Skoda Yeti Outdoor Tour 4x4 2,0 TDI: szorstki typ

Czeska marka jest jednym z głównych graczy na polskim tynku motoryzacyjnym. Modelowi Yeti nigdy nie udało się u nas dostać do czołówki niezwykle popularnego segmentu aut, jakim są SUV-y. Dziś Yeti znika z oferty Skody, dlatego to ostatnia szansa, by kupić to auto. Sprawdzamy, czy warto.

fot. Tomasz Budzik

Ten artykuł ma 2 strony:

Skoda Yeti Outdoor Tour 4×4 2,0 TDI (2017) - test

Bez emocji

Wielu klientów decyduje się na zakup SUV-a przede wszystkim ze względu na jego wygląd. Współczesne modele są przeważnie mocno wystylizowane, a niektóre balansują wręcz na granicy barokowej przesady. W Yeti jest inaczej. To model ze wszech miar stonowany. Gdy patrzymy na auto z boku, w oczy rzucają się zupełnie proste linie górnej i dolnej linii okien. Przód samochodu zdominowany jest przez pokaźną osłonę chłodnicy i spore, ksenonowe reflektory. W dolnej części zderzaka wyróżnia się szara listwa w kształcie litery U, wieńcząca auto u dołu. Gdy patrzymy na Yeti z tyłu, skupiamy uwagę na geometrycznym zamyśle projektantów. Wiele tu linii zbliżonych do prostokątów, a tablicę rejestracyjną umieszczono w trapezowym wcięciu. Spod zderzaka wyłania się podwójna końcówka układu wydechowego, a nad nią swoje miejsce znalazła szara listwa, mająca urozmaicać wygląd auta.

W kabinie pasażerskiej nie ma miejsca na wzornicze wolty. Wszystko zostało zaprojektowane pod kątem ergonomii. Czytelne oznakowanie przycisków i pokręteł nie pozwoli nam błądzić, gdy zechcemy zmienić tryb nawiewu czy wyregulować temperaturę. W ramieniu kierunkowskazu umieszczono sterowanie tempomatem, a na trójramiennej kierownicy znalazły się przyciski i pokrętła pozwalające na zarządzanie systemem audio oraz dokonywanie zmian treści wyświetlanych na ekranie pomiędzy zegarami. Wszystko bez zbędnego odrywania uwagi od drogi.

W dziedzinie ergonomii słabym punktem Yeti jest bagażnik. Na walizy czy sprzęt sportowy przewidziano tu 405 litrów. To niezbyt wiele jak na model, który zachęca do odbywania podróży, ale wynika to z długości auta, nieznacznie przekraczającej 4,2 m. W grupie samochodów o podobnym charakterze i w analogicznym rozmiarze, wynik ten okazuje się dobry. No cóż, jeśli dzielną Skodą będziemy chcieli wybrać się na łono natury wraz ze sprzętem sportowym, lepiej wyposażyć się w bagażnik dachowy. Kiedy jednak nie podróżujemy z kompletem pasażerów, mamy znacznie więcej możliwości. Z tyłu, zamiast kanapy, znajduje się rząd trzech osobnych foteli, z których każdy można składać. Jeśli położymy tylko oparcia, szybko uzyskamy możliwość przewożenia długich przedmiotów, np. nart. Jeśli jednak zależy nam na płaskiej podłodze bagażnika, po złożeniu oparć odchylamy siedziska. W ten sposób tylne fotele zbliżają się do przednich, a my zyskujemy nieco krótszą, ale równą powierzchnię. Maksymalna pojemność bagażnika w Yeti to 1760 l.

Nie tylko asfaltem

Pod lupę wzięliśmy auto w specyfikacji Outdoor, z napędem na cztery koła, silnikiem Diesla i skrzynią DSG, które w teorii powinno zadowolić zarówno szukających taniego w eksploatacji środka transportu, jak i miłośników leśnych ścieżek. Jak auto sprawuje się w praktyce?

Testowany model wyposażony był w 150-konny silnik Diesla oraz 6-biegową, automatyczną skrzynię DSG. Parametry silnika zupełnie wystarczają do sprawnego przemieszczania się po mieście i na trasie, a moment obrotowy wynoszący 340 Nm pozwala bez kłopotów poruszać się poza asfaltem. Do tego ostatniego zachęca napęd 4×4. Jego centrum stanowi układ Haldex piątej generacji, który współdziała z elektroniczną blokadą mechanizmu różnicowego. Działa on na zasadzie dohamowania koła, które traci przyczepność. Dzięki temu moc silnika trafia na to koło, które może zapewnić wydostanie się z kłopotliwej sytuacji. W trybie off-road elektroniczna blokada mechanizmu różnicowego działa tak, że wystarczy, by jedno koło miało przyczepność, aby wydostać Yeti z pułapki. Dostępne są wówczas również tryby ułatwiające pokonywanie stromych wzniesień.

