Suzuki Swift Sport to najsłabszy i najtańszy samochód określany mianem hot hatcha.

Suzuki Swift Sport to najsłabszy i najtańszy samochód określany mianem hot hatcha. (fot. Marcin Łobodziński)

Nowe Suzuki Swift Sport to kiepski hot hatch, ale za to świetne GTi

Po otrzymaniu nowego Suzuki Swift Sport do testu byłem początkowo mocno rozczarowany. Z czasem zacząłem wybaczać pewne braki, aż pod koniec doszedłem do wniosku, że to świetny samochód. Co sprawiło, że tak mocno zmieniłem opinię?

Ten artykuł ma 2 strony:

Suzuki Swift Sport — test, opinia

Przede wszystkim zrozumienie tego samochodu jest niezwykle ważne, a sam producent trochę wprowadza w błąd oznaczeniem Sport, jakie stosuje do najszybszych i najmocniejszych wersji Swifta od jego trzeciej generacji. Wcześniej używali GTi, bardziej właściwego jeśli zajrzeć w jego korzenie.

Nastawienie się na to, że Swift Sport jest hot hachem, czyli według dzisiejszych standardów samochodem w praktyce sportowym, przynosi rozczarowanie. Tak jak mi. Choć jest to kontynuacja poprzednika i nowy model, pomimo zmiany silnika na doładowany, ma bardzo podobny charakter, to jednak nie jest współczesnym hot hatchem. Przynajmniej nie według dzisiejszych standardów. Żeby lepiej zrozumieć dlaczego tak uważam, proponuję w międzyczasie przeczytanie mojego felietonu poniżej:

Nadużywanie określenia hot hatch wypaczyło ideę GTI

Przy okazji tematu tygodnia wzięło mnie na refleksję i cofnięcie się do lat 90. Te jeszcze dobrze pamiętam i miło wspominam hot hatche, które nie są…

Suzuki Swift Sport na śniegu zachowuje się dość nerwowo ze względu na wymiary

Od takich samochodów oczekujemy dziś świetnych osiągów, twardego zawieszenia, dobrego brzmienia silnika lub układu wydechowego i kilku wyraźnych zmian mechanicznych, odróżniających wersję usportowioną od sportowej. Swift jest prędzej tzw. warm hatchem, ale tak nienawidzę tego określenia, że wolę po prostu stare, dobre GTi.

Czego brakuje w Suzuki Swifcie Sport?

Żeby Swift był hot hachem w obecnym towarzystwie, musiałby przejść pewne modyfikacje. Na przykład w zakresie układu kierowniczego i mechanizmu zmiany biegów. Owszem, kierownica jest sportowa i trzyma się ją dobrze, ale praca układu niczym się nie różni od standardowego modelu. Nawet jeśli ma mniejszą siłę wspomagania, to brakuje przede wszystkim krótszego przełożenia i lepszego czucia.

Sportowy układ wydechowy z wyglądu. Brzmienie jest zupełnie normalne, jak w każdym innym aucie.

Zobacz również: Maserati Levante S - test w zaśnieżonych górach

Dokładnie to samo dotyczy pracy skrzyni biegów – drążek jest okej, ale precyzja mechanizmu nie bardzo. Nie jest zły, na co dzień nawet dobry, ale nie tak pracują dziś skrzynie biegów w hot hatchach — pomijam peugeoty. W suzuki czasami coś się zakleszczy, czasami skrzypnie, a całość jest zbyt "rozlatana".

Również praca zawieszenia musiałaby ulec niedużej zmianie w kierunku sztywności. Wszystkie modele Suzuki są miękkie z prostej przyczyny – nie muszą być twarde przy tak niskiej masie. I Swift Sport ważący 999 kg też nie musi z technicznego punktu widzenia, ale subiektywnie powinien. Jeśli ma być hot hatchem.

Kapitalne fotele małego Suzuki to największy atut wnętrza.

