Jak wygrywa się w Goodwood - kulisy festiwalu okiem zespołu Arrinera Racing

Jestem dziwny. Z roku na rok coraz dziwniejszy. Nie lubię modnych rzeczy, przesiadywanie w knajpach mnie denerwuje, a gry komputerowe nudzą. W efekcie szybko topnieje liczba miejsc, gdzie czuję się naprawdę dobrze i swobodnie. Jednym z nich jest trawnik u pewnego angielskiego arystokraty...

Ten artykuł ma 2 strony:

Arrinera Hussarya GT3 w Goodwood (2017)

Przyjeżdżam do Goodwood na czerwcowy Festival of Speed sam już nie wiem od jak dawna. Ze dwadzieścia lat. W pewnym sensie każda wyprawa w to miejsce jest jak oczekiwana z radością wizyta u starej, nieco ekscentrycznej ciotki, która w kryształowej misie trzyma smakowite cukierki dla dzieci. Od 2010 roku jeżdżę tu na oczach tłumów różnymi samochodami, przeżywając regularnie coś w rodzaju wstępu do "Alicji w Krainie Czarów" - trudno bowiem o inne miejsce na Ziemi, gdzie równie łatwo można otrzeć się o tyle gwiazd światowych sportów motorowych. W 2017, drugi rok z rzędu, mogłem tu zasiąść za sterami polskiej Arrinery Hussarya GT3. Tak się składa, że od ponad roku, jako dyrektor Arrinera Racing Ltd. jestem odpowiedzialny za produkcję wyścigowej wersji tego samochodu.

Trochę dygresja, albo raczej przykład powyższej tezy dotyczącej gwiazdorskiej obsady Goodwood. W sobotę, czyli przedostatni dzień Festiwalu, po moim przejeździe spotkałem w górnym padoku jednego z najbardziej legendarnych konstruktorów samochodów Formuły 1, Gordona Murraya. Znam go od ponad 20 lat, od chwili, gdy spotkałem go na torze Silverstone podczas testów zaprojektowanego przez niego legendarnego McLarena F1. Wysoki, siwy południowy Afrykanin, który chętnie nawiązuje do swoich szkockich korzeni, nosząc kilt przy każdej formalnej okazji, startował kolejnym dziwnym historycznym pojazdem — repliką auta IGM-Ford Special, które zbudował w latach 60. Zaprosiłem go, by w wolnej chwili wpadł do naszego boksu obejrzeć Arrinerę. I oczywiście to uczynił — mina głównego inżyniera, Krzysztofa Stelmaszczuka, gdy pokazywał Gordonowi konstrukcję tylnego zawieszenia, była naprawdę bezcenna!

Gordon Murray w boksie zespołu Arrinery

Od Canaletta do tysięcy koni mechanicznych

Ale do rzeczy. Goodwood to miejsce specjalne. Obecny Lord March, facet o urodzie Hugh Granta i królewskich manierach, odziedziczył majątek po swoim ojcu, który szybciej wydawał pieniądze niż je zarabiał. Mógł nadal robić artystyczne zdjęcia w Londynie, w tym dla Stanleya Kubricka, ale porwał się na niemożliwe: odbudowę glorii i chwały rodzinnego majątku, gdzie kiedyś pejzaże obszaru znanego jako The Downs malował sam Canaletto. Zdeterminowany arystokrata zaczął od wymyślenia Festiwalu Prędkości, a gdy ten zadziałał, wymyślił jeszcze Goodwood Revival, odbudował tor wyścigowy Goodwood, na nowo uruchomił tor wyścigów konnych, organiczną farmę, lotnisko… w minionym roku jego firma zarobiła około 86 milionów funtów. Dodać warto, że fabryka Rolls-Royce'a w Goodwood powstała na ziemi wydzierżawionej, a nie kupionej, właśnie od niego.

Poziom merytoryczny i estetyczny Festiwalu, mimo mijających lat, nie spada. Nadal to genialne źródło rozywki dla każdego, kto zwyczajnie lubi samochody i motocykle, dla każdego, kto chce w swoim dziecku zaszczepić zarazek choroby automobilowej, która objawia się niechęcią do filmowych scen pościgów, zrealizowanych w komputerze i zamiłowaniem do smrodu spalin z rury wydechowej zabytkowego pojazdu. To także prawdopodobnie jedyne miejsce na Ziemi, gdzie można z bliska zobaczyć fantastyczne i rzadkie samochody wyścigowe, a także dotknąć ludzi, o których dotąd tylko czytaliśmy w czasopismach czy książkach. Ragnotti, Skinner, Rosberg, Heidfeld, Redman, Bell, wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni. Prawdziwe gwiazdy rzadko bowiem okazują się bufonami: o tym przekonuję się od lat właśnie tutaj.

