Mini Cabrio Cooper S nie ma sensu, ale to nie powstrzyma mnie przed polecaniem go każdemu

Pytanie, jaki samochód kupić, jest jednym z najczęstszych, jakie słyszę. Dotychczas było to irytujące, bo każdego dopytywałem o to, czego szuka. Teraz po prostu odpowiadam "Mini Cooper S" nawet jeśli wiem, że nie spełni żadnego z wymagań.

Z dachem czy bez dachu – Mini Cabrio Cooper S wygląda fantastycznie.

Z dachem czy bez dachu – Mini Cabrio Cooper S wygląda fantastycznie. (Fot. Michał Zieliński)

Ten artykuł ma 2 strony:

Mini Cabrio Cooper S (2019) - test

Zacznijmy od kilku rzeczy, które są nie tak. Mini Cabrio Cooper S jest twarde, mało praktyczne, drogie i trzeszczy. Bardzo trzeszczy. Po przekroczeniu prędkości 130 km/h (nawet przy złożonym dachu) zaczynasz się zastanawiać, po co ktoś w ogóle instalował głośniki. A do tego wszystko jest skomplikowane w obsłudze. Serio, kto wymyślił, żeby kolor podświetlenia wnętrza zmieniało się wihajstrem przy lusterku a nie w sekcji "oświetlenie wnętrza" w systemie multimedialnym? Żeby nie było – taka sekcja jest i można w niej ustawić jedynie jasność tego podświetlenia.

To wszystko sprawia, że epatowanie swoją brytyjskością poprzez umieszczanie Union Jacka na tylnych światłach, dachu i przed pasażerem jest zupełnie zbędne. Nie wyobrażam sobie, żeby któryś z niemieckich producentów zrobił samochód, w którym aż tyle rzeczy się nie zgadza. Jednocześnie nie przypominam sobie, żebym oddając któryś z niemieckich samochodów powiedział "najchętniej bym go sobie zostawił". I tak, pamiętam, że właścicielem Mini jest BMW, a na tabliczce znamionowej jest napisane "Bayerische Motoren Werke".

Podwójna końcówka układu wydechowego na końcu to znak rozpoznawczy Cooper S

Może urok Mini tkwi właśnie w tym, że nie stara się być idealne? Sugeruje to nawet jego wygląd. Auto nie ma być uniwersalne i przekonywać wszystkich. Okrągłe reflektory, pokaźny grill, prawie pionowa przednia szyba i tylne światła, których nikt nie połączył listwą LED to elementy, których próżno szukać w większości nowych samochodów. Pod tekstami o premierach nowych modeli często piszecie, że przecież to wygląda jak (tu wstaw dowolnego konkurenta). Tutaj nie ma mowy o kopiowaniu od kogokolwiek.

Oczywiście ma to swoje cenę. Specyficzna przednia szyba sprawia, że stojąc na "pole position" na światłach nie widać sygnalizatora. Z kolei małe wymiary sprawiają, że ciągle jest to małe auto. Udało się zapakować do środka 4 osoby, ale przez grzeczność nie pytałem podróżujących z tyłu o wygodę. Producent podaje, że bagażnik ma pojemność 215 litrów, ale nie mówi o tym, że jest nieustawny. Dostęp utrudnia klapa otwierana do dołu. Pewnym rozwiązaniem jest uniesienie tylnej części dachu z wykorzystaniem systemu EasyLoad. Wymaga to odblokowania dwóch "nóżek", których nie zamkniesz, jeśli maksymalnie wypełnisz przestrzeń.

O tym wszystkim zapominasz, gdy już zajmiesz miejsce kierowcy. Gwarantuję, że szybko znajdziesz odpowiednią pozycję i odkryjesz, że kierownica świetnie leży w rękach. Potem chcesz nacisnąć przycisk startera. Nie, nie znajduje się przy kierownicy. Projektanci umieścili go w dolnej części deski centralnej i wygląda jak coś wyjęte prosto z odrzutowca. Wciskasz go i słyszysz, że 2-litrowa, 192-konna jednostka budzi się do życia. Dwa litry w tak małym aucie. Najwidoczniej ktoś w Mini notatkę o downsizingu wsadził do specjalnego pojemnika na notatki o downsizingu.

