Škoda Kodiaq Sportline 2.0 TSI – zgodnie z przepisem na pełnokrwistego SUV-a

Škoda Kodiaq przebojem wbiła się na rynek motoryzacyjny. Nie było wątpliwości – duży i przestronny SUV to samochód, jakiego przez lata brakowało czeskiej marce. Wyniki sprzedaży pokazuję, że był to strzał w dziesiątkę, więc postanowiłem sprawdzić, czy Kodiaq przekona mnie do samochodów tego typu.

Sylwetka Kodiaqa jest typowa dla SUV-a

Sylwetka Kodiaqa jest typowa dla SUV-a (Szymon Jasina)

Ten artykuł ma 2 strony:

Škoda Kodiaq Sportline 2.0 TSI 180 KM (2018) - test

Przez lata Škoda miała w swojej ofercie model Yeti, który choć praktyczny, to nie grzeszył urodą. Jednak przede wszystkim jego problemem było to, że nie wyglądał jak typowy SUV, ani jazda nim nie dawała uczucia prowadzenia dużego auta. Dlatego w przypadku Kodiaqa Škoda postanowiła nie eksperymentować, tylko poszła tak klasyczną ścieżką, jak to tylko możliwe.

SUV zgodnie z przepisem

Sylwetka jest tak typowa, jakby wzięta wprost z instrukcji "jak zrobić SUV-a". Wysokie nadwozie, pudełkowaty kształt, pionowa tylna szyba, muskularne przetłoczenia i ogromne koła (w testowym modelu o średnicy 20 cali) – krótko mówiąc pełen zestaw. Ale najważniejsze jest wrażenie po zajęciu miejscu w środku. Faktycznie kierowca czuje się jak w prawdziwym SUV-ie. Dziś moda wykreowała crossovery segmentów B i C, które choć wyższe, nie dają tego, co mi się kojarzy z prawdziwymi przedstawicielami gatunku.

SUV-y to dla mnie zawsze były auta pokroju Jeepa Grand Cherokee czy Audi Q7 (albo jeszcze większe amerykańskie modele), które są nieprzyzwoicie duże. Ich rozmiary powodują, że na innych użytkowników dróg patrzy się jak na małe myszki przemykające gdzieś po asfalcie. Czy to ma sens? Raczej nie. Jednak nie o to chodzi. Kierowcy płacą za to uczucie prowadzenia wielkiej maszyny. I właśnie to dostają w Kodiaqu. Nie jest to żaden udawany crossover, to pełnokrwisty SUV.

Pudełkowata sylwetka, wysoko poprowadzona maska i spore wymiary to cechy, jakich oczekuje się po SUV-ie. Właśnie z powodów kształtu nadwozia trudno mówić o porywającej stylistyce, ale zgodnie z typowym dla Škody umiarem Kodiaq wygląda dobrze – dokładnie tak, jak chcą tego klienci. Czeska marka przy okazji Yeti nauczyła się, że nie warto za bardzo eksperymentować, tylko trzeba posłuchać, czego chcą ludzie przychodzący do salonów sprzedaży.

Dużo miejsca, ale nie wszystko jest idealnie

Oczywiście kolejnym ważnym punktem obowiązkowym w SUV-ach jest to, że pasażerowie muszą siedzieć wysoko. Nie inaczej jest w Kodiaqu. Czyli wszystko się zgadza. Jest to też Škoda, a to oznacza, że jak wszystkie modele czeskiej marki zapewnia sporo miejsca. Czasy SUV-ów, które z zewnątrz były wielkie, ale w środku ciasne, już praktycznie minął. Wygodnie można podróżować zarówno z przodu, jak i na tylnej kanapie, która dodatkowo jest przesuwana i możliwa jest regulacja nachylenia jej oparcia.

Zobacz również: Audi Q4 e-tron. Przewaga dzięki... przestrzeni?

Testowany egzemplarz to wersja 7-osobowa (dopłata 4 tys. zł), jednak typowo dla takich aut jest to raczej rozwiązanie awaryjne i w trzecim rzędzie trudno będzie wytrzymać dłuższą trasę. Co więcej – nawet jeśli dodatkowe dwa fotele są złożone, to i tak zmniejszają pojemność bagażnika (z imponujących 720 l w wersji z pięcioma miejscami), która wtedy wypada przeciętnie choćby przy Superbie. Dlatego warto się dobrze zastanowić przed wyborem 7-osobowej opcji. Oczywiście daje ona większą uniwersalność, ale nie jest bez wad.

