Test Toyoty RAV4 Hybrid: jej napęd sprawia, że diesel nie ma sensu

Myślisz "Toyota" i od razu widzisz "hybryda", a ostatnio japońska marka próbuje ten obraz kreować hasłem "Stop Smog Go Hybrid". Moim zdaniem napęd hybrydowy nowej Toyoty RAV4 jest tak przekonujący, że nawet nie trzeba uderzać w ekologiczne tony.

Zupełnie nowa Toyota RAV4 mówi "stop" dieslom. I bardzo dobrze, bo nie miała do nich szczęścia.

Zupełnie nowa Toyota RAV4 mówi "stop" dieslom. I bardzo dobrze, bo nie miała do nich szczęścia. (fot. Marcin Łobodziński)

Ten artykuł ma 2 strony:

Toyota RAV4 2.5 Hybrid Dynamic Force FWD e‑CVT - test, opinia

Nowa Toyota RAV4 jest tak nowa, jak nigdy wcześniej. Zmieniono w tym samochodzie praktycznie wszystko, z ogólnym wizerunkiem włącznie. Wygląd to zwrot o 180 stopni od stonowanej poprzedniczki, a nowe podwozie dostarcza coś, czego nigdy nie było – przyjemność z prowadzenia.

Gwoździem programu jest hybrydowy napęd złożony z 2,5-litrowego benzyniaka i wspomagającego go silnika elektrycznego. Szkoda, że w testowym aucie moc jest przenoszona na przednią oś, bo to jedyna duża wada.

Widząc pierwsze zdjęcia oceniłem stylistykę RAV4 bardzo pozytywnie. Na żywo... trochę przeraża.

Hybryda zamiast diesla

Toyota od samego początku istnienia modelu RAV4 borykała się z wysokoprężnymi jednostkami napędowymi. Jednak postanowienie o wycofaniu się z silników Diesla nie musi się wiązać ani z awariami, ani też z ekologią. Nowy napęd hybrydowy jest tak przekonujący, że śmiało można by zamienić hasło reklamowe na "Stop Diesel Go Hybrid".

Bardzo dobre są osiągi 218-konnego napędu, do którego nazwa Dynamic Force pasuje idealnie. Producent deklaruje przyspieszenie do 100 km/h w czasie 8,4 s i prędkość maksymalną 180 km/h.

Złoto pod maską - 2,5 litra, cztery cylindry, niewysilona konstrukcja. Do tego silnik elektryczny, który daje mocnego kopa.

Drugą wartość łatwiej uzyskać niż pierwszą, bo wystarczy znaleźć niedługi odcinek autostrady bez ograniczenia prędkości, wcisnąć gaz w podłogę i poczekać chwilę. "Szafa" zamyka się bardzo łatwo.

Zobacz również: Toyota pokazała nową Suprę. Legendarna sportowa maszyna niebawem pojawi się w Polsce

Gorzej z przyspieszeniem od zera. Ruszanie przy choćby najmniejszej wilgoci czy na brudnym asfalcie kończy się buksowaniem jednego z kół. I tak w zasadzie w każdej sytuacji, która nie spełnia warunków idealnych.

Nie mam nic do napędu na przednią oś w SUV-ie, ale w przypadku RAV4 jest realny problem z działaniem kontroli trakcji. Może czas pomyśleć o tzw. elektronicznej blokadzie mechanizmu różnicowego?

Napęd tylko na przód tu akurat średnio się sprawdza. Tak samo jak niebieskie podświetlanie wszystkiego.

Natomiast gdy auto już z miejsca ruszy, każde dodanie gazu daje szybką odpowiedź. Niby trzeba dać chwilę przekładni e-CVT na redukcję, ale przez tę chwilę czuć wsparcie elektrycznego silnika o mocy aż 120 KM.

Potem RAV4 idzie już pełną parą i generuje przyspieszenie porównywalne z dieslem o podobnej mocy. Tyle, że liniowe, bez zmian przełożeń, no i jest głośniej. Auto wyje, ale dźwięk nie jest zbytnio irytujący.

W normalnych warunkach rzadko się to zdarza. Jeżdżąc na co dzień nieczęsto przekracza się granicę średnich dla benzyniaka obrotów. Jakich? Tego nie wiadomo, bo na tablicy z zegarami nie ma obrotomierza. Jest jedynie wskaźnik wykorzystania mocy, który pozwala kontrolować zużycie paliwa.

