Fot. Błażej Żuławski

Łapiąc światło - śląskie plenery i nowa Toyota RAV4

Misja nie jest prosta. Znalezienie, jak najlepszych miejsc do sesji, którą realizować będziemy wspólnie z Toyotą. Fachowo, takie rozpoznanie terenu do zdjęć nazywa się po angielsku "scouting". Polega na znalezieniu właściwych plenerów stanowiących atrakcyjne tło dla pokazywanego produktu, pokazujących i podkreślających jego cechy. W naszym przypadku, to także okazja do zapoznania się z najnowszym SUV'em Toyoty.

Uwaga. To nie będzie typowy test samochodu. To właściwie nie jest wcale test, ale będzie się można dowiedzieć kliku rzeczy o najnowszej Toyocie RAV4 - a sądząc po tym, że pierwszego dnia jazdy nią cztery osoby zaczepiły mnie, by zapytać "jak ta Toyotka" (w tym jednojajowi bliźniacy i mój sąsiad, który nie pyta o żaden inny samochód, jaki stawiam w garażu nawet jeśli jest warty dużo powyżej miliona złotych) - wiedza ta może okazać się przydatna i pożądana… także zostańcie ze mną.

Prolog

Z Filipem Blankiem spotykamy się po godzinach w redakcji Autokultu. Za zadanie mamy zaplanowanie jednego dnia zdjęciowego najnowszej Toyoty RAV4 pokazującego maksymalną liczbę jej cech. Nie tylko aspektów estetycznych. Nowego wyglądu, detali zewnętrznych czy wnętrza, ale także oddanie ducha czy też "filozofii", jaka przyświecała inżynierom, którzy skonstruowali ten samochód.

Nowe RAV4

Pokazanie go, jako wszędobylskiego SUV'a, który daje swojemu właścicielowi pozarozumowe poczucie swobody, nawet jeśli nigdy nie skorzysta on ze zwiększonego prześwitu czy napędu na cztery koła w sytuacji jazdy po bezdrożach. A jednocześnie, podkreślenie nowoczesności auta, zaawansowania technologicznego i satysfakcji z jego prowadzenie. Zaprezentowanie jego pozostałych, utylitarnych cech. Oszczędnej i dynamicznej hybrydy, bezpiecznej i dobrze wykonanej.

Wszystko to wyłącznie za pomocą zdjęć. Na tym polega przecież reklamowanie samochodu za pomocą obrazów — np. w prasie. Krótki wizualny komunikat, który od razu uruchamia odpowiednie skojarzenie i jakieś pasujące do niego hasło. My jednak nie zajmujemy się "copywritingiem", czyli wymyślaniem sloganów. Mamy przygotować zdjęcia, a to samo w sobie nie jest proste.

Do zadania podchodzimy z ponad normatywną starannością. Poza sesjami, która powstają podczas prezentacji prasowych samochodów, podczas których producent zazwyczaj wysyła dziennikarza, będącego jednocześnie fotografem, do jakiegoś atrakcyjnego wizualnie kraju w celu zaznajomienia się tego ostatniego z autem i wykonania mu zdjęć (z czego powstają np. nasze pierwsze jazdy), nasze zwyczajowe sesje są planowane bez konkretnej metody.

Generator kurzu

Co to znaczy? Chociaż zawsze staramy się dostarczyć wam zdjęcia jak najlepszej jakości, wszystko zależy od ilości czasu, w jakim dany samochód pozostaje do naszej dyspozycji. A także od budżetu, pogody, inwencji własnej fotografa i ilości czasu, jaki może przeznaczyć na ich wykonanie. Efekty są różne — od spektakularnych fot, po te zupełnie przeciętne, będące jedynie ilustracjami ukazującymi dane auto, po to by czytelnik nie musiał czytać bloku tekstu pozbawionego zdjęć.

Tym razem będzie inaczej - najpierw zaplanujemy miejsca do sesji, pojedziemy w nie i zrobimy w nich wstępne zdjęcia, a potem dopiero uruchomimy właściwą "produkcję", dzięki której powstaną docelowe obrazy. Nasze fotografie- te scoutingowe — przywieziemy ze sobą wyłącznie w celu potwierdzenia przedprodukcyjnego, który plener "działa", a który nie. Często pewnych rzeczy nie da się wyobrazić dopóki się ich nie zobaczy.

