Test Citroën C3 Aircross 1.2 PureTech – Francuzi wracają tam, gdzie być powinni

Citroën wraca do korzeni. Niegdyś aspirujący do robienia najbardziej niemieckich samochodów świata producent znowu skupi się na oryginalności i komforcie. Choć C3 Aicross powstał przed ogłoszeniem tego planu, widać w nim nowo-starą filozofię.

Ten artykuł ma 2 strony:

Citroën C3 Aircross 1.2 PureTech- test

Gdyby ktoś opowiedział mi dekadę temu o nieistniejącym wtedy rynku małych crossoverów i zapytał, który z producentów będzie jego liderem, bez wahania odpowiedziałbym, że Citroën. Spójrzcie tylko na samochody, które dotychczas robili. Nawet młodsi fani motoryzacji pamiętają C5 z wydziwianym zawieszeniem, C4 z nieruchomą piastą kierownicy czy C6 z wklęsłą szybą z tyłu.

Potem u Francuzów coś się stało i jakby zabrakło im odwagi. Auta z szewronem stały się tak zwyczajnie i tak mało ekscytujące, że gdyby nie solidne rabaty w salonach dawane na wejściu, nikt by nie pamiętał o ich istnieniu. Całe szczęście ktoś w Citroënie szybko zauważył, że ta strategia nie działa i po tym krótkim epizodzie wrócił na dawny tor. Co prawda zmiana zaczęła dziać się już kilka lat temu, ale C3 Aircross to dowód, że wszystkie tryby znowu funkcjonują jak trzeba.

Masywne nadwozie może być udziwnione atrakcyjnymi dodatkami. Relingi i paski na tylnej szybie są dostępne w kontrastowych kolorach.

Zacznijmy od tego, że samochód wypełnia lukę w segmencie, który – jak już wspominałem – został wprost stworzony dla Francuzów. Klienci wybierający wśród dziesiątek modeli miejskich crossoverów szukają nie tylko praktyczności, ale i ekstrawagancji. Ma być dwukolorowe nadwozie, mają być wymyślne światła, mają być muskularne błotniki. Wewnątrz nikt nie chce czarnych materiałów, które ułatwiają odsprzedanie auta. Kolory, nietypowe wykończenia, o to w tym chodzi.

Śpieszę z informacją, że C3 Aicross odhacza każdy z tych podpunktów. Przednie reflektory podzielono na dwie części, przy czym światła do jazdy dziennej są na górze, pozostałe na dole. Z daleka mały crossover wygląda, jakby mógł podbić cały świat, choć tak naprawdę ma 1,2-litrowy, turbodoładowany silnik i napęd tylko na przednią oś. Smaku dodają absurdalne paski na tylnej szybie bocznej i relingi dostępne opcjonalnie w kontrastowym kolorze.

Zdecydowanie nie jest tu nudno.

Nie inaczej jest we wnętrzu. Mój egzemplarz był wyposażony w skórzano-materiałową tapicerkę, ale skóra nie pokrywała boczków foteli, jak to ma zazwyczaj ma miejsce, tylko tworzyła poziome segmenty. Zresztą, widzicie to na zdjęciach. Powiem tylko, że fotele są wygodne, ale trzeba zapomnieć o jakimkolwiek trzymaniu bocznym. Sama kabina jest przestronna, zarówno z przodu jak i z tyłu. Dorzućmy do tego dość spory bagażnik, przesuwaną tylną kanapę o regulowanym kącie oparcia i nagle okazuje się, że mamy naprawdę praktyczny samochód. Udało się to osiągnąć dzięki nowej płycie podłogowej PF1 – auto ma o 6 cm dłuższy rozstaw osi niż zwykły C3.

Zobacz również: Ford Focus ST 2.0 TDCI - test

Pozytywnie to wpłynęło na komfort jazdy. Małe wymiary sugerują, że C3 Aircross świetnie sprawdzi się w mieście, lecz zabrałem go na kilka wycieczek i na każdej z nich spisał się znakomicie. Zawieszenie delikatnie wybierało nierówności, a wewnątrz panowała przyjemna cisza. Wszystko odbywało się w nieco melancholijnej atmosferze, co było miłą odmianą od nieustającej gonitwy w mieście. Przywiodło mi to na myśl obrzeża francuskich miast.

Najbardziej żywiołowym podzespołem w samochodzie okazał się silnik. Z trzycylindrowej jednostki o pojemności 1,2 litra Francuzi wykrzesali 130 KM, które niezwykle ochoczo rozpędzają C3 Aircrossa. Momentami miałem wrażenie, że ten motor jest wręcz zbyt mocny dla tak spokojnego auta. Rozemocjonowane stado koni w mieście prosiło o 9 litów benzyny na 100 km. W trasie zadowalało się 6,4 litrami, co już jest w zupełności akceptowalne.

