Test DS7 Crossback PureTech 225: stylowa propozycja dla szukających wygody

Powiem krótko. Dawno nie jeździłem tak komfortowym kompaktowym SUV-em jak DS7 Crossback. Choć wygoda to jego spora zaleta, ma też wady, które dla niektórych przekreślą go z listy rozważanych modeli.

Fot. Michał Zieliński

Ten artykuł ma 2 strony:

DS7 Crossback (2018) - test

Na pytanie „czym teraz jeździsz” odpowiadam na dwa sposoby. Pierwszy to ogólny opis samochodu, gdzie uwzględniam jego rozmiar, markę, charakter. Drugi to po prostu podanie marki i modelu. W przypadku DS7 Crossback pojawił się problem. Ilekroć nie mówiłbym nazwy tego samochodu, zawsze kończyło się to tłumaczeniem, że to nie jest citroën.

Zakładam, że ty, drogi czytelniku, świetnie wiesz o wydzieleniu marki DS spod skrzydeł Citroëna, które miało miejsce w 2014 roku. Francuzi rozegrali sprawę w świetny sposób. Najpierw wprowadzili linię modelową DS, na którą składały się bardziej śmiałe stylistycznie i zaglądające do klasy premium wersje standardowych modeli. Następnie te auta były sprzedawane pod oddzielną marką DS, aż wreszcie pojawił się pierwszy, samodzielny model, czyli DS7 Crossback.

Wcale mnie nie dziwi, że dla wielu osób to jest citroën. Już pomijając historię, wystarczy spojrzeć na kluczyk, który wygląda jak w innych autach PSA. Elementy żywcem przeniesione z innych modeli z Francji widać też w środku. Za kierownicą znajdują się charakterystyczne piloty do sterowania radiem i tempomatem, który pamiętają czasy pierwszego C5. Dźwignię skrzyni automatycznej skądś znamy, a system multimedialny jest tym, co można spotkać w nowych modelach Citroëna, tylko ma nałożoną skrókę. Reszta to jednak absolutny odlot.

DS7 wyróżnia się na ulicy

Długo przekonywałem się do wyglądu DS7, ale w tej specyfikacji zdecydowanie przypadł mi do gustu. Dominują ostre cięcia, a wielki grill umieszczono pomiędzy wąskimi reflektorami. W nich znajdują się małe sześciany, które obracają się, gdy otwierasz samochód. Potrzebne? Nie. Zwraca uwagę? I to jak!

Francuzi zadbali, by każdy widział, że to DS. Zamontowali więc logo na atrapie chłodnicy, nad nią, na felgach, na klapie bagażnika, a także na częściach tylnych świateł, które zachodzą na boki. To ważne, bo gdzie się nie pojawił, ktoś zawsze oglądał się za miedzianym SUV-em.

We wnętrzu projektanci kontynuują motyw ostrych cięć. W tym stylu utrzymane są nie tylko przyciski, ale też przeszycia na skórzanej tapicerce, czy interfejs systemu multimedialnego i ekranu zastępującego zegary. Fanaberią jest przycisk startera ukryty pomiędzy kratkami wentylacyjnymi na konsoli centralnej i wysuwany zegarek analogowy.

Zobacz również: Jak działa asystent pasa ruchu i aktywny tempomat?

Całość balansuje na granicy stylu i przesady, a dla niektórych może przechylać się zbytnio w stronę tej drugiej. Ale czy nie tego oczekujemy od francuskiej motoryzacji? Ważne, że wszystko jest wykonane z materiałów wysokiej klasy i świetnie spasowane.

DS7 jest szalenie wygodny

Technicznie DS7 Crossback jest spokrewniony z Peugeotem 3008 i Oplem Grandlandem X, lecz jest od nich większy. Szczególnie czuć to na tylnej kanapie, gdzie miejsca nie brakuje. Gdyby jednak było go za mało, oparcie można pochylić elektrycznie. Nie można narzekać także na bagażnik, który ma 555 litrów pojemności.

Z francuskimi braćmi wspólna jest też paleta silników. Testowy egzemplarz miał pod maską 1,6-litrowy silnik o mocy 225 KM, który – choć jest bardzo dynamiczny – najlepiej czuje się przy spokojnej jeździe. Na wyższych obrotach robi się głośny i paliwożerny. Jednocześnie melancholijny charaktery bardzo pasuje do DS7, który jest samochodem szalenie komfortowy. Przekonałem się o tym tuż po odbiorze auta.

Po ustawieniu wszystkiego włączyłem nawigację, by ominąć warszawskie korki. Okazało się, że najszybsza trasa wiedzie drogami, które czasy swojej świetności albo mają dawno za sobą, albo nigdy ich nie miały. Nie mogłem trafić lepiej. DS7 po prostu płynął po nierównościach. Tak, czułem je, ale w żaden sposób mi nie przeszkadzały. Odpowiadało za to nie tylko świetnie zestrojone zawieszenie, ale też technologia na pokładzie.

