Jeśli Mini, to tylko w takim kolorze. Pasy na masce to tylko naklejki

Jeśli Mini, to tylko w takim kolorze. Pasy na masce to tylko naklejki (fot. Mateusz Lubczański)

Mini Cooper SD po liftingu. Z dieslem pod maską spełni bardzo specyficzne potrzeby

Jeden z najbardziej stylowych hothatchy – Mini Cooper S – doczekał się liftingu. Postrzegane jako modny dodatek auto teraz jeszcze bardziej (to w ogóle możliwe?) podkreśla swoje pochodzenie. I jak każdy zwracający uwagę gadżet - słono kosztuje.

Ten artykuł ma 2 strony:

Mini Cooper SD po liftingu — opinia, test

Jeśli Mini jest dla Ciebie sposobem na wyróżnienie się, oto dobra wiadomość. Po liftingu w ofercie pojawiło się kilka nowych kolorów, szersza oferta tapicerek (w tym Chester Brown prezentowana na zdjęciach) i – jak to zwykle w przypadku liftingów bywa – niespotykane wcześniej obręcze kół. Otwórz drzwi, a na ziemi wyświetli się logo Mini, przyciągając wzrok przechodniów. W kabinie za to powita cię Union Jack, oczywiście jeśli nie zdecydowałeś się na wydrukowanie ozdobnych listew na drukarce 3D według własnego widzimisię. Jeśli Mini miałoby być jeszcze bardziej brytyjskie, wyświetlałoby Union Jacka na tylnych lampach. A nie, czekaj…

Kuracja odmładzająca bez niespodzianek

Lifting nie jest specjalnie zaskakujący, choć dodaje kilka funkcji: od standardowego radia z ekranem 6,5 cala, przez system telefoniczny z bezprzewodową ładowarką, do systemu Mini Find Mate, który wyświetla na ekranie położenie nadajników przypiętych do np. plecaka. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się to bez sensu, ale może okazać się przydatne np. dla rodziców spędzających sporo czasu za kółkiem i chcących obserwować pociechy. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo żadnego innego sensownego wytłumaczenia nie znalazłem.

Union Jack na tylnych lampach wygląda rewelacyjnie. Mają go "miniaki" po liftingu, ale oczywiście za dopłatą.

Mini Cooper S – nawet przed liftingiem – należał do wąskiej grupy samochodów, które według mnie… nie potrzebowały mocniejszej odmiany. Oczywiście, można było zdecydować się na wersję John Cooper Works, która podnosiła emocje (i obniżała komfort), lecz nigdy nie byłem rozczarowany "eSką". Nie łapałem się na potrzebie kilku koni więcej, nie wymagałem bardziej angażującego prowadzenia. Cooper S był prawie idealny.

Jak się okazało, ktoś postanowił włożyć pod maskę diesla.

Szczerze mówiąc byłem całkowicie zaskoczony obecnością takiej specyfikacji na parku prasowym, ba, istnienia Mini Coopera S „w dizlu” w ogóle. W teorii tak skonfigurowałbym swoje auto pod względem prezencji, w jedynym słusznym metalicznym kolorze British Racing Green (2205 zł) z pasami na masce, które niestety okazują się naklejkami, za które trzeba zapłacić 485 zł. Nigdy za to nie wziąłbym diesla. O ile konstrukcje BMW wyróżniają się wysoką kulturą pracy (zwłaszcza ostatnio wprowadzone 6-cylindrówki), to charakter tych silników doceniam w trasie, a nie w mieście. Dlatego też Mini Cooper SD od razu wydawał mi się propozycją co najmniej dziwną. Miejski hothatch z jednostką sprawdzającą się w trasie? Jakby powiedział redaktor Żuchowski, Mini "otwiera się na nowe możliwości".

Z przodu "S", na tylnej klapie już z emblematem "SD"

Pod maską mamy czterocylindrowy silnik z rodziny B57 znanej już z serii 3, X1 czy X3, generujący 170 KM i 360 niutonometrów w zakresie 1500 – 2750 obr. Biorąc pod uwagę benzynową "eSkę", jesteśmy (katalogowo) już 22 konie i 35 kg do tyłu. Atutem może być 8-biegowa przekładnia o nazwie Steptronic, będąca "tradycyjną”"skrzynią sprawdzającą się nawet w szybszym JCW. W benzynowej "eSce" też jest Steptronic, ale to już przekładnia dwusprzęgłowa i mająca jedno przełożenie mniej.

Zobacz również: Wideotest Maserati Ghibli

Brakuje iskry – dosłownie i w przenośni

Cooper SD jest też wolniejszy od benzynowej wersji o pół sekundy, co na papierze zmienia całkiem atrakcyjny wynik 6,7 s w mało podniecające 7,2 s. Na drodze może nie czuć tego tak dokładnie, lecz w tym aucie zdecydowanie brakuje charakteru turbodoładowanej benzyny. Diesel odwdzięcza się za to spalaniem – na autostradzie średnia wyniosła 6,1 litra oleju napędowego, w mieście potrzeba 6,7 litra na sto kilometrów.