Ekologiczny SUV i energia odnawialna - świetna para!

Naszą podróż planujemy najpierw palcem po mapie. Decydujemy się na Katowice i Beskid Śląski. Mazowsze jest nudne i płaskie, a Warszawa zawalona samochodami i zakorkowana. Choć pełna dobrej architektury, to raczej biurowej, znajdującej się w prywatnych rękach, takiej którą ciężko wyłączyć z codziennego użytkowania po to, by jacyś kolesie mogli zrobić zdjęcia auta przez cały dzień.

Co innego w innych metropoliach — często znajdujących się poza utartym turystycznym szlakiem, ale mających wiele do zaoferowania.

W ostatnich latach Katowice przeszły prawdziwą metamorfozę, dzięki nowym inwestycjom takim, jak Muzeum Śląskie, NOSPR (siedziba Narodowej Orkiestry Polskiego Radia) oraz MCK (Międzynarodowe Centrum Kongresowe). Do tego w mieście tym znajdują się klasyki modernistycznej architektury międzywojennej i powojennej (np. słynna Superjednostka), brutalistycznej (Spodek, Dworzec PKP) no i jeszcze do tego Szczyrk znajduje się o rzut beretem. To jedziemy.

Nie widze dokąd mam jechać...

R jak realizacja

Na południe ruszamy w dwa samochody. Będziemy też musieli pokazać nasze RAV4 w ruchu — drugie auto jest więc niezbędne do wykonania tzw. zdjęć "car-to-car", czyli tzw. "tracking shots" (zdjęć śledzących). Wyjeżdżamy z Warszawy i… natychmiast zaczynam żałować, że zdecydowaliśmy się na Katowice.

Elegancka, dwukolorowa wersja Selection

Powstający ciąg dróg S8 i A1 nadal przypomina wielki plac budowy. Do Radziejowic jedziemy dramatycznie wolno. Podobnie będzie na odcinku między Piotrkowem a Częstochową, praktycznie stojącym w korku. Jadąc w ślimaczym tempie mam za to okazje rozejrzeć się po samochodzie.

Pomijając zmiany estetyczne i jakościowe, jakie zaszły w kabinie (już poprzednia generacja RAV4 ostro odcinała się pod tym względem od nudnawych poprzedników) przede wszystkim cieszy możliwość zajęcia właściwej i wygodnej pozycji za kierownicą.

W poprzednich generacjach RAV'ki oś kierownicy poprowadzona była odrobinę za nisko (a ja naprawdę nie jestem wysoki!). Pomimo regulacji w dwóch płaszczyznach nie dało jej się ustawić w poprawny sposób — czyli tak, by dłonie położone "za piętnaście trzecia" na kierownicy i nasze ramiona znajdowały się w jednej linii.

This is 20. Jak przez ostatnie 20 lat zmienił się świat?

Moda na czerpanie z lat 90. sprawia, że czujemy, jakbyśmy mieli do czynienia z odległymi czasami. Cofając się do roku 1999 łatwo zauważyć, że choć…

Teraz problem zniknął. Kierowca nie góruje już nad deską rozdzielczą i wolantem niczym Guliwer, a siedzi w kabinie w taki sposób, że czuje się częścią samochodu. Do tego wygodne siedzenie oferuje bardzo dobre trzymanie boczne (może też być podgrzewane), ale o tym później. To nie znaczy jednak, że w RAV4 siedzi się nisko, jak w samochodzie sportowym.

Tak się kończy zabawa w piaskarni...

Nie po to kupujemy SUV'a, by nie widzieć drogi z pewnej wysokości, ale kupujemy go też ze względu na pierwsze słowo, które składa się na skrót "Sports Utility Vehicle". A nie można mówić o sporcie, gdy w aucie siedzi się, jak na krześle arbitra turnieju tenisowego.