Silnik 1.4 BoosterJet o mocy 140 KM to zdecydowany progres w stosunku do wolnossącego poprzednika jeśli chodzi o osiągi. Generuje 230 Nm momentu obrotowego od 2500 obr./min i jest elastyczny. Ale to wszystko. Elastyczność to w zasadzie jego jedyna zaleta w obszarze osiągów. Natomiast przyspieszenie do setki trwa 8,1 s — trochę za dużo moim zdaniem. To dobra wartość, ale nie dla hot hatcha. Nie dziś.

Brakuje też charakteru tej jednostce, która w moim odczuciu niczym nie różni się od wersji montowanej chociażby w Vitarze. Swoją drogą, w tym niedużym crossoverze pomimo znacznie gorszego przyspieszenia (na papierze), robi równie dobre wrażenie, jeśli nie większe.

Delikatne zmiany wnętrza jak w rasowym GTi. Pozycja za kierownicą bardzo dobra.

Charakter to także brzmienie, a i tu nowy motor nie zachwyca. Ani dźwiękami spod maski, ani z tylnej części auta. A mógłby, bo dwie duże końcówki wydechu zapowiadają wiele, a jedyne co dają, to fajny wygląd.

Dość narzekania – Swift Sport to świetne auto!

Trzy dni zajęło mi zrozumienie, że Swift Sport nie jest hot hatchem nie dlatego, że coś poszło nie tak. On nie ma nim być. Powoli zacząłem odkrywać jego zalety. I teraz zaczniemy od końca.

Wydech może i nie ma rasowego brzmienia, ale dzięki temu czy to w mieście czy w trasie, nawet na autostradzie, jest cichy. Dla hot hatcha to wada, dla miejskiego autka ze sportowym charakterem zaleta. Auto nie męczy żadnymi niepożądanymi dźwiękami, za to cieszy niezłe nagłośnienie audio jak na model tego segmentu.

Mechanizm zmiany biegów w Suzuki Swift Sport pracuje lekko jak w miejskim aucie. Ale nie sportowo.

Silnik jest trochę bez charakteru, ale gdy podjeżdża się pod dystrybutor, to charakter staje się kwestią drugorzędną. 37-litrowy bak opróżnia się średnio w tempie 5–6 l/100 km. Co więcej, dynamiczna jazda przyspiesza to tempo o około 1 do 1,5 litra. Dopiero prawdziwe upalanie może to zmienić, jednak z uwagi na pogodę, trudno było znaleźć miejsce, gdzie dałoby się to sprawdzić.

Mnie przekonuje średnie spalanie, jakie uzyskałem w teście, na poziomie 6,6 l/100 km, przy bardzo nieekonomicznej jeździe. Niestety, silne podmuchy wiatru uniemożliwiły mi sensowne przeprowadzenie testu na autostradzie i tym razem musicie mi wybaczyć. Na zwykłej drodze krajowej przy spokojnej jeździe spalanie poniżej 5 l/100 km jest w zasięgu prawej stopy.

Umieszczenie wyświetlacza klimatyzacji pośrodku jest absurdalne. Przez tydzień próbowałem nim kręcić by zmienić temperaturę.

Dynamika Swifta Sport nie powala na kolana, ale elastyczność tej jednostki jest znakomita. "Idzie" już od około 1700 obr./min i nie zwalnia tempa do czerwonego pola na obrotomierzu. Wyciśnięcie z niego wszystkich koni mechanicznych jest też łatwiejsze niż w rasowym hot hatchu, bo jest ich mniej, a do następnego zakrętu nie dojeżdża się tak szybko, więc to w zasadzie i bezpieczniejsze dla zdrowia i dla portfela. Auto daje natomiast sporo satysfakcji, że pojechało się tak szybko, że szybciej się nie dało.

Można narzekać trochę na pracę stosunkowo miękkiego zawieszenia, ale tylko na torze. Drogowe realia pokazują, że nawet użytkownicy hot hatchy dostają czasami szału. Auta są za twarde na co dzień i po prostu męczące. Nie dotyczy to Swifta Sport, który pomimo małego rozstawu kół i osi, zachowuje się bardzo przyzwoicie nawet na fatalnej drodze, a utwardzone amortyzatory i tak dają sobie radę z dociskaniem kół do podłoża.

