Znalazłem fiaty 125p w Chile. Ich właściciel ma kilkaset samochodów i szuka warszawy

Chile to kraj o specyficznej motoryzacji, całkiem odmiennej od tego, co widujemy na polskich drogach. Na stołecznych ulicach jest mnóstwo niedużych pojazdów, ale nic, co by mnie zachwyciło. Nie wiedziałem, czego się spodziewać w muzeum motoryzacji - a już na pewno nie tego, co ostatecznie zobaczyłem.

Muzeum motoryzacji w Chile

Muzeum motoryzacji w Chile (fot. Mariusz Zmysłowski)

Kraj pickupów

Santiago de Chile to ogromna metropolia. Żyje tam 8 mln mieszkańców, ponad 1/3 populacji całego kraju. Część miasta to nieco bogatsza przestrzeń,pełna ogromnych bloków i biurowców. Z drugiej strony mamy wielką powierzchnię z niską zabudową – to głównie bardzo prowizoryczne, łatane blachą falistą i dyktą domki. Santiago to więc miasto skrajności, co najlepiej widać ze wzgórza, które znajduje się pośrodku. Ale wszystkie dzielnice łączy jedno — morze samochodów, które przepływa przez nie każdego dnia.

Liczne tunele, wielopasmowe trasy, godzinowe sterowanie kierunkami przepływu samochodów niewiele dają. Poranny szczyt potrafi zatrzymać na dystansie kilkuset metrów na nawet 20 minut. Nic dziwnego, że Santiago zalewają głównie nieduże auta. To w sporej części kie, hyundaie, ople i różnej maści chińskie wynalazki. Przeplatają się z nimi w niewielkiej liczbie SUV-y i pickupy. Ku mojemu zdziwieniu wcale nie ma tu chmar skuterów czy motocykli. W godzinach szczytu na ulicach jest ich mniej więcej tyle samo, co np. w Warszawie.

Motoryzacyjny krajobraz zmienia się totalnie, gdy wyjedziemy z Santiago. W małych miejscowościach proporcje między niedużymi samochodami a pickupami się odwracają. Tutaj królują mitsubishi L200, nissany navary, toyoty hilux, zdarzają się też ssangyongi. Do zaprezentowania wyższego statusu społecznego służą ociekające chromem chevrolety silverado, fordy F150 i dodge RAM-y 1500.

Prywatna kolekcja

Zanim dotarliśmy do miejsca, w którym miało być zlokalizowane muzeum, trochę wątpiłem, czy warto było się tu wybrać. W końcu co może mieścić kolekcja historycznej motoryzacji w kraju, w którym na ulicach nie ma absolutnie żadnych interesujących samochodów? Szybko przekonałem się, że moje wątpliwości nie znajdą potwierdzenia w rzeczywistości.

Na miejscu czekała na mnie wielka hala z przeszklonym frontem, zadbane podwórze z częścią eksponatów wystawionych na zewnątrz. Był też czołg, traktor oraz szeroko uśmiechnięty Gabriel Lira – założyciel muzeum. Elegancko ubrany, starszy pan przywitał nas serdecznie. Postanowił sam oprowadzić nas po swojej kolekcji.

Prawdziwe zaskoczenie przyszło jednak dopiero po wejściu do środka. Tak wielkiej kolekcji nikt z naszej grupy się nie spodziewał. Królują tu samochody niemieckie oraz amerykańskie. Nie brakuje też aut z innych państw europejskich.

Kolekcja składa się z ponad 300 pojazdów 75 marek i jest przechowywana na 12 tys. m². Każde auto ma swoją historię, którą Gabriel Lira opowiada, ze sprawnością prezentera czytającego z promptera. Zna wszystkie te samochody na pamięć i… do żadnego z nich nie podchodzi ze szczególnym namaszczeniem. Dziarsko otwiera wszystkie drzwi, prezentując wnętrza – jedne odrestaurowane z pietyzmem, inne z wyraźnie mniejszą troską o detale.

Fiat Multipla

Pełen animuszu właściciel kolekcji z dumą prezentuje kolejne samochody, rozpływając się nad zabytkowymi Horchami i Borgwardami. W niektórych przypadkach śmiało i z rozbawieniem wytyka błędy konstruktorów. „Tylko spójrzcie! Jakim trzeba być idiotą, żeby w tym miejscu zaplanować bak!? A gdzie miejsce na kolumnę kierowniczą? Oczywiście, szkoda było czasu na poprawki takich detali, więc mądrale z Audi po prostu zrobili dziurę w baku i poprowadzili kolumnę przez środek zbiornika”. Nie ma tu świętości. Gabriel Lira zna swoją kolekcję znakomicie, więc tego typu „kwiatki” wytyka co chwila, rozbawiony nieporadnością inżynierów projektujących wiele dekad temu.

Znacznie częściej niż krytyka, z ust sympatycznego Czilijczyka pada westchnięcie: „fantastyczny wóz…”. Przez chwilę z uśmiechem patrzy na Cadillaca De Ville Coupe i rusza dalej alejką ogrodzoną z obydwu stron szpalerami zabytkowych samochodów. Nawet gdy niechcący drzwiami pociąga za taśmę odgradzającą auta i uderza w klasycznego Saaba stalowym słupkiem, zostawiając na nim czarną rysę, tylko poprawia poszetkę, stwierdza, że to nic takiego i lekkim krokiem rusza w stronę kolejnego pojazdu. Przechodzi do kolejnej historii.

