Sprawdź samochód online przed zakupem. Nowe narzędzie już dostępne.

Kia Stinger GT: po latach udowadnia, gdzie tak naprawdę leży jej siła

Niedowierzanie. Tak zareagowałem na pierwsze doniesienia o Stingerze. Wszystko w tym wozie było szokujące: od wyglądu, przez moc i osiągi, po fakt, że to – no wiecie – kia. Dzisiaj Stinger już tak nie zadziwia, dzięki czemu można przyjrzeć mu się z innej strony.

Pomarańczowy Stinger dotychczas nie był oferowany w Europie

Pomarańczowy Stinger dotychczas nie był oferowany w Europie (Fot. Michał Zieliński)

Kia Stinger GT — test

Od premiery Stingera minęły już dwa lata, ale żeby naprawdę docenić ten model, trzeba się cofnąć jeszcze dalej, bo przecież ta marka jest wyjątkowo młoda. Swój pierwszy własny samochód zaprezentowała dopiero w 1992 roku i była to kompaktowa Sephia. Przez lata Koreańczycy zdobywały klientów głównie dzięki argumentowi ceny, ale od zawsze mieli aspiracje na coś więcej. Ten przełom na naszym rynku nastąpił w 2006 roku.

Wtedy zadebiutował kompaktowy cee'd, który dzisiaj nie tylko stawia czoło zachodnim rywalom, ale miejscami rozdaje nawet karty. Dla Europejczyków ten model sprawił, że Kia pokazała się jako producent samochodów, które z powodzenie mogą konkurować z modelami znacznie dojrzalszych marek. Z kolei następne premiery udowadniały, że nie było to dzieło przypadku. Wreszcie przyszedł czas na coś naprawdę specjalnego.

Stinger może mieć napęd na tył lub - jak w tym wypadku - na cztery koła

Stworzony we współpracy z Albertem Biermannem (pan wcześniej odpowiadał za serię M w BMW) liftback zachwycał od pierwszego wejrzenia. Wyglądał świetnie. Sportowe linie, muskularne nadwozie, zwarta sylwetka, szeroko rozstawione reflektory czy zachodzące na boki tylne światła sprawiły, że Stinger wyróżniał się na tle… no właśnie, konkurencji? Kto miał w ofercie auta, które mogły stawiać mu czoła? Na łamach Autokultu porównaliśmy kię do BMW Serii 4 i Volkswagena Arteona, ale ten pierwszy jest mniejszy i droższy, zaś temu drugiemu brakuje mocnej wersji. Topowy Stinger GT ma bowiem pod maską 3,3-litrowe V6 o mocy 366 KM.

Chwila prawdy: Kia Stinger podejmuje wyzwanie VW Arteona i BMW 4 Gran Coupé

Od momentu pojawienia się na polskim rynku sensacyjne czterodrzwiowe coupe Kii wzbudziło już wiele emocji i zyskało uznanie także w naszych oczach po…

Zwróćcie też uwagę na jeden detal – grill. Nic tak nie buduje wizerunku marki, jak spójna atrapa chłodnicy. Każdy model Audi ma single frame, każde BMW ma "nerki", zaś Mercedes używa ich do rozróżnienia poszczególnych rodzin modeli: zwykłych, AMG i tych z serii EQ. Kia to rozumie, dlatego ich wszystkie auta mają grill o spójnym kształcie, a ten w Stingerze jest zdecydowanie największy. W końcu dla Koreańczyków to najważniejszy model, więc sprawa jest w zupełności zrozumiała.

Na wyglądzie się nie kończyło. Stinger też zachwycał, gdy przychodziło do jazdy. Mateusz Żuchowski w teście wersji z silnikiem 2-litrowym chwalił "dobry, profesjonalnie ustawiony model prowadzenia", a Mateusz Lubczański podkreślał, że "połączenie sporego rozstawu osi z napędem na cztery koła faworyzującym tylną oś daje sporo zabawy".

