Podróż na dziki wschód - notatki zza kierownicy Škody Kodiaq Sportline 4x4

Ten artykuł ma 2 strony:

Poskromienie śnieżycy

Budzimy się jeszcze przed świtem w jednej z wyremontowanych, starych drewnianych chat, które tworzą to wyjątkowe miejsce, gdzie tradycja i uroczy rustykalizm spotykają się z nowoczesnymi potrzebami ludzi szukających wyciszenia i odpoczynku od codziennej gonitwy i stresu związanego z pracą. Idealny przystanek po długiej podróży w ciężkich warunkach i to pomimo tego, że nie udało się w ten mróz nagrzać odpowiednio wody w gigantycznej, znajdującej się na zewnątrz, drewnianej bali. Po śniadaniu bierzemy się za odśnieżanie — obydwa nasze Kodiaqi są mocno przysypane.

Poranek w Sobiborze

Z pomocą w usuwaniu lodu z szyby przychodzi ukryta pod klapką wlewu paliwa skrobaczka, która stanowi część pakietu rozwiązań "Simply Clever" Škody. Nazwa ta kryje w sobie mnóstwo małych, ułatwiających życie kierowcy i pasażerów rozwiązań, takich jak np. ukryte w przednich drzwiach parasolki; element konsoli środkowej, posiadający przegródki na kluczyk, telefon, monety i patent pozwalający odkręcić butelkę z wodą, używając jedynie jednej ręki; siatki i haczyki w przestrzeni bagażowej etc. Przy otwieraniu drzwi zauważam też wysuwane, plastikowe osłony, dzięki którym nie obijemy samochodu zaparkowanego obok nas (a także naszego własnego rantu drzwi np. o ścianę). Czego ten nasz niedźwiedź Kodiak nie ma…

Przed wyjazdem, poprzez system Škoda Connect, sprawdzam jeszcze raz pogodę. Cały czas ma padać śnieg, ale nam nie jest on straszny. Ruszamy dalej na południe. Po drodze zahaczamy o położony koło Hrubieszowa Zosin. Próbujemy za wszelką cenę namierzyć najdalej wysunięty na wschód punkt w Polsce. Udaje się. Poprzez rzekę, do której udało nam się podjechać drogą pomiędzy polami, w której traktor wyrzeźbił solidne koleiny, spoglądamy w stronę Ukrainy. Symbolicznie żegnamy się z Bugiem — nasza wschodnia granica zaraz skręci na zachód. Kierujemy nasze auta w stronę Przemyśla.

Samochód już odśnieżony - zaraz ruszamy.

Zmrok zapada szybciej niż jesteśmy w stanie się zorientować. Nie dlatego, że wstaliśmy późno — tymi drogami po prostu długo się jedzie. Podobnie jak na pustyni, z pobliskich pól wiatr nawiewa na drogę sporej wielkości śniegowe wydmy.

Przebijamy się przez nie ze 100 proc. pewnością, jaką daje nam napęd 4×4. Wokół jest coraz bardziej biało. Na wszelki wypadek z dostępnych trybów jazdy, dostosowujących pracę skrzyni biegów, napędu, adaptacyjnego zawieszenia a także czułości układu kierowniczego i pedału gazu (m.in comfort, normal, eco i sport) wybieram opcję "snow".

Przemyśl mijamy szybko — chwilę wcześniej witając się z płynącym przez to miasto Sanem. W tym mieście byłem po raz pierwszy i zrobiło na mnie ogromne wrażenie — klasycystyczne i secesyjne kamienice po dwóch stronach rzeki, stalowe mosty i tarasowa zabudowa — taki mini Wiedeń czy Praga w wydaniu Polskim. Wow. Musimy tu jeszcze wrócić. Krajobraz przestaje być płaski, co znaczy, że zbliżamy się do celu. Wjeżdżamy w Bieszczady.

Biel po horyzont

Wzdłuż ściany wschodniej — film z wyprawy

Wyprawa z północy na południe Polski. Wzdłuż tzw. "Ściany Wschodniej". W środku śnieżnej zimy. Meta? Głęboko w Bieszczadach, blisko źródła…

Szybowisko w Bezmiechowej postanawiamy zdobyć w nocy. Śnieg jest wszędzie — tym razem co jakiś czas musimy się zatrzymywać, by usuwać lód z wycieraczek. Pomimo podgrzewania przedniej szyby, woda zamarza na nich, a pokryte lodem stają się bezużyteczne. Widoczność jest potrzebna (pomagają inteligentne światła wykonane w technologii LED) albowiem droga prowadzi nas przez słynne patelnie na Załużu, gdzie w sezonie letnim odbywają się wyścigi górskie i eliminacje do zawodów driftingowych.