Gdy zdaje się, że to już wszystko, Gabriel Lira z dumą oznajmia, że ma jeszcze drugą i trzecią halę. Czołg? Wóz pancerny? Wojskowy samochód wsparcia, wyposażony w tokarkę i frezarkę, które w razie potrzeby na froncie dorabiały części do pojazdów? Volkswagen T2 przerobiony na polowy gabinet stomatologiczny? Wszystko tu jest. Przyznam, że większą grozę niż czołg, wzbudził we mnie właśnie „Ogórek” z fotelem dentystycznym.

Zaprojektowano i wyprodukowano w Chile

Gabriel Lira pokazuje nam także klasycznego Fiata Multiplę i jedno z nielicznych chilijskich aut, skonstruowanych i produkowanych w tym kraju. Trochę zasmucony stwierdza, że niestety Chile własnej motoryzacji nigdy nie rozwinęło. Zerkam na trójkołową, wyjątkowo dziwaczną konstrukcję i przez chwilę świta mi myśl: no tak, co mogło pójść nie tak? Zanim jednak zdążę pochylić się nad losem chilijskiego automobilizmu, gospodarz już zaprasza naszą małą wycieczkę za barierki, żeby z tyłu zobaczyć jak bardzo Francuzi skopali konstrukcję jednego ze swoich sedanów.

W końcu dochodzimy do punktu początkowego naszego zwiedzania. Tutaj zostało jeszcze kilka aut, o których Gabriel Lira nam nie opowiadał. Należy do nich BMW Isetta. Jeden z nas pyta gospodarza, czy można wsiąść do środka. „Może chcecie się nim przejechać?”. Taka okazja nie trafia się często. Po chwili jeden z nas siedzi już w malutkiej Isetcie i zapuszcza jej jeszcze mniejszy silnik. W momencie, gdy auto rusza, Gabriel Lira rzuca jeszcze: „any collision, you pay!” (jakakolwiek kolizja — płacisz!). Całe szczęście Isetta pokonała wąskie alejki muzeum bez uszczerbku na zdrowiu swoim i portfelu jej tymczasowego szofera.

Zobacz jak BMW Isetta jeździ po muzeum:

Już przy kawie Gabriel Lira opowiada nam jak prezydent klubu Tatry pomagał mu kupić i sprowadzić z Europy model 603, który stoi kilka metrów od nas. Dopytujemy się czy nie chciałby mieć w swojej kolekcji jakiegoś samochodu z Polski. „Oczywiście! Teraz szukam Warszawy. Jeśli znacie kogoś, kto ma takie auto i chciałby je sprzedać facetowi z Chile, dajcie znać”. Po chwili zastanowienia dodaje: „mam dwa fiaty 125p, chcecie je zobaczyć?”. Nie muszę dodawać, że kaw nie dopiliśmy.

Fiat 125p Pickup

Po drodze gospodarz oprowadził nas po magazynach, w których na swoje lepsze czasy czekają kolejne auta, w tym jeszcze jedna Isetta, której nadwozie leży ustawione na szczycie jednego ze stalowych regałów. Pod dostatkiem jest tu też zapasowych części.

W końcu docieramy do prawdopodobnie najbardziej zapomnianej części zbiorów Gabriela Liry. Niestety, to raczej coś na kształt złomowiska, niż poczekalni dla projektów, na które jeszcze nie było czasu. Pod ścianą stoją dwa fiaty 125p pickup, zapomniane, przez świat, z przykurzonymi kierownicami i znaczkami FSO, które już dawno straciły swój połysk. Właściciel twierdzi, że samochody te kupił dawno temu nowe, w salonie w Chile. W końcu to wersje pickup – czy kraju obfitującym w tego typu pojazdy, powinno mnie to dziwić?

Sympatyczny Chilijczyk żegna nas i prosi, by przesłać mu publikacje, które ukażą się w odległej Polsce na temat jego wspaniałej kolekcji. Rusza w stronę swojego ogromnego Chevroleta Silverado, przy którym nasz wycieczkowy Mercedes Vito wygląda wręcz skromnie.

Gabriel Lira z córką Macą

Gdy leciałem do Chile na pierwsze jazdy Mercedesem Klasy X, nie sądziłem, że będę miał okazję zobaczyć taki kawał historii automobilizmu. Dlatego chciałbym was zachęcić do dzielenia się tego typu odkryciami. Na Wasze zdjęcia czekamy pod adresem redakcja@autokult.pl. Zdjęcia opublikujemy w formie galerii.

Mercedes-Benz Klasy X — pójść na łatwiznę z gotowcem? Nie tym razem

Mercedes od lat buduje wizerunek marki stanowiącej numer jeden na każdym polu, na które wkracza. Nic dziwnego, że w pewnym sensie marka ta stała się…

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Relacje:

Audi Q5 po Szwajcarii: wrotami Alp, śladami Bonda i na lodowiec Oman zza kierownicy nowego Lexusa LS 500h Walka o zwycięstwo od zaplecza, jak wygląda organizacja dużego przedsięwzięcia sportowego? Lexus LFA - polska prezentacja japońskiego fenomenu [relacja autokult.pl] Tucson do zadań specjalnych - pomogliśmy w starcie zespołowi Hyundai WRC Białe Piekło w fińskim Ivalo: wielka moc, kolce i lód Bydgoszcz Auto Moto Show 2011 [relacja Autokult.pl] Kolekcjonowanie motocykli docenione przez świat milionerów. Lepsze historie, towarzystwo i niższe ceny Škoda Autodrom Poznań otwarty i wypróbowany 50. Rajd Barbórka (2012) [relacja autokult.pl] Carlex Design od środka - poznajemy polskich ekspertów od wnętrz Hyundai Kona w (nowym) Hangarze 646 - radość z prostych rzeczy

Popularne w tym tygodniu:

Najlepsze miejsce na targach IAA 2019? To wnętrze nowego Audi Q7 Aston Martin Road to Wrocław: relacja zdjęciowa