Dynamika Suzuki Swifta Sport jest dobra jak na klasyczne GTi, ale dość słaba jak na współczesnego hot hatcha.

Warto podkreślić, że choć masa auta jest niska, a rozmiary niewielkie, Swift jest bardzo stabilny w każdej sytuacji poza jedną – ośnieżoną drogą. Tu potrafi być wyjątkowo niespokojny. Plusem natomiast jest fakt, że da się wyłączyć system ESP, co wcale nie jest standardem w takich autach, natomiast jest w mojej opinii jednym z warunków nazwania samochodu hot hatchem. Nie polecam tego na śniegu.

Odnośnie skrzyni biegów, której mechanizm jest daleki od sportowego, lekka jego praca też może być atutem. Jeśli biegi zmienia się delikatnie, wszystko jest w porządku, a drążek nie stawia oporu. Dla kogoś słabego w sam raz. Kierownica również kręci się tak, jak przystało na miejski samochód. To samo dotyczy pracy sprzęgła – pedał wciska i puszcza się miękko i trudno zgasić silnik przy ruszaniu.

Przyjemne dla oka wskaźniki są czytelne, a komputer bogaty w funkcje.

Na duży plus zasługują przednie fotele – to moim zdaniem jedna z większych zalet Swifta Sport. Nie tylko świetnie wyglądają, ale też są wygodne. Zapewniają solidne podparcie boczne, a fotel kierowcy jest umieszczony stosunkowo wysoko. Ergonomia nie pozostawia wiele do życzenia poza jednym – absurdalnym umieszczeniem wyświetlacza automatycznej klimatyzacji w "pokrętle", które pokrętłem nie jest. Ile razy to właśnie ten element chwytałem by zmienić temperaturę? Nie zliczę.

Dobre wrażenie sprawia wykonanie kokpitu, choć należy pamiętać, że wciąż mamy do czynienia z japońskim autem klasy B. Nie denerwują ani czerwone wstawki na desce rozdzielczej ani też czerwone tarcze ładnie wyglądających wskaźników. Miałbym tylko jedno życzenie – czarna podsufitka.

W mojej opinii wygląd Suzuki Swifta Sport sprawia, że jest wart swojej ceny. Resztę zalet można kupić taniej w innych modelach konkurencji.

Cena budzi pewne wątpliwości

Cena Suzuki Swifta Sport to 79 900 zł plus ewentualne 2090 zł dopłaty za lakier metaliczny. Cena sama w sobie nie jest zła, bo to najtańsze auto w segmencie mocnych i małych hatchbacków. Gorzej, gdy porównamy je z konkurencją.

Jedną z pozycji może być wcale nie dużo gorszy Swift 1.0 BoosterJet kosztujący 60 400 zł, napędzany 111-konnym silnikiem, którym też da się szybko pojechać. To autko spełni niemal wszystkie wymagania jakie można postawić przed Swiftem Sport. Poza jednym – żaden Swift nie wygląda i nigdy nie wyglądał tak dobrze jak najnowszy Sport.

Auto udane, jeśli je dobrze zrozumieć. Niestety warunki pogodowe podczas testu miałem fatalne, co nie pozwoliło go w pełni ocenić pod kątem szybkiej jazdy.

Drugim problemem może być europejska konkurencja. Przykładowo, Fiesta ST z 200-konnym silnikiem o znacznie lepszej dynamice i cudownych właściwościach jezdnych kosztuje 87 020 zł w wersji 5-drzwiowej. Nieduża dopłata, ale w zamian prawdziwy hot hatch, jeśli nie najlepszy w segmencie.

Zbyt sportowy? Za 81 590 zł kupicie Polo Highline ze 150-konnym silnikiem 1.5 TSI. Za drogi? Fiesta ST Line 1.0 EcoBoost o mocy 140 KM kosztuje 65 570 zł. I można by tak jeszcze powymieniać.

