Wybierz samochód roku i wygraj atrakcyjne nagrody

Hyundai Santa Fe 2.0 CRDi: koreańczyk po amerykańsku z europejskim silnikiem

Tak przebojowa mieszanka może się sprawdzić na polskim rynku, choć auto jest drogie. Za sporo niższą cenę można bowiem kupić Kię Sorento. Jednak Hyundai Santa Fe ma kilka atutów, których nie ma kia. I myślę, że wartych dopłaty.

Hyundai Santa Fe

Hyundai Santa Fe (fot. Marcin Łobodziński)

Ten artykuł ma 2 strony:

Hyundai Santa Fe 2.0 CRDi (2019) - test, opinia

Zbudowany po amerykańsku

Choć Hyundai Santa Fe jest samochodem koreańskim, zbudowano go jakby pod gusta amerykanów, gdzie zresztą jest popularnym modelem. Potężne nadwozie mierzy 4770 mm długości, co czyni go jednym z największych SUV-ów w swojej klasie. Jest wyraźnie dłuższy na przykład od Škody Kodiaq. Ma też wysoko poprowadzoną maskę i ogromny grill na wzór aut z USA.

Skoda Kodiaq kontra Hyundai Santa Fe i Peugeot 5008: porównujemy siedmioosobowe SUV-y z różnych stron świata

Nim rozstaniemy się z naszą długodystansową Skodą Kodiaq, wystawiamy ją na jeszcze jedną, decydującą próbę. Czeski SUV zmierzy się z najlepszymi…

Wszystko to poprawia subiektywne poczucie bezpieczeństwa. Auto jest masywne, waży ponad 1800 kg, co wbrew pozorom wpływa pozytywnie na odczucia w tej materii. Do tego dodajmy przestronne wnętrze, które zapewnia sporo luzu w każdym kierunku i bardzo szeroką deskę rozdzielczą o naprawdę wyszukanym designie. Podoba mi się stylistyczne połączenie kokpitu z panelami drzwi, co wizualnie poszerza go.

Hyundai Santa Fe jest dużym autem jak na europejskie standardy.

Projekt wnętrza Santa Fe wydaje się równie amerykański jak nadwozie. Wszystko jest duże, a ponadto świetnie łączy współczesne trendy ekranowo-dotykowe z konserwatywną obsługą pokrętłowo-guzikową. Testowe auto w wersji Platinum ma na pokładzie wszystko, czego oczekuje się od takiego pojazdu pod warunkiem, że dopłacimy za pakiet Inspiration bagatela 15 000 zł!

Przednie fotele są miękkie i bardzo wygodne. Mają szeroki zakres regulacji, w tym podparcia ud. Tylna kanapa jest równie wygodna za sprawą dość wysokiego jej umieszczenia. Jest też regulowana wzdłużnie i ma pochylane oparcie, a w przeciwieństwie do przednich foteli można je naprawdę mocno położyć i miło podróżować.

Kapitalne fotele Hyundaia Santa Fe pod względem wygody. Mają bardzo szeroki zakres regulacji, podgrzewanie i wentylację.

Zobacz również: SsangYong XLC 1.6 Diesel AWD AT - test

Pasażerowie z tyłu mają wszystko – przestrzeń, wentylację, podgrzewane siedziska, port USB i schowek na telefon. Ten siedzący z tyłu po prawej stronie może nawet przesunąć fotel przedni lub odchylić jego oparcie umieszczonymi na nim przyciskami. Do tego jest jeszcze wygodny podłokietnik, rolety w oknach, kieszenie w drzwiach i dobrej jakości materiały.

W tym aspekcie Hyundai Santa Fe może budzić mieszane uczucia. Jakość spasowania elementów jest znakomita, a większość tworzyw robi dobre wrażenie, ale po ich dotknięciu niektóre okazują się twarde. Piękny moim zdaniem wygląd deski rozdzielczej broni jednak te małe "uchybienia".

Panoramiczny dach (5000 zł) pięknie rozświetla wnętrze, a jasna tapicerka o ładnej fakturze poprawia wrażenie wysokiej klasy auta.

Niesamowicie dobre wrażenie robi materiał, jakim wyłożono podsufitkę, a także ładny projekt maskownic głośników. Swoją drogą ładnie grającego audio firmy KRELL. Podoba mi się też ergonomia, obsługa auta i liczne schowki.

625 litrów pojemności bagażnika to bardzo dobra wartość w klasie, a Hyundai Santa Fe jest w przeciwieństwie do Kii Sorento oferowany jako pięciomiejscowy. Sam bagażnik jest obszarem godnym szerszego opisania.

