można też trafić na odmianę S8 z silnikiem wzmocnionym do 340 lub 360 KM z wyjątkowo egzotyczną w tym segmencie skrzynią manualną. Katalogowo taki samochód rozpędza się do setki w 5,5 sekundy.

W tej cenie A6 czy S6 to prawie żadna różnica. Pojawia się dopiero przy serwisie.

Kolejną ciekawą propozycją w tym zakresie cenowym jest nieco nowsze Audi A6 C5, wyposażone w tę samą jednostkę napędową 4.2 o mocy 300 KM. Trafiają się także modele S6 z 340-konnym napędem. Z ekonomicznego punktu widzenia jest to model podobny do A8, choć trzeba pamiętać, że np. naprawy blacharskie A8 mogą być droższe ze względu na aluminiową konstrukcję.

Główne zalety Audi A6 to przestronne i wygodne wnętrze oraz przyjemnie pracujący automat i naturalnie działający napęd quattro. Jazda takim autem to przyjemność, a jeśli spalanie was nie zadowala, można zamontować instalację LPG. Osiągi raczej są przeciętne, bo przyspieszenie do setki trwa ok. 7 sekund. Znacznie lepszą dynamikę ma S6, które na rozpędzenie się do 100 km/h potrzebuje ok. 6 sekund.

Zobacz również: Volvo V60 (2018) - premiera

Mercedes Klasy S to przykład niezwykłej utraty wartości. Auto tak ryzykowne i drogie w naprawach, że sprzedawane w cenie niewspółmiernie niskiej do pierwotnej.

Już za kilkanaście tysięcy złotych możecie stać się także właścicielami Mercedesa Klasy S (W220) lub jego dwudrzwiowego krewniaka CL (C215). Oba modele zaprezentowano w 1998 roku i były wówczas szczytem techniki, co niestety mocno obniżyło wartość aut po 20 latach. Dziś takie samochody mogą z jednej strony dawać niesamowitą frajdę z jazdy, ale kiedy zajdzie potrzeba naprawy, zrujnują nasz budżet niespodziewanie wysokimi wydatkami. Największe problemy sprawia elektryka całego pojazdu i pneumatyka zawieszenia.

Aby auto miało pod maską minimum 300 KM, musi tam pracować jednostka V8. W obu przypadkach to przynajmniej model oznaczony liczbą 500 o mocy 306 KM z bardzo chwalonym silnikiem M113. Jest to jednostka jeszcze bez doładowania i lubiąca wysokie obroty, ale z potężnym zapasem momentu również przy niskich. Dużą i wygodną limuzynę rozpędza do 100 km/h w 6,5 sekundy.

Co do samego silnika to raczej nie ma dużych obaw o awarie, a to, że posłużył za bazę do budowy wersji 55 AMG o mocy 500 KM, tylko potwierdza, że sam w sobie znosi wiele. Gorzej jest z innymi elementami auta, zwłaszcza nadwoziem, które w większości przypadków jest albo po wypadku, albo już pożera je korozja.

Stosunkowo popularny w Niemczech Cadillac Seville STS jest dość często sprowadzany do Polski i sprzedawany "za grosze".

Cadillac Seville STS (w ogłoszeniach szukaj Cadillac STS) to ciekawa alternatywa dla aut niemieckich, będąca przeciwieństwem wyżej opisanego Mercedesa. Tu jedynym dużym problemem, który może przynieść spore wydatki, jest właśnie silnik 4.6 V8 Northstar. Niezwykle czuły na przegrzanie i awarię uszczelek pod głowicami, a naprawa tego jest droga i przede wsyztkim trzeba znaleźć osobę, która się jej podejmie. Poza tym jest bardzo wymagający pod kątem wymiany oleju.

Przedni napęd i przyspieszenie do setki w czasie ok. 7,5 sekundy oraz miękkie zawieszenie nie są tym, czego Europejczyk oczekuje od mocnego samochodu. Jednak to fajne auto dla miłośnika typowo amerykańskich pojazdów. To też jedno z najtańszych z silnikiem V8.

VW Phaeton to ciekawa alternatywa dla... Passata. Ale nie z silnikiem V10 TDI.

Dla koneserów diesli i osób mających w rodzinie mechanika specjalizującego się w naprawach volkswagenów, jako taką propozycją mogą być modele Phaeton i Touareg wyposażone w silnik 5.0 TDI V10 o mocy 313 KM. Jednostka ta zapewnia sporej wielkości SUV-owi przyspieszenie do setki w czasie ok. 7,5 sekundy i niesamowitą elastyczność.