Przeznaczona do driftu Mazda MX-5 na starcie trasy "wyścigu górskiego" w Goodwood

Trudna trasa i klasa mistrzów

Jak już wspominałem, tym razem powróciłem jako drugi kierowca Arrinery GT3. Rok temu pierwszy prototypem polskiego wyścigowego auta też wystartowałem w FOS, i choć przy pierwszym podjeździe pojawił się problem techniczny, pozostałe pięć zaliczyłem bez problemów ( niestety, niektóre polskie media zauważyły tylko ten pierwszy incydent). Pomiędzy Bentleyem GT3 i nowiutkim Lexusem GT3 z USA, nieopodal Astona, który niedawno wygrał klasę w Le Mans, stanęła nasza, zielona Arrinera. Niedługo przed Goodwood otrzymała nowy, mocniejszy silnik, ale nie zdążyliśmy w pełni dopracować sterowania nim — zwyczajnie zabrakło czasu. Ekipa złożona z Krzysztofa Stelmaszczuka, Krzysztofa Pindeli, Alana Rice, Philla Lanesa i mnie znalazła się tam po to, by wielokrotny zdobywca rekordów w Goodwood, genialny szkocki kierowca Anthony Reid zdołał, po raz pierwszy w historii, zaznaczyć polską obecność w podjazdach na czas.

Wyścig górski w Goodwood łatwo zlekceważyć. Ciutkę ponad milę wąskiego asfaltu, i w zasadzie pięć zakrętów. Banał. Ale to banał niezwykle zdradliwy, nawet przy słonecznej pogodzie pokryta kurzem nawierzchnia potrafi byc diabelnie śliska. Widziałem tu prawdziwych tuzów motorsportu, opuszczających ze wstydem auta wbite nosami w bele słomy przy trudnym lewym zakręcie Molecomb. Kierowców bezcennych prototypów, po takim wypadku rozważających samobójstwo i załamanych, dobrych kierowców wyczynowych, którzy nie docenili wyjątkowości wzgórza w Goodwood. Anthony Reid, który włożył wiele pracy i swego ogromnego doświadczenia w rozwój prototypów wyścigowej Arrinery, zna tę trasę lepiej niż dojazd do supermarketu Waitrose w Oxfordzie, gdzie mieszka. I ja tu tez parędziesiąt razy jechałem. Auto przygotowaliśmy najlepiej, jak się dało, licząc, że nie narobimy sobie wstydu.

Zobacz również: Niemieckie pochodzenie i ekscytacja za kółkiem. Opel odważnie promuje GT X Experimental

W oczekiwaniu na start...

Plan działania, przytłaczająca konkurencja i miłe spotkania

Pierwszy ćwiczebny podjazd już w czwartek. Po kilkudniowych opadach strasznie ślisko, ale Anthony pała optymizmem. To człowiek, który w swojej karierze wygrywał z Villeneuvem, Irivine'm i Frentzenem, ale nie miał ich szczęścia do sponsorów. Arcymistrz techniki jazdy z wyścigów BTCC, twierdzi, że każdy dzień przyniesie nam postęp. Przysługują nam dwie jazdy dziennie, podejmujemy decyzję, że poranny podjazd codziennie wykonam ja, zbierając dane dla Anthony'ego na popołudnie, a główne podjazdy na czas wykona Szkot, ubrany w uszyty na miarę, ognioodporny kombinezon w barwach jego służbowej marynarki kapitana jednego z czterech teamów Members Meetings i Goodwood Revival.

