Nowa Perspektywa – ile zakrętów potrzeba, by zakochać się w Peugeot 308 GTi?

Gdy marka z tak długą historią produkcji udanych hot-hatchy, jak Peugeot, wypuszcza odświeżoną wersję swojego topowego modelu ze znaczkiem GTi, do tematu jazdy nim podchodzimy poważnie. Zabieramy go na najpiękniejsze drogi Dolnego Śląska, aby sprawdzić, czy duch kultowych modeli takich jak 306 GTi-6 jest nadal odczuwalny w najnowszym sportowym kompakcie Peugeot. Przy okazji jesteśmy umówieni na lot widokowy nad malowniczym Dolnym Śląskiem.

W odróżnieniu od polskiego lata segment hot-hatchy jest wciąż bardzo gorący, a sam, powstały ponad 40 lat temu koncept na mały, lekki i zwinny samochód z ponadprzeciętnymi osiągami, jest nadal bardzo aktualny i pożądany. Peugeot ma na swoim koncie wiele modeli, które kształtowały ten segment, i które od "zarania dziejów" nie pozwalały spać spokojnie konkurencji z Wolfsburga. Testowany egzemplarz to właśnie jeden z nich. Tegoroczna, nowa wersja Peugeot 308 GTi, która pojawił się na rynku w 2013 roku.

Lepsze jest wrogiem dobrego

Zgodnie ze znanym powiedzeniem: "jeśli coś działa dobrze, nie zmieniaj tego", w porównaniu do reszty gamy 308, wersja GTi radykalnie nie przeobraziła się przy okazji liftingu. Pod nieco odświeżoną skórą drapieżnego lwa kryje się ta sama, znakomicie spisująca się receptura, pod którą podpisali się inżynierowie z Peugeot Sport. Z zewnątrz zmiany są raczej kosmetyczne. Dodano nowe, wykonane w technologii LED reflektory z przodu i z tyłu (są tu w standardzie), nowy grill i zderzak, który podkreślony jest teraz delikatnie, od dołu "czerwoną szminką", w postaci ozdobnej listwy.

Odświeżony przód nowego 308 GTi

Pod spodem mamy tu wszystkie niezbędne elementy składowe dobrego hot-hatcha: mocny 272-konny silnik, o którym można by napisać książkę (tytanowe zawory), dobrze zestrojone i sztywne zawieszenie, duże koła, lepsze hamulce i opony. Do tego zadziorny wygląd, a to wszystko umieszczone w dość pojemnym i nadal praktycznym nadwoziu auta kompaktowego, aby być w zgodzie z mottem, które przyświeca tej kategorii aut: "all things for all people". Podczas naszej podróży przejechaliśmy ponad 1500 km, by przekonać się, czy rzeczywiście tak jest i sprawdzić, jak wygląda życie codzienne z tym pozornie bezkompromisowym samochodem.

Liczą się szczegóły

Po opuszczeniu centralnej Polski kierujemy się, zgodnie ze wskazaniami naszej nawigacji, na Jelenią Górę. Nudna część trasy, wiodąca najpierw autostradą, a potem ekspresówką, daje szansę na bliższe przyjrzenie się GTi wewnątrz. Niby pojawiło się w nim parę nowych, sportowych akcentów, ale jest to dalej to samo świetnie wyglądając wnętrze, które zostało zaprojektowane przez naszego rodaka Adama Bazydło, i które w 2013 roku, na paryskim Międzynarodowym Festiwalu Samochodowym, urzekło jury złożone z ekspertów i entuzjastów motoryzacji, zdobywając nagrodę za najlepsze wnętrze samochodowe roku.

Wnętrze Roku ocenia się według następujących kryteriów: design (jako pomysł), harmonia proporcji, użyte materiały i kolory. Peugeot 308 nadal zaskakuje świeżością swojego nietypowego, minimalistycznego projektu, który sprawia, że obcowanie z tym samochodem podczas podróży jest czystą przyjemnością. Wszystko dzięki zespołowi rozwiązań, tzw. i-Cockpit. Pod tą nazwą kryje się szereg funkcjonalności takich, jak kompaktowa kierownica, umieszczone w polu widzenia zegary i dotykowy ekran.