Ten silnik jest prawdziwym dziełem sztuki inżynieryjnej, a po latach — niestety — workiem wydatków bez dna. Oczywiście, utrzymany w dobrej kondycji jest cudowny, ale w cenie do 20 tys. zł raczej nie ma co na taki egzemplarz liczyć.

Nie warto iść tą drogą, bo koszty napraw są niewspółmierne do cen samochodów i przyjemności z jazdy nimi. Zresztą, jeśli można mieć Mercedesa S500 za podobne pieniądze, to sens zakupu nawet o kilka lat młodszego Phaetona można nazwać czystą fanaberią lub przekorą. Jeśli za podobne pieniądze można mieć porządnego SUV-a z USA, to po co kupować Touarega i to jeszcze w dieslu?

Używane auto o mocy minimum 300 KM za 20–30 tys. zł

Z budżetem do 30 tys. zł wybór robi się znacznie większy i tu jest już w czym przebierać. Pominę w tej części artykułu opisane już modele marek Audi, BMW czy Mercedes. To te same auta, ale w lepszym stanie lub po prostu z wyższą ceną.

Natomiast mając ponad 20 tys. zł, można już poszukać Mercedesa Klasy E (W211), który z całą pewnością nie zapisał się na kartach historii tej marki jako model wzorowy. Jednak z racji wieku (premiera w 2002 r.) jego ceny są wyższe niż starszych Klas S. Samochód też nie straszy aż tak wydatkami.

Mercedes E500 - jest ryzykowny, ale przy tej cenie to najlepsza odmiana tego modelu.

Na szczęście, w modelu E500 montowano tę samą jednostkę M113, która generuje 306 KM i rozpędza auto do setki w ok. 6 sekund. Ten sam motor w odmianie z kompresorem w wersji E55 AMG rozwija moc 476 KM, jednak takie auto jest nie do kupienia za 30 tys. zł.

Ogólnie E500 może być samochodem dość awaryjnym, ale wszystko zależy od wcześniejszych użytkowników. Egzemplarze, w których na bieżąco usuwa się problemy, a nie tylko je maskuje, nie są aż tak kłopotliwe. Natomiast wrogiem nr 1 jest korozja i kondycja pneumatycznego zawieszenia. Duże wydatki mogą też wiązać się z regeneracją automatycznej skrzyni biegów.

Audi A6 (C6) to kusząca propozycja, ale koszty utrzymania mogą być nie do zniesienia.

Również miłośnicy marki Audi mają powiększony wybór modeli, ponieważ w kwocie do 30 tys. zł da się kupić kolejną generację C6. Ale szczerze – przy takim budżecie prędzej skłaniałbym się do poszukiwania starszego C5 w lepszej kondycji.

Audi A6 C6 może być wyposażone w silnik 4.2 V8, ale występował on w dwóch odmianach. Do 2006 r. o mocy 335 KM — było to rozwinięcie znanej ze starej generacji jednostki, natomiast w 2006 r. zadebiutował motor z wtryskiem bezpośrednim FSI. Moc wzrosła do 350 KM, poprawiło się spalanie, ale osiągi nie bardzo. Natomiast pojawiły się nowe problemy – duże ilości nagaru i kłopotliwa konwersja na zasilanie gazem.

Poza tym samochód jest ogólnie droższy w naprawach i potencjalnie bardziej awaryjny z uwagi na lepsze wyposażenie. Plusem jest brak problemów z korozją w bezwypadkowych egzemplarzach.

Nie dość, że sportowe, to jeszcze kombi. Audi S4 ma pod maską jednostkę V8.

25–30 tys. zł to też kwota, z którą można pomyśleć o zakupie Audi S4 (B6). Model ten jest uważany za najlepsze wydanie S4 po 2000 r., bowiem pod maską pracuje wolnossąca jednostka V8 4.2 o mocy 344 KM. Jest to silnik, który — po zapewnieniu mu odpowiedniej opieki — ma tylko jeden techniczny problem – napęd rozrządu. Jest też inny, już przy naprawie – bardzo ciasne upakowanie go pod maską znacząco wpływa na kwotę na fakturze w rubryce "robocizna".

