Mercedes-Benz CLS 400d 4MATIC Coupé: bardzo szybka limuzyna, która pali tyle, co miejskie autko

To już trzecia generacja sedana CLS ukształtowanego na czterodrzwiowe coupé. Jego pokrewieństwo z klasą E sugeruje wysoki komfort jazdy, ale nadwozie wyraźnie zmierza w kierunku sportu. Mercedes doskonale odnalazł złoty środek i to w każdej dziedzinie. I do tego jest niezwykle oszczędny.

Mercedes-Benz CLS 400d Coupe

Mercedes-Benz CLS 400d Coupe (fot. Marcin Łobodziński)

Ten artykuł ma 2 strony:

Mercedes CLS 400d 4MATIC Coupé — test, opinia

Jednak spokojnie, to nie będzie wyłącznie wyliczanka zalet. Wygląd nadwozia jest już moim zdaniem dość kontrowersyjny. O ile ostry, agresywny przód podobał się większości osobom, które oglądały testowy egzemplarz, o tyle ku mojemu zaskoczeniu tył nie podobał się nikomu. Zbyt szczupły, zbyt obły jak na mercedesa. Zgadzam się z tym. Patrząc na nowego CLS z boku, pas przedni wygląda jak rekin goniący ofiarę, natomiast z tyłu jak uciekający pies z podkulonym ogonem.

Jednak otwarcie drzwi może już rzucić na kolana. I to nie dlatego, że drzwi są pozbawione ramek, co latem przy opuszczonych szybach prezentuje się bardzo elegancko. Czerwona tapicerka poprzecinana czarnymi elementami plus ogromne wyświetlacze i liczne wstawki z aluminium tworzą atmosferę sportu i luksusu. Duże połacie deski rozdzielczej wykonane z kompozytów węglowych (opcja za 14 tys. zł) przypomina o związku Mercedesa z AMG, podobnie jak sportowo wyprofilowane fotele i nieduża, ale gruba kierownica.

Mercedes CLS z tyłu wygląda dość kontrowersyjnie. Mało komu się podoba.

Wsiadasz i w okamgnieniu zapominasz, że masz do czynienia w praktyce z limuzyną mierzącą blisko 5 metrów długości. Pozycja jest niska, ale świetnie dobrana względem kierownicy i pedałów. Widoczność pozostaje przy tym dobra. I wreszcie poprawiono ergonomię. Po raz pierwszy opanowałem obsługę samochodu tej marki w kilka minut.

Nawet system multimedialny nowej generacji stał się bardziej intuicyjny. Teraz menu jest sensownie ułożone, a całość można obsługiwać również z koła kierownicy, przy pomocy dotykowych pól. Wbrew pozorom, to dobre rozwiązanie. Łatwiej przechodzić w inne widoki tablicy wskaźników, która w testowym aucie jest po prostu drugim wyświetlaczem. A jest tego bardzo dużo.

Jest więcej możliwości konfiguracji niż na zdjęciu. To tylko przykładowe ustawienia.

Mercedes CLS jest również jednym z tych modeli niemieckiej marki, z którymi można "porozmawiać". Działanie sztucznej inteligencji prezentował już Michał w teście Mercedesa Klasy A. Mnie urzekła obsługa głosowa, polegająca po prostu na wydawaniu logicznych komend. Nie trzeba ich znać. Mówisz czego potrzebujesz i auto prawie wszystko zrozumie. Ale ma jeszcze więcej do zaoferowania.

Zobacz również: WP Express. Wyścig Mille Miglia

Samochód, do którego mówisz. Sprawdzamy asystenta w Mercedesie Klasy A

Po świetnie przyjętej trzeciej generacji Klasy A, Mercedes idzie za ciosem. Nowa wersja jest ciągle kierowana do młodych odbiorców, ale tym razem…

Dzięki funkcji Energizing Komfort masz możliwość zrelaksowania się ciepłem lub orzeźwienia morskim powiewem wiatru. To programy, które przygotowano w oparciu o zestaw audio – samo w sobie bardzo dobre — i układ klimatyzacji oraz ogrzewania foteli. Ku mojemu zaskoczeniu to działa. Przeszedłem też program ćwiczeń, które wykonuje się zgodnie z poleceniem lektorki oraz widokiem ruchów na ekranie. Wydaje się głupie? Może się wydaje, ale nie byłbym w stanie zmobilizować się do tego typu ruchów, mających na celu przede wszystkim pobudzenie w długiej podróży, bez wydawania komend. Pewnie po chwili bym się znudził.

Energizing Komfort daje możliwość schłodzić się, rozgrzać pobudzić światłem i dźwiękiem.

Jedna rzecz nie spodobała mi się we wnętrzu. Jako, że Mercedes CLS wbrew wymiarom jest jednak przeznaczony głównie dla dwóch osób, rozumiem pewne poświęcenia tylnej części w celu zapewnienia maksimum przestrzeni i wygody z przodu. Niestety i to się nie udało. Kierowca o wzroście 188 cm z trudem mieści głowę pod podsufitką. I to w zasadzie wyklucza zakup auta przez wyższe osoby. Z tyłu natomiast jest przestronnie i nawet całkiem wygodnie, ale i tu nie dla osób o wyższym wzroście.