Francuzi zamontowali specjalną kamerę, która skanuje drogę. Samochód analizuje zebrane przez nią dane i ustawia się tak, by jak najłagodniej przejechać po wybojach. To brzmi jak marketingowa ściema, ale w DS7 naprawę działa. Na tym jednak nie koniec.

Adaptacyjny tempomat pracuje niespotykanie delikatnie. Początkowo musiałem co rusz patrzeć na prędkościomierz, bo nie czułem, że samochód hamuje. Bałem się, że zaraz wpakuję się w bagażnik auta jadącego przede mną, który cały czas zwalniał. Na plus zaliczam też asystenta pasa ruchu, który rozpoznaje nawet krawężniki i wytarte linie. Bardzo ważne i przydatne na polskich drogach.

O takich oczywistościach, jak fantastyczne wyciszenie kabiny nawet nie będę wspominał. Efekt tych wszystkich udogodnień był taki, że DS7 cały czas jeździłem w trybie komfortowym. Stanowił piękną odskocznię od szybkiego tempa życia, do którego przyzwyczaiły nas obecne czasy. W pewnym sensie czułem się, jakbym magicznie przenosił się do Francji. Wisienką na torcie (albo raczej na crème brûlée) jest świetnie działająca funkcja masażu w przednich fotelach.

Nie jest idealny

A więc gdzie te wady? Dla niektórych będą to wspomniane już elementy żywcem przejęte z innych aut grupy PSA. W citroënie by nie przeszkadzały, ale tutaj przecież mówimy o DS, marce aspirującej do grupy premium. Szczególnie, że DS7 Crossback nie jest samochodem tanim. Bazowa wersja kosztuje 125 tys. zł, lecz testowany egzemplarz ma „na metce” grubo ponad 200 tys. zł. Z drugiej strony jest to ciągle taniej niż konkurenci z Niemiec czy Szwecji.

W cenniku próżno szukać silników mocniejszych niż 225 KM, w opcjach nie ma też napędu na cztery koła. Choć zazwyczaj nie mam problemów z obsługą gadżetów, notorycznie gubiłem się w menu systemu multimedialnego. Ustawienie wspomnianego masażu do dzisiaj jest dla mnie zagadką. Wreszcie, nie wszystkim spodoba się oryginalny styl DS7 zarówno z zewnątrz, jak i w środku.

Jak widzicie, nie są to mankamenty w żaden sposób dyskwalifikujące ten samochód. Najważniejsze zalety DS7 Crossback – czyli komfort i oryginalność – skutecznie je przykrywają, dzięki czemu samochód stanowi atrakcyjną propozycję dla wszystkich znudzonych oglądaniem tych samych „twarzy” w świecie premium. Model potwierdza też, że w najbliższych latach warto będzie obserwować rozwój DS. Czuję, że Francuzi jeszcze nie raz pozytywnie zaskoczą.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • oryginalny i atrakcyjny wygląd
  • komfort jazdy
  • świetnie działający asystent pasa ruchu
  • przestronne i dobrze wykonane wnętrze

Minusy:

  • wysokie zużycie paliwa
  • elementy z tańszych aut psują efekt premium
  • silnik nie lubi dynamicznej jazdy

Obserwuj nas na Instagramie:

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Seat Leon ST 2.0 TDI FR 4Drive: najlepsza specyfikacja hiszpańskiego kompaktu Volvo V60 D3 Ocean Race - inne spojrzenie [test autokult.pl] Nowy Jeep Wrangler Rubicon jest tak bezkompomisowy jak poprzednik. Tylko, że lepszy Toyota GT86 SOL - oto jestem [pierwsza jazda autokult.pl] BMW M4 Cabrio - test Nowe Renault Grand Scénic i Mégane Grand Coupé - pierwsza jazda nowościami z Francji Alfa Romeo 159 Berlina 1.75 TBi Sport Plus Ti – włoski ideał został zabity? [test autokult.pl] Test Infiniti QX60: kupujmy wolnossące V6, bo tak szybko odchodzą Renault Twingo 0,9 TCe 90 Edition One - pierwsza jazda Test Mercedesa Klasy B 220 4MATIC. Minivan, z którym możesz porozmawiać BMW 320d Luxury (F30) – klasa średnia, idealna [test autokult.pl] Renault Kangoo Energy 1,5 dCi S&S - test

Popularne w tym tygodniu:

Pierwsza jazda BMW 2 Gran Coupe: coś dla młodszych Toyota Yaris czwartej generacji: po pierwszej jeździe wiem, że jest yarisem już tylko z nazwy Test Porsche Taycana Turbo: bardzo udany elektryk, ale znacznie lepsze porsche Pierwsza jazda Audi RS Q3 na lodzie. Naprzeciw zimie Test Peugeota 208 PureTech 100. Mały francuz, w którym można się zakochać Volvo XC60 T8 Polestar Engineered kontra Tatry: górski test plug-ina po fabrycznym tuningu Test Škody Superb iV: hybryda, która rozczarowuje w kwestii spalania Test Range Rovera Velara D275: diesel może być na czasie