Zobacz również: Ford Mustang Mach-E: podróż elektryczną ikoną. Część 2: Manor House

Testowane Yeti w mieście zadowoliło się 7,7 l oleju napędowego na 100 km, co należy uznać za dobry wynik. Trzeba jednak przyznać, że działanie skrzyni biegów pozostawiało nieco do życzenia podczas ruszania. Mechanizm sprawiał, że możliwe było albo bardzo ostrożne włączenie się do ruchu, albo bardzo dynamiczne przyspieszanie. Na umiarkowane wciśnięcie pedału gazu auto reagowało ospałym przyspieszeniem. Powodów do narzekań nie będą jednak mieli ci, którzy chętnie wyjeżdżają poza miasto. Podczas podróży po autostradzie z prędkością 140 km/h auto spalało 7,4 l oleju napędowego na 100 km, a silnik utrzymywał się przy tym na poziomie 2,3 tys. obr./min., zapewniając kierowcy i pasażerom komfort. Podczas jazdy zwykłymi pozamiejskimi drogami wartość spalania spadała do 5,8 l/100 km.

Testowany egzemplarz w wersji Ambition dodatkowo wyposażony został m.in. w alarm, elektrycznie sterowane okno dachowe, bi-ksenonowe reflektory, system nawigacji, kamerę cofania czy automatycznie ściemniające się lusterko wsteczne. To wywindowało katalogową cenę podstawową tego modelu ze 113,3 tys. zł do 128,9 tys. zł. Dziś Yeti nie można już zamawiać w salonach. Wciąż kupić można jednak egzemplarze, które posiadają poszczególni dilerzy. By zapoznać się z ich ofertą, wystarczy przejrzeć internetowe serwisy ogłoszeniowe. Czy warto? Jeśli chodzi o cenę, zdecydowanie tak, gdyż dla kupujących przewidziano spore upusty. Dla przykładu, jeden z dilerów czeskiej marki za podobnie wyposażone auto, pozbawione jednak okna dachowego, żąda obecnie 103 tys. zł. W porównaniu z ceną pierwotną to prawdziwa okazja.

Miejsce Yeti w ofercie Skody zajmie Karoq. Wraz z jego nadejściem dla czeskiej marki skończy się pewna epoka, a dzielne w terenie auto zastąpi model lepiej spełniający oczekiwania tych, którzy poruszają się głównie po mieście. Żegnaj, Yeti.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Niezłe możliwości poza asfaltem.
  • Praktyczne wnętrze z trzema oddzielnymi siedzeniami zamiast kanapy.
  • Niska wartość obrotów przy jeździe autostradowej.

Minusy:

  • Nieco archaiczny wygląd.
  • Mało płynne działanie 6-biegowej skrzyni DSG

Skoda Yeti Outdoor Tour 4×4 2,0 TDI

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Test długodystansowy audi A3 sportback: przedstawiam auto i wycieram piano blacki Tesla Model 3 przekonała mnie, że istnieje miłość od pierwszego jeżdżenia Skoda Octavia RS 2,0 TFSI DSG - idealny kompromis? [test autokult.pl] Lexus CT200h F-Sport, czyli drapieżny styl "eko" [test autokult.pl] Test: Volkswagen Golf GTI - ty masz moc, a on co innego Alfa Romeo Giulietta Quadrifoglio Verde – do zakochania jeden krok [test autokult.pl] Audi TT RS Coupé S Tronic - uliczny ścigant [test autokult.pl] SsangYong Rodius 2,0 Sapphire 4WD AT - test Mazda 3 MPS – pociąg do adrenaliny [test autokult.pl] Pojedynek hybrydowych crossoverów z Dalekiego Wschodu: Kia Niro vs Toyota C-HR Gran turismo ery science-fiction: test Audi A7 na polskich drogach Test: Volkswagen Grand California 600 – optimum kamperowe z Polski

Popularne w tym tygodniu:

Pierwsza jazda: Audi RS 3. Zabójca plakatów jedzie bokiem Offroad Marcina: Fiat Panda Cross - w terenie dwa cylindry to za mało Test: Ford Puma ST i Ford Ranger Raptor – łączy je więcej, niż myślisz Pierwsza jazda: Volvo C40 - to coś więcej niż XC40 ze ściętym dachem Offroad Marcina: rajdowa kontra seryjna Toyota Land Cruiser. Sprawdzam różnice Pierwsza jazda: Volkswagen Polo po liftingu - więcej gadżetów Pierwsza jazda: Porsche Macan GTS po drugim liftingu - to będzie udane pożegnanie Pierwsza jazda: Honda HR-V e:HEV - hybryda "inna niż wszystkie". Wyróżnia ją nie tylko napęd Test: Porsche Panamera Turbo S e-hybrid - absurd! Pierwsza jazda: Cupra Born – do pełni szczęścia brakuje ważnego elementu Pierwsza jazda: Peugeot e-Partner i Citroën ë-Berlingo – są praktyczniejsze, niż może się wydawać