fot. Błażej Żuławski

Kowabunga! Surfujemy na fali Porsche podczas Petro-Surf Festival

Odbywająca się na wyspie Sylt druga edycja imprezy zrzeszającej miłośników chłodzonych powietrzem samochodów Porsche przyciągnęła trzy razy więcej uczestników niż w zeszłym roku. Zabrakło co prawda słynnego Magnusa Walkera, ale atmosfera była przyjacielska i bardzo ciepła. I to pomimo niesprzyjających warunków meteorologicznych - czternastu stopni Celsiusza, deszczu i silnego wiatru.

Nie ma nic zwykłego w imprezie, która odbyła się w pierwszy weekend lipca na północnoniemieckiej wypie Sylt, tuż pod Duńską granicą. Nic dziwnego więc, że wieści o jej drugiej edycji dotarły już nawet do Nowego Jorku czy Australii.

Trzydzieści chłodzonych powietrzem Porsche przecina księżycowy krajobraz wąskiego paska lądu, przypominającego nasz Hel, położonego na zimnym i wściekłym morzu północnym. Ta niezwykła parada, zakończona wystawą, panelami dyskusyjnymi i koncertem (a następnego dnia zawodami Surfingowymi dla chętnych) to właśnie Petro-Surf Festival. Najciekawsze i chyba najbardziej egalitarne zgromadzenie właścicieli samochodów z Zuffenhausen na globie.

No rules, no business cards

"Zasady" są tu właściwie łamane na każdym kroku. Wiele samochodów z duma obnosi się z patyną podeszłego wieku, niektóra nawet z rdzą. Jedne zmodyfikowane są z myślą o weekendowych wypadach na tor, inne na dachach mają bagażniki z deskami surfingowymi, albo — jak w przypadku żółtego G-modelu — czerwony, plastikowy samochodzik dla dzieci przypominający kształtem 911.

Duże i małe Porsche

Zaglądając do środka tych wyjątkowych aut dostrzec można nietypowe szczegóły. Na przykład wykonaną ze starych deskorolek, okrągłą gałkę zmiany biegów z napisem Y-E-E-E-H-A w miejscu numerów przełożeń (inspiraowaną słynną Carrerą GT), torbę na narzędzia przerobioną z torebki Louis Vuitton, czy fabryczny zawór do gazu, którym właściciel reguluje ciśnienie doładowania w swoim 930 Turbo.

To samo w sobie mówi już wiele o tym, jacy ludzie spotykają się podczas tego wydarzenia. Każdy z nich ma chociaż jeden samochód sportowy marki Porsche, do którego pała miłością, a emanacją tego uczucia ma być sposób w jaki odciska na nim swoją osobowość przerabiając go. Do tego potrzebne są czas i wyobraźnia, a przede — jak mówią uczestnicy — wszystkim wiedza dotycząca tego czego się nie chce, bardziej niż świadomość tego czego się chce.

Nic dziwnego, że nie jest to miejsce dla typowych właścicieli Porsche, którzy uważają ten samochód wyłącznie za symbol potwierdzający status społeczny - dentystów, prawników i menadżerów funduszy hedgingowych. To królestwo trampek Vans, tatuaży, czapeczek i wszelkiej maści street-wear'u.

Zobacz również: Porsche 911 Carrera S - wydech

Na zorganizowanym na otwarcie festiwalu barbecue, które odbywa się w wyjątkowym salonie Porsche Auf Sylt, DJ gra m.in. "Regulate" Warrena G. W kubełkach oprócz szampana znajduje się pięć rodzajów rzemieślniczego piwa.

Gałka zmiany biegów inspirowana tą w słynnej Carrerze GT

Co Porsche ma wspólnego z Surfingiem?

Okazuje się, że dużo. Jeden z organizatorów festiwalu, Angelo Schmidt twierdzi: "Na desce surfingowej, podczas jazdy na fali, szukam takiej samej perfekcyjnej linii, co podczas jazdy samochodem pomiędzy dwoma następującymi po sobie zakrętami". Nawet jeśli nie akceptuje się tego tłumaczenia trzeba przyznać, że uczucie przyspieszenia, którego się doznaje w tych samochodach, podobnie jak surfing z pewnością powoduje podniesienie się poziomu adrenaliny w systemie nerwowym.

Organizatorzy Petro-Surf, Angelo Schmidt i Ken Hake znają się od dziecka i obydwaj oddali życie Surfingowi. Obydwaj pochodzą z Sylt. Pierwszy z nich prowadzi na wyspie szkołę surfingu, poświęcając się zawodowo tej dyscyplinie, drugi po tym jak został surfingowym mistrzem Niemiec, przez klika lat mieszkał w Kalifornii gdzie zetknął się z kulturą modyfikowanych Porsche w stylu "outlaw" i imprezami z cyklu Cars and Coffee oraz Lufgekhult.

