Kia Proceed 1.4 T-GDI: gran turismo za rozsądną cenę

Po udanym Stingerze, Proceed jest już kolejnym modelem Kii, który przybliża ekskluzywny typ nadwozia szerszej grupie odbiorców. Smukły shooting brake wygląda na świetnego kompana na trasy. Sprawdźmy, jak sprawdzi się w podróży po górskich serpentynach Austrii.

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)

Ten artykuł ma 2 strony:

Kia Proceed 1.4 T-GDI GT Line (2019) - test, opinia

W Kii wiele osób dobrze wykonuje swoją robotę, ale szczególne słowa uznania należą się Gregoremu Guillame. Kieruje on centrum designu tej koreańskiej marki we Frankfurcie nad Menem i zawodowo zajmuje się wprawianiem producentów droższych aut w zakłopotanie. To w końcu z jego biura wyszły projekty przystępnych cenowo modeli Kii, które na ulicy robią szał godny konkurentów ze świata premium.

Przełomowym modelem pod tym względem jest produkowane od 2017 roku duże czterodrzwiowe coupe Stinger. Bardzo szybko po nim pojawiła się zapowiedź kolejnego mocnego uderzenia w motoryzacyjny establishment. Jeszcze jesienią tego samego roku na targach we Frankfurcie Kia zaprezentowała koncepcyjnego czerwonego shooting brake'a o urzekających liniach. Dość zaskakująco model ten wystąpił pod nazwą Proceed, która przy dwóch poprzednich generacjach cee'da była zarezerwowana dla sportowego, trzydrzwiowego hatchbacka.

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)

Popularność aut tego typu w ostatnich latach jednak spadła, za to shooting brake'i, czyli nastawione bardziej na styl niż funkcjonalność kombi z opadającą linią dachu, mają szanse stać się kolejnym dużym trendem w przemyśle motoryzacyjnym po czterodrzwiowych coupe. Takimi ekskluzywnymi kombi może się już pochwalić w swojej ofercie wielu producentów z segmentu premium. Przed Kią wprowadzenia takiego samochodu na rynek nie podjął się jednak żaden z wolumenowych producentów.

Podobnie jak Stinger, tak i nowy Proceed pozostaje więc modelem właściwie bez konkurencji. W jego przypadku pytanie przed zakupem brzmi więc nie "czy wybrać go zamiast rywala" ale "czy takie auto w ogóle ma sens". Taki shooting brake jest w moim oczach duchowym następcą modeli typu GT: wyróżniających się efektownym nadwoziem i podwoziem o sportowym zacięciu, ale jednocześnie dość wygodnych i pojemnych, by idealnie sprawdzić się w długiej podróży. By się przekonać, jak Proceed spełnia się w roli współczesnego wozu GT dla mas, sam go w taką długą podróż zabrałem: na górskie drogi austriackiej Styrii.

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)

Funkcjonalność: nie tak źle, jak sugeruje nadwozie

W trasie szybko udało mi się ustalić jedną rzecz: Proceed robi wrażenie swoim wyglądem nie tylko na mnie, ale i na innych użytkownikach drogi, którzy odwracali głowy za rzadko widzianym jeszcze modelem. Ze stylowymi proporcjami, pochyloną klapą bagażnika i linią świateł biegnącą przez całą szerokość tyłu (a pomimo stosunkowo skromnych, siedemnastocalowych alufelg, białego lakieru i znaczka) ta Kia wygląda na drodze jak, wybaczcie górnolotność porównania, pomniejszone Porsche Panamera Sport Turismo.

Zobacz również: Od szkody całkowitej do nowego auta w 10 dni. Sprawdzamy, jak to możliwe

W podobieństwie do najdroższego kombi na polskim rynku zarówno twórcy Proceeda, jak i klienci nie będą widzieli nic złego. Co ważniejsze, fakt ten pokazuje, jak daleko poszedł do przodu design tej koreańskiej marki i jak bardzo dopracowany jest wygląd tego modelu. Ze zwyczajnym kombi prezentowana wersja nadwozia dzieli w tylko maskę i przednie błotniki. Ma także jego rozstaw osi (całkiem słuszne 2,65 m, tylko 3,6 cm mniej od Skody Octavii Combi), ale poza tym widać, że styliści mieli wolną rękę.

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)

Co zaskakujące, ich beztroskie podejście do tematu nie odbiło się szczególnie boleśnie na funkcjonalności wnętrza. Proceed jest o 4 cm niższy od swojego zachowawczego odpowiednika i oferuje o 5 cm mniej miejsca na głowę (i jeszcze mniej, gdy dobierze się panoramiczny szklany dach, tak jak w testowanym egzemplarzu). Z tyłu jest nawet mniej miejsca niż w Ceedzie hatchbacku, choć nadal komfortowo mieszczą się tam osoby mierzące blisko 180 cm. Najlepiej wypada bagażnik, któremu niewiele brakuje do najpraktyczniejszych kombi tej klasy. Przy pojemności 594 l traci on tylko 11 litrów do VW Golfa kombi i 31 l do… rekordowego w tej klasie Ceeda SW.

