Renault Talisman Grandtour Initiale Paris Energy DCI 160 EDC - francuski pomysł na kombi

Renault Talismana znają już chyba wszyscy – auto zdążyło się dobrze rozgościć na polskich drogach. Nietrudno go zauważyć ze względu na iście spektakularny wygląd. Jak jednak wiadomo – wygląd to nie wszystko. Czy zjawiskowy Talisman ma do zaoferowania coś poza świetnym stylem?

fot. Mariusz Zmysłowski

Ten artykuł ma 2 strony:

Renault Talisman Grandtour DCI 160 (2016) - test

Niektórzy twierdzą, że o gustach się nie dyskutuje. Moim zdaniem wręcz przeciwnie – to właśnie to wszystko, co oceniamy subiektywnie, co jest naszym i niczyim innym zdaniem, jest najwspanialszym polem do wymiany poglądów. Jak długo można zażarcie rozmawiać na temat mocy samochodów? Ostatecznie wszystko sprowadzi się do prostej arytmetyki, popartej najwyżej przyspieszeniem czy czasem okrążenia jakiegoś długiego toru w Niemczech.

Renault pokazało, że potrafi skłonić do dyskusji swoją stylistyką. To, czego Francuzi dokonali w ostatnich latach pod względem designu jest absolutnie rewelacyjne. Każdy kolejny model to petarda. Mnie do gustu średnio przypadł chyba jedynie Scénic. Każde inne, nowe auto Renault, poczynając od Clio, a kończąc na wielkim Espace to majstersztyk.

Sukces Francuzów leży według mnie nie tylko w bardzo atrakcyjnym i charakterystycznym wyglądzie aut. Renault udało się zachować jednolity język stylistyczny, ale jednocześnie nakreśliło swoje auta w sposób, który je odróżnia. Nie ma problemu z rozpoznaniem czy mamy do czynienia z Espacem czy z Scénikiem albo czy z Talismanem czy z Mégane.

O czym tu więc dyskutować? Przede wszystkim o tym, czy Talisman nie stał się przypadkiem najładniejszym pojazdem w segmencie. Moim zdaniem to bardzo dobry kandydat do tego tytułu. W eleganckich kształtach mieści niesztampowe dodatki. Oświetlenie diodowe w kształcie liter C z przodu sprawia, że gdy za nami jedzie Talisman, nie mamy co do tego wątpliwości. Kosmiczny świetlny zarys frontu auta bardzo jednoznacznie określa go wizualnie.

To jednak tylko mały kawałek sukcesu, którego głodny jest każdy producent. Wygląd przyciągnie (przez billboard, reklamę telewizyjną lub auto zauważone na ulicy) do salonu, ale potem potrzeba jeszcze kilku dobrych powodów by po nasyceniu swojego wzroku, klient zechciał jeszcze nasycić gotówką kasę u dilera. Czy zgrabny Talisman ma w swoim rękawie asy, które sprawią, że to właśnie u Renault zostawimy pieniądze, zamiast wybrać Škodę Superb, Volkswagena Passata czy Opla Insignię?

Zobacz również: Pierwszy w historii rajd na terenie rafinerii Grupy LOTOS

To, co zdecydowanie ujęło mnie w Talismanie, to komfort podróżowania. Na tę cechę składa się kilka czynników. Pierwszy to komfortowe fotele – wygodnie jest zarówno kierowcy, na grubym, mięsistym siedzisku, jak i pasażerom kanapy. Szczególnie uwagę zwracają miękkie zagłówki – są świetne, do tego z przodu mają regulację. Kanapa zapewnia sporo miejsca na nogi – zarówno na kolana, jak i na stopy. Mniej wygodne jest jedynie środkowe miejsce – jest jak wyjęte z innego auta, wyraźnie twardsze od pozostałych, chociaż pozbawione często spotykanego w innych wozach garbu.

Za komfort podróżowania w Renault Talismanie odpowiada też bardzo miękkie zawieszenie. Może nawet momentami zbyt miękkie – dobrze wybiera nierówności, ale jednocześnie w niektórych sytuacjach trochę za mocno buja – na śpiących policjantach o bardziej agresywnym profilu auto rusza się jak galaretka. Całe szczęście zawieszenie w Talismanie możemy utwardzić. Sztywniejsza konfiguracja Sport zapewnia bardziej pewne prowadzenie przy dużych, autostradowych prędkościach.