Zobacz również: Nowy Ford Focus RS (2016) - test

Czy Kia Stinger to prawdziwe GT? Sprawdzamy to na trasie wyścigu górskiego w Siennej

Nowemu, sensacyjnemu modelowi Kii nie można odmówić stylu. Do pełni sukcesu w uzyskaniu miana rasowego wozu gran turismo potrzebuje jednak jeszcze…

Kia Stinger GT 3.3 V6: otwieramy oczy niedowiarkom!

Kia Stinger nie jest samochodem rewolucyjnym. Nie ma w niej zdumiewających technologii, które wybiegają w przyszłość i wyznaczają trendy. Jest za to…

Gran turismo z Korei wywołało takie zamieszanie na rynku i było tak dużym zaskoczeniem, że przyznaliśmy mu tytuł Samochodu Roku Wirtualnej Polski 2017. Pisaliśmy wtedy, że "Stinger nie tylko stanowi jedno z najważniejszych dzieł koreańskiej motoryzacji, ale i zapewnia powiew świeżości na nieco skostniałym rynku zawładniętym przez wszelkiej maści SUV-y i crossovery. Stinger potwierdza, że istnieje rynek dla tego typu samochodów. Co więcej, to ostateczny argument Kii, która jest w stanie rzucić wyzwanie nie tylko Volkswagenowi, ale nawet markom pozycjonującym się w tzw. segmencie premium."

Dwa lata później

"Skoro już tyle o Stingerze było powiedziane, to co jeszcze można dodać" zastanawiałem się, gdy parkowałem do domem pomarańczowy egzemplarz. Tak, ten kolor to nowość w Europie i sprawia, że samochód wygląda na znacznie droższy, niż naprawdę jest. Miał też zamontowany opcjonalny wydech, co w tym aucie jest koniecznością. Ten standardowy skutecznie tłumi brzmienie silnika, więc na każdym kroku musisz przekonywać znajomych, że pod maską naprawdę masz V6. Poza tymi dwoma zmianami był to zwykły Stinger GT. Tylko, czy to źle?

Każdy ogląda się za Stingerem

W kwestii konkurencji wiele się nie zmieniło. BMW szykuje się do wprowadzenia odświeżonej Serii 4, a Volkswagen ciągle nie oferuje mocniejszej wersji Arteona. Gdyby mocno naciągnąć rzeczywistość można by powiedzieć, że alternatywą dla Stingera może być nowy Peugeot 508, ale przecież francuskie auto jest zauważalnie mniejsze. Jest też wolniejsze, a przynajmniej dopóki na rynku nie pojawi się mocna odmiana hybrydowa. Z przekonaniem powiem więc, że Kia wypełnia tym modelem niszę, której nie zagospodarował żaden inny producent.

Na polskim rynku okazało się to strzałem w dziesiątkę. Stinger sprzedaje się znacząco powyżej oczekiwań i choć daleko mu do okupowania wysokich miejsc na liście najpopularniejszych aut, zdecydowanie można uznać go za sukces. Doceniła go nawet polska policja, która w swoich szeregach ma zarówno oznakowane, jak i nieoznakowane stingery.

Stinger jest przemyślany

Bardzo łatwo dać się oczarować Stingerowi. Gdy wsiadasz za kierownicę tego dużego gran turismo, czujesz się jak pilot samolotu. Dźwignia zmiany biegów przypomina wolant, okrągłe kratki wentylacyjne to nawiązanie do silników odrzutowych, a analogowe zegary (z prędkościomierzem wyskalowanym do 300 km/h) są ukryte w głębokich tubach. Kierownica świetnie leży w dłoniach, a po znalezieniu mojej ulubionej pozycji – czyli nisko i z oparciem fotela na sztorc – od razu czuję się połączony z autem.

Przyciskiem rozbudzam do życia 366-konne V6, a z tyłu dociera do mnie wyraźny dźwięk wspomnianego wydechu. A potem włączam tryb Eco, podpinam telefon, a do kieszeni w drzwiach wrzucam butelkę na wodę. Cel? Sprawdzić, jak stinger sprawuje się, gdy nie sprawdzamy jego osiągów, a po prostu żyjemy w nim na co dzień. Przez tydzień chciałem się przekonać, czy jego możliwości nie sprawiały, że podświadomie coś przegapiliśmy.