Obiektywnie trzeba zauważyć, że pewne kompromisy wynikające z szaleństw projektantów są obecne. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to mocno ograniczona widoczność przez krótką i wąską tylną szybę. Pojemność bagażnika powyżej dolnej linii okien jest mniejsza niż w typowym kombi. Stosunkowo niewielki jest także sam otwór załadunkowy, ograniczony głównie przez wysoko poprowadzony próg . W ogólnym rozrachunku Proceed to jednak samochód, który nadal można wybierać jako pierwszy w rodzinie i nie odczuwać z tego powodu dotkliwych ograniczeń.

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)

Proceed w podróży: dojrzały napęd, ospała skrzynia, narwane zawieszenie

Pod wyjątkowym nadwoziem kryje się już dużo zwyczajniejsze wnętrze. Może ono wręcz rozczarować, bo choć nie jest złe, to zostało przejęte z pozostałych wariantów Ceeda bez żadnych zmian. Choć projekt ten stanowi duży krok naprzód w stosunku do poprzednika i nie można mu niczego zarzucić w zakresie ergonomii, to w tak stylowym (i droższym) aucie jak Proceed zachowawczy styl tego projektu i oszczędność producenta na stosowanych materiałach są bardziej widoczne.

Znajdzie się tu co prawda porządne wykonanie i bogate wyposażenie, ale jednak kokpit ten nie wzbudza takiego pożądania jak nadwozie. Także zestaw multimedialny Kii stoi o krok za modą reprezentowaną przez europejskich konkurentów. Na plus trzeba oddać jednak to, że podążanie za trendami nie zawsze jest mądre. Obsługa części funkcji fizycznymi przyciskami i pokrętłami jest łatwiejsza i wygodniejsza niż grzebanie po kolejnych poziomach systemu ekranu dotykowego.

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)

Pod nadwoziem Proceed także nie różni się znacząco od Ceeda. Tu akurat oznacza to korzystanie z nowoczesnych i zaawansowanych rozwiązań technologicznych. Sztywna konstrukcja nowej płyty podłogowej K2 wsparta jest z tyłu na zawieszeniu wielowahaczowym standardowo we wszystkich wersjach napędowych. Te są tylko cztery. Cennik otwiera benzynowy 1.0 T-GDI o mocy 120 KM. Wyżej jest benzynowe 1.4 o mocy 140 KM, a najwyżej – ProCeed GT z jednostką 1.6 o mocy 204 KM. Jedyną opcją wysokoprężną jest 1.6 CRDi o mocy 136 KM.

Pomimo bardzo fajnego, zaczepnego charakteru Proceeda GT, który lubi zapiszczeć kołami i strzelić z wydechu, optymalny stosunek ceny do jakości i użyteczność przy codziennych potrzebach zapewnia jednostka 1.4. Nie dostarcza co prawda emocji w stylu hot-hatcha, ale na autostradzie ten nie za duży motor zaskoczył mnie wysoką kulturą pracy oraz naprawdę dobrą elastycznością, zwłaszcza przy wyższych prędkościach. Zapędy silnika powstrzymuje tylko dwusprzęgłowa skrzynia automatyczna. Autorska konstrukcja koreańskiego koncernu również pracuje dojrzale, ale brak jej sprawności i trafności doboru przełożeń znanych z najlepszych skrzyń na rynku.

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)

Na dystansie blisko 900 kilometrów pokonanych z regulaminowymi prędkościami w znacznej mierze na autostradach Proceed z tym benzynowym motorkiem potrzebował średnio 6,9 l paliwa na 100 km. Sam napęd w podróżach, mimo skromnych składników, dowodzi więc jakości godnej pełnowartościowego wozu GT. Nie we wszystkich miejscach Proceed trzyma jednak równie wysoki poziom. Przy pokonywaniu dłuższych dystansów we znaki dały mi się przede wszystkim twardsze niż klasowa średnia fotele. Zaskoczyły mnie także całkiem twarde ustawienia zawieszenia o krótkim skoku.

Zawieszenie to zaczęło udowadniać swoją wartość dopiero, gdy droga zaczęła mieć coraz mniej pasów, za to coraz więcej zakrętów, a temperatura obniżyła się do kilku stopni powyżej zera. Choć uczciwie muszę przyznać, że jazda w maju po Alpach Wschodnich nie była najbardziej relaksującym z zajęć ze względu na regularnie powracające mgły i zalegający jeszcze na poboczu śnieg, to był to przynajmniej świetny test dynamicznego potencjału tej konstrukcji.

