BMW M4 Cabrio Competition przekonało mnie, że warto poznawać swoich idoli

Idole. Mówi się, że nie powinno się ich poznawać. Prawie zawsze okazują się być zupełnym przeciwieństwem tego, czego się po nich spodziewamy. Chyba, że mowa o BMW M4 Competition. Ono jest dokładnie tym, czym chciałem, by było.

BMW M4 Competition z pakietem M Perforamance wygląda nieziemsko

BMW M4 Competition z pakietem M Perforamance wygląda nieziemsko (Fot. Michał Zieliński)

Ten artykuł ma 2 strony:

BMW M4 Cabrio Competition — opinia

Oczywiście można się przed tym obronić obniżając swoje oczekiwania, ale chyba właśnie dlatego tak nam zależy na tym spotkaniu, prawda? Mamy jakieś wyobrażenie i tak bardzo chcemy, by się zrealizowało. Aż w końcu nadarza się okazja, by to zrobić i przeżywamy zawód. Okazuje się, że aktor, którego tak lubimy w filmach, na żywo jest niemiłym cwaniakiem. Muzyk, którego piosenki tak bardzo nas dotykają, interesuje się tylko sobą. Nie twierdzę, że to zasada bez wyjątków, ale skoro tyle się o tym mówi, to coś w tym musi być.

Tylko co to ma związanego z samochodami? A konkretniej – z M4 Cabrio Competition, które tak niechętnie odbierałem spod siedziby BMW? Wszystko. Bowiem to nie jest zwykłe auto. Dla mnie to współczesny sposób na spełnienie dziecięcych marzeń, co oznacza, że powinienem się od niego trzymać z daleko. Ryzyko rozczarowania było zbyt duże. Długo broniłem się przed nim, ale w końcu nie było wyjścia. Fioletowy kabriolet stanął na parkingu przy moim mieszkaniu.

Logo M4 jest z tyłu, jest z przodu, sporo go też we wnętrzu.

Od razu ostrzegam, to nie będzie tradycyjny test. Marcin już jeździł BMW M4 Cabrio, potem też testował M3 Competition. Jakie jest więc to auto? Fantastyczne, genialnie prowadzące się, głośne, wymagające, mocne, kipiące temperamentem, przymiotniki można mnożyć. O tym konkretnym egzemplarzu jeszcze przeczytacie na łamach Autokultu, dlatego chciałem spojrzeć na niego z innej strony. Chciałem zobaczyć, czy – tak jak mówią – swoich idoli faktycznie nie powinno się poznawać.

Skąd moja fascynacja tym wozem? Trzeba by się cofnąć o ponad dekadę, kiedy stawiałem pierwsze kroki za kierownicą. Nie na drodze, a na zamkniętych obiektach, jakichś lotniskach, prowizorycznych torach. Były gokarty, skutery i motorowery, jakieś quady. Potem przyszedł czas na samochody. Głównie "maluchy", bo wtedy jeszcze kosztowały tyle, co dobry obiad w centrum Warszawy.

Najbardziej wspominam jeden pojazd. Był żółty, czterodrzwiowy i wtedy już dość wiekowy. Mimo to budził respekt. Wzmocnione BMW 325i E30 stało się dla mnie wzorem tego, czym może być samochód. Maszyną nie tylko dającą frajdę, ale też będącą wyzwaniem. Blisko 190 KM przekazywane na tylną oś w połączeniu z manualną skrzynią nie było proste do okiełznania, ale się udawało. Do egzaminu na prawo jazdy wtedy miałem jeszcze kilka lat, lecz z góry wiedziałem, że kiedyś będę chciał sobie kupić właśnie "trójkę".

Nie, to nie jest dyskretny samochód

Zobacz również: BMW i8 - zapowiedź testu

Wtedy natrafiłem na coś dużo ciekawszego. Odmianę z literką M. Szybszą. Ostrzejszą. Potężniejszą. Lepszą. Nauczyłem się rozpoznawać detale, które odróżniały "cywilną" wersję auta od jego atrakcyjniejszej wersji. Złote M3 E46 szybko stało się marzeniem, o którym wiedziałem, że raczej nie będę go w stanie zrealizować.

Pamiętałem o tym, gdy wsiadałem do M4. Choć BMW zdążyło zmienić nazewnictwo, ciągle widać, że niektóre rzeczy są robione po staremu. Za kierownicą nie ma wyświetlacza, tylko analogowe zegary. Przypominają one te sprzed lat, tylko zostały mocno odświeżone. Na konsoli centralnej jest natłoczenie przycisków, ale szybko się w nich można połapać. A, i nie ma przycisku zastępującego "ręczny". Pod prawym łokciem mam dźwignię.

Najważniejsze jest jednak pod maską. Po krótkim romansie z V8 Niemcy wrócili do swojego dania popisowego – rzędowej "szóstki". Tutaj w wersji przyrządzonej po mistrzowsku. W wersji Competition jednostka o pojemności 3 litrów dzięki podwójnemu doładowaniu generuje 450 KM, a "mój" egzemplarz miał do tego wydech M Performance. W kwestii dźwiękowej zdecydowanie się nie zawiodłem. Powiem więcej – tutaj M4 przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zresztą, posłuchajcie sami.

Przy czym BMW pięknie brzmi w każdym zakresie obrotów. Nawet jeździe po mieście towarzyszy cudowny dźwięk silnika, który sprawia, że na M4 patrzy w zasadzie każdy. Przyznam, że obawiałem się tego, ponieważ sam nigdy nie byłem fanem aut, które są bez przerwy głośne. Tymczasem większość reakcji na widok szybkiego kabrioletu była nadzwyczaj pozytywna. Przechodnie się uśmiechali, unosili kciuki, kierowcy chętnie wpuszczali na drodze. Okazało się, że nie jestem jedynym fanem tego auta w Polsce.