Natomiast samo auto to "bajka". Przyspieszenie w 5,5 sekundy do setki, niesamowite brzmienie wysokoobrotowej jednostki, rewelacyjne właściwości jezdne z napędem quattro i automat Tiptronic (jeszcze nie S tronic) zachęcają do zakupu. Serwis oczywiście jest drogi, części niektóre trzeba kupować w ASO, ale mówimy o samochodzie z naprawdę wysokiej półki i w dodatku w wersji sportowej.

Jeszcze nie M5, ale i tak typowo sportowe dla tej marki BMW 545i. Zapewnia świetne osiągi i brzmienie.

W cenie 20–30 tys. zł pojawia się więcej ogłoszeń sprzedaży modeli BMW. Są to m.in. Seria 7 (E65), którą zdecydowanie odradzam z prostej przyczyny – to nie jest budżet na to auto. Lepszym wyborem będzie BMW Serii 5 (E60), a konkretnie 545i o mocy 333 KM, choć sporadycznie trafiają się nieco słabsze odmiany 535i oraz 540i, również 300+. Skupmy się więc na tej popularnej, napędzanej jednostką N62B44 o pojemności 4,4 litra.

Nie jest to pod względem eksploatacji rewelacyjny silnik, a jego głównym problemem są wycieki oleju. Skomplikowany jest rozrząd i układ dolotowy. To sprawia, że opieką powinien zająć się specjalista od BMW, a nie przypadkowy mechanik, co oznacza, że w serwisie tanio nie będzie. Całe auto jest dość awaryjne, ale ma tylny napęd i zapewnia przyspieszenie do setki w czasie poniżej 6 sekund, co wystarczy, by przekonać miłośników marki. Jeśli jest doprowadzone do dobrego stanu, to da się je w miarę tanio utrzymać.

Poza wymienionymi wyżej autami z Niemiec, pojawiają się także Range Rovery Sport V8 czy też Volvo XC90 V8. Nie są to samochody, które kupuje się za mniej niż 30 tys. zł, a najlepiej nie kupować ich wcale, więc ich nie polecam. To samo dotyczy Porsche Cayenne.

5 aut używanych, których się nie kupuje. Wybierając je, popełniasz duży błąd

Są kusząco tanie, niekoniecznie popularne i rzadko kupowane. Dla niewtajemniczonych osób mogą wyglądać na świetną okazję, ale przestrzegam: zakup…

Używane auto o mocy minimum 300 KM za 30–40 tys. zł

Kwota do 40 tys. zł jest już w miarę rozsądną na zakup starszego auta z mocnym silnikiem, ale najlepiej skupić się na tych samych modelach, które kosztują również 20–30 tys. zł. Chodzi tu o stan techniczny, który — co do zasady — powinien być lepszy.

Dobre auta w takiej cenie to m.in. Audi A6 C5, Audi S6 C5, Audi S4 B6 czy Mercedes E500 W211. Jednak wybór może być nieco większy. Warto zwrócić choćby uwagę na fakt, że technicznie Audi S4 B7 jest w praktyce tym samym samochodem co B6, ale jego cena jest wyższa za sprawą liftingu i rocznika.

Nie brakuje na rynku Audi S3 stuningowanych na 300 i więcej KM.

W pewnym sensie da się kupić również 300-konne lub mocniejsze Audi S3 8P, czyli drugiej generacji. Problem w tym, że fabrycznie auto generuje z silnika 2.0 TFSI 265 KM, ale bardzo często są to jednostki po tuningu 300+. Czy warto taki samochód kupić?

Jest ryzyko. Co prawda wierzę, że wiele aut jest w dobrej kondycji, a pobór oleju nie jest już problemem, ale sama sprzedaż może być spowodowana właśnie ukrytymi wadami – nieudany tuning, spalanie oleju.

Samochód sam w sobie jest świetny, ma napęd na cztery koła, automatyczną skrzynię (niestety S tronic) i pozwala się rozpędzić w 5,5 sekundy do setki przy fabrycznej mocy. Warto poszukać egzemplarza fabrycznego, a jeśli okaże się dobry, to samemu zlecić modyfikacje.

BMW 335i nie oznacza 3,5 litra pojemności, ale turbodoładowanie. To oczywiście... nie wróży najlepiej w przypadku tej marki.

Do grupy aut BMW z silnikiem o mocy 300 KM lub wyższej dochodzi w tym budżecie model 335i generacji E90. Mowa tu o topowej, niesportowej jednostce N54 lub N55 (zależne od rocznika) z doładowaniem, które zwykle w silnikach tej marki nie wróży długowieczności i niskiej awaryjności.

