Ford Edge Vignale 2,0 TDCI 210 KM AT - czy warto być premium?

Nie jest sztuką zbudować dobry samochód, tylko go sprzedać – powiedział mi kiedyś jeden z menadżerów produktowych znanej japońskiej marki, zapytany o to, czemu nie zrobią mocniejszych wersji jednego z ich popularnych modeli. Nikt ich nie potrzebuje – dodał po chwili.

Ten artykuł ma 2 strony:

Ford Edge Vignale 2,0 TDCI 210 KM AT (2018) - test, opinia, ocena

Przykładów długo szukać nie trzeba

Jako pierwsze nasuwa się skojarzenie z testowanym Fordem Edge. Auto jest naprawdę udane – testowaliśmy go kilkukrotnie, w różnych specyfikacjach i nas do siebie zdecydowanie przekonał. Niestety, jak pokazują wyniki sprzedaży, nie trafia do końca w preferencje nabywców, którzy za cenę Edge’a szukają raczej produktów marek prestiżowych, nawet jeśli są mniejsze, gorzej wyposażone i wcale nie lepsze.

Doskonale ilustrują to słupki sprzedażowe – ponad 63 000 egzemplarzy BMW X3/X4, ponad 99 000 Volvo XC60, ponad 70 000 Audi Q5 i tylko 16 000 modelu Edge – sprzedaż w Europie, według Jato Dynamics, za 2017 rok. W Polsce dysproporcja tylko się pogłębia i zastanówcie się, kiedy ostatnio widzieliście największego SUV-a Forda na drodze – ja nie pamiętam.

Ford Edge niezależnie od wersji wygląda dobrze i zwraca na siebie uwagę

Producenci popularnych europejskich marek już wielokrotnie próbowali przebić się do świadomości klientów poszukujących aut nieco bardziej luksusowych. Wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem, niezależnie czy były to dedykowane, bardziej luksusowe modele (Citroën C6, Ford Scorpio, Renault Vel Satis i inne), czy modyfikowane, rozróżniane submarką lub dedykowaną wersją produkty (cała dotychczasowa linia modelowa marki DS, seria Laurin & Klement Skody).

Ford Edge 2,0 TDCI 210 KM AT Sport — zadziwiająco europejski

Samochody projektowane poza Europą na Starym Kontynencie zazwyczaj nie mają łatwego życia. Tutaj preferencje odbiorców znacznie różnią się od innych…

Zestawienie niszowego modelu z niszową specyfikacją Vignale jest tym bardziej ryzykowne. Albo uda się przebić do świadomości klientów wybierających produkty premium, albo będzie to prawdziwy drogowy biały kruk.

Moją opinię o modelu Edge już znacie – zupełnie się nie zmieniła. Testowany przeze mnie Edge w specyfikacji Sport okazał się (ku mojemu zaskoczeniu!) jednym z lepszych aut, którymi wtedy jeździłem. Czym różni się wersja Vignale i czy warto do niej dopłacić?

Zobacz również: Ford Fiesta Black Edition - test

Więcej chromu!

Zacznijmy z zewnątrz. Dedykowany tej wersji lakier Ametista Scura z pewnością wygląda elegancko, choć przez zdecydowaną większość czasu wydaje się zupełnie czarny – dopiero w pełnym słońcu mieni się brązowymi refleksami. Zmieniona atrapa chłodnicy i 20-calowe, chromowane obręcze mają dopełnić eleganckiego charakteru. Wygląda to nieźle – ma w sobie coś z amerykańskiego, ociekającego chromem SUV-a, ale wciąż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że odmiana Sport wizualnie podobała mi się znacznie bardziej.

W środku jest podobnie. Zmian jest sporo i trudno zaprzeczyć, że jest to już auto luksusowe – obszyta skórą deska, czy bardzo dobrej jakości skórzana tapicerka z ciekawymi przeszyciami. Całość wygląda elegancko i ładnie kontrastuje z brązowym lakierem nadwozia. Pytanie tylko, czy rzeczywiście taki przepych jest potencjalnym nabywcom potrzebny i uzasadnia wyższą cenę wersji Vignale.

Wnętrze obszyto skórą gdzie tylko się dało.  Kokpit jest przemyślany i funkcjonalny - nic dziwnego, w końcu pochodzi z minivana S-MAX

Przebieraniec

Mi osobiście linia Vignale kojarzy się z przebraniem, które nie do końca pasuje. To dobrze, że nieco toporne, amerykańskie auto ucywilizowano do europejskiej formy i wprowadzono do sprzedaży na Starym Kontynencie – dokładnie takie są zwykłe, sprzedawane w Europie wersje z dieslem pod maską i skrzynią dwusprzęgłową. Ale tutaj sprawy poszły nieco za daleko i umówmy się – trudno zrobić z Edge’a prawdziwego gentelmena, bo wychodzi to nieco sztucznie.