Wokół nas kręci się kolorowa samochodowa karuzela, ale nie mamy wiele czasu na jej oglądanie. Zaparkowany obok fabryczny team Bentleya to wspaniali ludzie, od razu chętnie oferujący swoją pomoc. Szefem teamu, pracującym w Crewe od 26 lat, jest Alan Simms. Dalej Aston, którego inżynierowie dopiero w niedzielę przychodzą oglądać nasze auto, wcześniej badane przez konstruktorów z Prodrive, którzy dla Marka Higginsa (tego, który jeździ w filmach o Bondzie, ma rekordy na trasie Isle of Man TT i który wielokrotnie dublował Clarksona na planie Top Gear) przygotowali demoniczne Subaru, z całym poszyciem z tworzywa i silnikiem, o którym mówi się, że ma nawet 700 koni. jest tu też stary IndyCar Penske, z motorem o mocy 790 koni i masą o połowę mniejszą od naszej, i genialny Justin Law w kilku zabytkowych Jaguarach… lista konkurentów do trofeum za najszybszy podjazd imponująca.

Biegając po padoku spotykam masę znajomych, to takie spotkania właśnie sprawiają, że czuję się tu jak w bajce. Jochen Mass, Roland Asch, Michel Leclere, James Wood, Quirina Louwman, 17-letnia wschodząca gwiazda GT5 Katie Milner, Nick Heidfeld mówiący o Arrinerze "your car is bloody quick". Słońce, hamburgery z organicznej wołowiny i atmosfera motorsportu lat minionych, tego, w którym ludzie sobie nawzajem pomagali, a nie chowali się za plecami specjalistów od marketingu i PR. Wyścigi powinno się wygrywać na torze, a nie poza nim.

Do startu szykowane są historyczne samochody Grand Prix

Jak Dawid z Goliatem

Sobota rano, pogoda idealna. Wsiadając do auta spoglądam na Astona, który wygrał w tym roku klasę w Le Mans, do którego z gracją ładuje się sam Martin Brundle. Jakież jest moje zaskoczenie, gdy okazuje się, że ja, gruby, stary facet z Radomia, polskim samochodem pojechałem szybciej od niego. W niedzielę rano wyjeżdżam na oponach deszczowych, jest zupełnie sucho, a i tak poruszam się szybciej od Bentleya, który wygrywa w wyścigach serii Blancpain. Owszem, przeżywam też chwile grozy, gdy nawala nam jeden z podnośników pneumatycznych i do ostatnich sekund nie wiadomo, czy zdążę wyjechać z padoku do strefy zbiórki mieszcząc się w ustalonym przez organizatorów limicie czasu. Mamy też awarię elektryczną, której zdiagnozowanie zajmuje sporo czasu. Cóż, nasze samochody, obydwie zielone Arrinery GT3, to właściwie wciąż prototypy. Nie stoi za nami firma z budżetem idącym w setki milionów euro, nie mamy pięciu zespołów inżynierów, ani własnego toru testowego. Sam fakt, że jesteśmy tu przez wszystkich traktowani jako godni konkurenci Porsche, Astona, McLarena, Lexusa czy Bentleya napawa dumą.

Anthony kwalifikuje nas do finałowej dziesiątki. Nerwy trudno opanować. Niedzielny "shootout" rozegra się według dość skomplikowanej kolejności. Wzruszenie miesza się nam ze stresem. Konkurenci, którzy zaraz zmierzą się w wyjątkowej walce, zmuszającej do skupienia uwagi ledwie na kilkadziesiąt sekund, życzą sobie nawzajem powodzenia, podają ręce. Niczym rycerze, zmagający się według honorowego kodeksu. Zostajemy na starcie, oparci o bele słomy przy przedstawicielce firmy, zajmującej się chronometrażem i przy Donie Law, odzianym w szorty właścicielu firmy, która jako jedyna na świecie naprawdę dobrze serwisuje wyścigowe Jaguary XJR i drogowe XJ220. Jego syn za kierownicą XJR-12 zaraz wyjedzie na trasę. Parę lat temu równie leciwym zabytkiem wygrał z francuskim kierowcą w niemal tysiąckonnym Peugeocie z Pikes Peak.

Zakręt przy złowieszczym "Flint Wall" - łatwo tu się otrzeć o mur, stracić cenne sekundy lub calkiem rozbić samochód

Szkocko-polska receptura na zwycięstwo

Nasz Anthony Reid jedzie genialnie. Uzyskany czas sprawia, że przez wiele minut wielkie ekrany pokazują jego pozycję jako P1! Nie możemy uwierzyć! Polska Arrinera, rok po debiucie w Goodwood, prowadzi w klasyfikacji generalnej jazd na czas. Klepiemy się po ramionach, już osiągnęliśmy więcej, niż mogliśmy wymarzyć. Kamery pokazują genialnego szkockiego kierowcę, podskakującego jak dziecko na scenie. O włos wygrywa z nami bardzo dobry Higgins w potwornie mocnym Subaru, potem także J. Smith w IndyCarze Penske, a wreszcie absolutnie najlepszy czas uzyskuje Justin Law w potężnym, zabytkowym Jaguarze. Spadamy na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej ale gratulujemy jego ojcu, który słabym ze wzruszenia głosem mówi do mnie: "jestem ojcem Justina". "Wiem, Don"- odpowiadam łagodnie.