Zobacz również: Mille Miglia 2019 - Prolog

Potem ruszasz i okazuje się, że Cooper S jest… zwyczajny. Nie hałasuje za bardzo, skrzynia delikatnie zmienia przełożenia, a układ kierowniczy działa z wyraźnym oporem, ale nie jest to uciążliwe. Wciśnij jednak gaz do dechy, a auto ujawnia swoją drugą stronę. Najpierw dzieje się nic, nic, a potem wystrzeliwuje przed siebie. Powietrze rozerwie ryk przywodzący na myśl rajdówki z dawnych lat, a efekt potęguje charakterystyczny syk powietrza wylatującego z turbosprężarki. Cooper S nie strzela jednak z wydechu. Takie rzeczy tylko w ostrzejszym John Cooper Works.

Posłuchaj dźwięku Mini Cabrio Cooper S

Chcesz szybszej reakcji na pedał gazu? Proszę bardzo: wystarczy przełączyć tryb jazdy na Sport, a skrzynię przestawić w przełożenie S. Wtedy Cooper S zamienia się w skalpel, który w nieodpowiednich rękach może wyrządzić sporo szkód. O tym, jak szalony potrafi być ten samochód niech świadczy fakt, że ikonka o działającej kontroli trakcji pojawia się przy zbyt mocnym dociśnięciu pedału gazu przy skręconych kołach. Czuć też, jak bardzo samochód chce jechać do przodu, ale elektronika pilnuje, by tego nie robił.

Odpowiedni kierowca będzie jednak w stanie wykorzystać potencjał drzemiący w Cooper S. W jego precyzyjnym układzie kierowniczym, przekazującym mnóstwo informacji zwrotnych i zawieszeniu, które pozwala atakować zakręty znacznie szybciej, niż można by się tego spodziewać po rozmiarach auta. Żaden model w tej klasie nie jeździ tak dobrze.

Dach zwija się w taki sposób, że widać go we wstecznym lusterku

Jednocześnie samochód nie jest na tyle irytujący, by nie używać go na co dzień. Tak, jest twardy, ale nie przekracza granicy, gdy każda dziura każe pożegnać się z jedną z plomb w zębach. Zawsze można zamówić adaptacyjne zawieszenie, które rozwiązuje ten problem. Dopóki nie przekracza się wspomnianych 130 km/h jest w nim dość cicho. Przy "normalnej" jeździ Cooper S nie jest też paliwożerny. Średnie zużycie paliwa z testu to niewiele ponad 8 litrów, co na auto o takich osiągach jest wynikiem zadowalającym.

Świetnie jest rozwiązany dach w wersji Cabrio. Zamiast otwierać całość, można przesunąć tylko fragment – wtedy dostajemy coś a'la targa. Bardzo często korzystałem z tej opcji, gdy akurat nie miałem jak otworzyć całego dachu. Operacja odbywa się automatycznie, ale trwa ok. 16 sekund i nie można jechać szybciej niż 30 km/h. Gdy już jednak zdecydujecie się na otworzenie go, to odkryjecie, że lusterko wsteczne staje się zbędne. Ot, kolejna specyficzna cecha Mini, do której trzeba przywyknąć.

Testowany egzemplarz był wyposażony w stylistyczny pakiet John Cooper Works, który obejmuje m.in. zmodyfikowany przedni zderzak

Doceniłem też system multimedialny. Jest zawiły i łatwo się w nim pogubić, ale jak tylko zrozumie się jego specyfikę, łatwo go polubić. Szczególnie, że pozwalał mi na używanie Apple CarPlay bez kabla, gdy telefon leżał na bezprzewodowej ładowarce w podłokietniku. Jak dla mnie bajka. Miłym dodatkiem jest też świetny zestaw audio marki Harman Kardon. To sprawia, że Cooper S nie tylko jest "cywilizowanym" autem, ale wręcz zahaczającym o premium.

Zresztą, powinien taki być, bo przecież kosztuje niemało. Bazowy Mini Cabrio to 106 900 zł, ale testowana wersja to przynajmniej 136 tys. zł. Dla porównania – Ford Fiesta ST jest szybszy, jeździ genialnie, też może być bogato wyposażony, a do tego jest praktyczniejszy, a w kieszeni zostanie ponad 30 tys. zł. Nie jest jednak tak stylowy i nie ma tyle charakteru. Czy Cooper S jest więc wart tych pieniędzy? Obiektywnie: nie. Subiektywnie: jak najbardziej.