Tym bardziej, że łatwo polubić go takim, jakim był dotychczas. Nieco usztywnione zawieszenie wersji Sport pracowało lepiej niż miękkie wersji Vignale. To drugie pozwala sobie na bujanie nadwozia przy zmianach kierunku jazdy na autostradzie, odbierając nieco przyjemność z jazdy.

Trudno odmówić auto przestrzeni i  funkcjonalności. Nawet komplet pasażerów nie jest dla niego wyzwaniem

To świetny kompan do długich, dalekich podróży

Jedno pozostało bez zmian – wysoki komfort jazdy i doskonała izolacja akustyczna. To auto, które w żaden sposób nie zmęczy kierowcy i pasażerów. Miejsca jest pod dostatkiem dla 5 dorosłych osób i bagażu, a system aktywnej eliminacji hałasu działa doskonale i niezależnie od drogi Edge’m jedzie się po prostu bardzo dobrze.

Silnik ma wystarczającą moc. Tylko czy w przypadku luksusowej, topowej wersji, słowo wystarczająca może być odebrane pozytywnie? Chyba nie do końca, bo takie auto powinno się czymś wyróżniać i odpowiednio mocny silnik nadałby tej konstrukcji nieco wyrafinowania. Tutaj jest po prostu poprawnie – duży moment obrotowy pozwala sprawnie wyprzedzić, ale zdecydowanie nie jest to typ sportowca. Edge stawia na komfortową jazdę.

W tym Fordzie wszystko jest tak duże, że nawet części od sporych, europejskich aut wyglądają jak miniaturki w skali

Bardzo dobre jest spalanie – w trasie znowu udało się zejść poniżej 8 litrów, nawet pomimo odcinków pokonywanych autostradą A2. W mieście będzie to około 10 litrów, ale to dalej świetny wynik, jak na dwutonowego, rosłego SUV-a o dyskusyjnej aerodynamice.

Czy zmiany są zawsze na lepsze?

Zdecydowanie zmieniło się wysterowanie pracy skrzyni biegów – i to niestety na gorsze. Podczas poprzedniego testu wytknąłem utrzymywanie nieco zbyt wysokich obrotów, choć sama przekładnia dobrze współgrała z silnikiem. Teraz, mam wrażenie, jest dokładnie odwrotnie. Skrzynia wcześniej wrzuca wyższe biegi i czasem obroty są na tyle niskie, że pojawiają się drobne drgania, które przeczą komfortowej naturze tego auta. Zamiast poprawić, pogorszono.

Przez ostatni rok zmieniły się multimedia. Mało współczesny system SYNC 2 został zastąpiony wersją nr 3. Jest zdecydowanie lepiej, ale nie jest to rozwiązanie, które wyróżniałoby się czymś na plus, a menu komputera pokładowego nadal ma tyle poziomów, że można zająć się nim przez długie godziny jazdy w korku. Natomiast największy SUV Forda ma tę zaletę, że jego kokpit jest bardzo analogowy i wszystko co potrzeba można obsłużyć przyciskami. Z dotykowego ekranu można nawet nie korzystać i go nie brudzić. Podtrzymam tezę, że jest to dobrze zaprojektowany i wygodny kokpit, z mnóstwem schowków.

Co tak naprawdę jest premium i czy rzeczywiście warto?

Linia Vignale to nie tylko samo auto, ale także pakiet dodatkowych możliwości. Mamy osobne strefy w salonach marki, na użytkowników czeka infolinia czynna przez całą dobę, a serwis można umówić z odbiorem i podstawieniem auta w wybrane miejsce. Na czas serwisu dostaniemy oczywiście auto zastępcze. Usługi są zdecydowanie bardziej konkurencyjne w segmencie premium niż samo auto.

Przednie światła typu LED dalej bez zmian - rozproszony strumień ma mocną, fioletową barwę i męczy zarówno kierowcę Forda jak i pozostałych uczestników ruchu. Wszystkie oznaczenia drogowe po kontakcie ze strumieniem światła są fioletowe a nie białe (np. znaki miejscowości)

Edge jest bardzo dobrym autem, ale seria Vignale jest moim zdaniem nieco przekombinowana i niekoniecznie lepsza. Gdybym miał wybór, nawet bym się nie zastanawiał i wybrał wersję Sport, która wygląda i prowadzi się lepiej, a w środku nie jest wykonana dużo gorzej. Chyba, że ktoś potrzebuje pikowanej skóry i obszytej deski rozdzielczej – wtedy Vignale jest dla niego. Tyle, że trochę kłóci się to z takim nieco siermiężnym wizerunkiem SUV-a zza wielkiej wody, a za to właśnie lubimy Forda Edge. Im bardziej próbujemy go zeuropeizować, tym mniej ma w sobie tego charakterystycznego uroku.

