Jaguar F-Type P300 to wszystko, czego możesz chcieć od sportowego samochodu, jeśli nie zgrywasz herosa

Przez kilka dni spędzonych z 2-litrowym Jaguarem F-Typem słyszałem głównie: „Taki to tylko z V8”, „minimum V6, z mniejszym to nie ma sensu”. Wszyscy, którzy tak twierdzicie – jesteście w błędzie.

Jaguar F-Type P300

Jaguar F-Type P300 (fot. Mariusz Zmysłowski)

Ten artykuł ma 2 strony:

Jaguar F-Type P300 Coupe (2018) - test, recenzja

Samochód sportowy to taki gatunek auta, który z założenia im bardziej nieznośny na co dzień, tym lepszy w tym, do czego został stworzony. Kierowca, który taką maszynę traktuje jako swoje daily, to prawdziwy heros. I jakoś tak nie wypada się przyznać, że na tym heroizmie nam nie zależy. Więc ja się przyznaję – nie zależy mi. Zrozumiałem to dopiero po jeździe Jaguarem F-Typem P300.

Jednocześnie nie mogłem się opędzić od osób, które powtarzały, jak swoje życiowe mantry, słowa, które przytoczyłem na początku, jakby magia widlastego silnika decydowała o być albo nie być samochodu w świecie aut sportowych. Na przekór wam wszystkim uważam, że 2-litrowa, rzędowa czwórka to silnik, którego nie wolno wykluczać przy zakupie F-Type’a.

Jaguar F-Type P300

Nielicznym udało się w świecie samochodów bezkompromisowych kompromis osiągnąć. Jaguar F-Type P300 jest takim kompromisem. Podstawowy atut tej maszyny, który dostrzegałem od dawna, właściwie od pierwszego spojrzenia na ten model, to jego wygląd. F-Type, bez względu na silnik, wygląda jak milion dolarów. Jaguarowi nie udało się do tej pory zrobić nieładnego wozu sportowego. Począwszy od XK120 aż po współczesne maszyny – każda oddaje styl swojej epoki i jest po prostu bardzo dobrze narysowana.

F-Type spełnia więc bardzo ważny warunek, który stawia wiele osób kupując samochód sportowy – wygląda drogo. W kolorze Ultra Blue, z dodatkami R-Dynamic na wielkomiejskich bulwarach z powodzeniem może konkurować o uwagę ze znacznie droższymi, bardziej egzotycznymi samochodami. Moim zdaniem to zasługa nie tylko dobrych detali, jak wąskie, długie tylne lampy, czy ładnie zadarta nad tylnym nadkolem szyba. F-Type ma przede wszystkim wzorowe proporcje, zarówno jako coupé, jak i kabriolet. Chociaż to stosunkowo nieduże auto, maska sprawia wrażenie długiej, kabina jest przesunięta głęboko do tyłu. Do tego cudownie ścięty tył. Klasyka gatunku.

Jaguar F-Type P300

Wiele osób twierdzi, że jeśli odchodzisz od swojego auta i nie odwracasz się, by spojrzeć na nie jeszcze raz przed powrotem do domu, to znaczy, że kupiłeś zły samochód. To nie grozi w przypadku F-Type’a. Moim zdaniem to jedno z najpiękniejszych nowych aut sportowych na rynku.

Zobacz również: Jaguar pogroził Tesli palcem. Elektryczna wersja SUV-a iPace ma 400 KM i prawie 500 km zasięgu

Wnętrze doskonale pasuje do tego, co F-Type ma do pokazania na zewnątrz. Kierownica jest optymalnych rozmiarów, świetnie leży w rękach. Całe otoczenie kierowcy jest skupione na nim, dzięki uchwytowi odgradzającemu konsolę środkową od pasażera i kompaktowo zabudowanej kabinie. Kompaktowo nie znaczy jednak ciasno. O ile na przykład Porsche 718 jest tak zwarte, że kierowca jest totalnie otulony samochodem, tak F-Type zostawia trochę miejsca na oddech. Jego kabina jest czymś pośrodku między gran tourerem a małym wozem sportowym. Do tego jest świetnie wykonana.

Jaguar F-Type P300

Jaguar F-Type P300 — atut z tyłu

Tu dochodzimy do pierwszego argumentu za tym, że F-Type jest jednym z najlepszych sportowych daily na rynku – do jego bagażnika. Paradoksalnie nieduże coupé potrafi zmieścić bardzo duże zakupy. Packaging w tym jaguarze udał się na tyle dobrze, że konstruktorzy wygospodarowali aż 310 litrów. W praktyce pozwoliło mi to na spakowanie zakupów spożywczych na 2 tygodnie. Co istotne, jest to bardzo ustawny bagażnik – nie jest nieregularną, wąską studnią na jedną kabinówkę i szalik.

Ten zestaw cech praktycznych i estetycznych napędza wspomniany już, 2-litrowy silnik R4. Generuje on 300 KM, które trafiają na tylną oś. Tak, nie kaszle ogniem z czterech rur. Tak, jego brzmienie nie jest idealnie skrojone do brytyjskiego coupé, a bardziej do jakiegoś wściekłego hot hatcha. Ale to jest koniec zarzutów, które można postawić tej jednostce. Kopie jak trzeba, mimo tylko czterech cylindrów brzmi satysfakcjonująco, z łatwością szarpie tylną osią, jeśli zdejmiemy elektroniczne kagańce. I pali 9,5 l/100 km w mieście.

