Nowe Suzuki Jimny: nie jest takie jak myślisz. Jest lepsze

Suzuki Jimny pomimo bardzo prymitywnego wyglądu jest jak zabaweczka. Nie dajcie się jednak tak łatwo zwieść. Pomimo cukierkowego lakieru i przyjemnie kanciastej sylwetki to narzędzie dla profesjonalistów. Zbudowane tak dobrze, że aż odebrało mi mowę.

Poznałem się na Suzuki Jimny podczas pierwszych jazd. To nie zwykły samochód, lecz narzędzie pracy.

Poznałem się na Suzuki Jimny podczas pierwszych jazd. To nie zwykły samochód, lecz narzędzie pracy. (fot. Marcin Łobodziński)

Suzuki Jimny (2019) - pierwsza jazda, opinia

Japoński producent bazując na twardych danych liczbowych miał prawo niedoszacować produkcji do oczekiwań klientów. Poprzednik nie sprzedawał się już najlepiej, co po 20 latach nie może dziwić. Natomiast nowe Suzuki Jimny, koncepcyjnie i technicznie prawie takie same auto, wywołało wręcz sensację na światowym rynku. Popyt znacząco przerósł podaż i to do tego stopnia, że rozważane jest uruchomienie dodatkowej produkcji poza Japonią.

Nie ma go w Niemczech, nie ma na Barbados. Na nowego Suzuki Jimny czeka się wszędzie

Popyt na nowego Jimny'ego zdecydowanie przerósł najśmielsze oczekiwania Suzuki. Problemy z dostępnością są nie tylko w Polsce, ale też w Niemczech,…

Z rozmowy z przedstawicielami Suzuki wynikło jednak bardzo rozsądne podejście do tematu obecnego braku samochodów na sprzedaż. Przede wszystkim Suzuki ma świadomość, że duży boom na ten model w pewnym momencie wygaśnie, gdy każdy kto rzeczywiście miał chęć, kupi Jimny.

Po drugie, klienci mogą być zachwyceni wyglądem – sam jestem – ale w pewnym momencie zachwyt może przerodzić się w rozczarowanie. Bo absolutnie nie jest to crossover. I w tym momencie mnie olśniło! Już tłumaczę dlaczego.

Nowe Suzuki Jimny jest niemożliwie kanciaste. Wiem dlaczego - łatwiej takie nadwozie odśnieżyć i naprawić.

Nieoficjalnie dowiedziałem się – i to bynajmniej nie od przedstawicieli marki — że w planowanym roadshow Suzuki, w którym gwiazdą ma być Jimny, a które zaczyna się 1 lutego, wcale nie chodzi o promocję tego modelu. Bo to byłby absurd, by promować auto, którego obecnie nie tylko nie można kupić, ale w niektórych salonach nawet nie przyjmuje się zamówień.

Potencjalni klienci będą mieli okazję poznać nowe Jimny, ale głównym celem jest najpewniej zebranie zamówień na praktyczniejszą, bardziej cywilizowaną i kosztującą mniej więcej tyle samo Vitarę, którą również można kupić z napędem na cztery koła, a przede wszystkim… można ją kupić. I choć początkowo pomyślałem „głupie”, teraz wiem, że to genialne!

Zobacz również: Nowy Opel Zafira (2016) - test Autokult.pl - Samochód Miesiąca

Suzuki Jimny 1,3 Elegance (2013) i 1,3 Jeans (2004) - koniec i początek [test autokult.pl]

Suzuki Jimny to jeden z niewielu modeli, którego jedna generacja jest na rynku już od 15 lat. Przez ten czas auto przeszło dwa liftingi (w latach 2005 i…

Nowe Suzuki Jimny to bardziej narzędzie niż samochód

Na projekt nowego Suzuki Jimny można spojrzeć dwojako. Przy czym tylko jeden sposób oceny tego auta jest słuszny. Zacznę więc od niewłaściwego.

Mało kto zwraca uwagę na fakt, że zderzaki w nowym Suzuki Jimny nie są integralnym elementem nadwozia. Miłośnicy offroadu znają tego zalety.

Z technicznego punktu widzenia nowe Jimny to gruntownie zmodyfikowane stare Jimny. Rama jest wzmocniona w trzech punktach, dostała tłumiące wibracje dodatkowe poduszki, a układ napędowy jest w praktyce taki sam za wyjątkiem silnika. Nawet zawieszenie jedynie zmodyfikowano, czego efektem jest m.in. szerszy rozstaw kół. Z technicznego punktu widzenia, to bardziej lifting niż nowy model. Więc oceniając auto niewłaściwie, można wysunąć prosty wniosek – Suzuki się nie postarało. Większego błędu popełnić już nie można.