Bagażnik Hyundaia Santa Fe jest ogromny, ale to nie wszystkie jego atrybuty.

Pomijając jego wielkość, ma podwójną podłogę i strefę pod nią, podzieloną na dwie części. Ta bliższa klapy jest schowkiem na drobiazgi, podstawowe wyposażenie auta lub zwijaną roletę. Bliżej kanapy są duże skrytki, w których można pomieścić sporo przedmiotów. Styropianową wkładkę dzielącą tę przestrzeń na trzy części można wyjąć, choć wymaga to chwilę pracy.

Ponadto, w bagażniku są haczyki, dobre oświetlenie, gniazdko oraz przyciski do składania oparć kanapy. Te kładą się niemal na płasko, tworząc pochyloną delikatnie ogromną podłogę.

W bagażniku Santa Fe jest wszystko - schowki, skrytki, haczyki, uchwyty, gniazdko...

Warto jeszcze dodać, że Hyundai opracował bezdotykowe otwieranie bagażnika, ale bez machania nogą, aby trzymając w rękach zakupy otworzyć klapę. Nigdy tego nie używam, bo czuję się jak dureń zwłaszcza, gdy nie zadziała. Tu natomiast wystarczy podejść, a po uaktywnieniu się sygnału dźwiękowego cofnąć się o krok. Świetne!

Europejskie elementy Hyundaia Santa Fe

Na pewno silnik jest najważniejszym. W USA Santa Fe jest oferowany wyłącznie z jednostkami benzynowymi, choć akurat moim zdaniem 185-konny motor 2.0 CRDi to lepsza propozycja od benzyniaków: wolnossącego 2.4 (185 KM) lub doładowanego 2.0 (235 KM).

Jest jak przystało na Europę dobrym kompromisem pomiędzy osiągami a zużyciem paliwa. Osoby, którym jeszcze bardziej zależy na dynamice, mają też do wyboru diesla 2.2 o mocy 200 KM, ale wyraźnie droższego (o 37 000 zł!) w Polsce. To z uwagi na zrozumiałe tylko dla Ministra Finansów przepisy akcyzowe.

Ogromna deska rozdzielcza Hyundaia Santa Fe jest bardzo ładna i nie ma "ciężkiego" wyglądu.

Słabszy silnik zapewnia przyspieszenie do setki w niewiele ponad 10 s i prędkość maksymalną bliską 200 km/h. W praktyce dynamika do około 140 km/h jest dobra, powyżej tej prędkości wyraźnie spada. Trochę niewygodne jest natomiast ospałe ruszanie z miejsca.

Poziom hałasu we wnętrzu jest moim zdaniem niski. Na plus zasługuje też zużycie paliwa. Przy prędkości 140 km/h wynik 9,0 l/100 km uważam za bardzo dobry jak na tę klasę samochodu. Przy prędkości 90 km/h uzyskałem 5,2 l/100 km, co też należy pochwalić. Łagodna jazda w mieście zakończy się spalaniem 7,5 l/100 km, ale większe korki czy średnio dynamiczne poruszanie się w takich warunkach lub po prostu jazda na krótkich odcinkach łatwo dociągnie wynik do 10 l/100 km lub wyżej.

Cyfrowe wskaźniki tylko w najwyższym standardzie wyposażenia. Kolor oznacza tryb jazdy. Smart może z powodzeniem zastąpić zielony Eco i czerwony Sport.

Dużą rolę w niskim spalaniu, ale też komforcie jazdy, odgrywa automatyczna skrzynia biegów o ośmiu przełożeniach. Pracuje komfortowo i ani razu nie szarpnęła. Jak już wspomniałem, irytuje tylko przy chęci szybkiego ruszania z miejsca.

Już podczas jazdy reaguje chętnie na dodanie gazu, ale pod warunkiem, że nie używa się trybu Eco. Na wysoką ocenę zasługuje tryb Smart, który dopasowuje pracę silnika i przekładni do sposobu operowania przepustnicą. Utrzymuje wybrany i dopasowany automatycznie tryb przez kilkadziesiąt sekund, po czym przechodzi w Eco, jeśli kierowca uspokoi tempo jazdy.

Trochę zbyt europejskie zawieszenie?