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)

Proceed dostaje o pół centymetra mniejszy prześwit od Ceeda, ale na obniżenie środka ciężkości musi wpływać tutaj także niżej poprowadzona linia nadwozia. Shooting brake Kii dostarcza bowiem kierowcy informacji na temat tego, co się dzieje z przednimi kołami w dużo bardziej bezpośredni sposób, i pozwala mu tę wiedzę lepiej wykorzystać. Chętnie zmienia kierunek jazdy i skutecznie trzyma się wyznaczonego toru . Nawet jeśli w samym układzie kierowniczym można doszukać się jeszcze jakiejś sztuczności, to z autem tym łatwo nawiązać dobry kontakt i zyskać pewność siebie przy szybkiej jeździe.

Mimo tego, Proceed nie ma jeszcze takiego naturalnego talentu do łączenia komfortu codziennej eksploatacji z wytrawnym prowadzeniem co najlepszy w tej klasie Ford Focus, czy nawet także wyjątkowo dobry w tym zakresie Seat Leon. Jednak już sam fakt, że przyrównujemy taki eksperymentalny pomysł Kii do najlepszych modeli w tym wyjątkowo konkurencyjnym segmencie dowodzi, jak poważnie należy traktować Proceeda.

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)

Sama Kia również traktuje się poważnie, skoro cennik tego modelu rozpoczyna od okolic 95 tysięcy złotych i szybko przechodzi do wartości powyżej 110 tysięcy złotych. To z jednej strony dużo jak na ładniej ubranego Ceeda, ale z drugiej, gdy zacznie się porównywać podobnie wyposażonych konkurentów pokroju Volkswagena Golfa czy nawet Hyundaia i30, to zachowują one konkurencyjny poziom oferty tylko dzięki trwającym promocjom i obniżkom cen.

Jedyny shooting brake podobnej wielkości, czyli Mercedes-Benz CLA, jest już samochodem dużo droższym i kierowanym do innego typu odbiorcy. Po Stingerze Proceed to kolejny model Kii, który przybliża ciekawą formę nadwozia i dynamiczne prowadzenie szerszym masom, i kolejny, który robi to naprawdę dobrze. Nie jest to kombitak wszechstronne jak Ceed SW i przez swoją wąską specjalizację pozostanie w niszy, ale na pewno będzie on stanowił ciekawą alternatywę dla osób poszukujących kompaktu z wyjątkowym charakterem, niewygórowaną ceną i funkcjonalnością, która pozwoli go podciągnąć pod samochód rodzinny.

Kia Proceed 1.4 T-GDI (fot. Mateusz Żuchowski)
Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Pociągający, dopracowany design nadwozia
  • Poziom funkcjonalności nieodległy od pudełkowatych kombi
  • Dojrzały, cicho pracujący i wydajny silnik 1.4 T-GDI
  • Wciągające, sportowe prowadzenie

Minusy:

  • Kabina taka sama jak w zwykłym Ceedzie — czyli zwyczajna
  • Automatyczna skrzynia biegów ogranicza osiągi i chęć do szybkiej jazdy
  • Ogólny poziom komfortu w podróży nie aż tak wysoki jak na kompaktowe kombi
  • Ograniczona widoczność

Obserwuj nas na Instagramie:

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Nowe Audi A7 3.0 TDI BiTurbo - pierwsza jazda Jaguar I-Pace to prawdziwy kot. Przekona każdego, a mnie oczarował Honda Civic IX 1.8 i-VTEC & VW Golf VII 1.4 TSI & Renault Megane III 1.2 TCe - test, opinia, spalanie, cena Mercedes-Benz C180 T Avantgarde - świadomy wybór [test autokult.pl] Test Range Rovera Sport HST. Z nowym silnikiem wysuwa się na prowadzenie Nowe Audi A8 4,2 TDI quattro Lang [pierwsza jazda] Alfa Romeo Giulietta 2,0 JTD TCT Distinctive przy 40 000 km [test autokult.pl] Honda Civic Tourer 1,8 i-VTEC Sport - test Nowe Volvo S80 T6 AWD Executive - test BMW i3S: aktualizacja pomiędzy generacjami Porsche Panamera Turbo Sport Turismo: tu wcale nie chodzi o rodzinę Porsche Macan S: to auto naprawdę nie potrzebuje liftingu

Popularne w tym tygodniu:

Audi Q7 po liftingu na polskich drogach: zmiany (w większości) na lepsze Ford Focus ST 2.3 EcoBoost: najtańszy hot hatch w swojej klasie. Ale czy najlepszy? Renault Captur: druga generacja jest większa, ładniejsza i po prostu lepsza Ile nowa Octavia czerpie z pierwowzoru? Sprawdziłem to, jeżdżąc jej pierwszą generacją Nissan Leaf e+: z większym akumulatorem daje to, co inni dopiero obiecują Seat Mii Electric: miejski elektryk, który naprawdę może zastąpić auto spalinowe Mercedes-AMG G63: Joker trafia na drogi Toyota C-HR 2020 - zmiany, lifting, opinia. Japończycy przyspieszają z technologią Porsche Cayenne Coupe: kształt 911 w wydaniu XXL