Koncepcja Jimny jest zupełnie nowa. Pierwszy model z tej linii LJ był profesjonalną terenówką. Drugi – SJ/Samurai – był autem miejsko-terenowym i kobieco-męskim. Dla każdego i do wszystkiego był także jeszcze wygodniejszy i jeszcze bardziej drogowy, nowoczesny jak na swoje czasy Jimny. A nowy model łączy wszystkie cechy poprzedników, jednocześnie wracając do korzeni. To nawet nie samochód, ale maszyna dla profesjonalistów i za chwile to udowodnię.

Przestrzeń pomiędzy nadkolem a kołem jest spora. To umożliwia zawieszeniu spory skok i... ułatwia wymianę koła.

Samochodem może być Baleno, do miasta Swift, na trasę SX4 S-Cross. Jimny nie jest najlepszym wyborem jeśli potrzebujesz pojazdu do przemieszczania się z punktu A do B. Jest ciasny, w praktyce dwuosobowy, nie ma bagażnika, nie jeździ najlepiej przy wyższej prędkości, hałasuje, oferuje niewiele komfortu. Jimny został zaprojektowany zgodnie z tym, czego oczekuje grupa docelowa, czyli tacy, którzy potrzebują cech Jimny.

W swojej prostocie Jimny szokuje przemyślanymi rozwiązaniami. Kanciasta bryła to odniesienie do kultowych modeli LJ i SJ, ale też najlepsza pod względem oceny odległości do przeszkody. Przeszklenie jest tak dobre, że kamera cofania byłaby marnotrawstwem. Tylne koło umieszczone na klapie może służyć za czujnik cofania w terenie. Szyba jest umieszczona pod takim kątem, by wnętrze możliwie najmniej się nagrzewało w słoneczną pogodę. Pomaga w tym także dach wychodzący z przodu poza jej obrys. Co prawda nie widać przez to umieszczonych nad skrzyżowaniem sygnalizatorów świetnych, ale przecież mówiłem – to nie jest samochód.

Po minucie manipulacji przy wnętrzu uzyskujemy dwa prowizoryczne miejsca do spania.

Rynienki dachowe to kolejne rozwiązanie z tych praktycznych, choć błędnie oceniając prymitywnych. Dzięki nim woda nie wlewa się do wnętrza. Wycieraczki? O tańsze w wymianie pióra bardzo trudno.

Materiały do wykonania wnętrza to tworzywa, które nie odbijają promieni słonecznych, a także niebrudzące się zbyt łatwo. A jeśli już, to szybko je wyczyścisz. Tablica wskaźników jest podświetlana na stałe, by zawsze mieć pod kontrolą podstawowe parametry – czy to w nocy czy w słoneczną pogodę. Pomagają w tym także głębokie obudowy zegarów.

Niezwykle proste, łatwe w obsłudze i też nieźle wyposażone wnętrze Suzuki Jimny jest wykonane z mało brudzących się materiałów.

Przyciski są duże i proste, więc obsłużysz je w rękawicach. Deska rozdzielcza równie prosta, niezbyt rozbudowana, co ułatwia obserwację. To samo dotyczy lusterek zewnętrznych. Wycięcie w przednich drzwiach jest po to, by po lekkim wychyleniu się na bok przez otwarte szyby, zobaczyć co dzieje się z przednim kołem. Więc przy okazji nie narzekaj na zbyt blisko umieszczone drzwi, które znajdują się dosłownie pod ręką – tak ma być.

Tak ma być w każdym obszarze auta, które w praktyce jest dwuosobowe, z możliwością przewiezienia dwóch dodatkowych pasażerów. Z tyłu nawet nie jest źle i wygospodarowano tam więcej przestrzeni niż w poprzedniku, ale kosztem czegoś, co nawet trudno nazwać bagażnikiem.

Jego pojemność to 85 litrów i jest bez znaczenia, bo świadomy klient powinien zdawać sobie sprawę z faktu, że bagażnik powstaje dopiero w wyniku złożenia oparć tylnych siedzeń. Wówczas ma 377 litrów objętości i z dodatkową półeczką w tylnej części tworzy płaską powierzchnię. A gdy wyjmiesz zagłówki przednich siedzeń i położysz ich oparcia, to uzyskasz prowizoryczną, dwuosobową sypialnię. Może niezbyt wygodną, ale spać się da. W profesjonalnym użytkowaniu to się liczy.

Dopełnieniem tego tematu jest katalog akcesoriów, który jest drugą połową naszego narzędzia. Katalog na 22 strony, obejmujący niemal wszystkie praktyczne rozwiązania jakie możesz sobie wyobrazić, a wśród nich m.in. przystawka do namiotu, legowisko dla psa, pojemniki do bagażnika i uchwyty bagażowe, odtwarzacz DVD i tuner telewizyjny.

