Toyota GT86: witaj stary przyjacielu

Gdy Toyota GT86 debiutowała ponad 7 lat temu była długo wyczekiwanym marzeniem każdego fana samochodów. Stworzona do tego, aby dawać maksimum zabawy w dobrej cenie. Sprawdziłem, czy nadal jest to wyjątkowy samochód.

Toyota GT86 sprzedawana jest już ponad 7 lat

Toyota GT86 sprzedawana jest już ponad 7 lat (fot. Szymon Jasina)

Ten artykuł ma 2 strony:

Toyota GT86 (2019) - test

Debiut Toyoty GT86 pamiętam bardzo dobrze. Jako fan popularnych coupe z lat 80. i 90. czekałem na nią z wypiekami na twarzy. W redakcji od razu powiedziałem, że jak tylko pojawi się egzemplarz testowy, to musi trafić do mnie.

Gdy wreszcie wsiadłem za kierownicę, nie zawiodłem się. Tylnonapędowe coupe zostało stworzone do tego, aby dawać maksimum przyjemności kierowcy. Widać było, że tworzyli je tacy sami fascynaci, jak ci, którzy później je kupowali.

Jednak czas mija, a 7,5 roku to w dzisiejszej motoryzacji całe wieki. Przez ten czas nie doczekaliśmy się jeszcze następcy i na razie nie widać go na horyzoncie. Natomiast Toyota GT86 nie zmieniła się praktycznie wcale. Postanowiłem sprawdzić, jak wytrzymuje próbę czasu i czy cały czas warto udać się do salonu japońskiej marki i wyjechać z niego "hachi-roku".

Spotkanie po latach

Mimo fascynacji tym modelem i obiecywaniu sobie, że go kupię, przez ostatnie lata nie miałem w ogóle kontaktu z GT86. Zatem chętnie skorzystałem z okazji, aby przekonać się, jak ten model się zestarzał i jak wypada na tle dzisiejszych nowości. Po odbiorze od razu czekała mnie około 400-kilometrowa trasa, więc był to skok na głęboką wodę, aby sprawdzić, czy stara miłość powróci.

Tak naprawdę wystarczyła minuta. Tylko wsiadłem, zająłem pozycję za kierownicą i od razu poczułem się jak w domu. W epoce SUV-ów miło jest wrócić do czasów, gdy w samochodach (nie tylko sportowych) siedziało się nisko.

Po ruszeniu uczucie bycia w odpowiednim miejscu stało się jeszcze mocniejsze. Rozumiem to, że zaletą nowoczesnych aut jest to, że są lekkie w obsłudze, a do tego starają się wyręczyć, w czym się tylko da. Jednak dobrze zrobiony samochód angażujący kierowcę to wcale nie jest nic przestarzałego. Cały czas powoduje, że nie chce się wysiadać, a podróż jest przyjemnością – choć w zupełnie inny sposób, to poniekąd osiąga ten sam efekt, co auta ekstremalnie komfortowe.

Zobacz również: Wideotest Maserati Ghibli

Nie wiem, czy to nostalgia spowodowana tym, że przypomniałem sobie nie tylko wcześniejsze spotkanie z GT86, ale też dużo starsze auta sportowe z tej półki. Wiem, że znowu całkowicie dałem się uwieść tej toyocie.

Charakter, który nie przeszkadza

Największym zaskoczeniem może być fakt, że rzeczy, które w innych autach pewnie wytknąłbym jako wadę, tutaj nie przeszkadzają. I tak naprawdę trudno mi powiedzieć, czy to dlatego, że pasują do charakteru GT86, czy są po prostu tak idealnie wyważone, że utrzymują się na cienkiej granicy, nie przekraczając jej.

Toyota GT86 nie jest szczególnie przestronna, ale to otulanie kierowcy i pasażera odpowiada za wrażenia podczas jazdy. Jedynie zastanawiam się, czy był sens robienia z tego modelu auta 2+2, gdyż miejsca z tyłu są tak ciasne, że trudno tam kogokolwiek przewieźć nawet w sytuacji awaryjnej – zupełnie nie ma miejsca na głowę i nogi.