Nowa, jeszcze bardziej kanciasta RAV4 jest nie tylko większa w środku od poprzednika (imponuje ilość miejsca na nogi z tyłu), ale także bardziej stylistycznie zdecydowana. Nawet jeśli komuś nie przypadną do gustu jej kształty nie można jej odmówić charakteru. Oko cieszą także małe detale, jak duże obłożone gumą pokrętła klimatyzacji, czy ta sama przyczepna guma, którą od wewnątrz oklejono uchwyty do zamykania drzwi. Do tego spory, ośmiocalowy ekran systemu infotainment i indukcyjna ładowarka smartfona, a także przyjemnie grające audio marki JBL.

Gdzieś w drodze

Niezaplanowany przystanek

W korku poruszamy się głównie na silniku elektrycznym, więc w aucie panuje miły spokój przerywany jedynie co bardziej energetyzującym kawałkiem z playlisty "Odkryj w tym tygodniu". Gdy droga wreszcie się odblokowuje dodaję gazu.

Kolejne zaskoczenie — RAV4 naprawdę żwawo przyspiesza. W wersji z napędem 4×4 ma 222 konie (w tej, którą jedziemy ma napęd na przód i 218 KM) i chociaż 8,1 sekundy do setki w dzisiejszych czasach nie wydaje się niczym nadzwyczajnym warto przypomnieć, że niespełna dekadę temu gorsze osiągi miały samochody uważane za sportowe (np. Twingo RS Cup przyspieszało w 8,7 s. do 100 km/h). W mieście wystarczy chwila nieuwagi i można popaść w poważne tarapaty.

Czasami spontanicznie odnalezione miejsca okazują się najlepsze!

Po przełączeniu trybu jazdy z Eco na Sport, RAV4 charakteryzuje się bardzo szybką reakcją na gaz (to w końcu silnik wolnossący o pojemności 2,5 litra) i jeszcze bardziej imponującą elastycznością. Toyocie wreszcie udało się też okiełznać bezstopniową skrzynie biegów, która do tej pory zrażała wielu ludzi do hybrydowych odmian jej samochodów.

Teraz naprawdę czuć, że wszystkie elementy współgrają ze sobą w sposób idealny (mamy też oszukane "biegi", by całość zespołu napędowego nie wyła w irytujący sposób). Nowy SUV Toyoty pozwala więc na jednocześnie szybką i dynamiczną jazdę, ale wprowadzone zmiany nie generują wysokiego spalania.

Planowanie trasy

W tej trasie, także tej powrotnej, okazało się też, że wyeliminowano kolejną bolączkę hybryd. Podwyższone zużycie paliwa podczas jazdy poza miastem, gdy silniki elektryczny nie pełnią już tak ważnej roli w rozpędzaniu czy też napędzaniu auta. W czasie, który spędziliśmy razem, nowa RAV-ka spaliła między 6,1 a 6,5 litra benzyny (cykl mieszany). W tej podróży, podczas której pokonaliśmy trochę ponad 1000 km tankowałem ją dosłownie raz!

Zanim to jednak nastąpiło, gdy stałem na światłach i przeglądałem Googe Maps, rzuciła mi się w oczy dziwna, duża, biała plama piasku, znajdująca się w pobliżu zaplanowanej przez nas trasy. Położona w okolicach Bełchatowa. Chociaż nie braliśmy po uwagę przystanków po szybkiej konsultacji przez krótkofalówkę postanawiamy sprawdzić to miejsce. Okazuje się strzałem w dziesiątkę! Biały miałki piasek przypominający dakarowy fesz-fesz i wiatraki generujące energię elektryczną podkreślają charakter tego samochodu.

Robimy zdjęcia i jedziemy dalej.

Uroczy Nikiszowiec nijak nie pasuje do naszej Toyoty...

Zdjęcia właściwe

Do Katowic docieramy wieczorem. Winne temu nie nasze Toyoty, a późna godzina wyjazdu z Warszawy Mieszkamy w apartamentach na Nikiszowcu. To chyba najbardziej malownicza dzielnica miasta. Rzędy ceglanych budynków, zbudowano dla pracujących w pobliskiej kopalni górników. Niewielkie urocze podwórka, centralny plac z kościołem, czerwone okna i parapety — niegdyś utylitarna dzielnica-sypialnia, dzisiaj perełka architektury coraz mocniej zgentryfikowana w miarę otwierania się nowych kawiarni, restauracji i apartamentów. Czy zaburza to autentyczny charakter dzielnicy? Nie nam osądzać.