Pierwszym zadaniem, jakie postawiłem przed stingerem, było pomaganie mi przy przeprowadzce. Wiem, brzmi to absurdalnie. W końcu do wożenia kartonów i toreb najlepiej jest użyć dużego vana lub przynajmniej kombi. Tymczasem bagażnik stingera ma 406 litrów (zauważalnie mniej niż np. BMW Serii 4) i jest płytki. Zauważyłem wtedy też, że brakuje haczyków na zakupy.

Na mnie największe wrażenie zrobił jednak sposób otwierania, który odkryłem przypadkiem podczas noszenia kartonów. Wystarczy, że podejdzie się do tyłu samochodu z kluczykiem w kieszeni, a klapa sama się otworzy. Poprzedzone jest to aż pięcioma piknięciami, więc mamy pewność, że nie stanie się przypadkowo np. podczas przechodzenia obok auta. Dużo lepsze od machania stopą pod zderzakiem, jak trzeba robić u konkurentów.

Zadanie numer dwa było już znacznie bardziej oczywiste, bo pojechałem nim w trasę. Stinger to gran turismo, więc tam powinien czuć się jak ryba w wodzie i faktycznie tak jest. Silnik rozwija moc bardzo płynnie, a 8-biegowa skrzynia automatyczna jest zdecydowanie nastawiona na komfort. To w połączeniu ze świetnie wyciszoną kabiną sprawia, że trzeba kontrolować prędkościomierz. Bardzo łatwo jest rozpędzić się do prędkości, które w Polsce są karane wysokimi mandatami.

To sprawiło, że chętnie używałem adaptacyjnego tempomatu i asystentów jazdy, które w trasie działają idealnie. Jedyne, czego brakowało do pełni szczęścia to system z mercedesów, dzięki któremu auto potrafi samo zmienić pas ruchu. Kia to rekompensuje świetnym pomysłem, by wskazania asystenta martwego pola pojawiały się nie tylko na lusterkach, ale też na wyświetlaczu na przedniej szybie. Dzięki temu można bez odrywania wzroku od drogi zobaczyć, że coś jedzie na pasie obok. Genialne.

Stinger w trasie ma jeszcze jedną zaletę. Niektórzy kierowcy wiedzą, że policja używa ich jako nieoznakowanych radiowozów, więc na jego widok zwalniają. Doświadczyłem tego, gdy jadąc w nocy zobaczyłem w lusterku, że bardzo szybko zbliża się do mnie ciemny SUV. Gdy dojechał w końcu do stingera, nagle kierowca zdjął nogę z gazu i jechał w zasadzie przepisowo. Przypadek? Nie sądzę.

Na pochwałę zasługuje zapotrzebowanie na paliwo. Choć w mieście nie udało mi się zejść poniżej 15,5 l/100 km, to w trasie uzyskałem już bardzo zacny – jak na takie osiągi – wynik 9,4 l/100 km. Szkoda, że Kia nie przewidziała większego baku, bo przy pojemności 60 litrów trzeba liczyć się z częstymi wizytami na stacji benzynowej.

Stinger jest jak wino?

Od 2017 roku, gdy stinger debiutował na rynku, trochę się zmieniło. Normą stały się np. wyświetlacze zastępujące zegary, których w tym jeszcze aucie nie ma. Systemy multimedialne coraz bardziej zbliżają się do tego, co znamy z smartfonów, tymczasem ten w kii już dwa lata temu nie zachwycał. Dzisiaj trudno też sobie wyobrazić samochód tej klasy bez jakiejkolwiek opcji hybrydowej.

Tylko że to detale w porównaniu do tego, co Stinger oferuje. Jest przestronny, szalenie komfortowy, szybki, a przy tym dobrze wyceniony. Polskie ceny za wersję z dwulitrowym silnikiem zaczynają się od ok. 153 tys. zł, a odmiana GT kosztuje 234 tys. zł. Przy czym – jak to w Kii – nawet w przypadku bazy mówimy o aucie, które jest dobrze wyposażone.

