Prowadzi się fantastycznie. Jak to ford.

Prowadzi się fantastycznie. Jak to ford. (Fot. Mateusz Lubczański)

Ford Fiesta Vignale to nie jest samochód, który kupujesz z rosądkiem. Tutaj liczą się zachcianki

Oto Ford Fiesta, za którego trzeba zapłacić blisko 100 tys. zł. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak absurdalnie brzmi to zdanie. Wystarczy jednak zrobić krok w tył i spojrzeć na ten samochód z innej strony, by zrozumieć, że to nawet ma sens.

Ten artykuł ma 2 strony:

Ford Fiesta Vignale (2018) - test

Na początku tego roku odezwała się do mnie koleżanka, która stała przed wyborem smartfona. Na biurku miała dwa modele. Oba pochodziły z Chin, ale od renomowanych producentów. W sklepie siedziały na podobnej półce cenowej, oferowały podobne podzespoły – różnic trzeba było szukać z lupą. Nie mogła jednak zdecydować, który wybrać.

Gdy opowiadała mi o swoim problemie przywoływała setki opinii w internecie. Ten z lewej miał lepiej trzymać na baterii, za to ten z drugiej miał mieć nieco lepszy aparat. Zwracała też uwagę, że patrząc na specyfikację wygrywa ten lewej. Im dłużej zgłębiała temat, tym bardziej nie mogła się zdecydować. Od razu zapytałem: czego tak naprawdę potrzebujesz? Zdecydowała się na ten z gorszą specyfikacją, bo bardziej jej się podobał.

Mam wrażenie, że często wpadamy w pułapkę "obiektywnie" lepszego wyboru. Porównujemy możliwe opcje i chłodno oceniamy, co jest lepsze, zupełnie pomijając emocje. Znam to z autopsji. Wszystkie zakupy muszą być racjonalne. Każdy wybór musi być podparty rozsądną analizą. Właśnie dlatego nie potrafiłem zrozumieć miejskiego forda za takie pieniądze. O tym, z jakim trudem mi to przychodziło niech świadczy fakt, że choć mamy lato, na zdjęciach opisywanej w dalszej części Fiesty Vignale ciągle jest śnieg.

Zwyczajnie nie wiedziałem jak zabrać się za ten samochód. Zapytałem nawet przedstawicieli Forda – po co komu tak droga Fiesta? W odpowiedzi usłyszałem, że jest zapotrzebowanie na taki model. To logiczne. Tak duży producent jak Ford nie może sobie pozwolić na podejmowanie decyzji, które nie przyniosą konkretnych rezultatów. Klienci mogą. A w przypadku tego modelu wręcz powinni.

Oznaczenia Vignale pojawiają się na boku i z tyłu auta.

Nie ma bowiem żadnego racjonalnego powodu, by wybrać Fiestę Vignale. Cennik tego auta otwiera kwota ponad 74 tys. zł, a wersja z testowanym silnikiem i skrzynią to wydatek przynajmniej 81,8 tys. zł. To wystarczy na zakup kompaktowego SUV-a czy poleasingowego auta segmentu D. Nawet nie wychodząc z salonu Forda można wybrać coś, co będzie przestronniejsze i praktyczniejsze. Tyle kosztuje znacznie modniejszy Ecosport. Z kolei jeśli szukasz taniego auta do przejeżdżania z punktu A do punktu B to za tę kwotę dostaniesz Ka+. A nawet dwa.

Zobacz również: Hot B War - test

Szkopuł w tym, że żadne z wymienionych aut nie zagwarantuje takich materiałów w środku, jakie dostaje się w Fieście Vignale. Skóra znajduje się nie tylko na wygodnych i dobrze trzymających fotelach, ale i na desce rozdzielczej oraz boczkach drzwi. Śliwkowe wstawki nadają luksusowego charakteru, który jest kontynuowany na zewnątrz. Pudrowy lakier, charakterystyczny grill i napis Vignale są niczym odpowiednia biżuteria nadająca wdzięku kreacji. Do tego wyposażenie niedostępne w innych odmianach i usługi, takie jak przeglądy door-to-door. Samochód jest odbierany spod domu, a następnie zwracany w to samo miejsce. Luksusowo.