Początkowo myślimy, że Nikiszowiec może stanowić fajne tło do zdjęć. Trochę na zasadzie kontrastu z naszym samochodem. Jednak gdy stawiamy tu białą, technokratyczną RAV'kę zauważamy, że nie pasuje ona wcale do nostalgicznego wizerunku dzielnicy. Decydujemy się więc odpuścić Nikischschacht i skupić się na nowoczesnej architekturze centrum Katowic. Ale to dopiero następnego dnia o świcie.

Pod niesamowitym MCK'iem

Pobudka o 4 rano. Mamy intensywny dzień przed sobą. Myjemy auto i jedziemy do centrum miasta. Pierwsze zdjęcia? Na parkingu, z którego widać część niesamowitych, szklanych kubików doświetlających podziemne (a jakże!) Muzeum Śląskie. Niesamowity widok. Nasza RAV4, wyciąg szybowy kopalni, ceglane budynki, stal, szkło i słynne gwiazdy, czyli bloki osiedla Walentego Roździeńskiego. Genialna scenografia.

Po chwili przemieszczamy się pod pobliski NOSPR. Przypominający kostkę ceglany budynek, którego ceglana fasada poprzecinana jest wąskimi otworami, cofniętych, gigantycznych okien. Bryła, która działa jak wizualny magnes. Odsuwamy się jednak od niej — jest zbyt ciężka i mocno dominuje nad autem.

Pod NOSPR - kładka dużo lepiej pasuje do samochodu niż sam budynek

Zdjęcia robimy na rondzie pod budynkiem — skupiając się bardziej na fontannie, znajdującej się na jego środku i betonowej kładce, poprowadzonej nad ulicą, łączącej NOSPR z terenem MCK.

Jej połamana, betonowa struktura, zdecydowanie bardziej organiczna niż geometryczna cegła sali koncertowej, dużo lepiej komponuje się z mnogością ostrych, niespokojnych linii na nadwoziu Toyoty. Podobnie, jak połamany, kanciasty i czarny jak smoła budynek Międzynarodowego Centrum Kongresowego — zaprojektowany przez słynną warszawską pracownie JEMS.

Jego kształt to coś pomiędzy reprezentacją nieregularnej, leżącej na ziemi hałdy węgla, świątynią majów ze schodami do nieba, a nowoczesnym miejskim parkiem (budynek ma na dachu ogród).

W tle wyciąg szybu będącego częścią Muzeum Śląskiego w Katowicach

To prawdziwe arcydzieło wyrastające nie tylko w sposób fizyczny z tkanki miasta, co z jej historii. Niski, pełzający po ziemi budynek, stoi w kontraście do mierzącego w niebo brutalistycznego, betonowego Spodka. Trzeba przyznać, że ta część miasta się Katowickim planistom wspaniale udała. Cztery zupełnie różne, ale wspaniale koegzystujące ze sobą budynki będące prawdziwymi wizytówkami metropolii, wszystkie w zasięgu wzroku. A to jeszcze nie koniec, bo planowane są kolejne inwestycje.

W Góry

Zdjęcia w "Kato" kończymy szybkim przejazdem obok Superjednostki. Ten imponujący pod kątem estetycznym blok, podobnie jak nadwozie naszej RAV4 wprost poraża bielą. Szybko orientujemy się, że nie ma jednak jak się pod nim zatrzymać — zdjęcia bez zamykania ulicy odpadają. Po przerwie na śniadanie i drzemkę (w ciągu dnia i tak jest brzydkie, ostre światło) ruszamy na południe. Przez Tychy i Bielsko Białą docieramy do Wisły.