Jedziemy nimi "w złą stronę", czyli zjeżdżamy w dół. Droga jest wąska i choć jest to miejsce, w którym w nocy od razu widać czy ktoś jedzie z przeciwka czy nie, to i tak nie jest łatwo. ESP i ASR walczą z toczącym się w dół samochodem, na którego niekorzyść działa grawitacja. Postanawiam spróbować innej metody. Wyłączyć, czy też znieczulić systemy bezpieczeństwa i zaangażować do pracy siebie oraz tryb "Sport". Mój Kodiaq Sportline 2.0 TSI natychmiast pokazuje mi swoje drugie, ekscytujące oblicze.

Nawet głęboki, kopny śnieg jest mu niestraszny i to pomimo typowo drogowych opon.

Teoretycznie samochód ten przyspiesza w 8,2 s. do 100 km/h a maksymalnie rozpędzi się do 205 km/h, ale w tych warunkach to bez znaczenia. Ważniejsze jest to, że w trybie "Sport" mam lepsze czucie tego, co się z nim dzieje. Podczas gdy metodą na okiełznanie sytuacji przez systemy bezpieczeństwa jest hamowanie kół, ja postanawiam, tak jakby… przyspieszyć. Użyć gazu i zalet napędu 4×4 do pokonywania tych trudnych zakrętów.

Nie próbujcie tego w domu, ale okazuje się to skuteczniejsze — i przynajmniej dla mnie mniej stresujące — niż czekanie, aż elektronika okiełzna podsterowność spowodowaną brakiem przyczepności. Dzięki rajdowej sztuczce, której nauczyłem się za kołem podbiegunowym na szkoleniach siostrzanej marki Porsche, przed każdym zakrętem hamuję dużo wcześniej, jeszcze na prostych kołach, a potem delikatnie destabilizuję samochód, bujając nim prawo/lewo. Tak, by ostateczne bujnięcie wypadało w stronę, w którą jest zakręt. Po czym zamiast ujmować gazu, dodaje go.

Sportline... lubię cię.

Początkowo pojawia się lekka podsterowność, ale potem samochód natychmiast odczytuje moją intencję i kierując więcej momentu obrotowego na tylne koła, zacieśnia zakręt tak, że pokonujemy go lekkim, czterokołowym poślizgiem. Szybciej i skuteczniej niż ślizgając się przez przód.

Pomaga w tym szybka, siedmiobiegowa skrzynia DSG, która, dzięki umieszczonym za kierownicą łopatkom, daje mi pełną kontrolę nad tym, ile mocy silnika wysyłam w świat. Ważne jest, by cały czas dostarczać odpowiednią siłę napędową kołom – tak, by nigdy nie mieć bezwładnie toczącego się auta. Tylko wtedy samochód nie będzie wypychał przodu w stronę przerażająco bliskich barier okalających jezdnię. Efekt uboczny? Gdy wjeżdżamy do Leska, uśmiech mam od ucha do ucha. To czerwone wahadło spisało się tu prawie tak dobrze, jak rajdówka.

Offroad i źródło Sanu

Bieszczady w zimie. Polecam. Ale tylko odpowiednim autem.

Droga na szybowisko prowadzi pomiędzy polami, a potem przez las. Drzewa wydają się być całkowicie przytłoczone leżącymi na nich białymi czapami. Od czasu do czasu, z kilku gałęzi na raz, ta śnieżna kołdra zsuwa się na nasze auta, powodując parosekundowe, całkowite oślepienie.

W głębokim kopnym śniegu dostajemy się na górę. Odkrywamy tam kompletnie zasypane schronisko. Samochód terenowy ludzi, którzy w nim mieszkają, jest całkowicie uwięziony za dwumetrową zaspą. Szczęśliwi, że miś, przed którym ostrzega nas umieszczona w lesie tablica, z całą pewnością głęboko śpi, wycofujemy swoje mechaniczne niedźwiedzie i po najdłuższej zawrotce świata (na piętnaście razy), dzięki trybowi jazdy "offroad" i systemowi kontrolującemu prędkość zjazdu z góry, zjeżdżamy bezpiecznie do hotelu. Szybowisko zaliczone.

Następnego dnia korzystamy z uroków Bieszczad. Przejeżdżamy tzw. "Wielką Pętlę". Jeszcze nigdy nie byłem tu w zimie, a trzeba przyznać, że całkowicie pozbawiona turystów okolica jest o tej porze roku chyba jeszcze bardziej malownicza niż zwykle. Czuję się jak jeden z bohaterów "Bazy ludzi umarłych". Wokół porzucony ciężki sprzęt, koparki, ładowarki, stare, radzieckie ciężarówki. Wysoko poukładane stosy drewna, zamarźnięte strumienie i kompletna cisza.