Brak obrotomierza nawet nie przeszkadza. Z automatem jest mało przydatny.

To akurat jest największą zaletą hybrydowej RAV4. W mieście czy w trasie bez autostrad zawsze mieści się w przedziale 5,5–6,0 l/100 km. Im gorsze warunki miejskie, tym większa… oszczędność. Dzieje się tak dlatego, że cześć elektryczna napędu hybrydowego jest wydajna i pozwala przejechać spory dystans na samym prądzie.

Najekonomiczniej jeździ się drogami krajowymi, czyli odcinkami z ograniczeniem do 90 km/h, poprzeplatanymi miejscowościami. Wówczas można bez większego problemu osiągnąć wynik ok. 5,0 l/100 km. Przy stałej prędkości 90 km/h też jest niezły, bo wynosi 5,2 l/100 km. Przy czym warto podkreślić, że w takim teście pracuje wyłącznie motor benzynowy.

Obok dźwigni automatu są przyciski trybów jazdy. Jeśli nie ma pokrętła, to nie ma też napędu na cztery koła.

Mi spodobało się także spalanie na autostradzie. Przy prędkości 140 km/h hybrydowa Toyota pochłonęła ledwie 8,8 l/100 km. Dla porównania, Hyundai Tucson z 2-litrowym dieslem o mocy 185 KM, wspomaganym układem mikrohybrydowym, spalił w takim teście 8,6 l/100 km.

Kolejna Toyota, która jakoś jeździ

Po latach pozbawionych charakteru układów jezdnych tej marki, mamy pewien przełom, zapoczątkowany przez mniejszego SUV-a C-HR. Teraz także RAV4 na platformie TNGA pokazuje, że można lepiej.

Toyota RAV4 FWD kompletnie nie nadaje się do jazdy po bezdrożach. Za to bardzo dobrze czuje się na twardym podłożu.

Pierwsze, co czuć po kilku kilometrach, to lekkość prowadzenia, drugie – sprężystość zawieszenia. 18-calowe obręcze wyposażono w ogumienie o znacznym profilu, co pozwala ze stoickim spokojem przejeżdżać nierówności.

Pojedynek hybrydowych crossoverów z Dalekiego Wschodu: Kia Niro vs Toyota C-HR

Europejczycy jeszcze przez jakiś czas nie będą w stanie stworzyć przekonującej alternatywy dla hybryd Toyoty, póki co stara się tego dokonać Kia….

Z drugiej strony sztywna konstrukcja nadwozia zapobiega efektowi giętkości auta, pomimo wspomnianego profilu ogumienia. Przednia oś szybko odpowiada na skręt kierownicą, a tylna właściwie reaguje na zmianę kierunku.

Gruby profil ogumienia sprawdza się na nierównościach. Koła nie są przesadnie duże.

Jednak nie jest to SUV o właściwościach sportowych. Czuły system stabilizacji toru jazdy szybko gasi takie zapędy. Brak trakcji podczas przyspieszania czuć nawet w mocniejszych zakrętach. Poza tym, na przykład w próbie slalomu układ kierowniczy ma tendencję do usztywniania się.

Toyota RAV4 Hybrid nie jest też pod żadnym pozorem samochodem terenowym. Pomijając przeniesienie napędu, podwozie nie jest dobrze zabezpieczone przed uszkodzeniem, a "bebechy" wiszą nisko nad ziemią. Długi zwis przedni i nisko poprowadzony zderzak już powinny skutecznie odstraszać od bezdroży. Umówmy się, że w tej wersji to typowo szosowy SUV.

Nisko poprowadzony przedni zderzak powinien was zniechęcić do jazd w terenie. Jeśli to nie wystarczy, zajrzyjcie pod auto.

Zupełnie nowa atmosfera wnętrza

Co prawda osoby, które miały do czynienia z autami tej marki, nie zostałyby całkowicie zaskoczone, ale trzeba przyznać, że RAV4 kontynuuje to, co osiągnął już model C-HR. Atmosfera w kabinie jest znacznie lepsza niż jeszcze kilka lat temu, a czarna podsufitka, sportowo wyglądające fotele oraz gruba i nieduża kierownica bardziej przyciągają do środka niż odpychają.