Jednak większość swojego życia C3 Aircross sprawdzi w mieście. A jak miasto to korki, co z kolei daje sporo czasu na podziwianie wnętrza auta. Materiały użyte do wykończenia są poprawne – dominują miękkie tworzywa, które do tego zostały świetnie spasowane. Ergonomia jest dyskusyjna. Z jednej strony kierowca ma do dyspozycji bardzo czytelne, utrzymane nieco w stylistyce retro zegary analogowe w komplecie z wyświetlaczem HUD nad nimi. Z drugiej, większość elementów obsługujemy za pomocą przeciętnie responsywnego ekranu dotykowego na konsoli centralnej. W efekcie przez tydzień może dwa razy zmieniłem temperaturę, jaka panowała w aucie.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego w rzędzie pod nim nie znalazł się kontroler klimatyzacji. Zamiast tego mamy olbrzymi przycisk startera oraz ogranicznika prędkości przy zjeździe z wzniesienia (jakże istotna funkcja w samochodzie miejskim!) oraz pokrętło systemu Grip Control. Tak, C3 Aircross nie występuje w wersji z napędem na cztery koła, choć przyznam, że francuska technologia całkiem sprawnie radziła sobie w ostrym śniegu, który nagle zaatakował Warszawę. Nie oczekujcie jednak, że podbijecie przy jej pomocy Biegun Północny.

Skoro już się czepiam to wspomnę o dość pokaźnych słupkach A ograniczających widoczność. Manewrowanie ułatwia za to opcjonalna kamera cofania z funkcją udawanego trybu 360 stopni. Szkoda, że producent nie pokusił się o podobne rozwiązanie z przodu. Prawdopodobnie wiąże się to jednak z kosztami, bo – bądź co bądź – C3 Aircross w żadnym wypadku nie aspiruje do bycia autem klasy premium.

Cennik otwiera rozsądnie wyglądająca kwota 52 900 zł, przez co propozycja Citroëna jest zauważalnie tańsza od bliźniaczych konstrukcji Opla czy Peugeota. Dorzućmy do tego udziwnione wnętrze, funkcjonalne rozwiązania i niepowtarzalny styl, a dostajemy ofertę, która może mocno zawojować rynkiem miejskich crossoverów. Nie zdziwiłbym się, gdyby C3 Aircrossa wybierały nie tylko osoby szukające auta do miasta, ale i całe rodziny. Ważne tylko, by przy konfigurowaniu swojego egzemplarza wybrać choć niektóre z ekstrawaganckich dodatków.

Ogólna ocena7z 10

Plusy:

  • Wyróżniający się wygląd
  • Komfortowe zawieszenie
  • Przestronne wnętrze
  • Atrakcyjna cena

Minusy:

  • Spalanie w mieście mogłoby być mniejsze
  • Duże słupki A
  • Wyświetlacz dotykowy nie sprawdza się, jako centrum obsługi wszystkiego

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Land Rover Defender z Defender Factory. Test fabrycznie nowej terenówki z Wieliczki Fiat 500X Off-road Look 2.0 MultiJet 140 AWD AT - test, opinia, spalanie, cena Mazda 3 2,0 Skyactiv-G SkyEnergy - test Porsche Cayenne Turbo: pozwoliło mi zrozumieć magię tej marki. Wcale nie chodzi o silnik z tyłu Ford Galaxy 1,6 EcoBoost Ghia - autoszafa [test autokult.pl] Widziałem Forda Pumę ST na żywo. Chyba zaktualizuje swoją listę życzeń na święta Mercedes-Benz Avantgarde V250 d - test, opinia, spalanie, cena Test: Opel Insignia Grand Sport 1.5 Turbo. Zabierz ją na wycieczkę Nowy Ford Ranger 2.2 TDCI 160 Super Cab (2016) - test, opinia, spalanie, cena Znajomi nie zauważą, że to nowa Mazda 6. W środku od razu poczujesz różnicę Kia Rio 1,4 WGT XL [test autokult.pl] ZX Auto Grand Tiger - prawo bytu [test autokult.pl]

Popularne w tym tygodniu:

Pierwsza jazda: Rolls-Royce Ghost na ulicach Warszawy. Szary nie musi być skromny Test: Mercedes-Benz 280 CE (C123) - przez 38 lat prawie 11 razy okrążył Ziemię. Przynajmniej w teorii Test: Ferrari Roma pokazuje, że prawdziwa motoryzacja nadal istnieje. Ale dla wybranych Pierwsza jazda nowym BMW Serii 4. Nie patrz na grill. Jak nigdy wcześniej, tu liczy się "wnętrze" Test: Mercedes-Benz 240 GD "Wolf" – z duńskiej armii w ręce świeżo upieczonego kierowcy Jeździłem nowym BMW M2 CS. To już nie tylko "ten mocniejszy". On jest po prostu opętany Test: McLaren 765LT w akcji. Tak brzmi i wygląda 765 KM w akcji na deszczu Test: Volkswagen e-up! - elektryczny maluch pełen niespodzianek Test: Mazda MX-30 - choć jest elektrykiem, to chętnie stanę w jej obronie VW Arteon R-Line Edition - na bogato! No prawie... Test: Volvo V90 Cross Country D5 - już po liftingu, ale jeszcze bez miękkiej hybrydy Test: Audi A3 Limousine 35 TFSI - byłoby lepsze, gdyby nie normy spalin