Jaguar F-Type P300

F-Type P300 sumarycznie jest wozem bardzo satysfakcjonującym. Jest bardzo dobrym kompromisem. Daje mnóstwo frajdy, kiedy tylko tego chcemy i jest bardzo łagodny, kiedy potrzebujemy po prostu przemieścić się bez poczucia konieczności ciągłego gnania.

A gdy już chcemy gnać? Zawieszenie potrafi być nie tylko komfortowe. F-Type świetnie składa się w łuki, chętnie podąża za wzrokiem kierowcy. Daje poczucie kontroli i nie robi przykrych niespodzianek. Podobnie jak konkurencja ze stajni Porsche, w postaci 718, w miarę wcześnie daje znać, że kierowca zaraz może mieć w rękach trochę więcej pracy. Jednocześnie Cayman dostarcza większą dawkę sportu. W Porsche wszystko jest nastawione na osiągi. To właśnie to ciągłe napięcie całego auta jak cięciwa, chęć do nieustannego gnania, za którą tak kocham te samochody jest jednocześnie tym, za brak czego tak polubiłem Jaguara F-Type’a.

Jaguar F-Type P300

Jaguar F-Type P300 — ile kosztuje?

Ostatecznym argumentem za sensem istnienia 2-litrowej wersji Jaguara F-Type’a jest jego cena. Coupé zaczyna się od 274 900 zł. Mocniejszy o 40 KM, szybszy do 100 km/h o 0,4 s (porównujemy automat z automatem) i bogatszy o 2 cylindry wariant 3.0 V6 kosztuje o 91 tys. zł więcej. Jeśli zrezygnujecie z automatu, uzyskacie samochód z identycznym przyspieszeniem (5,7 s do 100 km/h), ale kosztujący 78 tys. zł więcej.

Jesteś miłośnikiem V8? Nie ma sprawy – Jaguar ma coś dla ciebie. 5.0 V8 o mocy 550 KM startuje od 610 300 zł. Tak, można za to mieć dwa F-Type’y P300. Suma cylindrów się zgadza. Liczba napędzanych kół też – z V8 w standardzie dostajemy AWD.

Jaguar F-Type P300

Tu nie chodzi o to, że F-Type z widlastym silnikiem to zły wybór, bo jest za drogi, czy za ostry. Chodzi mi o samą możliwość dokonania tego wyboru. To cudowne, że Jaguar wrzucił pod maskę jednego z najładniejszych samochodów sportowych na rynku 2-litrowy silnik, bo tym sposobem znacznie obniżył cenę wejścia. Nikt niczego nie zabrał – nadal możesz mieć plujące ogniem V8. Natomiast jeśli masz w nosie rozmiar silnika, zależy ci na niezobowiązującej frajdzie z jazdy, łatwości używania samochodu na co dzień i po prostu chcesz cieszyć się doskonałą stylistyką – F-Type P300 zrobi to wszystko wzorowo, zostawiając kilkadziesiąt tysięcy w kieszeni na klasycznego XJSC z V12 pod maską.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • Doskonały wygląd
  • Duży bagażnik
  • Dobre osiągi
  • Wysoki komfort podróżowania
  • Komfortowe wnętrze
  • Łatwość dostarczania frajdy z jazdy
  • Dobry stosunek ceny do tego, jaki za nią dostajemy samochód

Minusy:

  • Trochę zbyt hot hatchowe brzmienie silnika

Jaguar F-Type P300 Coupé (2018) - galeria zdjęć

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Hyundai i30 N-Line pokazuje, że aut z Korei nie kupuje się już tylko z rozsądku Czy opłaca się jechać szybciej? [test autokult.pl] Volkswagen Multivan PanAmericana: pragmatyczna alternatywa dla wszelkiej maści SUV-ów Škoda Yeti 1,8 TSI Experience - rozwiązanie optymalne [test autokult.pl] Nissan Micra 1.5 dCi: oszczędna propozycja dla wymagających Ford Ranger Raptor: praktyczna zabawka z Australii Ford Grand C-Max 1,6 EcoBoost 150 KM Titanium - od przybytku głowa nie boli [test autokult.pl] Renault Laguna Coupé 2,0 dCi 4Control - test Bez Passata w nazwie - prezentacja Volkswagena CC [pierwsza jazda autokult.pl] Isuzu D-Max 2.5 TD LSX z namiotem Roof Lodge - test, opinia, spalanie, cena Mazda CX-3 1.5 SKY-D 105 KM FWD - test, opinia, spalanie, cena Volvo V40 T4 (2016) - test kompaktu premium w szwedzkim wydaniu

Popularne w tym tygodniu:

Audi Q7 po liftingu na polskich drogach: zmiany (w większości) na lepsze Ford Focus ST 2.3 EcoBoost: najtańszy hot hatch w swojej klasie. Ale czy najlepszy? Mercedes-AMG G63: Joker trafia na drogi Renault Captur: druga generacja jest większa, ładniejsza i po prostu lepsza Seat Mii Electric: miejski elektryk, który naprawdę może zastąpić auto spalinowe Ile nowa Octavia czerpie z pierwowzoru? Sprawdziłem to, jeżdżąc jej pierwszą generacją Porsche Cayenne Coupe: kształt 911 w wydaniu XXL Kia Stinger GT: po latach udowadnia, gdzie tak naprawdę leży jej siła Toyota C-HR po liftingu: Japończycy przyspieszają z technologią