Na duży plus zasługuje jakość spasowania elementów, materiały też są przyjemne, a kropką nad i jest funkcjonalność kokpitu i całego obszaru wokół kierowcy. Dużo tu schowków, skrytek, półeczek, a także gniazd USB. W całej kabinie aż pięć, więc jest czym ładować smartfony i tablety. Te pierwsze jest też gdzie odłożyć.

Bardzo podoba mi się projekt przedniej części wnętrza Toyoty RAV4.

Logika umieszczenia wszystkich pokręteł i przycisków spodoba się typowemu Europejczykowi, przyzwyczajonemu do samochodów niemieckich. Z drugiej strony, mamy tu tradycyjne i bardzo łatwe w użyciu pokrętła klimatyzacji czy przełączniki uruchamiające ogrzewanie foteli.

Jedyne, czego nie znoszę w tych nietypowych Toyotach, to system multimedialny, który nie dość, że nie jest zbyt łatwy w obsłudze i razi niebieskim podświetlaniem, to jeszcze jest pozbawiony Apple Car Playa czy Android Auto. Co gorsza, nie łączył się w żaden sposób przez kabel z moim telefonem, a Bluetooth był niestabilny i często na krótko zrywał połączenie.

Pięć gniazd USB, a i tak musiałem przesyłać muzykę przez bluetooth.

To takie małe nieszczęście w dużej ilości szczęścia, jaką daje nagłośnienie JBL. Wiadomo, że ocena systemu audio jest zawsze mocno subiektywna, ale ten mi odpowiadał jak mało który. 5900 zł dopłaty nie będzie pieniędzmi wyrzuconymi w błoto.

Dużo przestrzeni i ten jeden mały haczyk

Każdy z czterech dorosłych pasażerów pojedzie Toyotą RAV4 wygodnie. Z przodu fotele zapewniają dobre podparcie w każdym punkcie ciała, z udami włącznie. Kierowcy daje też na tyle szeroki zakres regulacji, że w dłuższej podróży można go sobie przestawiać co jakiś czas i w ten sposób zmieniać napięcie mięśni.

Fotele okazały się w trasie wygodne. Przestrzeni jest mnóstwo.

Wygodna jest też kanapa, choć w przeciwieństwie do konkurencyjnych aut, nie da się jej przesuwać, a zakres regulacji kąta pochylenia oparcia jest bardzo mały. Dobrze natomiast wyeksponowano zaczepy Isofix. Siedzisko umieszczono na właściwej wysokości, co sprawia, że nawet wysokie osoby nie powinny się tu męczyć.

Bagażnik ma pojemność 580 l, więc sporo, choć jest dość płaski. Oczywiście klasycznie dla aut azjatyckich, nie ma ani jednego haczyka na zakupy, jest za to podwójna podłoga z niedużą przestrzenią pod spodem. W części tylnej można schować pod nią zwijaną roletę bagażnika, gdy chcemy przewieźć coś większego. Oparcia kanapy składają się prawie na płasko i tworzą w ten sposób przestrzeń o pojemności 1690 l.

Tylko jeden mocny konkurent

Na chwilę obecną Toyota RAV4 Hybrid ma tylko jednego prawdziwego, naprawdę mocnego konkurenta. Jest nią Honda CR-V Hybrid kosztująca od 155 500 zł. Zestawiając ze sobą ceny bazowe obu modeli, Toyota wypada korzystniej o 7000 zł i 34 KM mocy. Różnica wbrew pozorom nie jest duża, a oba modele mają swoje mocne atuty i nieliczne słabe strony. To hybrydy, które pozwalają na zawsze zapomnieć o dieslach.