Kompaktowa kierownica, zegary umieszczone w polu widzenia i pojemnościowy, dotykowy ekran nawigacji

W nadziei, że uda nam się polatać w pierwszej kolejności, zanim jeszcze zapuścimy się głęboko w rejon Kotlin Jeleniogórskiej i Kłodzkiej, udaliśmy się na położone na wysokości 559 m, przynależące do Aeroklubu Jeleniogórskiego lotnisko Jeżów Sudecki. Dotychczas podróżowaliśmy głównie drogami szybkiego ruchu, gdzie nasz lew, pomimo wyróżniającego go na tle pozostałych samochodów wyglądu (dwukolorowe malowanie), potrafił wtopić się w ogólny ruch i spalić przyzwoite 7,8 l/100 km, przy prędkości przelotowej rzędu 120 km/h. Oszczędnie i komfortowo połykaliśmy wspólnie kolejne, pozbawione zdarzeń kilometry.

Wąska i kręta droga, prowadząca do lotniska sprawiła, że zarówno ja, jak i samochód ożywiliśmy się po jednostajnej monotonii jazdy po prostej dwupasmówce. Kompaktowa kierownica, której do tej pory nie postrzegałem inaczej niż poprzez pryzmat projektanckiego widzimisię, nagle odsłoniła zalety ultra precyzyjnego układu kierowniczego naszego 308. To wywołało we mnie dużą dozę optymizmu, bo przecież najlepsze drogi Dolnego Śląska znajdowały się dopiero przed nami.

Z góry roztacza się piękny widok na Jelenią Górę, a historyczny budynek lotniska idealnie pasuje do dwukolorowego malowania "Coupé Franche", w które został wyposażony nasz egzemplarz. Kontrastowe kolory Magnetic Blue and Nera Black przedzielone są z chirurgiczną precyzją i idealnie oddają charakter, sportowe ambicje oraz dbałość o każdy, najmniejszy nawet szczegół w Peugeot 308 GTi.

Aeroklub w Jeżowie Sudeckim i nasze GTi

Niestety, po krótkiej rozmowie z osobą, która miała nam pomóc wzbić się w przestworza, okazuje się, że dzisiaj warunki atmosferyczne nie sprzyjają odbywaniu lotów. Postanawiamy pozostać w kontakcie, w razie jakby coś miało się zmienić i jedziemy dalej – w kierunku słynnych dolnośląskich "winkli".

Niebezpieczne związki

Pomimo rozczarowania brakiem możliwości zobaczenia Kotliny Jeleniogórskiej z powietrza, nie załamujemy się. Nasz kolejny cel: Szklarska Poręba i położony nieopodal Zakręt Śmierci. Na naszej redakcyjnej liście "zakrętów, w których można się zakochać" zajmuje bardzo wysoką pozycję. Jest to swego rodzaju ewenement konstrukcyjny oraz idealny punkt widokowy na Karkonosze oraz Kotlinę Jeleniogórską.

Wybudowany w latach 1935–37 na zboczu Czarnej Góry, swą niechlubną nazwę zyskał przez niezliczoną ilość wypadków spowodowanych przez kierowców, którzy nie potrafili dostosować prędkości swojego pojazdu do profilu łuku, jaki w tym miejscu wyznacza droga. Konkretnie – nie udawała im się trudna sztuka pokonania tej, zawracającej o prawie 180 stopni agrafki i kończyli na dnie przepaści, która wyznacza jej zewnętrzny skraj.

308 na słynnym "Zakręcie Śmierci" koło Szklarskiej Poręby

Krążą też plotki, że podczas budowy Zakrętu Śmierci, konstruktorzy umieścili w nim specjalne miejsca na ładunki wybuchowe, aby w razie ataku odciąć jedyną drogę dojazdu. Przejeżdżając tamtędy, zachwycamy się przez chwilę widokiem na Śnieżkę. Jednak z punktu widzenia kierowcy pojedynczy zakręt, który nieważne, jak bardzo nie byłby sławny, nie jest sam w sobie interesujący. Jedziemy więc dalej. Mamy jeszcze kilka obowiązkowych punktów, które musimy odwiedzić, a jesienna pora sprawia, że dni kurczą się w zastraszającym tempie.