To też trochę relikt dawnych czasów, mody na takie rozwiązanie, której nigdy nie rozumiałem. Należy po prostu traktować GT86 jako samochód dwuosobowy i wtedy wszystko jest OK – mamy za fotelami trochę dodatkowej przestrzeni ładunkowej, bo sam bagażnik wielkością nie grzeszy (243 l).

Jednak nie to miałem na myśli, gdyż gabaryty samochodu tej klasy są z góry określone. Chodzi mi o wrażenia podczas jazdy, które trudno na pierwszy rzut oka zakwalifikować jako pozytywne. Przede wszystkim chodzi o pracę zawieszenia. O jego skuteczności napiszę za chwilę. Od razu po ruszeniu zwraca się uwagę na co innego – nie jest ono szczególnie komfortowe. Na nierównościach trzęsie i dziś trudno znaleźć auto o takiej charakterystyce.

Jednak, z jakiegoś powodu, zupełnie mi to nie przeszkadza. Co więcej, byłoby dziwne, gdyby w samochodzie tak skutecznie dającym odczuć swoją mechanikę, było inaczej. Próbuję sobie tłumaczyć, że to nie tylko kwestia nostalgii, ale inżynierowie po prostu znaleźli ten złoty środek, kiedy faktycznie jeszcze nie trzęsie mną na tyle, abym zaczął narzekać.

Podobnie jest z dźwiękiem. Pamiętam samochody sportowe, w przypadku których narzekałem na to, że ich twórcy przesadzili. Wydech brzmiał dobrze, ale już po 10 km stawał się męczący. Tutaj znowu wszystko wydaje się idealnie zbalansowane. Z jednej strony słyszę, że moja prawa stopa zarządza bokserem o sportowym zacięciu, a z drugiej zupełnie mi to nie przeszkadza nawet po kilku godzinach jazdy.

Najważniejsza jest zabawa

No dobrze, ale to wszystko to jednak tylko otoczka dla tego, co w Toyocie GT86 jest najważniejsze, czyli wrażeń za kierownicą podczas dynamicznej jazdy.

Mogłoby się wydawać, że w czasach ponad 300-konnego Volkswagena Golfa, a nawet, żeby tak daleko nie szukać, Toyoty Yaris GRMN o mocy 212 KM, mocy w GT86 jeszcze bardziej będzie brakować niż w dniu premiery. Sportowy samochód, który ma tylko 200 KM? Brzmi trochę jak żart. A przynajmniej jakbym pisał o aucie z lat 90. do którego nawiązuje GT86.

Nadal uważam, że nie zaszkodziłoby, gdyby sportowa toyota była mocniejsza, ale tym razem ten niedobór koni mechanicznych przeszkadzał mi jeszcze mniej. 7,6 s potrzebnych na sprint do 100 km/h czy prędkość maksymalna równa 226 km/h, to wartości wystarczające.

Toyota GT86 nie jest ostrym zawodnikiem, który musi wygrać każdy sprint spod świateł. Tę rolę ma teraz nowa Supra. GT86 zamiast tego ma oferować maksymalną przyjemność z jazdy, angażując kierowcę w każdy jej aspekt.

Wysokoobrotowy bokser pod maską, szpera i napęd na tył to zestaw, który zapewnia dobrą zabawę. I to niezależnie, czy mowa o precyzyjnej jeździe krętą górską drogą, czy wyłączeniu ESP pokonywaniu zakrętów bokiem. A trzeba przyznać, że mimo nie tak dużej mocy i świetnie trzymającemu zawieszeniu Toyota GT86 bardzo chętnie zarzuca tyłem. Nawet przy włączonej "elektronicznej niańce" delikatny uślizg przy zbyt szybko wciśniętym gazie wywołuje uśmiech na twarzy.

To tego dochodzą takie elementy jak precyzyjnie pracujący lewarek skrzyni biegów, twarde sprzęgło, precyzyjny układ kierowniczy czy wreszcie pedały umieszczone tak blisko, aby bez problemu hamować redukując biegi z międzygazem.

