Logo EQ na boku - po tym można rozpoznać smarta na prąd.

Logo EQ na boku - po tym można rozpoznać smarta na prąd. (Fot. Michał Zieliński)

Smart EQ Forfour sprawił, że wybaczam mu wszystkie wady. No, prawie wszystkie

Gdy Smart wchodził na rynek, nikt nie spodziewał się, że kiedyś dużym plusem jego aut będzie niska cena. Tymczasem EQ Forfour jest najtańszym samochodem elektrycznym na rynku. Wybierając go musisz liczyć się z kompromisami.

Ten artykuł ma 2 strony:

Smart EQ Forfour (2018) - test

Na niewiele samochodów czekałem z takimi wypiekami, jak na elektrycznego smarta. Jest to kombinacja, która zdaje się być wprost idealna. Małe, wręcz kieszonkowe auto i napęd stworzony do miasta. To jak hamburger i cola. Kino i popcorn. Pociągi i opóźnienia. Duet idealny. Gdyby placówki bukmacherskie przyjmowały zakłady, że wsadzenie silnika elektrycznego do smarta się uda, wygrani dostawaliby tyle samo, co wpłacili.

Jest też drugi powód, dla którego elektryczny smart jest tak ważnym samochodem. Niemiecka marka niedawno ogłosiła, że wkrótce zrezygnuje ze sprzedaży aut spalinowych. Podczas, gdy większość firm wygłasza deklaracje, że w ciągu najbliższych lat część ich portfolio będzie zelektryfikowane, najmłodszy producent Daimlera odważnie idzie w stronę aut tylko na prąd. W Stanach Zjednoczonych ta strategia już nawet weszła w życie. A skoro ktoś podjął taką decyzję to kolejny znak, że elektryczny smart po prostu musi być świetnym autem. Z bólem przyznaję jednak, że nie jest.

Od frontu wygląda jak nowy fortwo.

Nowy smart forfour jest smartem innym niż to, do czego przyzwyczaiła nas ta młoda marka. Nie ma jednej pary drzwi, ma dwie. O ile pierwsza generacja Forfoura próbowała swoich sił w segmencie B (była w końcu spokrewniona z Mitsubishi Coltem), tak obecna pozostaje autem wyjątkowo małym. Ma wymiary zewnętrzne zbliżone do Renault Twingo i nie jest to przypadek.

Największy smart i najmniejsze renault to kuzyni, którzy powstali w wyniku współpracy obu firm i to widać. Kluczyk (jest rok 2018, przypominam) wygląda tak jak ten od twingo. System infotainment też jest zapożyczony od francuskiej marki, co oznacza, że ekran nie jest przesadnie wygodny w obsłudze, a całość nie obsługuje CarPlay. Jest za to Mirror Link.

Wnętrze, choć pomysłowe, jest kiepsko wykonane i niefunkcjonalne.

Moim największym zastrzeżeniem jest jednak jakość materiałów we wnętrzu. Będący częścią koncernu Daimlera Smart będzie kojarzył się z Mercedesem (szczególnie, że zazwyczaj salony obu marek są połączone), więc wsiadając będziemy oczekiwać tej legendarnej, mercedesowskiej jakości. Tutaj tego nie ma. Dużo twardych plastików spasowanych poprawnie, ale nie wybitnie. Na plus za to należy zaznaczyć, że projektanci Smarta pozwolili sobie na więcej szaleństwa niż Francuzi. Deska rozdzielcza jest zaprojektowana z pomysłem i smakiem.

Miałem jednak wrażenie, że całość jest mniej funkcjonalna niż w twingo. Dla przykładu nie wiedziałem, co zrobić z telefonem, szczególnie gdy się ładował — port USB jest zlokalizowany pomiędzy przednimi fotelami. Brakowało też przestronnego schowka. Kieszenie w drzwiach są płytkie, a ten przed pasażerem nie grzeszy pojemnością. Na domiar złego miałem problem z zajęciem wygodnej pozycji za kierownicą, bo ta się nie reguluje.

Na szczęście pasażerowie nie powinni narzekać na ilość miejsca dla siebie. Nie jest to poziom vana, ale na szybkie dojazdy w mieście w zupełności wystarcza. Pod tym względem smart pozostał smartem. Pewną niedogodnością dla pasażerów z tyłu mogą być szyby, które się nie otwierają, a jedynie uchylają. Bagażnik nie jest spory (ma 185 l pojemności), lecz ponownie — na krótkie wypady do sklepu czy pracy nada się wyśmienicie. Trzeba pamiętać, że część zajmuje kabel do ładowania. Niby można go zostawić w domu, ale moim zdaniem lepiej tego nie robić.

O tych wszystkich mankamentach zapomniałem, gdy ruszyłem smartem z miejsca. Lekkie, małe nadwozie w połączeniu z dającym od razu pełnię momentu obrotowego silnikiem elektrycznym sprawiają, że ma się wrażenie bycia przyczepionym do czuba wystrzeliwanej w kosmos rakiety. Każde dociśnięcie pedału gazu torpeduje małe autko do przodu. Widząc najmniejszą szczelinę w korku wiedziałem, że spokojnie w nią wjadę. Genialne.

