Wersję ST-Line poznamy po czarnym grillu.

Wersję ST-Line poznamy po czarnym grillu. (fot. Mateusz Lubczański)

Ford Edge po liftingu. Stracił nieco charakteru, ale dalej robi wrażenie

Ford Edge to jeden z najlepszych SUV-ów na rynku, który – o dziwo – nie cieszy się zdumiewającą popularnością. Teraz doczekał się liftingu, który nie ograniczył się wyłącznie do przypudrowania kilku zmarszczek. Edge jest jeszcze lepszy, choć wybór wersji ST-line jest dla mnie raczej dyskusyjny.

Ten artykuł ma 2 strony:

Ford Edge 2.0 238 KM EcoBlue 4×4 (2019) - test,opinia

To druga generacja Forda Edge'a, lecz pierwsza, która została przeszczepiona na europejski rynek. Wykorzystuje solidne podstawy, bowiem została stworzona na płycie znanej z Mondeo, Galaxy i S-Maxa. Teraz auto przeszło lifting, przez który pozbyło się swojego charakterystycznego, nieco fikuśnego pasa przedniego. Zamiast ostrych cięć w światłach otrzymaliśmy coś, co przypomina wyrośniętego Hyundaia Tucsona. No cóż, z drugiej strony auto Koreańczyków jest hitem na Starym Kontynencie, a to właśnie tutaj Edge ma sporo do ugrania.

Duża (dosłownie) konkurencja

Może teraz nie jest specjalnie porywający pod względem wyglądu, ale robi wrażenie rozmiarami i tym, jak skutecznie je ukrywa. Edge dalej jest bardzo proporcjonalnym autem, dzięki czemu nie da się zauważyć, że jako produkt globalny musi poradzić sobie m.in. w Stanach Zjednoczonych. Po drugiej stronie Atlantyku Edge jest uznawany za średniego SUV-a. U nas z kolei ciężko się nim zmieścić na jednym pasie ruchu.

W ST-line znajdziemy też "sportowe zderzaki, lakierowane w kolorze nadwozia".

Edge konkuruje z chociażby Kią Sorento, Hyundaiem Santa Fe, Nissanem X-Trailem. Jest od nich dłuższy, ma też większy rozstaw osi. Zdecydowanie bliżej mu do nowego Volkswagena Touarega niż wyrośniętego Tiguana Allspace. Ma bagażnik wielkości 602 l (800 l do dachu) – konkurencja na pewno zapakowałaby już tam trzeci rząd foteli. Ford nie ma takiej opcji nawet za dopłatą i nie uważam, by było to szczególnie potrzebne w tej klasie. W przypadku dużej rodziny lepiej zdecydować się na S-Maxa, który pomimo umierającego segmentu minivanów trzyma się całkiem dziarsko i potrafi (to nie przesada) dostarczyć frajdy z jazdy.

To właśnie z S-Maxa przejęto wnętrze dla Edge’a. W ramach liftingu zrezygnowano z tradycyjnej wajchy skrzyni automatycznej, zastępując ją zgrabnym pokrętłem, którego zalety doceniłem już w Focusie. Przede wszystkim zajmuje mniej miejsca, wygląda dobrze, a do jego użycia można się naprawdę szybko przyzwyczaić. No i zrobiła się przestrzeń na bezprzewodową ładowarkę telefonu.

Wnętrze Forda Edge po liftingu.

Bardzo cieszy – choć na początku wydaje się nieco dziwne – tradycyjne, duże pokrętło głośności, które ma przypominać system audio wysokiej klasy. Zresztą, audio B&O Play (to marka Bang&Olufsen) wykorzystujące 10-kanałowy wzmacniacz jest jednym z najlepszych w segmencie. Przyłapałem się na tym, że siedziałem w aucie chwile dłużej po zakończonej podróży tylko po to, by wysłuchać utworu do końca. Niektórzy z moich znajomych narzekali na słabe wygłuszenie okolic baku (słuchać chlupot oleju napędowego), w moim egzemplarzu nic takiego się nie działo.

Zobacz również: SsangYong XLC 1.6 Diesel AWD AT - test

ST-line. Z naciskiem na "line".

W pakiecie ST-line, oprócz zewnętrznych dodatków pokroju spoilera i czarnego grilla, otrzymujemy też nieco więcej gadżetów. Są to m.in. fotele pokryte częściowo perforowaną skórą Mico-Dinamica z 10-kierunkową elektryczną regulacją ustawień pierwszego rzędu, listwy progowe w kolorze nadwozia, emblematy ST-line tu i ówdzie, sportowe zawieszenie i 20-calowe obręcze kół (opcjonalnie dostępne są koła o cal większe, tak jak w egzemplarzu na zdjęciach).

Ford Edge po liftingu - siedzenia.