Najważniejsza nowość

Kwestia prowadzenia się i frajdy z jazdy nie musiała się zmieniać. Natomiast był jeden element, który najmocniej wskazywał na wiek samochodu – system multimedialny, który nawet w momencie premiery auta nie należał do najlepszych na rynku. W dzisiejszych czasach byłby już zupełnie przestarzały. Na szczęście wreszcie Toyota zdecydowała się na zmianę w GT86 i wprowadzenie system Touch 2. Na polu pokładowej elektroniki zmienia się tyle, że producenci powinni nawet częściej wprowadzać nowości, nie czekając latami czy do liftingu.

Nadal w formie

Nie da się ukryć, że Toyota GT86 ma swoje lata, ale też nadal jednym z niewielu tak prawdziwie sportowych samochodów na rynku na tej półce cenowej. Podstawowa wersja Premium kosztuje 129 900 zł, ale lepiej wyposażona odmiana Premium uzupełniona o system multimedialny Toyota Touch 2 to niewiele większy wydatek – 139 700 zł.

Mowa oczywiście o wersjach z manualną skrzynią biegów. Automat to wydatek dodatkowych 7 tys. zł, ale w przypadku samochodu, jakim jest Toyota GT86, manualna przekładnia to jedyny sensowny wybór. Jej brak odebrałby ducha, jaki kryje się w tej maszynie.

Czy zatem Toyota GT86 po tylu latach nadal jest ciekawą opcją? Z zaskoczeniem stwierdzam, że tak. Ponieważ od początku została stworzona jak samochód w starym stylu, to dzięki temu mijające lata nie mają dla niej takiego znaczenia. To oznacza, że GT86 to dziś nie tylko ciekawa propozycja na rynku aut używanych, ale cały czas ciekawa propozycja w salonie japońskiej marki.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • samochód sportowy w starym stylu
  • napęd na tył
  • właściwości jezdne

Minusy:

  • niezbyt imponująca moc 200 KM
  • niepotrzebne tylne siedzenia
  • we wnętrzu widać wiek samochodu

Obserwuj nas na Instagramie:

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Nowy Hyundai i30 1.0 T-GDI: godny rywal Astry i Golfa Volvo XC60 T8 Polestar Engineered kontra Tatry: górski test plug-ina po fabrycznym tuningu Subaru Forester - leśnik na służbie [test autokult.pl] Toyota RAV4 piątej generacji: sprawdzam, co zmieniło się w najpopularniejszym SUV-ie świata Ford Grand C-Max (2015) 2.0 TDCI 150 Titanium - test, opinia, spalanie, cena Skoda Octavia Scout 4x4 2,0 TDI DSG - marzenie taty [test autokult.pl] McLaren 720S Spider: nic już nie jest niemożliwe Czy to GTI nowej ery? Test Volkswagena Golfa GTE 1.4 TSI Peugeot 5008 1,6 HDi Style - test Nowy Seat Tarraco - (nieco) spóźniona ofensywa z Hiszpanii Chevrolet Camaro Coupé V8 6,2 AT [test autokult.pl] Land Rover Discovery 5 TD6 First Edition - terenowe gran turismo

Popularne w tym tygodniu:

Polska premiera Mercedesa Klasy S. To skromna limuzyna, która szokuje wnętrzem Mercedes-AMG GT R to pierwsze od dawna auto sportowe, którego się bałem. W końcu! Test: Toyota Yaris 1.5 Hybrid Dynamic Force 116 KM - jest droga, ale warta swojej ceny Widziałem Forda Pumę ST na żywo. Chyba zaktualizuje swoją listę życzeń na święta Pierwsza jazda: nowa Kia Sorento ma zalety poprzedniczki i w końcu stała się hybrydą Pierwsza jazda: Škoda Octavia iV, RS iV oraz e-TEC - Czesi idą z prądem Pierwsza jazda: Volkswagen ID.3 zaczyna coś nowego, ale najważniejsze dopiero przed nami Test: Nissan Juke 1.0 DIG-T 117 KM - trendsetter wtapia się w tłum Porsche Panamera: pierwsza jazda odświeżonym modelem. Przykład doskonalenia Test długodystansowy Nissana Leafa: 5 wskazówek, które ułatwią podróż elektrykiem Test: Audi e-tron Sportback 55 quattro - podejście do elektryka nr 2 Test: Polski Fiat 126p vs. współczesny 20-latek, czyli bitwa na pasy i linki