Pierwsza jazda Infiniti QX60: przestronny SUV zrobiony jak dawniej

Nie ma turbodoładowanego silnika, cyfrowych zegarów, elektronicznego "ręcznego", rozbudowanego systemu inforozrywki. Pod wieloma względami Infiniti QX60 odstaje od konkurencji. Wbrew pozorom, to może być zaleta, a tutaj lista plusów się nie kończy.

Infiniti QX60

Infiniti QX60

W 2012 roku świat po raz pierwszy usłyszał "Gangnam Style", Felix Baumgartner skoczył z 37 km, a w Warszawie otwarto stadion narodowy. Wtedy też debiutowało Infiniti QX60, które właśnie — po sześciu latach obecności w np. USA — trafia do Polski. Za sprowadzenie wozu odpowiedzialne jest Centrum Infiniti, stąd też próżno szukać tego SUV-a u naszych zachodnich sąsiadów. To po prostu odpowiedź na zapotrzebowanie polskich klientów, a auta pochodzą z bułgarskiej dystrybucji.

Dotychczas bowiem największym autem japońskiej marki, jakie można było dostać nad Wisłą było QX70, którego sportowa sylwetka wymuszała mniejszą pojemność bagażnika. Nowowprowadzany model – mimo mniejszej liczby w nazwie – rozwiązuje ten problem. Mierząc od podłogi po dach, do QX60 można zapakować 1155 l bagażu przy rozłożonych dwóch rzędach siedzeń. Ponadto, miejsca jest tyle, że auto w standardzie weźmie na pokład siedem osób, co w tej klasie nie jest oczywistością.

Nietypowym rozwiązaniem jest zamontowanie tylnej kanapy wyżej niż przednich foteli. W teorii ma to sprawić, że podróżujące tam dzieci mogą bez problemu wyglądać przez okno i podziwiać świat. Tego nie miałem jak sprawdzić, natomiast odbyłem krótką przejażdżkę z tyłu i nie jestem fanem tego pomysłu. Doceniłem natomiast regulowaną kanapę – można ją przesuwać i pochylać jej oparcie.

Przejdźmy jednak do przodu. Najbardziej widać wiek auta patrząc na konsolę centralną. Trudny w ogarnięciu gąszcz przycisków, staroświecki projekt systemu inforozrywki i brak możliwości podłączenia telefonu przez CarPlay czy Android Auto sprawiły, że poczułem się, jakbym cofnął się w czasie. Przyciskiem odpaliłem silnik, przesunąłem dźwignię skrzyni CVT w pozycję "D" i kolejne zaskoczenie. Hamulec "ręczny" zwalnia się tutaj nie przyciskiem, a stopą, czyli po amerykańsku.

Z wrażenia podróży w czasie wyrwały mnie kamera 360 oraz jeden przycisk na kierownicy. To tzw. tarcza bezpieczeństwa, która pozwala się poczuć, jakby dookoła auta powstała bańka pilnująca, byśmy w nic nie wjechali. Tak naprawdę to zestaw systemów bezpieczeństwa, które czuwają, by nic nam się nie stało. Dzięki temu, przykładowo, QX60 zwolni, gdy pojazd przed nami zacznie hamować. O skuteczności działania tej funkcji mogłem się przekonać, gdy pewien jegomość w kombi postanowił wjechać na trzypasmową drogę z pasu zieleni.

Zobacz również: Dlaczego wymiana opon to konieczność?

Skoro już wyjechałem na drogę, to kilka słów o silniku. Przyzwyczaiłem się, że pod maską dużego SUV-a pracuje turbodoładowana jednostka lub nawet hybryda. Infiniti stawia jednak na tradycję i oferuje wolnossące V6 o pojemności 3,5 l pamiętające czasy Nissana 350Z. Po wkręceniu się na wyższe obroty motor ochoczo przypomina o swojej obecności i w tym wypadku nie sposób tego nie wpisać po stronie zalet. Moc to 262 KM i w zupełności wystarcza do sprawnego poruszania się po mieście i obwodnicy. Gorzej jest ze spalaniem. Wynik nie chciał spaść poniżej 16 l/100 km. Nowoczesne silniki tutaj jednak wygrywają. Niepotrzebnie natomiast obawiałem się bezstopniowego CVT. Działa poprawnie i bardzo szybko zapomniałem, że nie ma tutaj tradycyjnego "automatu".

Po QX60 widać, że jest to auto, które w pierwszej kolejności ma być komfortowe i faktycznie takie jest. Samochodem podróżuje się wygodnie, dzięki trójwarstwowym szybom jest dobrze wyciszone, a zawieszenie miękko wybiera nierówności. W połączeniu z przestronnym i świetnie wykonanym wnętrzem, tym SUV-em aż chce się pojechać na dłuższą wyprawę. Szczególnie, że na pokładzie znajduje się system audio od Bose, który gra naprawdę dobrze.