Komfort to także całe otoczenie kierowcy i pasażera. Jeśli jest wykonane na dobrym poziomie, podróż jest przyjemniejsza. Talisman pełen jest dobrych, miękkich materiałów. Skóry są mięsiste, a na obiciach boczków dosyć grubo podbite. Nie zabrakło tu także dobrych, wysokiej jakości tworzyw sztucznych, uzupełnionych dodatkami z aluminium.

Pod maską testowanego przeze mnie Talismana Grandtour (czyli kombi) pracował 1,6-litrowy diesel. To nie brzmi okazale, jak na tak duże auto, ale wbrew pozorom – wystarczy. Wysokoprężny motor generuje 160 KM. Ta liczba brzmi lepiej niż pojemność jednostki napędowej, ale wciąż niewystarczająco. I znów – ocena po pozorach byłaby błędem. Talisman z tym silnikiem jest zaskakująco dynamiczny. Doskonale radzi sobie z przyspieszaniem z niskich prędkości, ale także z rozpędzaniem w trasie.

Jednocześnie nieduży diesel Talismana zapewnia rozsądne zużycie paliwa. W mieście potrzebuje 6,7 l/100 km. W trasie udało mi się zejść bez szczególnego wysiłku do pułapu 5,5 l/100 km. Co ciekawe, nie musimy wyrzekać się przy tym dobrego brzmienia. W trybie Sport z głośników emitowany jest nieco podrasowany dźwięk silnika. I co z tego, że z głośników? To nie jest Nissan GT-R, żeby musieć cokolwiek udowadniać całemu otoczeniu warczącymi rurami wydechowymi. Wystarczy, że kierowca ma nieco bardziej przyjemne wrażenia dźwiękowe i to w tym przypadku zaskakująco naturalne.

Na pochwałę zasługuje także dobre sparowanie tej jednostki z automatem EDC. Zestaw ten pracuje nieco leniwie, ale przy tym stosownie do charakteru auta. Talisman nie potrzebuje wściekle szybkich zmian biegów i wyczynowych czasów redukcji przełożeń. Jest szybki, ale nie narwany.

Kierowcy docenią także układ dwóch osi skrętnych 4Control. Renault już przyzwyczaiło nas do stosowania tego rozwiązania w licznych modelach. Dzięki temu systemowi Talisman jest bardziej zwrotny przy skręcaniu z niskimi prędkościami i sprawia wrażenie bardziej stabilnego w trakcie manewrów w trasie. To kolejne rozwiązanie, które sprawia, że Talisman jest bardzo komfortowym autem.

Niestety nie mogę zakończyć tej recenzji na salwie zachwytów. W kilku miejscach twórcy Talismana nie dotrzymują słowa danego znakomitym wyglądem auta.

Świetne materiały to w kwestii wykonania nie wszystko – zabrakło trochę woli walki przy spasowaniu elementów. W moim egzemplarzu np. tylny zagłówek po lewej stronie był kompletnie luźny. Nie do końca udało się też przeniesienie wielu funkcji na wielki ekran dotykowy. Fakt – jest on imponujący, jednak, jak powszechnie wiadomo – rozmiary to nie wszystko. Funkcjonalność powinna być na pierwszym planie. Dlatego trudno mi zrozumieć, dlaczego regulacja siły nawiewu została przeniesiona do menu. Na wierzchu mamy jedynie ustawienia temperatury. Moim zdaniem zbędny jest za to wielki przycisk Eco, który spokojnie mógłby mieć swoje miejsce w systemie, a zamiast niego moglibyśmy dostać dwa guziki do regulacji siły nawiewu.

Dodatkowym mankamentem panelu dotykowego wokół ekranu jest materiał, z którego został wykonany. Błyskawicznie zbiera on nasze odciski palców, a ponieważ z wielu funkcji zaszytych w systemie korzystamy często, wokół ekranu robi się zwyczajnie nieestetycznie.

Drobne problemy są też z automatyzacją pewnych rozwiązań w Talismanie. W moim egzemplarzu wycieraczki automatyczne reagowały zbyt wolno. Dlatego ostatecznie kończyło się na ich ręcznej regulacji. Nie wiem też z jakich względów działanie adaptacyjnego tempomatu ograniczono do 140 km/h. Gdybyśmy chcieli wybrać się na wycieczkę przez Niemcy do Paryża, to na autobahnach nie moglibyśmy liczyć na tempomat, a jedynie na regulowany ogranicznik.