Doświadczony mechanik bez trudu rozwiąże każdy problem, a zadbana jednostka trochę posłuży, jednak od razu warto zaznaczyć, że jeśli nie zależy wam przede wszystkim na mocy i osiągach, to lepiej wybrać wolnossące jednostki R6.

Auto jednak kusi. Często ma napęd na cztery koła xDrive, a przyspieszenie do setki zajmuje mniej niż 6 sekund. Prowadzenie, komfort jazdy i z reguły wyposażenie są na wysokim poziomie. Warto podkreślić, że choć mówimy o BMW, to 335i nie ma tak sportowego charakteru jak Audi S4, więc jest bardziej przyjazne na co dzień.

Koszty serwisu nie powinny być wyższe niż w przypadku E60 – to lepiej dopracowana konstrukcja. Natomiast w przypadku poważniejszych awarii nie są też niskie. Podczas zakupu warto dokładnie sprawdzić historię samochodu, bo powypadkowe egzemplarze zdarzają się dość często. Cieszy spora liczba aut na sprzedaż.

Wielkie i ciasne, mocne i mało sportowe. Chrysler 300C jest dość dziwnym samochodem, ale to jedna z najtańszych opcji posiadania kultowego silnika HEMI 5.7.

Świetną propozycją zza Oceanu jest Chrysler 300C i bliźniaczy Dodge Magnum z kultową jednostką 5.7 HEMI o mocy 340 KM. Jest to oczywiście mieszanka techniki amerykańskiej i europejskiej (Daimler), co z reguły nie jest dobrym połączeniem, ale to akurat dość udany samochód.

Co ciekawe, choć bazę stanowi Mercedes Klasy E (W210), to po latach okazało się, że amerykański wóz jest mniej problematyczny (np. mniejsza korozja). To i historia wypadkowa powinny być kluczowe przy zakupie tego auta.

Sam silnik 5.7 HEMI czy skrzynia biegów nie powinny być powodem do zmartwień pod warunkiem regularnej wymiany odpowiedniego oleju. Amerykańskie jednostki nie lubią w tym zakresie zaniedbań. Śmiało można też montować LPG, co znacząco obniży koszty. Dobry jest dostęp do części zamiennych.

Warto mieć na uwadze, że nie jest to samochód sportowy i właściwościami jezdnymi nie dorównuje europejskiej konkurencji. Co więcej, komfort resorowania też nie jest rewelacyjny i to jest właśnie efekt połączenia techniki amerykańskiej i europejskiej. Mimo to przyjemność jazdy jakimkolwiek samochodem z tą jednostką jest warta tych pieniędzy. W zasięgu są auta z rocznika 2006, więc stosunkowo młode.

HEMI pod maską Jeepa Grand Cherokee to jedyna słuszna wersja.

Kolejną propozycją z USA jest Jeep Grand Cherokee WK z silnikiem 5.7 HEMI o mocy 326 lub 352 KM. Choć to SUV, to nadaje się do jazdy po bezdrożach, wykonany w typowo amerykańsko-europejskim stylu – ani to pojazd w 100 proc. amerykański, ani europejski, choć ma więcej tego pierwszego.

Problemem generacji WK Jeepa Grand Cherokee jest kiepska jakość wykonania i podatność na korozję. Auto powstało w najgorszym dla tej marki okresie współpracy z Daimlerem. Natomiast sam silnik 5.7 to największa wartość tego modelu – bezproblemowy, jeśli jest odpowiednio serwisowany, trwały, mocny, łatwy do zagazowania. Cały napęd jeepa jest w porządku, byle wszystko było zadbane. 40 tys. zł nie jest z pewnością dobrą kwotą do zakupu tego auta, ale ładne egzemplarze nie są dużo droższe. Dobry budżet to 50–60 tys. zł.

Infiniti FX45 to SUV dobrze jeżdżący, ale mało praktyczny i zupełnie nieterenowy.

Produkowane w latach 2002–2008 Infiniti FX35 i FX45 to ciekawa i sensowna alternatywa dla jeepa, ale tylko ta druga wersja generuje ponad 300 KM, a konkretnie 320. Zapewnia niezłe osiągi, ale przede wszystkim przyjemnie brzmi i daje typowo "amerykańską" elastyczność. Ta japońska jednostka lubi też wysokie obroty. Przyspieszenie do setki trwa krócej niż 6,5 sekundy, a sprawnie działający napęd na cztery koła daje dobrą trakcję.