Pierwsze wrażenie podczas jazdy jest takie, że Hyundai Santa Fe jest samochodem miękkim. Wpływa na to sam ciężar, ale też zestrojenie zawieszenia, które w fazie niskich częstotliwości, gdy działa na nie głównie masa nieresorowana, przyjemnie buja się i dobrze filtruje nierówności. Prościej – jeśli jedziesz drogą o równej nawierzchni, ale pofalowaną, wszystko jest super, pod warunkiem, że lubisz miękkie auta.

Dużo miejsca i wysoki komfort z tyłu. To jeden z tych samochodów, w którym jako pasażer chętnie usiadłbym w drugim rzędzie.

Trochę zmienia się, gdy droga przestaje być gładka. Wtedy odzywają się twardsze nastawy amortyzatorów szybko tłumiące wibracje. Jednak może to przeszkadzać tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z dużymi dziurami o częstym występowaniu. I wcale nie chodzi o to, że jest zbyt twardo, tylko sam samochód potrafi trochę podskakiwać i bujać się jednocześnie.

Testując auto zimą po bardzo wyboistych drogach uważam, że mimo to jest dobrze, choćby z uwagi na porządne wyciszenie podwozia i stabilność wynikającą z dużej odległości pomiędzy kołami.

Przyciski zamiast sterowania dotykowego - to się chwali

Santa Fe na pewno nie jest modelem stworzonym do jazdy dynamicznej, zwłaszcza na zakrętach. Co prawda prowadzi się pewnie i nie zaskakuje zachowaniem, ale duża masa i wysoko umieszczony środek ciężkości zniechęcają do szybkich i głębszych ruchów kierownicą.

Bezpieczeństwa cały pakiet

Po dokupieniu wspomnianego już pakietu Inspiration, na pokładzie Santa Fe mamy wszystko, co Hyundai do tej pory wymyślił w tym obszarze. Pomijając standardowe systemy wsparcia kierowcy, na pokładzie jest też duży i czytelny wyświetlacz head up, a także dwa systemy typowo dla rodzin z dziećmi.

Pierwszym jest przypominający o pozostawionym w aucie dziecku. Nazywa się "system monitorowanie tylnej kanapy", ale w praktyce po wyłączeniu auta na cyfrowym zestawie wskaźników pojawia się komunikat "sprawdź tylne siedzenia". Wydaje się to idiotyczne, ale nie jest.

Santa Fe przypomina o pasażerach z tyłu.
Kolejny SUV z zaczepami Isofix z przodu.

Jeśli wychodzisz z samochodu na chwilę i zostawisz dziecko w kabinie, to gdy tylko zacznie się ruszać, auto włączy alarm. Dla niektórych nie jest to zachowanie godne pochwały, ale jeśli już ktoś tak robi, to wolę mieć takie auto, niż inne, które w ogóle się nie "odezwie".

Drugim rozwiązaniem dla dzieci jest system blokowania zamków drzwi, gdy podczas postoju z tyłu nadjeżdża inny pojazd. Dziecko dzięki temu nie wybiegnie pod auto. Warto dodać, że Santa Fe wyposażono w dodatkowe zaczepy Isofix na przednim fotelu, więc może zastąpić nawet minivana.

Jest jeszcze inny aspekt, równie niepoprawny co zostawianie malucha w aucie – chodzi o kuligi. Pomijając fakt, że Santa Fe uciągnie 2000 kg, a napęd na cztery koła poradzi sobie ze śniegiem, to kierowca może podczas jazdy włączyć kamerę cofania i obserwować zgraję ciągnionych na sankach dzieciaków. Kamera nie wyłącza się nawet przy wysokich prędkościach. Szkoda, że koreański koncern powoli się z tego wycofuje.

Droższy, ale moim zdaniem lepszy od Kii Sorento

200 400 zł kosztuje topowa odmiana Platinum z silnikiem o mocy 185 KM. W standardzie jest bardzo bogate wyposażenie z zakresu komfortu, automat i napęd na cztery koła. Po dokupieniu pakietu Inspiration auto kosztuje 215 400 zł i ma już wszystko.

Technicznie bliźniacza Kia Sorento w odmianie GT Line z silnikiem 2.2 o mocy 200 KM kosztuje 208 500 zł. Aby mieć technologiczny top, należy jeszcze dopłacić 10 000 zł za pakiet systemów wspomagających, przy czym Kia oferuje asystenta parkowania, a Hyundai nie.

Hyundai Santa Fe jest ładnym samochodem, ale tył wydaje się jakby trochę ociężały

W praktyce Kię można kupić taniej, a choć w wersji podstawowej oba auta kosztują dokładnie tyle samo – 149 900 zł – to w Sorento jest już automat, napęd na cztery koła i dodatkowe 35 KM mocy (standardowy silnik hyundaia oferuje 150 KM).