Moja opinia o Suzuki Swift Sport:

dawno już nie testowałem auta, które zrobiłoby na mnie tak pozytywne wrażenie na koniec testu w stosunku do wrażenia na jego początku. Swift Sport powinien mieć zmienioną nazwę na GTi, tak jak to było dawniej. To idealna propozycja dla osób, które chcą mieć świetnie wyglądające autko miejskie o dobrych osiągach i przypuszczam znakomitej niezawodności. Niestety warunki atmosferyczne przez cały czas testu były bardzo złe dla tego samochodu, co nie pozwoliło go w pełni ocenić podczas szybkiej jazdy. Jednak daję mu pewne zaufanie i przyznaję 9/10 pkt.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • Osiągi (dynamika i spalanie)
  • Prowadzenie i komfort jazdy
  • Wyposażenie
  • Fotele
  • Pozycja za kierownicą

Minusy:

  • Troszkę za mało "charakteru" we wszystkich mechanizmach
  • Dość wysoka cena

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Nowe Porsche 911 Carrera S: niezmienny wzorzec samochodu sportowego Toyota RAV4 piątej generacji: sprawdzam, co zmieniło się w najpopularniejszym SUV-ie świata Jaguar F-Type P300 to wszystko, czego możesz chcieć od sportowego samochodu, jeśli nie zgrywasz herosa Mercedes Panamera - czyli o tym, jak raz przywłaszczona nazwa powinna wrócić do prawowitego właściciela Hyundai i30 Fastback N: świetny hothatch w nowym wydaniu BMW X5 z pakietem xOffroad: rzucamy nowego SUV-a w teren Skoda Kodiaq kontra Hyundai Santa Fe i Peugeot 5008: porównujemy siedmioosobowe SUV-y z różnych stron świata Citroën SpaceTourer 2.0 BlueHDi: rywal Multivana z mocnym napędem Opel Grandland X - witamy na długim dystansie Seat Leon ST Cupra 370 Carbon: najmocniejsze hiszpańskie auto, jakie kupisz. Jeśli zdążysz Kia Stinger GT 3.3 V6: otwieramy oczy niedowiarkom! Volkswagen Amarok V6: kiedy chcesz SUV-a, ale potrzebujesz pick-upa Dacia Duster 1,5 dCi: ja tu jestem, żeby pracować Kia Picanto 1.2 X-line: kosztowny indywidualizm Citroën Berlingo M 1.5 BlueHDI: francuski kombivan na nowo. Teraz jeszcze bardziej osobowy O surowej wyspie i technologicznym gigancie: Volkswagen Touareg na Islandii Rolls-Royce Cullinan: pierwszy polski test najdroższego SUV-a świata Renault Twizy: samochód, którym można wjechać do magazynu Skoda Arctic Circle Expedition 2018. 4x4 w Laponii Pierwsza jazda Porsche 911 992 (jako pasażer). Poznajemy nową generację ikony Suzuki Swift Hybrid 1.0: liczy się lekkość Hyundai i20 w wersji Launch: skrojony pod polski rynek Pierwsza jazda Škodą Kodiaq RS: więcej wszystkiego... poza sportem BMW i3S: aktualizacja pomiędzy generacjami

Popularne w tym tygodniu:

Volkswagen e-Crafter - test "polskiego" samochodu elektrycznego z Wrześni Hyundai i30 Fastback N: niby taki sam jak hatchback, a jakże inny Mercedes Klasy V po liftingu chce być Klasą S. Na długie trasy trudno o wygodniejsze auto Kia e-Soul wygląda nietypowo i ma świetny napęd. Mnie przekonała Škoda Kodiaq RS: kompletny, ale... dlaczego to RS? Nowy Mercedes CLA: baby-benz jeszcze nigdy nie był tak dobry Audi e-tron: to nie jest po prostu elektryczne Audi. Tu trzeba spojrzeć szerzej Volvo V60 Cross Country: na przełaj z fasonem Porsche Panamera Sport Turismo z napędem hybrydowym: czy zastąpi diesla w realnym świecie? Hyundai i30 N-Line pokazuje, że aut z Korei nie kupuje się już tylko z rozsądku Test Toyoty RAV4 Hybrid: jej napęd sprawia, że diesel nie ma sensu Skoda Scala: pierwsza jazda nowym rywalem VW Golfa