Do zakochania jeden… zakręt (albo sto)

Linia graniczna pomiędzy Polską i Czechami wije się przez góry niczym ogromny wąż, więc najbardziej optymalna trasa z Kotliny Jeleniogórskiej do Kłodzkiej wiedzie przez kraj naszych południowych sąsiadów. O naszych czeskich przygodach będziecie mogli przeczytać już niedługo, a tymczasem dzięki magii Internetu, przenieśmy się do przygranicznej Kudowy Zdroju, by stawić czoła słynnym "stu zakrętom" na drodze nr 387 w kierunku Radkowa.

Zmierzamy w kierunku stu zakrętów pomiędzy Kudową a Radkowem

To idealna okazja, aby przekonać się, czy napęd na przód poradzi sobie z ilością mocy, którą produkuje silnik o niepozornie brzmiącej pojemności 1,6 l. Inżynierowie Peugeot Sport wycisnęli z niego aż 272 koni mechanicznych. To daje porównywalną liczbę koni wyprodukowanych z jednego litra pojemności, co w najnowszym, turbodoładowanym modelu ze stajni pewnej firmy z Maranello. Aby przekazać całą tę moc na przednie koła, zastosowano tu mechanizm różnicowy Torsen o ograniczonym poślizgu, dzięki któremu w zakręcie, zdolność do przenoszenia momentu obrotowego przez zewnętrzne, dociążone koło jest wyższa.

Mechaniczność tego rozwiązania sprawia, że nawet osobie, która nie jest przyzwyczajona do jazdy ze "szperą", cały proces wydaje się bardzo naturalny. Odbywa się on bez użycia sprytnych algorytmów i systemów kontroli trakcji łapiących za hamulce. Przy wychodzeniu z zakrętu, siły na kierownicy dają idealnie odczuć, jak dociążone koło wyciąga samochód niczym po sznurku, katapultując go na przód. Dzięki świetnej przyczepności przodu, goniący, utwardzony w stosunku do niego tył sprawi doświadczonemu kierowcy dużą frajdę, wpadając przy w lekką nadsterowność, jeśli tylko w łuku ujmiemy gazu.

Nie jest to jednak samochód przerażający, próbujący swojego kierowcę nauczyć rozumu poprzez niespodziewane opuszczenie drogi. Całość zestrojono nad wyraz homogenicznie. Ustawienie zawieszenia, w połączeniu z bardzo przyczepnymi oponami Michelin Pilot Super Sport, sprawiają, że 308 GTi zachowuje się bardzo przewidywalnie i stabilnie. Sprawiając na zakrętach mnóstwo frajdy i nigdy nie strasząc gwałtownymi reakcjami.

GTi pod słynną "maczugą" - jednym ze skalnych grzybów przy Drodze Stu Zakrętów

Z każdym prawidłowo pokonanym zakrętem uśmiech na twarzy staje się więc coraz większy, można by powiedzieć, że proporcjonalny do pewności, jaką zyskuje kierowca, połykając kolejne kilometry serpentyn. Dużą zasługę w budowaniu wzajemnego zaufania mają również hamulce Alcon z tarczami o średnicy 380 mm i czerwonymi, czterotłoczkowymi zaciskami (od dawna wiadomo, że czerwony w sporcie sprawuje się najlepiej).

Odcinek drogi Kudowa Zdrój — Radków powinien być obowiązkową pozycją na liście każdego, kto lubi prowadzić. Zachwyca nie tylko zakrętami, ale przede wszystkim majestatem natury, której możemy doświadczyć w otaczającym Parku Narodowym Gór Stołowych. Gdy zatrzymujemy się przy słynnych "skalnych grzybach" – skałach, które od milionów lat erodują tu pod wpływem warunków atmosferycznych– nie mogę oprzeć się pokusie wspięcia się na jedną z nich.

Niestety nie mamy czasu na przejechanie tej drogi drugi raz "pod prąd". Słońce zaczyna nabierać popołudniowych kolorów. Jeszcze tylko krótki postój w Bystrzycy Kłodzkiej, jednym mieście w Polsce o zabudowie tarasowej. To malownicze miasteczko zachwyca architekturą, liczbą zakamarków i pięknych uliczek. Smutne jest tylko to, że mało mieszkańców to docenia i większość budynków jest bardzo zaniedbana.