A najważniejsze jest to, że bez zmian pozostała też kwestia konkurencji. Coraz ostrzejsze normy emisji spalin i wszechobecne nastawienie na projektowanie SUV-ów sprawiają, że trudno nawet spodziewać się bezpośredniego rywala dla Stingera. Więc nawet jeśli dzisiaj ten model już tak nie zaskakuje, jak dwa lata temu, to ciągle pozostaje świetnym wyborem.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • wysoki komfort podróżowania
  • bogate wyposażenie dostępne w standardzie
  • mocny silnik
  • przestronne nadwozie
  • jakość materiałów i poziom ich spasowania

Minusy:

  • zużycie paliwa w mieście
  • bagażnik mógłby być większy

Obserwuj nas na Instagramie:

Kia Stinger GT AWD (2019)
Pojemność silnika 3 342 cm³  
Rodzaj paliwa Benzyna  
Moc maksymalna: 366 KM przy 6000 rpm  
Moment maksymalny: 510 Nm przy 1300–4500 rpm  
Pojemność bagaznika: 406 l  
Osiągi:
  Katalogowo: Pomiar własny:
Przyspieszenie 0–100 km/h: 5,5 s  
Prędkość maksymalna: 270 km/h  
Zużycie paliwa (miasto): 14,3 l/100 km 15,5 l/100 km
Zużycie paliwa (trasa): 8,3 l/100 km 9,4 l/100 km

Sprawdź dane techniczne Kii Stinger GT 3.3 V6 na AutoCentrum.pl

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

BMW X4 xDrive35i - pierwsza jazda Test Škody Kamiq: auto całkowicie nie dla mnie, ale nie zdziwię się, jeśli będzie hitem Toyota Corolla TS kombi 2.0 Hybrid: teraz jest taka, jak trzeba Škoda Citigo 1,0 MPI Ambition - doba w aucie [test długodystansowy autokult.pl] Czterodrzwiowe gran turismo po głębokiej modernizacji – pierwsza jazda Maserati Ghibli po face liftingu Opel Astra po liftingu: zmiany nie dla Ciebie, tylko dla przepisów Ford Focus Sedan 1,6 EcoBoost 182 KM Titanium - dylemat [test autokult.pl] Nowe Fordy Grand C-Max i S-Max - test, opinia, spalanie, cena BMW 218d Active Tourer Luxury Line - test Pojedynek hybrydowych crossoverów z Dalekiego Wschodu: Kia Niro vs Toyota C-HR Hyundai Ioniq hybrid i electric gonią japońską konkurencję Honda Civic IX 1.8 i-VTEC & VW Golf VII 1.4 TSI & Renault Megane III 1.2 TCe - test, opinia, spalanie, cena

Popularne w tym tygodniu:

Test: To BMW serii 7 z 1997 roku miało 259 km na liczniku. Do słynnego egzemplarza dołożyłem kolejne 3 km Ostatni test: Seat Leon III FR Black - wciąż jest w formie, choć przechodzi do historii Škoda Scala - test długodystansowy: zaglądam do bagażnika Pierwsza jazda: Audi A3 czwartej generacji - warto było dłużej czekać Test: Ford Puma ST-Line X - przemiana, która wyszła lepiej, niż mogłoby się wydawać BMW 220d Gran Coupe. Czy BMW wie, co robi? Test: Peugeot 508 HYbrid - podnosi poprzeczkę, ale popularności nie zdobędzie Test: Hyundai Ioniq Hybrid udowadnia, że klasyczna hybryda ma swoje walory Mitsubishi Outlander PHEV - Robo-dinozaur Nissan Juke - ile zostało w nim "dżukowatości"? Test: Hyundai Kona Hybrid – hybryda dla osób, które nie chcą się wyróżniać Test: VW T-Cross Style 1.5 TSI 150 KM - nowy silnik eliminuje większość bolączek, ale generuje inny problem