Projekt kabiny też przypomina inne Škody, a raczej większość samochodów z grupy Volkswagena. Oznacza to ergonomię na najwyższym poziomie. Może jedynym zgrzytem w tej kwestii jest system multimedialny, który prezentuje się ładnie, ale przez brak pokręteł jest nieco mniej wygodny w obsłudze niż starsze rozwiązania. Problemem natomiast okazało się ustawienie kierownicy. Nie jest ono niewygodne, ale nawet po podniesieniu jej maksymalnie do góry i tak wieniec zasłania szczyt zegarów. Mam nieco ponad 180 cm wzrostu, a fotel ustawiłem maksymalnie nisko, więc jest to dość zaskakujące.

Większym problemem jest jednak jakość materiałów i ich spasowania. Uchwyty na drzwiach czy (skąd inąd bardzo przydatny) drugi schowek przed pasażerem skrzypią, a plastiki nie zawsze idealnie pasują do siebie. Gdyby był to tani samochód, może byłoby to do zrozumienia, ale w testowej konfiguracji auto kosztuje ponad 200 tys. zł i jest jedną z najdroższych Skód, jakie można kupić.

SUV wymaga mocnego napędu

Škoda Kodiaq jest pełnokrwistym SUV-em, a to oznacza też sporą masę. Samochód z kierowcą waży 1738 kg, co oznacza, że wymaga sporego stada koni mechanicznych, aby zapewnić dobre osiągi. Testowany egzemplarz był wyposażony w benzynowy silnik 2,0 o mocy 180 KM, co wydaje się optymalną opcją. W połączeniu z 320 Nm oferuje odpowiednią dynamikę w mieście. Poza nim od auta za tę kwotę można by wymagać nieco więcej, ale pamiętajmy, że mowa o SUV-ie. Testowana wersja Kodiaqa oferuje przyspieszenie do 100 km/h w 8,2 s i prędkość maksymalną równą 205 km/h.

Wielkość i kształt Kodiaqa przekłada się też na zużycie paliwa. Do obiecywanych przez Škodę 9,1 l/100 km w mieście i 6,4 l/100 km na trasie trzeba dodać ok. 20 proc. Jeśli uwzględnimy fakt, że przemieszczamy się sporym SUV-em z mocnym silnikiem i napędem na cztery koła, to są to niezłe wyniki, ale trudno nazwać Kodiaqa autem szczególnie oszczędnym.

Škody od dawna nie są już samochodami budżetowymi. Nie inaczej jest w przypadku Kodiaqa, który zarazem oferuje komfort odpowiedni dla ceny. Na szczególną pochwałę zasługuje wygłuszenie kabiny. Mimo sporej wielkości auta i dużej powierzchni czołowej nawet przy wysokich prędkościach w samochodzie jest komfortowo. Jednak wrażenie na mnie zrobiło coś jeszcze. Zdecydowana większość dziennikarzy motoryzacyjnych chwilę po ruszeniu wyłącza system start-stop. Nic dziwnego, potrafi on denerwować głośnym i wibrującym startem silnika przed każdym ruszeniem spod świateł. I ja na ogół szybko sięgam to przycisku wyłączający to rozwiązanie. W Kodiaqu jednak było inaczej, wyciszenie kabiny i ograniczenie wibracji motoru są tak dobre, że zachęcają, aby nie zużywać paliwa podczas postoju.

Obowiązkowa elektronika

Systemy bezpieczeństwa to dziś już bardziej standard niż futurystyczny wynalazek. I nie ma co ukrywać, że to bardzo dobry kierunek. Elektronika ma nas uratować w sytuacji, gdy sami nie zdążymy zareagować czy się po prostu zagapimy. Niestety cały czas daleko jej do perfekcji i pokazuje to wiele samochodów. Kodiaq niestety nie jest wyjątkiem. System ostrzegania przed zderzeniem potrafi się włączyć w zaskakujących momentach – np. na łuku drogi lub przy zmianie pasa. Niektórych może to irytować, ale prawda jest taka, że lepiej, aby kilka razy alarm wyświetlił się niepotrzebnie, jeśli kiedyś ma nas uratować.