Pod tą ekskluzywną powłoką Fiesta Vignale jest zwykłą Fiestą najnowszej generacji co ma swoje wady i zalety. Po stronie minusów trzeba wpisać ilość miejsca z tyłu porównywalne z liczbą żartów padających w wieczornym wydaniu dziennika. Pojemność bagażnika też nie powala – to tylko 292 litry. Za to z zalet nie można nie wymienić fantastycznego układu kierowniczego i doskonałego zawieszenia. Fiesta prowadzi się pewnie i przy tym jest samochodem nad wyraz wygodnym. Inżynierowie trafili tutaj w złoty środek.

Taka kombinacja zdecydowanie przesuwa auto o jeden stopień bliżej na drabinie prowadzącej do klasy premium. Wrażenie to rujnuje automatyczna skrzynia biegów, która niestety nie ma pojęcia, co ma robić. Wielokrotnie nie zmieniała przełożenia w górę, więc jechałem przy dźwiękach wycia trzycylindrowego silnika Ecoboost. Potem w końcu przypominała sobie o tym, że czas zmienić bieg, lecz późniejsza redukcja też przychodziła z opóźnieniem. Całe szczęście w cenniku jest dostępna ręczna skrzynia, która przy okazji jest o ponad 12 tys. zł tańsza. Tylko, czy manual pasuje do auta nazywanego "kwintesencją luksusu"? Moim zdaniem nie.

Automat ma też jeszcze jedną wadę. Można go sparować tylko z bazowym dla Vignale 100-konnym silnikiem o pojemności 1 litra, a ten nie grzeszy osiągami. Dynamika jest poprawna, równomiernie rozwija moc, ale chciałoby się czegoś mocniejszego, by wykorzystać potencjał podwozia. Trzycylindrowy motor cieszy też wysoką kulturą pracy i nie trzeba obawiać się o częste w przypadku podobnych jednostek drgania. Poza tym nie słychać go w środku.

Ciszę można, a nawet powinno się wypełnić dźwiękami świetnego systemu 10 głośników sygnowanego logo B&O Play. Wymaga dopłaty 1330 zł, ale moim zdaniem doskonale pasuje do charakteru auta i nie zamawiałbym Fiesty Vignale bez tego. W standardzie dostępny jest system Sync3, który idealnie współpracuje z CarPlay. Mając podpięty telefon i klikając na ikonę nawigacji w interfejsie Forda otwierają się aplikacje map zaciągane z telefonu. Podobnie jest z np. muzyką.

Skoro już ceny zaczęły pojawiać się w akapitach to czas na wyłonienie ostatecznej kwoty na fakturze. Za wersję Vignale z automatem trzeba wydać 81 800 zł. Sporo jest już w standardzie (między innymi tempomat, rozpoznawanie znaków, klimatyzacja automatyczna, automatyczne światła i wycieraczki), ale za pudrowy lakier trzeba dopłacić 2400 zł. Podgrzewane fotele też windują cenę w górę (o 600 zł), podobnie jak szklany dach – kolejne 3300 zł. Trzeba również dopłacić do systemu monitorowania martwego pola. Bez większego wysiłku można więc osiągnąć lub nawet przekroczyć barierę 100 tys. zł.

Tutaj na moment chciałbym wrócić do koleżanki, która decydowała się na telefon. Doskonale wiedziała, że za te same pieniądze mogła mieć obiektywnie lepszy sprzęt. Tak samo jak każdy wie, że za kwotę, jaką przyjdzie zapłacić za Fiestę Vignale można dostać samochód lepszy na papierze. Większy, szybszy, równie dobrze wyposażony. Luksusowy ford ma jednak coś, czego próżno szukać na papierze. Charakter i styl.