Po powrocie do Niemiec założył w Hamburgu własną markę odzieżową "Marine Machine", łączącą miłość do aut z miłością do deski i kupił pierwsze własne Porsche: model 930, 911 3.2 Carrera.

Petro-Surf to rodzinna impreza, a Porsche to rodzinny samochód

— Pasję do Porsche odziedziczyłem po ojcu — mówi Hake — Był jedną z pierwszych osób na wyspie, która miała taki samochód, ale nie był to dla niego symbol statusu, bardzo ciężko na nie pracował. Był rok 1963 i był to model 356 Super ze słynnym silnikiem Fuhrmanna. Moje pierwsze wspomnienie dotyczące tego auta jest zresztą dosyć bolesne. Jego drzwiami przytrzasnąłem sobie palce. Tego bólu nie zapomnę do dziś — śmieje się Ken.

Charakter Petro-Surf polega właśnie na wspomnieniach (choć nie koniecznie tego typu) i momentach doświadczanych z różnymi modelami Porsche. Chodzi o wymianę spostrzeżeń i inspiracji. Wszyscy uczestnicy są bardzo mili i otwarci. Dzięki nim normalnie snobistyczna wyspa, na której swoje rezydencje mają niemieccy milionerzy zmienia zupełnie swoje oblicze. Pomimo padającego deszczu i porywistego wiatru ma się wrażenie, że przebywamy gdzieś na słonecznym, zachodnim wybrzeżu USA.

"Moje" 930 Turbo i samochody uczestników Petro-Surf

Chodzi o ludzi

Do festiwalu dołączam dzięki uprzejmości marki Porsche. Mogę poczuć jego atmosferę "od środka" biorąc udział we wszystkich aktywnościach, do jakich dostęp mają pozostali uczestnicy, dzięki temu, że na ten czas zasiadam za kierownicą kultowego "widowmakera" czyli Porsche 930 Turbo z 1989 roku.

To tzw. "slant-nose", czy też "flat-nose". Samochód, który na specjalną prośbę można było przerobić w fabryce, gdzie dział "napraw" demontował standardowe światła i błotniki i montował niższe, bardziej płaskie elementy, wzbogacone o wysuwane reflektory typu "pop-up" z modelu 944, które zmniejszały opór aerodynamiczny pojazdu. Przy okazji wkładano większe Turbo i samochód zyskiwał dodatkowe 30 koni.

Slant-Nose

Mechanik z Porsche Classic, który tłumaczy mi do czego służą poszczególne, poukrywane w dziwnych miejscach guziczki, dodane jakby post-factum, bez większej logiki, mówi: "Do 3500 obrotów ten samochód jedzie, jakby miał sto koni. Przy 3501 obr. ma już ich 330! Proszę cię, uważaj na tę granicę. Szczególnie w zakrętach. Szczególnie w deszczu".

Nie mogę powiedzieć nic poza tym, że ma racje. Ten samochód jest straszliwy. Na wyspie obowiązuje ograniczenie do 70 km/h ale istnieją na niej zupełnie nieuczęszczane, puste drogi pomiędzy wydmami, gdzie szybko przekonuje się o słuszności jego słów. 0–100 km/h zajmuje 5 sekund. To niby dużo w obliczu różnych rozpędzających się do "setki" w 3 sekundy współczesnych samochodów, takich jak A45 AMG, ale sposób w jaki moc przyrasta w tym Porsche wprost powala na kolana.

Pełne guziczków wnętrze 930 Turbo. Jest radio na kasety i CD oraz "pilot" na kablu do sterowania całością

Najpierw rzeczywiście nie dzieje się nic. A potem… jest tak, jakby wystrzelono nas z procy. I już prędkościomierz pokazuje 140 km/h, co dzieje się nie wiem właściwie kiedy… dobrze, że na wydmach nie ma nikogo i tylko wysokie trawy są świadkiem moich wybryków. Na marginsie — auto rozpędza się do maksymalnej prędkości 275 km/h.

Wyobrażam sobie sytuacje, w której np. jadąc w lekkiej mżawce po autostradzie, z prędkością 140 km/h zapominam na sekundę o przeobrażającej Dr. Jekylla w Pana Hyde'a granicy obrotów i jadąc w łuku jednak ją przekraczam. Choć 930 ma idealnie precyzyjny, najbardziej bezpośredni układ kierowniczy, jaki zdarzyło mi się trzymać w rękach, na reakcje mam milisekundy (samochód jest bardzo krótki).

Oczywiście spóźniam kontrę. Potem panikuje i zdejmuje nogę z gazu. Umieszczony "w złym miejscu" silnik działa jak wahadło i opuszczamy drogę tyłem. Ginę w kuli ognia. Tak. Ten samochód to zdecydowanie "widowmaker". Wielu yuppie przekonało się o tym na własnej skórze.

