Zagłosuj na swoje ulubione auto i zgarnij 5000 zł na paliwo
Może się wydawać, że w tej wersji mamy LED-y do jazdy dziennej. Niestety, tę rolę przejęły zwykłe żarówki.

Może się wydawać, że w tej wersji mamy LED-y do jazdy dziennej. Niestety, tę rolę przejęły zwykłe żarówki. (fot. Mateusz Lubczański)

Hyundai i20 w wersji Launch: skrojony pod polski rynek

Polski importer Hyundaia na podstawie preferencji polskich klientów przygotował specjalną wersję i20. Sprawdzam, co auto ma do zaoferowania po liftingu w wersji Launch i z wolnossącym silnikiem.

Ten artykuł ma 2 strony:

Hyundai i20 w wersji Launch — test, opinia

Pamiętam, kiedy na prezentacji odświeżonego Hyundaia i20 przedstawiciele marki rozpoczęli konferencję od wyświetlenia filmu na temat tego miejskiego autka. Początek był dokładnie taki, jakiego się obawiałem – młodzi ludzie tańczyli w nocy na dachach budynków, biegali przez puste miasto nocą czy w ramach spędzania wolnego czasu malowali graffiti. Innymi słowy idealnie wypełniali stereotyp, który narodził się w głowach bardzo ambitnych speców od reklamy, którzy nie spieszą się, tylko robią wszystko na "asapie". Rozczarowany ukryłem twarz w dłoniach i liczyłem do dziesięciu.

Wtem, najwyraźniej ktoś w Hyundaiu odrobił pracę domową i sprawdził dlaczego ludzie kupują Hyundaia i20. Końcówka filmu zmieniła sytuację o 180 stopni. Przekaz był jasny – może i szalejesz w codziennym życiu, ale przy podejmowaniu takich decyzji jak kupno samochodu, lepiej kieruj się rozsądkiem. Trudno o lepsze podsumowanie i20. Tym bardziej, że nawet polski importer nie zdecydował się na dostarczenie do testów wersji "premium" za "cennikowe" 70 tys. zł (ile?!), lecz bardzo często wybieraną specyfikację, teraz oznaczoną jako Launch za 51 900 zł (cena poza promocją: 56 900 zł).

Hyundai i20 przeszedł lifting. Kolejne auto w segmencie B dostaje 7 biegów

Hyundai delikatnie odświeżył wygląd swojego przedstawiciela w segmencie B. Nowe i20 jest subtelnie muśnięte przez stylistów, ale dostało istotną…

Ta wersja wyposażenia daje nam wszystko to, czego potrzebujemy i nic, na co szkoda byłoby nam pieniędzy. Z najważniejszych elementów wyposażenia należy wymienić centralny zamek, klimatyzację, skórzane koło kierownicy oraz drążek zmiany biegów, tapicerkę materiałową z czerwonym przeszyciem, radio z ekranem o rozmiarze 7 cali, portem USB, kamerą cofania, systemem Bluetooth i znośnie grającymi 2 głośnikami. Dzięki integracji Apple Car Play/Android Auto nawigację możemy przerzucić na ekran z telefonu, a wisienką na szczycie tortu są opcjonalne felgi 15-calowe za 1500 zł. Szkoda, że światła do jazdy dziennej to zwykłe żarówki, a nie LED-y (które są dostępne od wyższej wersji wyposażenia). Czerwony lakier Tomato Red jest oferowany za darmo.

Z tyłu są światła w technologii LED oferowane są w najwyższym pakiecie wyposażenia

Warto jednak zauważyć czego w tej popularnej wersji zabraknie – nawet za dopłatą nie otrzymamy ostrzeżenia o niezamierzonej zmianie pasa ruchu czy pakietu autonomicznego hamowania w przypadku wykrycia przeszkody. To opcjonalny zestaw dostępny tylko dla najbogatszych egzemplarzy.

Zobacz również: Test: Hyundai Tucson - nie sposób przejść obojętnie

Drugi najpopularniejszy samochód koreańskiego producenta (za Tucsonem) w połowie 2018 roku doczekał się faceliftingu. Oznacza to zainstalowanie kaskadowego grilla (z kompaktowego i30) i przeniesienie tablicy rejestracyjnej z tylnego zderzaka na klapę bagażnika. Opcjonalnie można zamówić i20 z czarnymi słupkami i takim samym dachem. Z oferty zniknęły silniki diesla, pozostały za to trzy- i czterocylindrowe silniki benzynowe. Wersja wyposażenia Launch jest oferowana wyłącznie z wolnossącym motorem czterocylindrowym (spotykanym już coraz rzadziej!) o pojemności 1,2 l. To klasyka gatunku z wtryskiem wielopunktowym, generująca leniwe 84 KM i 122 niutonometry przy 4 tys. obr./min.

Bez turbiny i bezpośredniego wtrysku, za to z rozrusznikiem i alternatorem w formie jednego modułu.

Mało? Na pierwszy rzut oka tak, zwłaszcza jeśli dostępny w ofercie silnik litrowy generuje 100 KM i łączony jest z 7-biegową przekładnią dwusprzęgłową. Za to jednostka 1.2 MPI łączona jest wyłącznie z pięciobiegową manualną przekładnią i dzięki prostocie ma szansę odwdzięczyć się bezproblemową eksploatacją. Osiągi na poziomie 13,1 s do setki są wystarczające w mieście, choć żeby wykrzesać jakąkolwiek dynamikę z i20, jednostkę trzeba wciągnąć na wysokie obroty.