Jestesmy w siódmym niebie. Surrealistyczny nastrój całego Festiwalu przedłuża nam się na dekorację zwycięzców. Anthony parkuje Arrinerę przed głównym wejściem Goodwood House. Wszystkie pozostałe auta dostawiane są do naszego. Gdy na scenie odbiera od Lorda Marcha nagrodę za zwycięstwo w klasie samochodów GT, czuję dumę i niedowierzanie. Gratuluje nam masa ludzi, w tym "The Gunslinger", wielki Mike Skinner, mój kolega Paul Dallenbach, 9-krotny zwycięzca Pikes Peak, a nawet Annette Mason, żona Nicka Masona, która startowała przepięknym Ferrari 512BB LM. Czy można sobie wyobrazić bardziej satysfakcjonujące zakończenie weekendu? Raczej nie. Na pewno wrócimy tu za rok znowu powalczyć o zwycięstwo — tym razem w "generalce". A wy, jeśli nigdy nie byliście w Goodwood, pomyślcie o takiej wycieczce. Warto.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Relacje:

Tucson do zadań specjalnych - pomogliśmy w starcie zespołowi Hyundai WRC Hyundaiem przez Antarktydę: jak wnuk Shackletona przeszedł do historii Audi Q5 po Szwajcarii: wrotami Alp, śladami Bonda i na lodowiec Ford GT na 24 h Le Mans - jak wygląda praca zespołu od zaplecza? Audi Q5 po Szwajcarii: jak we Włoszech Orlen 74. Rajd Polski 2017: Walka do samego końca - relacja Audi Q5 po Szwajcarii: w górach Audi Q5 po Szwajcarii: Jezioro Bodeńskie i czekolada Po powrocie z 24 h Le Mans 2017 - 9 powodów, dla których musisz pojechać za rok 24 h Le Mans 2017 - kto jest kim i z kim walczy oraz co robimy na miejscu Cztery rzeczy, które wiemy po premierze Hyundaia Kony w Seulu Z Mikko Hirvonenem w cztery oczy o rajdach, Mini i… amerykańskich klasykach Samochód w kadrze Statek kosmiczny na drogę Concorso D'Eleganza Villa D'Este 2017 - galeria zdjęć Trzeba mieć fantazję i pieniądze, synku! Mercedes Klasy G w czterech odsłonach: Rolls-Royce wśród terenówek Auto Nostalgia i Warsaw Old Timer Show - czy jest miejsce dla dwóch takich imprez? Hot Shots - czyli podsumowanie wyprawy przez Namibię Fiat 126-P LPT, czyli polski prototyp amfibii Kia Lotos Race Oschersleben (2017) - jak wygląda rozsądne cenowo ściganie? Samochodem przez pustynię Namib - przygotowania, część 2 Powrót królowej - co wiemy o poliftingowej Klasie S przed jej premierą w Szanghaju Samochodem przez pustynię Namib - przygotowania

Popularne w tym tygodniu:

Mercedes-Benz Safety Experience już działa. Przekonałem się, że każdy wyniesie z tych szkoleń coś dla siebie Varsopolis 2019: polski konkurs elegancji z prawdziwego zdarzenia 24h Le Mans 2019 - relacja na żywo Wyniki 24h Le Mans 2019: to nie był spektakl jednego aktora Opel idzie w elektryki, ale to nie jedyna ścieżka. O przyszłości marki z Frankiem Jordanem 15 lat temu bezpieczeństwo oznaczało coś zupełnie innego. Sprawdziłem to na autodromie Škody Mille Miglia w Polsce? W wakacje możesz wziąć udział w podobnej imprezie Mustang Bullit. Jest świetnie, ale nie tak dobrze, jak napisał Mariusz Zmysłowski Optymalizacja kosztów w firmie jest jak… dieta. Nie oznacza tylko oszczędności