Moc to jedno, ale ekonomia to po prostu bajka

Pod maską 400d, czyli…? No właśnie. Według nowej nomenklatury na pewno nie czterolitrowy diesel. Wiec jaki? Zupełnie nowy, rzędowy, z sześcioma cylindrami i pojemnością 2,9 litra. Dwie turbosprężarki pomagają rozwinąć bardzo dobre parametry maksymalne – 340 KM i 700 Nm. Ta druga, jakże imponująca wartość, jest osiągana już od 1200 obr./min według danych producenta. Brzmi wprost niewiarygodnie, więc wyobraźcie sobie, jak to jeździ.

Mercedes CLS 400d nie dość, że jest bardzo szybki, to jeszcze bardziej jest ekonomiczny.

Połączenie tak mocarnego diesla z dziewięciobiegowym automatem tworzy niesamowitą mieszankę sportu i ekonomii. Osiągi są świetne. Pierwsza setka wpada na prędkościomierz po 5 sekundach, a na 200 km/h też nie trzeba długo czekać. Motor w trybie Sport+ przyjemnie warczy, a automat bezbłędnie, szybko i jednocześnie dość brutalnie zmienia biegi. W pozostałych trybach robi to bez najmniejszego szarpnięcia.

Jazda z takim silnikiem to większa przyjemność niż porównywalnym benzyniakiem. Znacznie mocniej reaguje na dodanie gazu, a do tego jest niebywale cichy. Ale najlepsze jest przy dystrybutorze, gdy podróż z prędkością 140 km/h kończy się wynikiem 7,1 l/100 km. Dużo? Przypominam – 340 KM mocy, 700 Nm momentu, 4,9 m długości, masa 1985 kg.

Kapitalne połączenie materiałów oraz dwóch światów - luksusowych limuzyn i aut sportowych.

To jednak nie wszystko. Podróż z prędkością 90 km/h oznacza spalanie na poziomie miejskich samochodów małolitrażowych – 4,2 l/100 km. Mercedes CLS to jeden z dwóch przypadków w tym roku, kiedy spalanie sprawdzałem dwa razy, bo "coś mi się nie zgadzało". Jednak czytając testy kolegów z innych redakcji okazało się, że nic się nie popsuło. Imponujące, że tak mocny, wygodny i luksusowy samochód, na co dzień potrzebuje około 6–7 l/100 km oleju napędowego i to nie żałując sobie od czasu do czasu dynamicznej jazdy. W mieście zużywa 7,5 l/100 km.

To nie kompromis, to sztuka

Zawieszenie nowego Mercedesa CLS jest równie imponujące jak zespół napędowy. Połączenie wysokiej jakości resorowania i dużej siły tłumienia, gdy tylko wybierzecie odpowiedni tryb, aż zdumiewa. Już od pewnego czasu mercedesy jeżdżą nie tylko miękko, ale i sportowo, a CLS jest najlepszym przykładem tego, jak bardzo zmieniło się podejście marki do kwestii właściwości jezdnych. Dobrze pamiętam, jak ociężały był w porównaniu z nową generacją poprzednik. Jak daleko mu było do Audi i BMW pod względem przyjemności z jazdy. To już przeszłość.

Podwozie CLS-a pozwala na niezłe harce po zakrętach. Auto jest ciężkie, ale nie przeszkadza to w sportowej jeździe.

Znacznie precyzyjniejszy jest też układ kierowniczy, który się usztywnia w ustawieniu sportowym. Napęd 4MATIC to klasyk – zawsze dąży do neutralnego zachowania, nawet wtedy, gdy koła przedniej osi zaczynają tracić przyczepność lub kierowca zdecyduje się na dodanie gazu w łuku. W przeciwieństwie do Audi quattro, czy xDrive BMW, nie jest tak chętny do zarzucania tyłem, ale o to chodzi w mercedesie, nawet takim jak CLS.

Sztuką jest dopracowanie systemów asystujących kierowcy tak, by faktycznie działały jak trzeba, zwłaszcza przy brzydkiej pogodzie. Podoba mi się nowy rodzaj asystenta pasa ruchu, który nie tylko ostrzega i koryguje, ale także przyhamowuje samochód, gdy przekroczy on linię na drodze. Perfekcyjnie i komfortowo działał adaptacyjny tempomat, a także inne systemy. Światła Multibeam LED świecą znakomicie. Na plus zasługuje także system kamer bardzo wysokiej jakości czy system nawigacji.

Dobrze wyprofilowane fotele CLS-a są też wygodne.