Warto pamiętać jednak o kilku rzeczach. Po pierwsze — choć Infiniti FX może się niektórym takie wydawać, to absolutnie nie nadaje się do jazdy po bezdrożach. Za to bardzo dobrze prowadzi się po asfalcie. Po drugie — naprawy całego układu napędowego nie należą do tanich, ponieważ jest to samochód stosunkowo rzadki. I po trzecie — wiąże się z tym również dostęp do części zamiennych, które trzeba będzie często kupować w ASO.

Ze wszystkich opisanych tu mocnych sedanów Lexus GS450h zepsuje się pewnie jako ostatni.

Kolejna z japońskich propozycji to Lexus GS 450h trzeciej generacji, który jest hybrydą. To bodaj najlepsze auto tej klasy, jakie można kupić w tej cenie. Podstawą jest porządna, sprawdzona, niewysilona jednostka V6 o pojemności 3,5 litra, a wspomaga ją silnik elektryczny. Łącznie daje to 345 KM mocy, co pozwala na przyspieszenie do 100 km/h w czasie niespełna 6 sekund.

Dobre prowadzenie i tylny napęd są świetną odpowiedzią na konkurencję europejską, natomiast wysoka jakość wykonania i bardzo wysoka trwałość sprawiają, że auto jest warte grzechu. Jedynym zmartwieniem wcale nie jest napęd hybrydowy, ale ogólne koszty serwisu i napraw. Nawet części eksploatacyjne są drogie, jeśli samochód ma być utrzymany w dobrej kondycji, której raczej nie należy się spodziewać w kwocie do 40 tys. zł, choć można mieć szczęście.

Ostatnią ciekawą propozycją mogą być mocne wersje samochodów marki Volvo, ale te z mniejszymi silnikami turbo – nie V8, które jest dość ryzykowne.

Rozsądne, ale i mocne auto za 40 tys. zł? Gdybym sam miał kupić, to celowałbym właśnie w Volvo V70R.

Dobrym wyborem jest model S60 pierwszej generacji oraz V70 drugiej generacji oznaczone literą R, a wyposażone w jednostkę 2.5 T, generującą równe 300 KM. To porządny motor, choć nadmiernie obciążony termicznie może "odwdzięczyć się" pęknięciem bloku. Jego wielką zaletą jest natomiast możliwość konwersji na zasilanie gazowe.

Samochody są wyposażone w napęd na cztery koła i nieźle się prowadzą, dając odpowiednią do ceny przyjemność z jazdy. Przyspieszenie do 100 km/h jest więcej niż zadowalające – 5,7 sekundy. Do wyboru są auta ze skrzynią manualną i automatyczną.

Wciąż nie warto w kwocie do 40 tys. zł kupować takich samochodów jak Porsche Cayenne czy Range Rover. Nie ryzykowałbym też BMW Serii 7, Mercedesa ML czy Audi A8 D3. Są po prostu za drogie w naprawach, zbyt awaryjne i ryzykowne jak na tę cenę.

Obserwuj nas na Instagramie:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Samochody używane:

Używany Jaguar X-Type [2001-2010] – poradnik kupującego Używana Mazda MX-5 III (NC) – awarie i problemy Citroen C5 I [z drugiej ręki] Używany Ford Mondeo Mk3 2,0 TDDi/TDCi (2000-2007) – ryzykowny zakup? Tanie, francuskie kompakty do 20 tys. zł [cz.2] Subaru Impreza I GC [awarie i problemy] BMW Serii 7 E65 [z drugiej ręki] Honda S2000 [z drugiej ręki] Używane Audi Q5 (8R): świetny SUV, ale nie dla ubogich Używana Mazda 2 DE [2007-2015] – poradnik kupującego Używane Audi Q5 [awarie i problemy] Tanie, francuskie auta miejskie segmentu B [cz.1]

Popularne w tym tygodniu:

Używany Mercedes ML (W163) w pigułce. Z upływem czasu coraz ciekawszy Używane BMW X5 (E53) w pigułce. Pierwszy SUV marki starzeje się powoli Auta używane w amerykańskich wersjach. 9 najlepszych propozycji Używane SUV-y: tanie w zakupie, a drogie w utrzymaniu. Te modele kupuj świadomie 7 trudnych decyzji przed wyborem auta używanego. Te pytania musisz sobie zadać