Duży SUV Infiniti jest już dostępny w polskich salonach, a ceny zaczynają się od 359 900 zł za bazową wersję z V6 i napędem na cztery koła. W standardzie dostępne są m.in. trzystrefowa klimatyzacja automatyczna, okno dachowe, dostęp bezkluczykowy, kamera 360, skórzana tapicerka, automatyczne reflektory biksenonowe, zestaw audio Bose oraz podstawowe systemy bezpieczeństwa. Za dodatkowe 10 tys. zł dostępna jest wersja Hi-Tech, która dodaje chociażby adaptacyjny tempomat czy asystenta utrzymywania pasa ruchu.

Ta cena może wydawać się duża, ale trzeba pamiętać, że QX60 wymiarami konkuruje z takimi autami jak Volvo XC90, Audi Q7 czy Mercedes GLE. Z kolei dla kogoś, kto szuka samochodu zrobionego wg "starej szkoły", duże infiniti może okazać się wręcz bezkonkurencyjne.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Audi A7 50 TDI Quattro 2018 – nie, to nie jest pięć litrów Ford Edge Vignale 2,0 TDCI 210 KM AT - czy warto być premium? Audi A6 55 TFSI – czy nowoczesna technika jest tyle warta? Volvo V60 T6 AWD Inscription: to nie niemieckie marki powinny się obawiać tego kombi Pierwsza jazda Škodą Scalą: nowy kompakt zdradza aspiracje Czechów Ford Mustang GT 5.0 V8 : znalazłem swoje następne auto BMW i8 Roadster: sposób, aby stać się sławnym Mitsubishi ASX 1.6 MIVEC (2018): wciąż w formie, a teraz bezpieczniejszy Toyota Prius Plug-in Hybrid po 10 dniach. Zobacz, ile zużyła paliwa i prądu po 1000 km Opel Combo Life 1.2 Turbo: tańsza opcja dla auta rodzinnego. Imponuje funkcjonalnością Jeep Grand Cherokee Trackhawk: SUV z napędem z piekła BMW 430i Gran Coupe M Performance: jak ulepszyć klasycznego sedana (i zrobić przy okazji piękne auto) Renault Trafic: mała furgonetka do miasta. Tania, ekonomiczna i do tego mocna Golf GTI Clubsport 2017 – godny następca pierwszego GTI Dzień dobry Toyoto Prius Plug-in Hybrid! Sprawdzimy, jak bardzo nie potrzebujesz paliwa Pierwsza jazda nowym Audi Q3: kompaktowy SUV chce być jak większe modele marki Mercedes-Benz CLS 400d 4MATIC Coupé: bardzo szybka limuzyna, która pali tyle, co miejskie autko Suzuki Vitara po liftingu: koniec z silnikami wolnossącymi Jeep Cherokee po liftingu: nowa twarz i zmiany pod maską Nowa Mazda CX-3: radzi sobie bez AdBlue i filtra cząstek stałych Škoda Kodiaq 2.0 TDI w trasie - ile tak naprawdę spali? Porsche Macan S: to auto naprawdę nie potrzebuje liftingu Za sterami Forda GT: egzotyczny spektakl na 656 koni i jeden spojler Škoda Octavia RS 245: hot hatch nie do końca. Po prostu szybka skoda

Popularne w tym tygodniu:

BMW M4 Cabrio Competition przekonało mnie, że warto poznawać swoich idoli Jaguar I-Pace: na tyle dobry, by zapomnieć, że jest elektrykiem Toyota Corolla wróciła. Dwie hybrydy zamiast diesla 3500 km z hybrydą. Podsumowanie testu Toyoty Prius Hybrid Plug-in Nissan Qashqai ma nowy silnik 1.3 l. To tylko jedna z wielu zmian u Japończyków Porsche Panamera GTS w pierwszym teście. Sprawdziłem najbardziej charakterną odmianę na torze w Bahrajnie Toyota Yaris GRMN - nie tego się spodziewałem, ale jestem pod wrażeniem Mitsubishi L200 Black Edition: sprawdzam w jakiej formie schodzi ze sceny Toyota Hilux 2.4 D-4D (150 KM) Selection 50th: udomowienie pick-upa Audi A6 55 TFSI – czy nowoczesna technika jest tyle warta? Audi A7 50 TDI Quattro 2018 – nie, to nie jest pięć litrów Suzuki Swift Sport: testujemy nową generację z Michałem Kościuszką