I słusznie, ponieważ pod wieloma względami M4 jest samochodem bez dwóch zdań niesamowitym. Jeżdżąc nim przypomniałem sobie o pierwszych krokach za kierownicą E30. Układ kierowniczy wspaniale łączy kierowcę z kołami, reakcja na pedał gazu jest natychmiastowa, silnik oferuje spory zapas mocy w każdym zakresie obrotów. Najważniejsze jednak, że jeżdżąc tym autem czułem, że jest to wyzwanie. Tutaj nie ma mowy o tym, że wsiądziesz i od razu zaczniesz pędzić przed siebie. Tego wozu trzeba się nauczyć, trzeba go poznać.

Jednocześnie stanowi odskocznię od "cyfrowych" aut, w których wszystko można powierzyć elektronicznym układom. Nie zrozumcie mnie źle. Uwielbiam je, ale od takiego wozu oczekuje się czegoś przeciwnego. BMW mogło pójść na łatwiznę i stworzyć szybki samochód dla każdego. W M4 Competition jest ciągle sporo elektroniki, ale ma ona pomagać, a nie wyręczać. Ot, chociażby aktywny dyferencjał, który odgaduje potrzeby kierowcy i pomaga mu osiągnąć zamierzony cel.

Wersja ze stałych dachem wygląda lepiej, ale Cabrio też jest niczego sobie

Tak więc – wbrew temu co się mówi – spotkanie ze swoim idolem nie było niewypałem. Dzisiaj prawdopodobnie nie wybrałbym M4, gdybym miał kupować samochód. Świat się zmienił, realia są inne, mam też inne oczekiwania. Natomiast śmieję się na myśl o przerażeniu, z jakim podchodziłem do tego auta. Teraz wiem, że gdy tylko pojawi się okazja, będę musiał wsiąść za kierownicę M3 E46, w którym zakochałem się lata temu. Tym razem zrobię to bez zawahania.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • Fantastyczny silnik
  • Niesamowite wrażenia z jazdy
  • Dźwięk nie do podrobienia
  • Charakter jak sprzed lat mimo nowoczesnych rozwiązań
  • Przyciąga uwagę nawet spotterów

Minusy:

  • Nietypowa obsługa może być problematyczna
  • Dach zajmuje miejsce w bagażniku
  • Elementy we wnętrzu potrafią trzeszczeć

BMW M3 Competition: wymagający sedan dla wymagających klientów

Choć BMW M3 zmieniało się przez dziesięciolecia, to jego charakter zawsze jest taki sam. Wymagające auto sportowe, mogące spokojnie konkurować z…

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Audi A7 50 TDI Quattro 2018 – nie, to nie jest pięć litrów Ford Edge Vignale 2,0 TDCI 210 KM AT - czy warto być premium? Audi A6 55 TFSI – czy nowoczesna technika jest tyle warta? Jaguar I-Pace: na tyle dobry, by zapomnieć, że jest elektrykiem Pierwsza jazda Infiniti QX60: przestronny SUV zrobiony jak dawniej Volvo V60 T6 AWD Inscription: to nie niemieckie marki powinny się obawiać tego kombi Pierwsza jazda Škodą Scalą: nowy kompakt zdradza aspiracje Czechów Ford Mustang GT 5.0 V8 : znalazłem swoje następne auto BMW i8 Roadster: sposób, aby stać się sławnym Mitsubishi ASX 1.6 MIVEC (2018): wciąż w formie, a teraz bezpieczniejszy Toyota Prius Plug-in Hybrid po 10 dniach. Zobacz, ile zużyła paliwa i prądu po 1000 km Opel Combo Life 1.2 Turbo: tańsza opcja dla auta rodzinnego. Imponuje funkcjonalnością Jeep Grand Cherokee Trackhawk: SUV z napędem z piekła BMW 430i Gran Coupe M Performance: jak ulepszyć klasycznego sedana (i zrobić przy okazji piękne auto) Renault Trafic: mała furgonetka do miasta. Tania, ekonomiczna i do tego mocna Golf GTI Clubsport 2017 – godny następca pierwszego GTI Dzień dobry Toyoto Prius Plug-in Hybrid! Sprawdzimy, jak bardzo nie potrzebujesz paliwa Pierwsza jazda nowym Audi Q3: kompaktowy SUV chce być jak większe modele marki Mercedes-Benz CLS 400d 4MATIC Coupé: bardzo szybka limuzyna, która pali tyle, co miejskie autko Suzuki Vitara po liftingu: koniec z silnikami wolnossącymi Jeep Cherokee po liftingu: nowa twarz i zmiany pod maską Nowa Mazda CX-3: radzi sobie bez AdBlue i filtra cząstek stałych Škoda Kodiaq 2.0 TDI w trasie - ile tak naprawdę spali? Porsche Macan S: to auto naprawdę nie potrzebuje liftingu

Popularne w tym tygodniu:

Porsche Macan po liftingu - to tylko mała kosmetyka Audi R8 upodabnia się do samochodu wyścigowego. Nie tylko z wyglądu Renault Master dCi 130: sprawdzam mistrza w swojej klasie Nowy Seat Tarraco - (nieco) spóźniona ofensywa z Hiszpanii Ford Ka+ Active: świetne auto schowane pod kostiumem crossovera Nowy Renault Kadjar: cichy gracz w popularnym segmencie nie ma się czego wstydzić BMW i3S: aktualizacja pomiędzy generacjami