Najlepsze akcesorium w ofercie to taki grill. Moim zdaniem znacząco poprawia i tak atrakcyjny wygląd Jimny. Kosztuje 1000 zł.

Przypuszczam, że to dopiero początek, a rynek aftermarket zamieni Jimny w dokładnie to, czego potrzebujesz. Pod tym względem małe terenowe suzuki przypomina trochę samochody użytkowe i właśnie w tym rzecz. Czy wiecie, że lakier Kinetic Yellow (jak na zdjęciach) nie ma na celu zauroczenia nim pań, ale stworzenie odpowiednika kamizelki odblaskowej? Tak, żeby małe suzuki pozostawione na placu budowy czy w kopalni było zauważone przez kierowcę wywrotki czy operatora koparki.

Suzuki Jimny 1,3 VVT Comfort — im dalej w las… [test autokult.pl]

Suzuki Jimny jest samochodem bezkonkurencyjnym. Dlaczego? Bo nie ma na rynku naturalnej konkurencji. Podczas gdy wszyscy producenci zatracili się w wyścigu…

Suzuki Jimny na drodze, czyli jak to jeździ?

Jeśli już to wszystko o czym napisałem wyżej zrozumiecie, ocenicie Jimny we właściwy sposób, a część z was po prostu nie kupi tego auta, tylko weźmie na przykład Vitarę lub… całkiem podobnego wielkością, a jednak praktyczniejszego i lepiej jeżdżącego Ignisa.

Suzuki Jimny został stworzony do pracy, głównie w terenie.

Nowe Jimny w prowadzeniu jest bardzo podobne do poprzednika, ale ma precyzyjniej pracujący układ kierowniczy oraz znacznie poprawiony komfort tłumienia zawieszenia. Samo zawieszenie to wręcz przekleństwo dla komfortu – dwa sztywne mosty w niedużej odległości od siebie – a jednak nowe Jimny jest dość wygodne. Nie podskakuje jak poprzednie, prowadzi się pewniej. Ma też całą paletę systemów bezpieczeństwa, które w dzisiejszych czasach kierowców-smartfonowców bardzo się przydają.

Na duże moje uznanie zasłużył sobie silnik i układ napędowy. Nowa jednostka K15B o pojemności 1,5 litra i mocy 102 KM nie jest wcale taka nowa. Od dłuższego czasu zna ją rynek azjatycki, dlatego nie ma tu mowy o eksperymentach na klientach.

Silnik benzynowy bez turbo i do tego na przekór ekotrendom większy od poprzednika. Jeszcze mocniejszy i dynamiczniejszy.

Pięciobiegowa skrzynia manualna ma dość krótkie przełożenia, ale i tak nowy silnik ma dobrą dynamikę i przede wszystkim znacznie lepszą elastyczność. Już od około 2000 obr./min przyspiesza płynnie i odczuwalnie. Biegi można zmieniać wcześniej, a czyni się to przyjemne, bo mechanizm jest wybitnie precyzyjny jak na tak długi drążek.

A propos drążków, bo nie każdy może sobie zdawać z pewnych rzeczy sprawę. Po pierwsze, długa dźwignia zmiany biegów to atut w terenie, gdzie liczy się błyskawiczna reakcja. Podczas dość krótkich jazd testowych doskonale się sprawdziła, gdy było potrzebne szybkie "przepięcie" z trójki na dwójkę na włączonym reduktorze. Kto jeździ w terenie ten wie o czym mówię.

Zwróćcie uwagę, że na zmarzniętym śniegu auto nawet się nie zapada. To zasługa masy niewiele przekraczającej 1100 kg.

Po drugie, drążek reduktora to na bezdrożach lepsze rozwiązanie niż przyciski, których naciśnięcie to jedynie wysłanie komunikatu do elektroniki, która zarządza włączeniem napędu na cztery koła, że tego oczekujemy. Drążkiem nie wysyłamy komunikatu, tylko ręcznie włączamy napęd na cztery koła wtedy, gdy jest potrzebny. Działa bardzo sprawnie. No i łatwiej go obsługiwać w rękawicach.

Czego brakuje w Suzuki Jimny?

W zasadzie mi brakuje trzech rzeczy. Po pierwsze, choćby minimalnej regulacji wysokości fotela kierowcy. Po drugie, lepszego światła ze standardowych reflektorów halogenowych. Po trzecie, oświetlenia przycisku do regulacji lusterek. To wszystko.

Klasyczna dźwignia reduktora może i nie jest nowoczesna, ale za to niezawodna.