To wszystko sprawia, że jazda Mercedesem CLS powinna być przyjemna zarówno dla klienta Audi jak i BMW. Mercedes najwyraźniej nie celuje już tylko w swoją grupę klientów, którym podoba się wyłącznie komfort resorowania i którzy nie wyobrażają sobie obsługi skrzyni biegów czymkolwiek innym niż „manetka wycieraczek”. Zresztą choćby na polskim rynku aut premium widać, że są tego efekty.

Mercedes CLS 300d z 245-konną jednostką 2-litrową kosztuje 311 000 zł. Topowy diesel, taki jak testowy, kosztuje 58 tys. zł więcej, co moim zdaniem przy tej klasie auta jest ofertą nie do odrzucenia. Tym bardziej, że w cenie jest już zawarty napęd 4MATIC. Jest jeszcze wersja pośrednia o mocy 286 KM dla niezdecydowanych, która daje możliwość wyboru napędu na tył lub na cztery koła.

Moja opinia o Mercedesie CLS 400d:

Bez cienia wątpliwości to najbardziej dopracowany mercedes jakim do tej pory jeździłem, choć akurat nie mam tak dużego doświadczenia z tą marką jak koledzy po fachu. Doskonale łączy cechy typowe dla Mercedesa, przede wszystkim wysoki komfort jazdy, z cechami dawniej dla marki jakby obcymi – lekkość i pewność prowadzenia oraz świetne osiągi. Jednak to, czym zaimponował mi najbardziej, jest zużycie paliwa. Tak banalna rzecz. Dokładnie tego, co dostałem od Mercedesa CLS 400d, oczekiwałbym od samochodu tej klasy.

Ogólna ocena10z 10

Plusy:

  • Silnik — jego osiągi i ekonomia
  • Praca skrzyni biegów
  • Świetne właściwości jezdne
  • Wysoki komfort podróżowania
  • Praca systemów bezpieczeństwa
  • Wykonanie wnętrza
  • Ergonomia i pozycja za kierownicą
  • System audio oraz multimediów

Minusy:

  • Brak miejsca z przodu dla osób o wzroście powyżej 188 cm

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Ford Edge Vignale 2,0 TDCI 210 KM AT - czy warto być premium? Audi A6 55 TFSI – czy nowoczesna technika jest tyle warta? Renault Trafic: mała furgonetka do miasta. Tania, ekonomiczna i do tego mocna Golf GTI Clubsport 2017 – godny następca pierwszego GTI Suzuki Vitara po liftingu: koniec z silnikami wolnossącymi Jeep Cherokee po liftingu: nowa twarz i zmiany pod maską Nowa Mazda CX-3: radzi sobie bez AdBlue i filtra cząstek stałych Škoda Kodiaq 2.0 TDI w trasie - ile tak naprawdę spali? Porsche Macan S: to auto naprawdę nie potrzebuje liftingu Za sterami Forda GT: egzotyczny spektakl na 656 koni i jeden spojler Škoda Octavia RS 245: hot hatch nie do końca. Po prostu szybka skoda Audi Q8 to nie concept car. To samochód, którym jeździłem już po polskich drogach Ford Tourneo Custom: szukając sportu w samochodzie użytkowym Mazda MX-5 po liftingu: najpopularniejszy roadster świata na Trasie Transfogaraskiej Porsche 911 GT2 RS: samochód ostateczny Porsche Panamera Turbo Executive: pożeracz autostrad i mistrz zakrętów Škoda Kodiaq Sportline 2.0 TSI – zgodnie z przepisem na pełnokrwistego SUV-a Pierwsza jazda Volkswagenem e-Crafterem: elektryk stworzony z myślą o kurierach Lekko i szybko: jeździłem Alpine A110, na które wszyscy czekaliśmy Mercedes-Benz G500 nowej generacji: pierwszy test na polskich drogach (i bezdrożach) Škodą Kodiaq w błoto: długodystansowy SUV w terenie Samochód, do którego mówisz. Sprawdzamy asystenta w Mercedesie Klasy A Rzeczywistość wyprzedziła moje marzenia: poprowadziłem Porsche 911 Carrerę RS 2.7 na Goodwood Hillclimb Jeep Wrangler JK 2.8 CRD Rubicon: ostatni test legendy

Popularne w tym tygodniu:

Wyższy poziom caravaningu. Volkswagen Grand California przekonał mnie do wypoczynku w trasie Jeździłem nową Toyotą Suprą. Spełnia wszystkie oczekiwania, ale prawdziwy potencjał odkryją tunerzy Mercedes-Benz V250d 4MATIC: jak sprawdza się napęd na cztery koła w busie? Pierwsza jazda Mercedesem EQC: komfort na prąd Ford Ranger Raptor: praktyczna zabawka z Australii Wiem jak jeździ nowy Opel Corsa. Pod tym względem jest fantastyczny Tesla Model 3 przekonała mnie, że istnieje miłość od pierwszego jeżdżenia Mazda CX-3 1.8 Skyactiv-D: świetnie dopasowana do potrzeb Citroën Berlingo XL 1.5 BlueHDi: gdy dużo to wciąż za mało