Bez problemu udaje się zmieścić w katalogowym zużyciu paliwa – warunki miejskie to 6,7 l na 100 km, poza miastem to 5,7–6,1 l w zależności od sytuacji. Nieco gorzej jest na trasie, bowiem pięciobiegowa skrzynia wymaga podkręcenia obrotów do 4 tys. (spalanie to 6,2 l przy 140 km/h), ale już po przekroczeniu 120 km/h auto zaczyna zachowywać się nerwowo z racji niskiej wagi wynoszącej mniej niż tonę. Biorąc pod uwagę, że bak ma 50 l pojemności, rzadko będziemy pojawiać się na stacji benzynowej.

Wszystko jest pod ręką. Wysoka jakość wykonania, twarde plastiki.

W kabinie witają nas proste, twarde plastiki, które punktują z kolei jakością spasowania. Pomimo tego, że mamy do czynienia z segmentem B, nic nie trzeszczy, a obsługa kilku przycisków nie mogłaby być prostsza. Obszyta kontrastową nicią tapicerka materiałowa nie każdemu przypadnie do gustu – wykończono ją w typowy, pasujący do wszystkiego wzór, który może przypominać pozbawione charakteru rozwiązania z komunikacji miejskiej. Ważne, że łatwo znaleźć wygodną pozycję za kierownicą, choć przydałby się podłokietnik (dostępny dopiero w topowej wersji za wspomniane 70 tys. zł).

Z tyłu miejsca nie brakuje (mając 180 cm wzrostu spokojnie siadłem za fotelem ustawionym pod siebie), choć trudno mówić tu o szczególnej wygodzie. Bagażnik ma 326 l pojemności, czyli nieco więcej niż Citroën C3 czy nowy Ford Fiesta. Hyundai i20 pozostaje jednym z najprzestronniejszych samochodów w segmencie B, choć nie wyróżnia się stylistycznie tak jak francuska propozycja, ani nie dostarcza za kółkiem tak sportowych wrażeń jak Fiesta.

Konkurencja w tym segmencie jest bardzo zacięta. Hyundai i20 widoczny na zdjęciach wyceniony jest na promocyjne 53 400 zł (to za sprawą felg), konkurencyjny Citroën C3 (82 KM, 3 cylindry, wersja Feel) kosztuje 48 400 zł, na podobnym poziomie jest również wspomniana Fiesta. Kto wie, czy największym konkurentem i20 nie jest koncernowa siostra ze stajni Kii, czyli Rio (od 48 990 zł z równie odpowiednim wyposażeniem). Sukces zależy już od zaangażowania dealerów. Jedno jest pewne – i20 w wydaniu Launch stanowi całkiem konkurencyjną ofertę.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Sporo miejsca w kabinie
  • Nieskomplikowana jednostka napędowa
  • Niezły stosunek ceny do jakości

Minusy:

  • Nie porywa stylistycznie, nawet po liftingu
  • W tej wersji — mała liczba opcji
  • Prowadzenie i skrzynia skrojone typowo do miasta

Obserwuj nas na Google News:

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy samochodów:

Pierwsza jazda: Audi Q5 po liftingu - drobne poprawki udanego projektu Test: BMW M850i Gran Coupe nie jest prawdziwym BMW. Ale pierwsza Seria 8 też nim nie była Test: Hyundai Kona N-Line vs. Ford Puma ST - kiedy teoria zderza się z rzeczywistością Test: Volkswagen ID.3 1st vs Nissan Leaf - pierwsze takie starcie na szczycie Pierwsza jazda nowym Volkswagenem Golfem GTI: inne podejście do klasyka Citroën DS5 2,0 HDi So Chic - było bardzo blisko [test autokult.pl] Test: Renault Talisman Grandtour 1.3 TCe po liftingu - mały silnik wcale nie jest głównym problemem Test: Fiesta ST vs Puma ST - tor obnażył różnicę Toyota RAV4 piątej generacji: sprawdzam, co zmieniło się w najpopularniejszym SUV-ie świata Pierwsza jazda: Škoda Kodiaq i Kodiaq RS po liftingu - kiedy chęcią zmian kieruje rozsądek, a nie moda Mercedes-Benz CLA 250 4Matic z pakietem AMG - test Test: Toyota Land Cruiser – porzuć hybrydę, wybierz terenówkę

Popularne w tym tygodniu:

Test: Škoda Fabia 1.0 MPI Style za prawie 100 tys. złotych! Pierwsza jazda: Porsche 718 Cayman GT4 RS - zaciera granicę między fascynacją a szaleństwem Test: Ford Mustang Mach 1 vs. Mustang Mach 1 428 Cobra Jet - definicja prędkości nabrała nowego znaczenia Test: Porsche Taycan GTS Sport Turismo nawet na trasie czuje się jak ryba w wodzie. Choć nie obyło się bez wpadki Test: BMW 545e to rzędowa szóstka pod przykrywką. Tak plug-iny mogą uratować duże silniki Test Audi e-tron S Sportback: 500 niemych koni Test wideo: Ferrari 296 GTB to odwrotność tego, co wiedziałem o hybrydach. 830 KM i tylny napęd Offroad Marcina: Suzuki Vitara Hybrid 4WD - czy dorównuje swojemu dziadkowi? Offroad Marcina: Suzuki Ignis 4WD w terenie zaskoczyło mnie jak żadne inne auto Test: Lexus NX450h+ to pierwsza próba w hybrydach plug-in. Wyjątkowo udana Test wideo: Mercedes E300de – hybryda z dieslem. Połączenie idealne? Test wideo: Honda CR-V – wymyślanie koła na nowo