Mini Cooper SD po liftingu - wnętrze

Coopery od zawsze prezentowały się jako wzór zwartości w prowadzeniu i w tym wypadku jest podobnie. Wysokoprężna jednostka z dodatkowym osprzętem sprawia jednak, że czegoś tu brakuje, chociażby tej małej iskry, która dawała radość w wersji benzynowej. Cooper SD nie prowadzi się źle, ale zauważycie różnice po przesiadce z "benzyny". Powtarza się sytuacja z niemal każdego GTI/GTD, Octavii RS, poprzednich Focusów ST – diesel nie przelewa czary goryczy, ale nie każdemu będzie on pasował. Zrezygnowałbym z adaptacyjnego zawieszenia (2205 zł), bowiem zamienia auto z ustawienia "przyjemnie twarde" w trybie comfort do "nieprzyjemnie twarde" przy ustawieniach sportowych.

Mini Cooper SD - tapicerka Chester Brown

Nawet jeśli zdecydujemy się na wybranie Mini na długie trasy (co biorąc pod uwagę np. wyciszenie czy jakość wykonania nie jest aż tak złą decyzją), oferta wysokoprężnych jednostek napędowych ma zauważalną dziurę. Cooper D ma 116 KM, a następna w cenniku jest już SD z mocą 170 KM. Brakuje czegoś pomiędzy.

Kabina Mini jak zwykle robi wrażenie

Mini Cooper ma błyszczeć i potwierdza to w kabinie – inspirowanie lotniczymi rozwiązaniami przyciski, za szeroki ekran wciśnięty w centralne miejsce deski imitującej oryginał, finezyjne przeszycia na tapicerce – to wszystko robi wrażenie. Bycie modnym wymaga poświęceń – dzięki niemal pionowej szybie czułem się jak czołgista w T-34, który musi oglądać świat przez szparę i wychylać się by zobaczyć wysoko zawieszony sygnalizator. Jedni powiedzą, że jest ciasno, inni, że kabina jest całkiem przytulna.

Ale żeby nie było, że tylko narzekam – wykonanie stoi na wysokim poziomie, pomimo bezramkowych szyb nie dało się usłyszeć żadnego szumu na trasie, mając 180 cm wzrostu zmieściłem się za sobą na tylnej kanapie i wytrzymałbym nawet kilkanaście minut jazdy! Ostrożnie podchodziłbym jednak do weekendowych wypadów we dwoje – kształt bagażnika (zaledwie 211 l) sprawia, że zmieści się tam półtorej walizki w rozmiarze kabinowym, chyba, że zrezygnujecie z podwójnej podłogi. Wtedy można bawić się w tetris z bagażami.

SUKCES!

Można łatwo wysunąć wniosek, że Mini Cooper SD jest całkowicie pozbawiony sensu. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy na cenę egzemplarza ze zdjęć, która sięga 180 tys. zł. Z jednej strony za taką kwotę można mieć już naprawdę mocnego hothatcha. Z drugiej strony, pod względem ceny to Audi A1 przesunęło granicę w segmencie miejskich aut premium. Myślę, że lepiej stwierdzić, że Mini Cooper SD skierowany jest do indywidualistów z bardzo specyficznymi wymaganiami. Bo to, że jednostka diesla ma na celu obniżenie emisji CO2 całej gamy, wydaje się nieco naciągane, prawda?

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Cooper dalej wygląda świetnie i szybko się nie zestarzeje
  • Obiecująca jakość wykonania
  • Duże możliwości indywidualizacji…

Minusy:

  • …okupione oczywiście wysoką ceną
  • jednostka napędowa będzie raczej rzadkością na rynku
  • Styl nadwozia wymusza nieco ograniczoną widoczność

Obserwuj nas na Instagramie:

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

BMW 118d (F20) Sport Line - sprzeczka emocji z rozsądkiem [test autokult.pl] Citroën Jumper jako Adria Matrix Axess: typowy test nietypowego pojazdu Chevrolet Cruze 2.0 VCDi 5d/HB LT Plus MT - rozsądny wybór [test autokult.pl] Volvo V60 D3 Ocean Race - inne spojrzenie [test autokult.pl] Dacia Duster 1,5 dCi: ja tu jestem, żeby pracować DS 5 1.6 THP 200 SportChic - test [wideo] Volkswagen Arteon: usportowiony Passat - podejście trzecie Citroën C4 Picasso 1,6 THP Exclusive - test Nowy Nissan Note 1,2 Acenta - test Opel Meriva 1,7 CDTi Cosmo - elastyczne MPV [test autokult.pl] Suzuki SX4 S-Cross 1,4 140 KM BoosterJet (2016) – prawdziwy samuraj? Volkswagen Passat B8 i Ford Mondeo V - test porównawczy [cz.2]

Popularne w tym tygodniu:

Audi Q7 po liftingu na polskich drogach: zmiany (w większości) na lepsze Ford Focus ST 2.3 EcoBoost: najtańszy hot hatch w swojej klasie. Ale czy najlepszy? Mercedes-AMG G63: Joker trafia na drogi Renault Captur: druga generacja jest większa, ładniejsza i po prostu lepsza Seat Mii Electric: miejski elektryk, który naprawdę może zastąpić auto spalinowe Ile nowa Octavia czerpie z pierwowzoru? Sprawdziłem to, jeżdżąc jej pierwszą generacją Porsche Cayenne Coupe: kształt 911 w wydaniu XXL Toyota C-HR po liftingu: Japończycy przyspieszają z technologią Kia Stinger GT: po latach udowadnia, gdzie tak naprawdę leży jej siła