Pozycja za kierownicą jest niezła, fotele dość wygodne, obsługa intuicyjna, przejrzystość doskonała i jak się okazuje, schowków jest tyle ile trzeba. Zawieszenie daje wystarczający komfort, autko prowadzi się dość pewnie, a w miarę dynamiczny i raczej ekonomiczny silnik rozpędza samochód do 140 km/h. Szybciej i tak w Polsce nie możesz pojechać. I chyba nawet bym się nie odważył.

Ponadto Jimny jest najtańszą, nowoczesną terenówką na rynku. O ile bazowe za 67 900 zł nie jest specjalnie interesujące, o tyle idealnie wyposażoną wersję premium kupicie za 71 900 zł. Dołożyłbym do tego kapitalnie wyglądający akcesoryjny grill z napisem SUZUKI. Wyposażona jeszcze lepiej i przede wszystkim w diodowe reflektory odmiana Elagance kosztuje wciąż tylko 79 900 zł, a za automat dopłacicie 5000 zł. Niestety tu pieniądze nie są kłopotem. Jest nim dostępność auta. Powiem tylko tyle, że warto na nie poczekać.

Obserwuj nas na Instagramie:

Używane Suzuki Jimny: tania terenówka na lata. Będzie dobrze trzymać wartość

Fenomen Suzuki Jimny zaczął się jeszcze w latach 80., kiedy to zadebiutował jego prekursor znany pod nazwą Samurai. Do dziś to jedno z tańszych aut…

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Kia Ceed 1.4 T-GDi: trudno o bardziej zwyczajne auto. W tej klasie to komplement Pierwsza jazda ostatnim Volkswagenem Golfem GTI VII. TCR to najlepsza wersja Nowe Suzuki Swift Sport to kiepski hot hatch, ale za to świetne GTi Nowe Porsche 911 Carrera S: niezmienny wzorzec samochodu sportowego Toyota RAV4 piątej generacji: sprawdzam, co zmieniło się w najpopularniejszym SUV-ie świata Jaguar F-Type P300 to wszystko, czego możesz chcieć od sportowego samochodu, jeśli nie zgrywasz herosa Mercedes Panamera - czyli o tym, jak raz przywłaszczona nazwa powinna wrócić do prawowitego właściciela Hyundai i30 Fastback N: świetny hothatch w nowym wydaniu BMW X5 z pakietem xOffroad: rzucamy nowego SUV-a w teren Skoda Kodiaq kontra Hyundai Santa Fe i Peugeot 5008: porównujemy siedmioosobowe SUV-y z różnych stron świata Citroën SpaceTourer 2.0 BlueHDi: rywal Multivana z mocnym napędem Opel Grandland X - witamy na długim dystansie Seat Leon ST Cupra 370 Carbon: najmocniejsze hiszpańskie auto, jakie kupisz. Jeśli zdążysz Kia Stinger GT 3.3 V6: otwieramy oczy niedowiarkom! Volkswagen Amarok V6: kiedy chcesz SUV-a, ale potrzebujesz pick-upa Dacia Duster 1,5 dCi: ja tu jestem, żeby pracować Kia Picanto 1.2 X-line: kosztowny indywidualizm Citroën Berlingo M 1.5 BlueHDI: francuski kombivan na nowo. Teraz jeszcze bardziej osobowy O surowej wyspie i technologicznym gigancie: Volkswagen Touareg na Islandii Rolls-Royce Cullinan: pierwszy polski test najdroższego SUV-a świata Renault Twizy: samochód, którym można wjechać do magazynu Skoda Arctic Circle Expedition 2018. 4x4 w Laponii Pierwsza jazda Porsche 911 992 (jako pasażer). Poznajemy nową generację ikony Suzuki Swift Hybrid 1.0: liczy się lekkość

Popularne w tym tygodniu:

Volkswagen e-Crafter - test "polskiego" samochodu elektrycznego z Wrześni Hyundai i30 Fastback N: niby taki sam jak hatchback, a jakże inny Mercedes Klasy V po liftingu chce być Klasą S. Na długie trasy trudno o wygodniejsze auto Kia e-Soul wygląda nietypowo i ma świetny napęd. Mnie przekonała Škoda Kodiaq RS: kompletny, ale... dlaczego to RS? Nowy Mercedes CLA: baby-benz jeszcze nigdy nie był tak dobry Audi e-tron: to nie jest po prostu elektryczne Audi. Tu trzeba spojrzeć szerzej Volvo V60 Cross Country: na przełaj z fasonem Porsche Panamera Sport Turismo z napędem hybrydowym: czy zastąpi diesla w realnym świecie? Hyundai i30 N-Line pokazuje, że aut z Korei nie kupuje się już tylko z rozsądku Test Toyoty RAV4 Hybrid: jej napęd sprawia, że diesel nie ma sensu Skoda Scala: pierwsza jazda nowym rywalem VW Golfa