Zmierzamy w stronę Siennej

Przed zapadnięciem zmierzchu udaje nam się jeszcze przejechać przez kolejne kultowe z punktu widzenia samochodziarza miejsce – przełęcz Sienną – gdzie raz do roku rozgrywana jest eliminacja Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. Szybko łapiemy ostatnie promienie słońca na szczycie. Stąd już jak najszybciej udajemy się w kierunku Opolszczyzny, do Jarnołtówka, gdzie po długim dniu jazdy mamy zamiar zjeść, według nas, najlepszą pizze w Polsce.

Jazdę nocą umila nam muzyka. Przez świetny system audio marki Denon o bardzo głębokich basach i klarownych sopranach, sprawiający, że nawet skompresowana muzyka ze Spotify brzmi całkiem nieźle, sączą powolne dźwięki serwowane przez Nilsa Frahma.

Lądujemy już grubo po zmierzchu w restauracji Włoski Smak, prowadzonej przez zaprzyjaźnionego Włocha Leandro i jego żonę Marysię. Przy lampce czerwonego wina i pizzy przyrządzonej przez samego szefa kuchni według tajemnej receptury i wyłącznie z importowanych z Włoch składników, wspominamy dzień przepełniony pięknymi drogami, zapierającymi dech w piersi widokami i radością z jazdy, którą dostarczył nam nasz Peugeot.

Łamaną polszczyzną Leandro opowiada o czasach, kiedy we Włoszech jako kierowca ścigał się samochodami turystycznymi – czego dowody w postaci zdjęć widać na ścianach jego restauracji. W takim towarzystwie można by spędzić całą noc, ale musimy choć chwilę odpocząć. Może jutro trafią się odpowiednie warunki, by nie tylko pojeździć, ale także polatać!

Tuż po zmierzchu na szczycie trasy w Siennej

Wyścig z czasem

Następnego ranka budzi nas telefon z informacją, że jeśli chcemy zobaczyć Dolny Śląsk z powietrza, musimy stawić się w Golędzinowie, 20 km na północ od Wrocławia, punktualnie o godzinie 17. To oznacza powrót na zachód. A ponieważ po drodze chcemy zobaczyć jeszcze kilka, z punktu widzenia kierowcy-entuzjasty, kultowych miejsc, to czasu nie ma zbyt dużo.

Niestety przejazd przez Kotlinę Kłodzką i Kłodzko, gdzie często utyka się za pełznącym powoli pod górę tirem, trwał bardzo długo. Kiedy dotarliśmy do słynnych patelni w Walimiu, mieliśmy dosłownie małą chwilę na wykonanie kilku zdjęć i minutę zadumy przy pomniku wzniesionym ku pamięci słynnych kierowców: Mariana Bublewicza i Janusza Kuliga.

Patelnie walimskie i droga nr 383 jest pewnie dobrze znana fanom rajdów, gdyż to właśnie tu znajduje się jeden z najszybszych i najbardziej spektakularnych odcinków specjalnych Rajdu Polski (Walim-Rościszów). Wyłożone kostką, pamiętającą jeszcze drugą wojnę światową, serpentyny stanowią nie lada wyzwanie dla kierowców i aut, szczególnie tych przednionapędowych. Pozwalają za to na jazdę efektownymi poślizgami. Na lekko wilgotnej kostce, jadąc pod górę z wyłączonym systemem kontroli trakcji, 308 GTi ochoczo zamiatał usztywnionym tyłem, który nie był w stanie znaleźć poziomów przyczepności, które zapewniała zamontowana z przodu "szpera".

Po raz pierwszy było też czuć, jak lekki (najlżejszy w klasie – tylko 1300 kg) jest ten samochód. Szczególnie po drodze w dół, która w aucie z większą masą obnażyłaby z pewnością niebezpieczną podsterowność. I choć moglibyśmy spędzić tu cały dzień, jeżdżąc w tę i z powrotem, doskonaląc tor jazdy i technikę pokonywania zakrętów, nie można zapominać, że poza momentem, gdy rozgrywany jest tu rajd, jest to normalna, otwarta droga publiczna i należy się na niej stosować do przepisów ruchu drogowego. Poza tym i tak, nawet gdyby udało się zamknąć drogę, nie moglibyśmy zostać ze względu na naszą randkę pod Wrocławiem.