Drugim z plusów, który szybko doceniłem, była niespotykana zwrotność. Przednie koła nie muszą zajmować się napędzaniem auta, więc mogą w pełni skupić się na skręcaniu, co sprawia, że smartem zawraca się praktycznie w miejscu. Wjeżdżanie w ciasne miejsca parkingowe to banał, a sprawę ułatwia przeciętnej jakości kamera cofania.

A do parkowania w dziwnych miejscach trzeba się będzie przyzwyczaić, bo lepiej smarta zostawiać tam, gdzie można go naładować. Producent obiecuje zasięg rzędu 160 km, choć z moich testów wynikało, że realnie jest to gdzieś pomiędzy 100 a 120 km w mieście. Na co dzień jest to wartość w zupełności wystarczająca, ale szybko spadająca liczba przy poziomie naładowania baterii działa na psychikę.

Poziom naładowania akumulatora można sprawdzić na stylowym wskaźniku.

Raz złapałem się na tym, że celowo szukałem miejsca parkingowego z ładowarką, mimo że miałem do dyspozycji ciągle 96 proc. baterii. Zupełnie szczerze, podpięcie się na kilkanaście minut pewnie nic by nie dało – czas potrzebny na podładowanie z 10 proc. do 80 proc. to 6 godzin przy użyciu gniazda domowego. Korzystając z szybkiego wallboksa czas ten spada do 45 minut, ale kosztuje on ponad 3 tys. zł. Miłym dodatkiem jest mapa ładowarek w nawigacji. Znalazłem w niej w zasadzie wszystkie stacje w Warszawie, choć nie odróżniała płatnych od darmowych.

Wracamy za kółko. Jeżdżąc smartem po mieście doceniłem zawieszenie – całkiem nieźle sobie radzi z wybojami. Wspomaganie układu kierowniczego pracuje zbyt mocno, ale tylny napęd nadaje autku tego zadziornego charakteru, za który polubiłem spalinowego kuzyna od Renault. Zabrakło mi mocniej działającej rekuperacji. Auta elektryczne lubię za możliwość hamowania bez używania hamulca, a Smart robi to tylko w trybie Eco. Włączałem go za każdym razem, gdy wsiadałem do samochodu.

W pewnym sensie elektryczny smart jest jak mały, domowy piesek. Biega wokół stołu podczas obiadu i gryzie buty, ale i tak po chwili rzucasz mu piłkę i się z nim bawisz, jest tak sympatyczny. Podobnie jest ze smartem. Nie jest idealny. Wręcz powiedziałbym, że do ideału mu daleko: powinien się szybciej ładować, być lepiej wykonany i mieć bardziej funkcjonalne wnętrze. Lecz jeśli spojrzeć na niego przez pryzmat pudełka, które służy do przeciskania się przez korki, to trudno mi sobie wyobrazić coś lepszego. Jest przy tym bardzo przyjazny i zwyczajnie fajny. Problem w tym, że to za mało jak na samochód za blisko 100 tys. zł. Oby Smart znalazł sposób na obniżenie ceny nim w 2020 roku zrezygnuje z silników spalinowych.

Ogólna ocena6z 10

Plusy:

  • zwrotny, zwinny
  • dynamicznie przyspiesza
  • zasięg wystarcza na co dzień
  • sympatyczny

Minusy:

  • kiepsko wykonany
  • funkcjonalność wnętrza mogłaby być lepsza
  • zbyt wolno się ładuje
  • najtańszy elektryk to ciągle drogi samochód

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Nowy Hyundai i20 1.2 MPI – test, opinia, spalanie, cena Pierwsza jazda Porsche 911 Cabrioletem: wersja 992, poprawiona BMW M4 Cabrio Competition przekonało mnie, że warto poznawać swoich idoli Seat Leon ST Style 2,0 TDI DSG - test Honda CR-V 1,6 i-DTEC Executive [pierwsza jazda autokult.pl] Hyundai i40 2,0 GDi - celny policzek [test autokult.pl] Suzuki SX4 S-cross 1.4 BoosterJet z nowym mocnym sercem Opel Mokka 1,4 Turbo 4x4 vs. Suzuki SX4 S-cross 1,6 DDiS 4WD - test Nowe Suzuki Vitara 1.6 VVT AllGrip XLED - test, opinia, spalanie, cena Nowe Audi A4 Avant (B9) 2.0 TDI - polski hit za 10 lat? Hyundai i30 CW 1,6 GDI Comfort - po prostu dobre kombi [test autokult.pl] Volkswagen Golf GTI TCR: dawka szaleństwa na pożegnanie modelu

Popularne w tym tygodniu:

Audi Q7 po liftingu na polskich drogach: zmiany (w większości) na lepsze Ford Focus ST 2.3 EcoBoost: najtańszy hot hatch w swojej klasie. Ale czy najlepszy? Mercedes-AMG G63: Joker trafia na drogi Renault Captur: druga generacja jest większa, ładniejsza i po prostu lepsza Seat Mii Electric: miejski elektryk, który naprawdę może zastąpić auto spalinowe Ile nowa Octavia czerpie z pierwowzoru? Sprawdziłem to, jeżdżąc jej pierwszą generacją Porsche Cayenne Coupe: kształt 911 w wydaniu XXL Toyota C-HR po liftingu: Japończycy przyspieszają z technologią Kia Stinger GT: po latach udowadnia, gdzie tak naprawdę leży jej siła