Przez Salmopol do Szczyrku

Teoretycznie mieliśmy zacząć od Szczyrku, ale Filip, który zna te tereny jak własną kieszeń mówi, że asfalt przełęczy Salmopol jest równiejszy gdy jedzie się od strony Wisły. Zatrzymujemy się żeby na masce samochodu technicznego (też hybrydowej Toyoty — modelu Camry) zamontować "rig" pomysłu Filipa.

To właściwie statyw, który montuje na trzech przyssawkach do maski samochodu, by móc bez ryzyka, wyzwalając aparat zdalnie robić zdjęcia samochodu w ruchy. Daje on co prawda mniej wygodną możliwość przekadrowywania, ale za to nie trzeba wisieć poza autem w trakcie jazdy, co jest nielegalne i niebezpieczne.

Szuter i bezdroża to dla RAV4 żaden problem

Na krętej drodze odkrywam kolejne oblicze RAV4. Ten samochód potrafi jeździć po zakrętach! Podwozie pracuje w sposób przewidywalny, a układ kierowniczy stawia przyjemny opór i oferuje naprawdę sporo czucia. Poprzednie generacje tego nie miały! Prowadzenie pierwszej RAV4 przypominało raczej mieszanie łyżką w jogurcie.

Salmopol przejeżdżamy dwa razy, a tuż potem ruszamy w góry. Dosłownie. Znajdujemy małą ścieżkę prowadzącą przez las i już po chwili suniemy pod kątem 35% po kamienistej polanie, która okazuje się nieużywanym poza sezonem stokiem narciarskim.

Król Gór!

Słońce powoli chyli się ku zachodowi. To idealne warunki do zdjęć. Piękna lokalizacja, przestrzeń, perspektywa powietrzna i ciepłe światło. RAV4 dziarsko pnie się na sam szczyt góry, skąd rozciąga się fenomenalny widok na okolice. To prawdziwy SUV — sportowy i utylitarny (a także nadal oszczędna i bezpieczna hybryda).

Pod dyktando Filipa jeżdżę po zboczu w górę i w dół ustawiając auto, bez cienia wątpliwości czy nie przytrę gdzieś spodem. Na koniec wbijamy pinezkę w mapę telefonu, by dokładnie oznaczyć anonimowe zbocze. Chcemy tu móc trafić w przyszłości, gdy przyjdzie czas docelowych zdjęć. Ale najpierw musimy wrócić do domu.

Ostatnie zdjęcia dnia i do domu

Wracamy z poczuciem dobrze wypełnionej misji. Zmęczeni ale spokojni (RAV4 samo pilnuje pasa ruchu i zahamuje jeśli wykryje zagrożenie, więc nie przejmuje się też moją lekką "zamułką" spowodowaną wczesną pobudką). Jedziemy okrężną drogą, przez Kielce, bo podczas tej wyprawy tylko trasa S8 i powstająca autostrada A1 pozostawiają, póki co, wiele do życzenia…

Artykuł powstał we współpracy z Toyota Motor Poland

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Relacje:

Jak najszybciej dojechać z Warszawy do Gdańska? "Wyścig" Škody Kodiaq z pociągiem Przyszłość już dziś. Wywiad z Neilem Fiorentinosem o tym, jak BMW zmienia oblicze polskiej elektromobilności "I cóż, że ze Szwecji?" - spojrzenie na nowe Volvo XC60 w wigilię jego polskiej premiery Roadtrip po Europie? Czemu nie. Tylko jakim autem? Audi Q5 po Szwajcarii: w górach Wielki Test Flotowy 2014 - relacja American Cars Mania 2019. Nasza relacja z największego w Polsce zlotu amerykańskiej motoryzacji Mike Brewer i Edd China z Wheeler Dealers odwiedzili Polskę [relacja autokult.pl] 33. GTI Treffen am Wörthersee - Škoda Citijet & Yeti Extreme [galeria] Kia Platinum Cup na Autodromie Most: wyścig z piorunami w tle Nowy Opel Astra (2015) – polska premiera i ceny BMW iFE.18 to ważna premiera nie tylko dla fanów Formuły E. Od niego zależy przyszłość BMW i

Popularne w tym tygodniu:

Gigant zmienia kierunek: wszystko, co powinniście zrozumieć w ruchu Toyoty