Wreszcie docieramy do celu wyprawy. Bieszczadzki Park Narodowy kryje w sobie źródło Sanu, do którego chcieliśmy dotrzeć samochodami. Zupełnie jak współczesne wersje wiktoriańskich, angielskich odkrywców, którzy szukali źródeł Nilu czy Amazonki. W miejscowości Wołosate droga się jednak kończy i od naszego celu odgradza nas szlaban… no tak… przecież to Park Narodowy! Co ja sobie myślałem?

Wypadałoby kontynuować podróż pieszo. Dwa kroki przez półtorametrowe zaspy uświadamiają mi, że jestem do tego kompletnie nieprzygotowany. Owszem mam wysokie buty, ale tu przydałyby się rakiety śnieżne. Za moimi plecami zawadiacko mruga do mnie światłami awaryjnymi czerwony Kodiaq. Przypomina mi o luksusach swojej kabiny — podgrzewanej kierownicy, playliście wyprawowej, jaką ułożyłem sobie na tę trasę, której do tej pory słuchałem z zapamiętaniem korzystając ze świetnego systemu audio.

Nad Soliną

Nim zdążę się zorientować, znowu siedzę za kierownicą. Trzeba w końcu wracać do domu. Wiem, że razem dokonamy tego szybko, komfortowo i bezpiecznie — a także może ekscytująco, bo jeszcze trochę śnieżnych zakrętów przed nami. Choć jako odkrywca zawiodłem (brak przygotowania — typowy czynnik ludzki), muszę otwarcie powiedzieć, że samochód stanął na wysokości zadania. Ba! Nawet przewyższył moje oczekiwania. A jego napęd 4×4 nie raz uratował mi skórę w momentach, o których pewnie nawet nie wiem.

Chwilowo nie pozostaje więc nic innego, jak wracać i czekać na następną tego typu przygodę. Podobna trasa? Ale tym razem na przełaj? Kto podejmie wyzwanie? Może ktoś poza moimi starymi kumplami…

Partnerem artykułu jest marka Škoda

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Relacje:

Golf Variant. Jak jeździ i dlaczego warto go kupić (oraz jak to zrobić)? SUV to luksus, na który cię stać! O ile dobrze policzysz... Wzdłuż ściany wschodniej - film z wyprawy Ford Focus - Pierwszy kontakt Róbcie miejsce na plakaty. Toyota GR Supra wygląda fantastycznie, a jeździć ma jeszcze lepiej Widziałem nową Toyotę RAV4 z bliska. Nic nie stoi na przeszkodzie, by odniosła sukces Mądre zakupy - trend "smartshopingu" dotyczy również samochodów Nawet prąd z węgla jest lepszy od benzyny. Ekspert o przyszłości aut elektrycznych Łapy, łapy, cztery łapy… czyli o zawiłościach rodzajów napędów 4x4 Škoda i 4x4: prawdziwy napęd Porsche 911 to najmniej awaryjne auto świata. Sprawdziłem, jak powstaje jego nowa generacja Jest zarejestrowana w Polsce, ale nie można jej tu zatankować. Jeździłem Toyotą Mirai Sprawdziłem swój alkomat profesjonalnym sprzętem. Wtedy przestałem mu ufać Nowa era luksusu – na pokładzie Mazdy 6 odwiedzamy warszawskie Autor Rooms Komfort nie do podrobienia. Mazda 6 z dużym silnikiem na autostradzie Spod biura na tor? Sprawdzamy nową Mazdę 6 na Moto Park Kraków Wypoczynek w dobrym tonie. Szczawnica zza szyb nowej Mazdy 6 Nowa Toyota Corolla ma dwa duże zadania: pokonać Octavię i zastąpić Avensisa Rozmawiałem z Richardem Hammondem o jego kolekcji aut i przyszłości motoryzacji Jak najszybciej dojechać z Warszawy do Gdańska? "Wyścig" Škody Kodiaq z pociągiem O tym, jak pod torami kolejowymi odkryłem samochód za ponad milion złotych James Bond zakłada rodzinę... 3 pytania do legendy: szybka rozmowa z Derekiem Bellem "BMW ocali motoryzację" - wywiad z szefem designu Grupy BMW Adrianem van Hooydonkiem

Popularne w tym tygodniu:

Byłem gdzieś na końcu Polski i złapałem bakcyla. Wrócę tam jako zawodnik Moje ulubione Volvo to nowe S60 T6 i wcale nie jest najmocniejsze w gamie Lexus ES prezentuje: Opowieść o dobrym designie Dostawczy "elektryk" ma sens, nawet jeśli nie ma dopłat. Tu nie chodzi tylko o ekologię