Jestem przekonany, że dla wielu osób będzie to wystarczający powód, by rozważyć to auto. Bo chcą mieć skórę na desce rozdzielczej i chcą mieć głośniki B&O Play. I chcą ładnego koloru. To nie jest samochód dla tych, którzy decyzje podejmują w Excelu. Tak szczerze mówiąc to niesamowite, że w obecnych czasach znalazło się miejsce na taki model. Właśnie dlatego, mimo swoich wad, Fiesta Vignale ostatecznie przypadła mi do gustu.

Ogólna ocena7z 10

Plusy:

  • Niepowtarzalny styl i charakter
  • Doskonałe właściwości jezdne
  • Przemyślany system multimedialny
  • Wygodne wnętrze

Minusy:

  • Mało miejsca na tylnej kanapie
  • Kiepska automatyczna skrzynia biegów
  • Wysoka cena

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy samochodów:

Ford Edge Vignale 2,0 TDCI 210 KM AT - czy warto być premium? Golf GTI Clubsport 2017 – godny następca pierwszego GTI Nowa Honda Jazz – ostatni przedstawiciel starej szkoły Porsche 718 Boxster GTS: największy problem to nie 4 cylindry Mercedes-AMG C63 S po liftingu: muscle car nowej ery Volkswagen Multivan PanAmericana: pragmatyczna alternatywa dla wszelkiej maści SUV-ów Peugeot 308 GTi: hot hatch pozbawiony charakteru Znajomi nie zauważą, że to nowa Mazda 6. W środku od razu poczujesz różnicę Nowa Honda CR-V: jak poprzedniczka, ale pod każdym względem lepsza Dzień w Monako, wieczór na alpejskich przełęczach: nasza podróż BMW M760Li V12 na Lazurowe Wybrzeże Dwa żywioły: Mini Countryman JCW w porównaniu z Volvo XC40 T5 Nowa Toyota Camry: Passatowi szykuje się rywal, jakiego dawno nie miał Jaguar I-Pace to prawdziwy kot. Przekona każdego, a mnie oczarował Piękniś okazuje się twardzielem: Range Rover Velar w teście na polskich drogach Volkswagen T-Cross wprowadza nowy standard do segmentu. Jest przestronny i funkcjonalny Citroën C4 Cactus: teraz będzie konkurował z pragmatyczną Skodą Mikrohybryda w Kii Sportage po liftingu. Daje skosztować elektryfikacji Mercedes Sprinter 314 CDI: przedni napęd mu nie zaszkodził Nowy Ford Focus Mk 4: pożeracz zakrętów z jeszcze lepszą techniką Range Rover Sport SVR bierze wszystko: test ekstremalnego SUV-a Citroën Jumper jako Adria Matrix Axess: typowy test nietypowego pojazdu Peugeot nie zrobi terenówki z 3008. To nie powód, by go skreślać Nissan Leaf udowadnia, że elektrykiem można jeździć na co dzień. Pod jednym warunkiem Test Adrii Matrix Axess: gdyby mieszkania projektowano jak kampery, nie zależałoby mi na metrażu

Popularne w tym tygodniu:

Wyższy poziom caravaningu. Volkswagen Grand California przekonał mnie do wypoczynku w trasie Jeździłem nową Toyotą Suprą. Spełnia wszystkie oczekiwania, ale prawdziwy potencjał odkryją tunerzy Mercedes-Benz V250d 4MATIC: jak sprawdza się napęd na cztery koła w busie? Pierwsza jazda Mercedesem EQC: komfort na prąd Tesla Model 3 przekonała mnie, że istnieje miłość od pierwszego jeżdżenia Wiem jak jeździ nowy Opel Corsa. Pod tym względem jest fantastyczny Citroën Berlingo XL 1.5 BlueHDi: gdy dużo to wciąż za mało Mazda CX-3 1.8 Skyactiv-D: świetnie dopasowana do potrzeb