Edge, zaprojektowany jako amerykański, duży i leniwy w prowadzeniu SUV, dalej pozostaje prawdziwym Fordem pod względem jazdy. Inżynierowie nie powędrowali w kierunku sportowego prowadzenia, ale skupili się świetnej komunikacji na linii kierowca-samochód. Są minusy? Tak, ale nie za duże. Po części rozumiem kwestię wprowadzenia do oferty "sportowej" linii ST-line (wszak lepiej mieć wybór niż nie), ale instalacja twardszego zawieszenia i niskoprofilowych opon jest nietrafionym rozwiązaniem do tego auta. Wydaje mi się, że lepiej postawić na zwykłą, dobrze wyposażoną odmianę i cieszyć się większą wygodą jazdy. Zwłaszcza, że pozycja za kierownicą jest naturalna i w ogóle nie męczy w długich trasach.

Spalanie i cena zakupu

Siłowanie się na sport nie ma większego sensu, nawet jeśli pod maską mamy zupełnie nową, dwulitrową jednostkę wysokoprężną połączoną z ośmiobiegową przekładnią automatyczną. Czterocylindrowy silnik ma 238 KM i aż 450 Nm, dzięki czemu daje sobie radę z SUV-em, który ma napęd na cztery koła (dołączany, bez szaleństw w tej materii) i waży ponad 2 tony. Przyspieszenie do setki nie wzbudza szczególnych wrażeń – zajmuje ponad 9,5 s. Spalanie w mieście wyniesie nawet 12 l/100 km, w trasie da się uzyskać znacznie lepszy wynik wynoszący ok. 9 l/100 km.

Skoda Kodiaq kontra Hyundai Santa Fe i Peugeot 5008: porównujemy siedmioosobowe SUV-y z różnych stron świata

Nim rozstaniemy się z naszą długodystansową Skodą Kodiaq, wystawiamy ją na jeszcze jedną, decydującą próbę. Czeski SUV zmierzy się z najlepszymi…

Ford Edge po liftingu jest wyceniany od 172 000 zł do 228 150 zł za topową wersję Vignale. Na tle wspomnianej wcześniej konkurencji – Kii Sorento (maksymalnie 208 tys. zł i to podpadając pod wyższą akcyzę), Hyundaia Santa Fe (237 400 zł, ponownie z akcyzą na większe silniki) sprawa nie wygląda korzystnie. Skoda Kodiaq RS ma 240 KM i kosztuje mniej niż 200 tys. zł. Nie wszyscy potrzebują jednak topowej wersji Forda, która zapewnia darmowe mycie auta, dodatkową usługę kosmetyki wnętrza czy odebranie samochodu od klienta na czas przeglądu. Wówczas wystarczy sensowny pakiet Titanium od 185 600 zł.

Moja opinia o Fordzie Edge po liftingu

Edge po liftingu stracił nieco na charakterze, ale dalej jest samochodem gwarantującym fenomenalną wygodę i komfort jazdy. Z pewnością zyska uznanie osób, które chcą dobrze wyposażonego auta, ale niekoniecznie chcą się z tym obnosić. Ja zdecydowałbym się na dobrze wyposażonego Forda w pakiecie Titanium z najmocniejszym silnikiem. Chyba, że możecie sobie pozwolić na wersję Vignale – wówczas staniecie się posiadaczami jednego z najwygodniejszych krążowników na drogach.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Wygodna pozycja za kierownicą
  • Godne polecenia audio
  • Duża przyjemność prowadzenia

Minusy:

  • Na tyle duży, że drogi stają się bardzo wąskie
  • Umiarkowana dynamika
  • Pakiet ST-line raczej pozbawiony sensu

Obserwuj nas na Instagramie:

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Skoda Superb 2,0 TSI 280 KM Laurin & Klement: czy to już limuzyna? Toyota Avensis Touring Sports 2,0 D-4D - test, opinia, spalanie, cena Test Toyoty RAV4 Hybrid: jej napęd sprawia, że diesel nie ma sensu Škoda Atero, FUNstar i CitiJet - pierwsze jazdy konceptami Nissan Micra 1.5 dCi: oszczędna propozycja dla wymagających Seat Leon Cupra R: długo na niego czekaliśmy, ale było warto Volkswagen Passat Variant 2,0 TDI 177 KM DSG Highline - test Škoda Kodiaq 2.0 TDI w trasie - ile tak naprawdę spali? Porsche 911 (991) 50th Anniversary Edition [test] Audi RS4 B5 [auto fascynacje] Ostatni test 991: za kierownicą Porsche 911 Carrery T SsangYong XLV goni światową czołówkę i kusi nie tylko ceną

Popularne w tym tygodniu:

Audi Q7 po liftingu na polskich drogach: zmiany (w większości) na lepsze Ford Focus ST 2.3 EcoBoost: najtańszy hot hatch w swojej klasie. Ale czy najlepszy? Mercedes-AMG G63: Joker trafia na drogi Renault Captur: druga generacja jest większa, ładniejsza i po prostu lepsza Seat Mii Electric: miejski elektryk, który naprawdę może zastąpić auto spalinowe Ile nowa Octavia czerpie z pierwowzoru? Sprawdziłem to, jeżdżąc jej pierwszą generacją Porsche Cayenne Coupe: kształt 911 w wydaniu XXL Toyota C-HR po liftingu: Japończycy przyspieszają z technologią Kia Stinger GT: po latach udowadnia, gdzie tak naprawdę leży jej siła