Tajemnicą poliszynela jest to, że tylny spoiler zwany "whale tale" (ogonem wieloryba) świetnie sprawdza się jako stolik piknikowy

Wyobrażam sobie, jak jeździ inne imponujące Turbo, które pojawiło się na festiwalu — należąca do Gianniego Fillippo replika 964 w barwach Wranglera (zreinterpretowanych przez właściciela), która oprócz większego turbo ma regulowane doładowanie (to ten zawór od rury) i nie dmucha, jak moje 0,8 bara, tylko wspomniane wcześniej 1,2. Gianni używa go na wypady na tor.

Podobnie robi Ken, który w swój samochód, oprócz klatki bezpieczeństwa i kubełkowych foteli Recaro wmontował półkę swojego własnego pomysłu, dzięki której mieści do środka do trzech, trzymanych pasem bezpieczeństwa desek surfingowych.

Są tu też inne perełki. 912 z silnikiem z 3.0 SC, którego wszystkie koła zostały wymienione na koła zapasowe z modelu 965, polakierowane proszkowo na kolor nadwozia (auto ma milion innych modyfikacji, na których opisanie nie ma tu miejsca).

Na jednej z nalepek z boku tego auta pod logo Rolls-Royce'a napisane było "Rolls-Raus"

Jest też moje marzenie — czyli 964 RS w kolorze Ruby Red i przepiękny, odnaleziony w stodole pomarańczowy Speedster, którym Ed Parlett ścigał się po wszystkich torach wyścigowych wschodniego wybrzeża USA.

Samochód wyremontowany mechanicznie, ale pod kątem wyglądu zachowany w stanie oryginalnym. Obok niego dakarowe 953 w barwach Rothmansa i wczesne 911 oklejone charakterystycznymi symbolami słynnego zespołu Brumos Racing.

Jednak, jak już wcześniej wspominałem, w Petro-Surf nie chodzi o samochody a o ludzi. To oni stanowią o wyjątkowej atmosferze tego wydarzenia.

Czas spędzony wspólnie na dyskutowaniu o samochodach, architekturze czy nawet tematach ryzykownych takich, jak nasza trudna, wspólna, polsko-niemiecka historia, rozmowy prowadzone nad bezalkoholowym piwem (które tutaj jakoś smakuje lepiej) i bułką z krabem sprawiają, że chętnie odwiedzę Petro-Surf za rok.

Nawet jeśli Porsche nie da mi kolejnego potwora do pojeżdżenia, a mam na oku czerwone 959…

Obserwuj nas na Instagramie:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Relacje:

Łapiąc światło - śląskie plenery i nowa Toyota RAV4 Motorrad Days – największy na świecie zlot fanów motocykli BMW Goodwood Festival of Speed 2019. Eklektycznie znaczy dobrze American Cars Mania 2019. Nasza relacja z największego w Polsce zlotu amerykańskiej motoryzacji Caravana Go Romania – 3000 km, 10 dni i mnóstwo przygód Odkrywamy tajemnice nowego Forda Pumy wraz z jego twórcą Mustang Bullit. Jest świetnie, ale nie tak dobrze, jak napisał Mariusz Zmysłowski Optymalizacja kosztów w firmie jest jak… dieta. Nie oznacza tylko oszczędności Varsopolis 2019: polski konkurs elegancji z prawdziwego zdarzenia 15 lat temu bezpieczeństwo oznaczało coś zupełnie innego. Sprawdziłem to na autodromie Škody Wyniki 24h Le Mans 2019: to nie był spektakl jednego aktora 24h Le Mans 2019 - relacja na żywo Mercedes-Benz Safety Experience już działa. Przekonałem się, że każdy wyniesie z tych szkoleń coś dla siebie Opel idzie w elektryki, ale to nie jedyna ścieżka. O przyszłości marki z Frankiem Jordanem Mille Miglia w Polsce? W wakacje możesz wziąć udział w podobnej imprezie Premiera na otwarcie salonu. W McLaren Warszawa mogłem z bliska zobaczyć nowego GT 5 prostych rozwiązań, które uwielbiamy w samochodach IV Zlot Mitsubishi w Mrągowie był inny niż wcześniejsze Enrico Fumia w szczerym wywiadzie. Po latach współtwórca Multipli ujawnia prawdę o pracy dla Fiata w latach 90. 50 tys. zł i jesteś kierowcą wyścigowym. Przez chwilę byłem jednym z nich Historia systemów GPS - ściśle tajne wojskowy projekt, który dziś każdy nosi w kieszeni Telematyka - wpływa na bezpieczeństwo pracowników i twojej firmy Mille Miglia 2019 w obiektywie Filipa Blanka 7 rzeczy, których dowiedziałem się po przejechaniu 1800 km po Europie autem elektrycznym

Popularne w tym tygodniu:

Pojechałem na 4. Śniadanie i Gablotę w 306-konnym BMW. Chyba zaniżałem średnią moc