Największą konkurencję Edge stanowi sam dla siebie. Dlaczego mamy wydać ponad 240 000 złotych za testowy egzemplarz Vignale, gdy nieco taniej mamy lepsze auto w wersji Sport, a jeszcze taniej przyjdzie nam sprowadzić nowy egzemplarz z USA, z porządnym benzynowym silnikiem pod maską? Trudno nie odnieść wrażenia, że za wersję Vignale trochę jednak przepłacamy.

Wersja Vignale w dedykowanym brązowym lakierze wygląda bardzo elegancko. Na tyle, że to chyba pierwszy SUV, który fotografowany na łące wygląda nienaturalnie

Zbudowano niezły samochód, ale nie dobry produkt. Ci, którzy chcą funkcjonalnego, wygodnego SUV-a wybiorą zwykłą wersję, a ci, którzy poszukują produktu premium pewno skierują swoje kroki do marek o znacznie większym luksusowym dorobku, nawet jeśli za porównywalną cenę dostaną gorsze auto. Egde Vignale to bardzo dobry samochód, ale chyba nikt go nie potrzebuje.

Ford Edge 2,0 TDCI 210 KM AT Titanium: wzorzec Sport Utility Vehicle?

Aby poznać amerykańską motoryzację, nie wystarczy kupić sobie Forda Rangera. Trzeba mieć przynajmniej model F-150. Pełny obraz zobaczycie jednak…

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Wysoki komfort jazdy
  • Przestronność kabiny pasażerskiej i bagażnika
  • Umiarkowane zużycie paliwa
  • Dobrej jakości wykończenie wersji Vignale
  • Atrakcyjny wygląd nadwozia

Minusy:

  • Zatracony charakter pierwowzoru
  • Niedopuszczalne zachowanie świateł przednich typu LED
  • Zbyt ekologiczne oprogramowanie skrzyni biegów
  • Nieco zbyt miękkie zawieszenie

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy samochodów:

Golf GTI Clubsport 2017 – godny następca pierwszego GTI Serce czy rozum? – porównujemy Peugeot 308 w wersjach 1.6 BlueHDi SW oraz GTi Volvo V90 CrossCountry T6 – luksusowy wycieczkowiec 3 dni na serpentynach. Dzień trzeci: Lexus LC500h 3 dni na serpentynach. Dzień drugi: Toyota Prius Plug-in 3 dni na serpentynach. Dzień pierwszy: Lexus LC500 Opel Crossland X 1.2 Turbo: trochę za bardzo francuski BMW M3 Competition: wymagający sedan dla wymagających klientów Land Rover Discovery 5 TD6 First Edition - terenowe gran turismo Infiniti Q60S 3.0 t: gdy liczy się tylko wygląd i moc Ford Ka+ 1.2 Ti-VCT: wzorzec budżetowego samochodu segmentu B Nissan Micra 0.9 IG-T: skok na wyższą półkę Porsche Macan Turbo Performance: najlepsze Porsche w historii Pierwsza jazda najnowszym Hyundaiem i30 N. Byliśmy w Korei i testowaliśmy przedprodukcyjny model Fiat Tipo SW 1.4 T-Jet: najlepsze kompaktowe kombi na rynku? Mini Clubman Cooper S All4 – mini dla dorosłych Ford Mustang Shelby GT350R - o Mount Everest, kanapce i V8 z piekła rodem Nowy Opel Insignia Grand Sport 2.0 CDTi: mógł być idealny Audi R8 V10 plus: połączenie dwóch światów na torze Mini John Cooper Works Rally: jak prowadzi się najnowszy wóz Rajdu Dakar? Opel Mokka X 1.6 CDTi 4x4 - docenisz go podczas jazdy Skoda Superb: bagażnik do zadań specjalnych Komputer na pokładzie, czyli co potrafi system multimedialny w Skodzie Superb Gdy emocje już opadną: czy Alfa Romeo Giulia zachowuje swój urok z silnikiem diesla?

Popularne w tym tygodniu:

BMW M4 Cabrio Competition przekonało mnie, że warto poznawać swoich idoli Jaguar I-Pace: na tyle dobry, by zapomnieć, że jest elektrykiem Toyota Corolla wróciła. Dwie hybrydy zamiast diesla 3500 km z hybrydą. Podsumowanie testu Toyoty Prius Hybrid Plug-in Nissan Qashqai ma nowy silnik 1.3 l. To tylko jedna z wielu zmian u Japończyków Porsche Panamera GTS w pierwszym teście. Sprawdziłem najbardziej charakterną odmianę na torze w Bahrajnie Toyota Yaris GRMN - nie tego się spodziewałem, ale jestem pod wrażeniem Mitsubishi L200 Black Edition: sprawdzam w jakiej formie schodzi ze sceny Toyota Hilux 2.4 D-4D (150 KM) Selection 50th: udomowienie pick-upa Audi A6 55 TFSI – czy nowoczesna technika jest tyle warta? Audi A7 50 TDI Quattro 2018 – nie, to nie jest pięć litrów Suzuki Swift Sport: testujemy nową generację z Michałem Kościuszką