Żeby nie kończyć spotkania z Talismanem w nieco oziębłej atmosferze muszę pochwalić Renault za… porty USB. Francuzi dostarczyli w sumie cztery sztuki – dwa z przodu i dwa z tyłu. Dla pasażerów kanapy dostępne jest także gniazdo 12 V oraz AUX-IN. To oznacza, że każdy, kto podróżuje tym autem może ładować telefon lub tablet jednocześnie. Brawo Renault – moim zdaniem każdy nowoczesny samochód w XXI wieku powinien mieć tyle samo miejsc do ładowania urządzeń mobilnych, co miejsc dla pasażerów.

Renault Talisman jest wyceniony konkurencyjnie względem jego oponentów. Grandtour startuje od 98 900 zł. Dla porównania najlepiej wyceniony w segmencie Superb Combi startuje od 93 510 zł, ale już Passat Variant od 97 990 zł. Ponad tym zestawem znajduje się nowy Opel Insignia Sports Tourer, którego cennik otwiera kwota 103 900 zł.

Na zdjęciach widzicie odmianę Talismana Grandtour Initiale Paris. To wersja flagowa, wyróżniająca się bogatym wyposażeniem i wyjątkowym wyglądem. W parze z tym idą oczywiście stosowne ceny, które dodatkowo windują jednostki napędowe. Initiale Paris oferowany jest wyłącznie z najmocniejszymi motorami – 200-konnym benzynowym i omawianym wyżej 160-konnym dieslem. Wersja z silnikiem wysokoprężnym startuje od 154 400 zł.

Ogólna ocena8z 10

Plusy:

  • Wysoki komfort podróżowania
  • Atrakcyjna stylistyka
  • Dynamiczny, ale oszczędny silnik
  • Dobrze współpracująca z dieslem skrzynia
  • Przestronne wnętrze
  • Komfortowe fotele
  • Duża liczba gniazd USB w aucie
  • Układ 2 osi skrętnych 4Control

Minusy:

  • Aktywny tempomat ograniczony do 140 km/h
  • Przeniesienie zbyt dużej liczby funkcji do ekranu dotykowego, wokół którego zostaje mnóstwo odcisków palców
  • Zawieszenie za bardzo buja na większych nierównościach np. na śpiącym policjancie
  • Brak jeszcze mocniejszego diesla w ofercie

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Porsche Panamera 4 E-Hybrid - luksusowa hybryda podszyta sportowym duchem Volkswagen Golf Sportsvan 1,4 TSI Highline - test Mitsubishi L200 Monster 2,4 AT - gdzie L200 nie może, tam Monstera pośle Ford Focus 1,5 EcoBoost Titanium vs. Seat Leon FR 1,8 TSI DSG - test Alfa Romeo Giulietta Quadrifoglio Verde – do zakochania jeden krok [test autokult.pl] Fiat Panda III 1,3 MultiJet II Lounge - filletcar [test autokult.pl] Peugeot 3008 2,0 HDi HYbrid4 - crossover po francusku [test autokult.pl] Nowe Audi Q2 1.4 TFSI S tronic (2016) - na współczesne potrzeby i zachcianki Lancia Ypsilon 1,3 MultiJet Platinum – fashion victim? [test autokult.pl] Land Rover Discovery Sport pozytywnie mnie zaskoczył. Nie jest jednak bez wad Mitsubishi Outlander PHEV (2015) - test, opinia, spalanie, cena Tesla Model 3 przekonała mnie, że istnieje miłość od pierwszego jeżdżenia

Popularne w tym tygodniu:

Nowy Opel Corsa. Niemiecko-francuski mariaż w najmniejszym wydaniu Ford Mondeo Hybrid Kombi: ekologia nieco przyćmiła jego zalety Test Škody Citigo e iV: pierwszy elektryk z Czech jest jednocześnie najtańszym na rynku BMW X4 M Competition: pytania egzystencjonalne Test Škody Kamiq: auto całkowicie nie dla mnie, ale nie zdziwię się, jeśli będzie hitem Peugeot 2008: ekscytujący czas dojrzewania Nissan Juke: druga generacja to subtelny skok na segment kompaktowych crossoverów Jeździłem nowym Volkswagenem Golfem. Kompakt znów podniósł poprzeczkę konkurencji Lamborghini Huracán EVO: walka do samego końca