Mini Cabrio Cooper S. Daleko mu do perfekcji, ale i tak go uwielbiam

Dla mnie Mini Cooper S od zawsze był samochodem niezwykle fascynującym. Już wcześniej miałem okazję nim pojeździć, ale dopiero teraz, gdy spędziłem z nim więcej czasu, utwierdziłem się w przekonaniu, że to auto dla mnie. Nie zależy mi na praktyczności, a fajnym samochodzie, który po prostu poprawia humor. Określam go mianem "samochodu marzeń, który kiedyś może być w zasięgu ręki" i wiem, że kiedyś stanie w moim garażu. Czy będzie to wersja Cabrio? Nie miałbym nic przeciwko.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • dynamiczny i zaskakująco oszczędny silnik
  • dźwięk silnika jedyny w swoim rodzaju
  • fantastyczne prowadzenie
  • na tyle wygodny, by korzystać z niego na co dzień
  • czy widzieliście, jak to wygląda?

Minusy:

  • niepraktyczny bagażnik
  • mało miejsca na tylnej kanapie
  • trzeszczące elementy na desce rozdzielczej
  • wysoka cena

Obserwuj nas na Instagramie:

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Nowy Jeep Wrangler Rubicon jest tak bezkompomisowy jak poprzednik. Tylko, że lepszy Pierwszy polski test Volvo S60. U Szwedów bez większych zmian... i bardzo dobrze! Test Infiniti QX60: kupujmy wolnossące V6, bo tak szybko odchodzą Seat Tarraco 2.0 EcoTSI: ostudzone emocje Toyota Camry wróciła. Hybrydowy sedan bierze na celownik menedżerski segment Skoda Scala: pierwsza jazda nowym rywalem VW Golfa Test Toyoty RAV4 Hybrid: jej napęd sprawia, że diesel nie ma sensu Hyundai i30 N-Line pokazuje, że aut z Korei nie kupuje się już tylko z rozsądku Porsche Panamera Sport Turismo z napędem hybrydowym: czy zastąpi diesla w realnym świecie? Audi e-tron: to nie jest po prostu elektryczne Audi. Tu trzeba spojrzeć szerzej Škoda Kodiaq RS: kompletny, ale... dlaczego to RS? Mercedes Klasy V po liftingu chce być Klasą S. Na długie trasy trudno o wygodniejsze auto Nowy Mercedes CLA: baby-benz jeszcze nigdy nie był tak dobry Volvo V60 Cross Country: na przełaj z fasonem Kia e-Soul wygląda nietypowo i ma świetny napęd. Mnie przekonała Volkswagen e-Crafter - test "polskiego" samochodu elektrycznego z Wrześni Hyundai i30 Fastback N: niby taki sam jak hatchback, a jakże inny Audi Q8 50 TDI - rozprawka o komforcie jazdy Range Rover Evoque drugiej generacji: być jak Victoria Beckham Nowy Ford Fiesta ST. Ma 3 cylindry, ale nie ma to najmniejszego znaczenia Volkswagen Caddy TGI na gaz ziemny: sprawdzamy, czy CNG to dobry wybór Ford Edge po liftingu. Stracił nieco charakteru, ale dalej robi wrażenie Mazda CX-3: udowadnia, że miejskie crossovery ciągle mogą się wyróżniać Jeździłem w Polsce wodorowym Hyundaiem Nexo, którego nie da się tu tankować

Popularne w tym tygodniu:

Citroën Berlingo XL 1.5 BlueHDi: gdy dużo to wciąż za mało Test Peugeota 508: auto dla kierowcy, stworzone na długie trasy Mercedes-Benz V250d 4MATIC: jak sprawdza się napęd na cztery koła w busie? Test Mazdy 3. Skupia się wokół kierowcy, ale całkowicie zapomina o pasażerach Ford Ranger Raptor: praktyczna zabawka z Australii Wyższy poziom caravaningu. Volkswagen Grand California przekonał mnie do wypoczynku w trasie