Drogi strzał w dziesiątkę

Bez wątpienia przy projektowaniu Kodiaqa Škoda zrobiła wszystko jak trzeba, stworzyła samochód, jakiego oczekują klienci. Auto wygląda jak rasowy SUV, a do tego jest przestronny i praktyczny. Jest jednak jedno "ale" i (też typowo dla SUV-ów) jest nim cena. Za samochód tej klasy trzeba po prostu sporo dopłacić i to tylko za to, że otrzymamy wyższe auto.

Choć w cenniku widnieje cena podstawowa 93 750 zł, to jakikolwiek inny egzemplarz wiąże się z wydatkiem ponad 100 tys. zł. Często nawet sporo wyższym, czego dobrym przykładem jest testowana wersja Sportline z najmocniejszym benzyniakiem i sporą listą dodatków, która kosztuje aż 210 100 zł.

Wystarczy porównać Kodiaqa do Superba, który jest bardzo przestronny, ma ogromny bagażnik, ale jest zauważalnie tańszy. Za cenę testowego Kodiaqa można kupić Superba z topowym 280-konnym silnikiem, który zapewnia nieporównywalnie lepsze osiągi. Z drugiej strony nie brakuje zwolenników SUV-ów, którzy lubią siedzieć wyżej i mieć nieco większy prześwit pozwalający na pewniejsze pokonywanie polnych dróg czy choćby progów zwalniających. W tej kategorii Kodiaq jest autem zdecydowanie wartym uwagi.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • przestronne i praktyczne wnętrze
  • ergonomia deski rozdzielczej
  • wygląd i uczucie jazdy prawdziwym SUV-em
  • wyciszenie kabiny
  • dostępna wersja 7-osobowa

Minusy:

  • jakość plastików i ich spasowanie
  • kierownica zasłaniająca kontrolki
  • zbyt czułe systemy bezpieczeństwa
  • wyższa cena od Superba

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Hyundai Genesis 3,8 V6 - test Pierwsza jazda: Porsche 911 Turbo S (992) - już nie chodzi o turbodoładowanie Nowy Opel Corsa OPC 1.6 Turbo - test, opinia, spalanie, cena Najmocniejsze Mini w historii. Clubman i Countryman JCW na torze, drodze i poza nią Škoda Kodiaq RS: kompletny, ale... dlaczego to RS? Suzuki Baleno 1.2 DualJet SHVS: czy mikrohybryda ma sens? Pierwsza jazda: Ferrari Roma to gran turismo na wielkie i szybkie podróże Test: Peugeot 508 HYbrid - podnosi poprzeczkę, ale popularności nie zdobędzie Peugeot 2008 1,6 e-HDI Allure [test] Nowe Audi A7 3.0 TDI BiTurbo - pierwsza jazda Test: Volvo XC60 B4 AWD - w poszukiwaniu spokoju Opel Meriva 1,7 CDTi Cosmo - elastyczne MPV [test autokult.pl]

Popularne w tym tygodniu:

Test: BMW Z4 M40i - sportowe składniki, leniwy charakter Pierwsza jazda: Toyota Yaris Cross Hybrid - ma ogromne szanse przedrzeć się na segmentowy szczyt Test: Nowa Dacia Jogger - 7 miejsc... LPG... brzmi nieźle? Test: Ford Focus Sedan – niechciane dziecko Forda? Pierwsza jazda: Audi Q4 Sportback e-tron - modniejszy, a wcale nie mniej funkcjonalny 40 lat Porsche 944. Zaczęło się od Le Mans, później było jeszcze lepiej Test: Zważyłem Jaguara E-Pace. Nadal jest cięższy, niż się wydaje Test: Ford Puma ST na trasach Rajdu Polski. Chrzest bojowy przed startami w WRC Pierwsza jazda: Peugeot 308 - więcej, lepiej, drożej Test: Renault Arkana E-Tech - z każdym kolejnym dniem lepsza Test: Volkswagen Tiguan – hybrydowy koń pociągowy Test: BMW 840d – i po co ci to M8?