Wybierając wersje środkowe lub najwyższe, Hyundai daje za wyższą cenę odpowiednio wyższą jakość wnętrza, przyjemniejsze materiały, moim zdaniem lepszą organizację przestrzeni oraz ładniejszy wygląd zarówno nadwozia jak i wnętrza. Na tle Kii Sorento Hyundai Santa Fe jest autem nieco wyższej klasy, bliskiej premium i to jest coś, za co wiele osób jest skłonna dopłacić.

Moja opinia o Hyundaiu Santa Fe

Samochód jest relaksująco wygodny i świetnie wykonany. To jeden z tych modeli, w których rzeczywiście widać wyższość marki Hyundai nad Kią. Przebywając w jego wnętrzu ma się wrażenie posiadania auta klasy premium. Gdyby pod maską pracował 6-cylindrowy diesel, byłoby jeszcze lepiej.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • Przestronność
  • Dobre zagospodarowanie wnętrza i bagażnika
  • Wysoka jakość wnętrza i materiały
  • Przemyślane systemy bezpieczeństwa
  • Oszczędny silnik
  • Dobre wyciszenie
  • Ogólny wysoki komfort podróżowania

Minusy:

  • Wysoka cena jak na auto tej marki
  • Właściwości jezdne tylko dla spokojnych kierowców
  • Niektóre materiały mogłyby być miękkie

Obserwuj nas na Instagramie:

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Citroën C5 Aircross, czyli SUV klasy komfort. Zgadzam się Test Hyundaia Elantry 1.6 MPI: prosty, tani i oszczędny. Ideał kompaktu Lexus UX: dojrzały SUV w rozmiarze mini BMW X2 20d xDrive: wygląda fantastycznie, ale brakuje mu charakteru Hyundai i20 Active 1.0 T-GDi: niezrozumiała wersja porządnego auta Test DS7 Crossback PureTech 225: stylowa propozycja dla szukających wygody Dacia Dokker Van 1.5 dCi 90: sprawdzasz cenę i zapominasz o konkurencji Nowy Peugeot 508: auto, którym mogę jechać na koniec świata Toyota Corolla Hybrid. Wielka zmiana w japońskim kompakcie Nowa Mazda 3 zagląda do klasy premium nie tylko ceną Lexus RC 300h po faceliftingu: tylko koni żal… BMW M850i xDrive: test gran turismo przyszłości Hyundai Tucson z systemem 48V Mild Hybrid: czy to w ogóle ma sens? Kia Ceed SW 1,4 T-GDi: kompetentna, lecz pozbawiona charakteru Nissan Micra N-Sport: usportowiony hatchback dla tych, którzy nie lubią szybko jeździć Lexus ES300h: sprawdzamy, czy limuzyna stworzona z myślą o USA ma sens w Europie Seat Ateca FR 2.0 TSI: najmocniejsza i najlepsza Mini Cooper SD po liftingu. Z dieslem pod maską spełni bardzo specyficzne potrzeby Volvo V60 Cross Country i V60 T8: pierwsza jazda nowymi wersjami szwedzkiego kombi Ford Fiesta Active 1.0 EcoBoost: udaje crossovera, ale to udawanie bardzo dobrze wychodzi Nissan Qashqai z bazowym silnikiem 1.3 l. To jednostka z Dustera i Klasy A Nowe Suzuki Jimny: nie jest takie jak myślisz. Jest lepsze Kia Ceed 1.4 T-GDi: trudno o bardziej zwyczajne auto. W tej klasie to komplement Pierwsza jazda ostatnim Volkswagenem Golfem GTI VII. TCR to najlepsza wersja

Popularne w tym tygodniu:

Test Hyundaia Elantry 1.6 MPI: prosty, tani i oszczędny. Ideał kompaktu Seat Leon Cupra R ST: 300-konne kombi z napędem na 4 koła Pierwsza jazda Volkswagenem T-Cross: gdy funkcjonalność jest na pierwszym miejscu Hyundai Santa Fe 2.0 CRDi: koreańczyk po amerykańsku z europejskim silnikiem Lexus UX: dojrzały SUV w rozmiarze mini Test 300-konnego hot SUV-a. Cupra Ateca przeciera szlaki dla nowej marki Mazda 2 świetnie wygląda. To nie koniec jej zalet Citroën C5 Aircross, czyli SUV klasy komfort. Zgadzam się