Love is in the air. Miłość unosi się w powietrzu

Wreszcie docieramy na umówione miejsce. Przed nami malutkie, trawiaste lądowisko wraz z kilkoma hangarami. Słońce jeszcze dość wysoko, niebo bezchmurne, a wiatr spokojny. Pan Maciej, człowiek, z którym byliśmy umówieni, wyprowadza właśnie swoją motolotnię z hangaru. Serce zabiło mi trochę szybciej. Czy lot nią będzie bardziej ekscytujący niż chwile spędzone za kierownicą? Przecież człowiek od zawsze marzył o lataniu…

308 GTi i motolotnia

Człowiek to w gruncie rzeczy zabawna istota, napędzana chęcią rozwiązywania problemów i przełamywania granic. Choćby taka możliwość, jak zobaczenia świata z nowej, nieznanej perspektywy – z powietrza – popychała nas do tego, by cały czas przesuwać granice między tym, co możliwe i niemożliwe. Wiele razy odwiedzałem Dolny Śląsk i jego malownicze okolice samochodem, ale tym razem chciałem zobaczyć go z góry. I to nie podczas lotu samolotem, kiedy człowiek jest odizolowany hermetyczną kabiną i podwójną szybą czy podczas wycieczki palcem po Google Earth.

Motolotnia daje możliwość dużo bardziej czystego doświadczania procesu lotu. Pędu powietrza i promieni słońca na twarzy. Słońca, do którego jesteśmy te kilkadziesiąt metrów bliżej. Nie spodziewałem się, ale to adrenalina w czystej postaci. Czy jednak sprawia więcej frajdy niż mój towarzysz podczas tej przygody?

Wydaje się, że jego konstruktorzy też byli w stanie spojrzeć na segment hot-hatchy z nowej perspektywy i stworzyć samochód, który nie tylko potrafi podnosić poziom adrenaliny przy bardzo szybkim pokonywaniu zakrętów, ale także nie poświęcać przy tym niczego z dziedziny komfortu i praktyczności.

Odra widziana z powietrza

W porównaniu z pozbawioną gadżetów motolotnią oferuje dach nad głową, system multimedialny i miejsce na bagaże. To mały potwór, ale nadal ma dość pojemny bagażnik (470 l), miejsce dla pięciu osób i zawieszenie, które nie wybija plomb z zębów. Jasne, 308 GTi to samochód, który swym wyglądem zwraca na siebie uwagę, ale nie robi tego w nachalny sposób za pomocą spoilerów wielkości rusztowania.

Pokazuje, że 272 KM napędzające przednie koła, nie musi wcale wyrywać kierownicy z rąk i może dać istotne dla purystów poczucie, że to my, a nie krzemowy mikroprocesor, decydujemy o tym, co dzieje się z samochodem. Sprawia też, że wprost chce się do niego wracać. Choć jest cięższy od bezkompromisowej konstrukcji, jaką jest motolotnia, to podobnie jak ona, pozwala spojrzeć na codzienne zadania i małe wyprawy z nowej, lepszej perspektywy. Szczególnie jeśli po drodze leżą jakieś zakręty.

Podziękowania za pomoc przy realizacji materiału dla Pana Macieja Rataja.

Artykuł powstał we współpracy z marką Peugeot

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Relacje:

10 lat Szkoły Jazdy Renault CAx Innovation 2013 - nowoczesne technologie w projektowaniu i wytwarzaniu [relacja autokult.pl] Mój pierwszy raz na Goodwood Festival of Speed: nic już nie będzie niesamowite Nowości SEAT-a i CUPRA na Salonie Genewskim Łapy, łapy, cztery łapy… czyli o zawiłościach rodzajów napędów 4x4 Swincar: łazik na najtrudniejsze bezdroża Abarth 500 R3T tuż przed Barbórką [galeria] Targi Pojazdów 4x4 Offroad Show Poland [relacja autokult.pl] Hybrydowa, na czasie i bez kompleksów: Vision X to Škoda, której wszyscy potajemnie pożądamy Ford Driving Skills For Life – wreszcie w Polsce! Warsztaty z personalizacji Toyoty Aygo – relacja Gran Turismo Polonia 2010 - relacja z wydarzenia!

Popularne w tym tygodniu:

Instytucja "kierowcy dżentelmena" nadal ma się dobrze dzięki Super Trofeo Lamborghini