Honda CR-V Hybrid: elektryk na benzynę, czyli japoński następca diesla

Honda już pod koniec lat 90. była jednym z pionierów technologii hybrydowej. Teraz, w czasie, gdy diesle są w odwrocie, wraca do Europy z takim napędem…

Marcin Łobodziński

Moja opinia o hybrydowej Toyocie RAV4:

Auto na zdjęciach nawet mi się podobało, ale na żywo jest okropne. Nie zmienia to faktu, że jest obecnie jednym z najlepszych SUV-ów w tym segmencie. Napęd hybrydowy wyjaśnia kwestię braku diesla w ofercie – byłby bez sensu. W przypadku tego modelu naprawdę warto dopłacić te 10 000 zł za napęd tylnej osi. Jeśli cenisz sobie prowadzenie i dlatego wcześniej nie wybrałeś RAV4, to przy kolejnej zmianie auta weź ją pod uwagę.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Bardzo dobry silnik (dynamika i zużycie paliwa)
  • Dobre właściwości jedne (poza trakcją przy przyspieszaniu)
  • Wygodna pozycja za kierownicą i duże lusterka
  • Obszerna i funkcjonalna kabina
  • Dobre spasowanie elementów wnętrza
  • Pojemny bagażnik
  • Dobrze pracujące aktywne systemy bezpieczeństwa
  • Kapitalne nagłośnienie audio JBL

Minusy:

  • Problemy z trakcją przy ruszaniu i w ciasnych zakrętach
  • Brak Android Auto i Apple Car Play
  • Za dużo irytującego niebieskiego podświetlenia
  • Niestabilna łączność bluetooth
  • Brak haczyka na zakupy w bagażniku
  • Mały zakres regulacji kanapy

Obserwuj nas na Instagramie:

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Hyundai i30 N-Line pokazuje, że aut z Korei nie kupuje się już tylko z rozsądku Porsche Panamera Sport Turismo z napędem hybrydowym: czy zastąpi diesla w realnym świecie? Audi e-tron: to nie jest po prostu elektryczne Audi. Tu trzeba spojrzeć szerzej Škoda Kodiaq RS: kompletny, ale... dlaczego to RS? Mercedes Klasy V po liftingu chce być Klasą S. Na długie trasy trudno o wygodniejsze auto Nowy Mercedes CLA: baby-benz jeszcze nigdy nie był tak dobry Volvo V60 Cross Country: na przełaj z fasonem Kia e-Soul wygląda nietypowo i ma świetny napęd. Mnie przekonała Volkswagen e-Crafter - test "polskiego" samochodu elektrycznego z Wrześni Hyundai i30 Fastback N: niby taki sam jak hatchback, a jakże inny Audi Q8 50 TDI - rozprawka o komforcie jazdy Range Rover Evoque drugiej generacji: być jak Victoria Beckham Nowy Ford Fiesta ST. Ma 3 cylindry, ale nie ma to najmniejszego znaczenia Volkswagen Caddy TGI na gaz ziemny: sprawdzamy, czy CNG to dobry wybór Ford Edge po liftingu. Stracił nieco charakteru, ale dalej robi wrażenie Mazda CX-3: udowadnia, że miejskie crossovery ciągle mogą się wyróżniać Jeździłem w Polsce wodorowym Hyundaiem Nexo, którego nie da się tu tankować Kia Niro Plug-in Hybrid: nawet w zimie potrafi być bardzo oszczędna Pierwszy test Hondy HR-V Sport. Więcej w niej sportu niż na to wygląda Test Hyundaia i30 Fastbacka: kompakt też może być sexy Test 300-konnego hot SUV-a. Cupra Ateca przeciera szlaki dla nowej marki Mazda 2 świetnie wygląda. To nie koniec jej zalet Pierwsza jazda Volkswagenem T-Cross: gdy funkcjonalność jest na pierwszym miejscu Seat Leon Cupra R ST: 300-konne kombi z napędem na 4 koła

Popularne w tym tygodniu:

Wyższy poziom caravaningu. Volkswagen Grand California przekonał mnie do wypoczynku w trasie Mercedes-Benz V250d 4MATIC: jak sprawdza się napęd na cztery koła w busie? Test Peugeota 508: auto dla kierowcy, stworzone na długie trasy Test Mazdy 3. Skupia się wokół kierowcy, ale całkowicie zapomina o pasażerach Ford Ranger Raptor: praktyczna zabawka z Australii Mazda CX-3 1.8 Skyactiv-D: świetnie dopasowana do potrzeb Citroën Berlingo XL 1.5 BlueHDi: gdy dużo to wciąż za mało Tesla Model 3 przekonała mnie, że istnieje miłość od pierwszego jeżdżenia Jeździłem nową Toyotą Suprą. Spełnia wszystkie oczekiwania, ale prawdziwy potencjał odkryją tunerzy